Ich troje: Mopik, Kropek & Kicia

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pt sie 23, 2013 14:15 Ich troje: Mopik, Kropek & Kicia

Obrazek

Obrazek

I nie dajcie sie nabrac na jego lagodny wyglad - prawdziwe swe oblicze pokazuje w linku w mej sygnaturce.
Ostatnio edytowano Pon wrz 03, 2018 15:54 przez Lifter, łącznie edytowano 35 razy
Obrazek Obrazek Obrazek

Ludzie, którzy nie lubią kotów, w poprzednim życiu musieli być myszami.

Lifter

Avatar użytkownika
 
Posty: 1959
Od: Pt sie 09, 2013 10:47
Lokalizacja: Wrocław

Post » Pt sie 23, 2013 16:41 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Witam jako pierwsza :ryk:
Z niecierpliwością czekam na opowieść :twisted:
Obrazek Obrazek
Klarunia [*] 06.2004 - 10.02.2013 czekaj na mnie za TM BARF-ujemy od września 2013r.

ab.

 
Posty: 8557
Od: Pt kwi 12, 2013 21:10
Lokalizacja: Koszalin

Post » Pt sie 23, 2013 17:48 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Ja też, ja też!
Ale widać po oczach, że to taki koci mafiozo. Nawet w garniturek się ubrał :D
Obrazek Obrazek
Obrazek

Bellemere

 
Posty: 5079
Od: Nie lip 21, 2013 13:10
Lokalizacja: Sosnowiec/Gliwice

Post » Pt sie 23, 2013 19:30 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

O mmmatko, ależ zjawiskowy Pan Kot!
Esencja kota w czarnym smokingu :D .
" There are people who have an extraordinary, spiritual connection with animals. And when such a man dies, it happens, that he connects with the animal that he was closest to and loved most. "

vip

Avatar użytkownika
 
Posty: 14774
Od: Pon maja 23, 2011 10:55

Post » Pt sie 23, 2013 19:33 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

widać, mały zawadiaka.. dołączam się do poczekalni! :D
Obrazek
sen podchodzi do drzwi na palcach, jak kot...

<3 Truff - http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=156003
Obrazek

Trufelia

 
Posty: 1297
Od: Pon sie 19, 2013 20:00
Lokalizacja: Olsztyn i okolice.

Post » Pt sie 23, 2013 20:17 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Tylko te białe skarpetki do czarnego garniaka... :mrgreen:
Obrazek Obrazek
Obrazek

Bellemere

 
Posty: 5079
Od: Nie lip 21, 2013 13:10
Lokalizacja: Sosnowiec/Gliwice

Post » Pt sie 23, 2013 20:18 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Bellemere pisze:Tylko te białe skarpetki do czarnego garniaka... :mrgreen:

Oj nie zauważył :ryk:
Obrazek Obrazek
Klarunia [*] 06.2004 - 10.02.2013 czekaj na mnie za TM BARF-ujemy od września 2013r.

ab.

 
Posty: 8557
Od: Pt kwi 12, 2013 21:10
Lokalizacja: Koszalin

Post » Pt sie 23, 2013 20:26 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

"Maly zawadiaka?" 8 kg miesni (no dobra, mala oponka tez) kly chyba 2 cm i wredny charakter... to jest sukinkot, dominator i kawal drania, :)
Obrazek Obrazek Obrazek

Ludzie, którzy nie lubią kotów, w poprzednim życiu musieli być myszami.

Lifter

Avatar użytkownika
 
Posty: 1959
Od: Pt sie 09, 2013 10:47
Lokalizacja: Wrocław

Post » Pt sie 23, 2013 20:27 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Więcej informacji o kawalerze poproszę.
Obrazek Obrazek
Klarunia [*] 06.2004 - 10.02.2013 czekaj na mnie za TM BARF-ujemy od września 2013r.

ab.

 
Posty: 8557
Od: Pt kwi 12, 2013 21:10
Lokalizacja: Koszalin

Post » Pt sie 23, 2013 20:31 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Lifter pisze:"Maly zawadiaka?" 8 kg miesni (no dobra, mala oponka tez) kly chyba 2 cm i wredny charakter... to jest sukinkot, dominator i kawal drania, :)

Jakbym o moim Alim czytała, oprócz koloru futra wszystko inne sie zgadza, łacznie z wagą i długością kłów :mrgreen: .
" There are people who have an extraordinary, spiritual connection with animals. And when such a man dies, it happens, that he connects with the animal that he was closest to and loved most. "

vip

Avatar użytkownika
 
Posty: 14774
Od: Pon maja 23, 2011 10:55

Post » Pt sie 23, 2013 22:14 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Mam na imię Mopik. Tak przynajmniej uważają ci, których toleruję w MOIM domu. Czasem nawet przyjdę, gdy tak na mnie wołają. Szczególnie gdy są w kuchni i słyszę odgłos krojonego mięsa. W kwietniu skończyłem 5 lat. Jak przez mgłę pamiętam moją mamę i jednego braciszka. Żyliśmy sobie w piwnicy jakiejś starej kamienicy i było nam dobrze, bo koło okienka często stała pełna miseczka. Potem niestety załapałem jakąś wredną chorobę, koci katar. Nie chciało mi się jeść, a i nie bardzo nadążałem za bratem i mamą. Potem już w ogóle nie nadążałem. Powiedziałem sobie "tu będę leżał!". I tylko dlatego mnie złapali, przysięgam! Inaczej bym się przecież nie dał. Niewiele pamiętam co było dalej - zawieźli mnie w takie miejsce, gdzie jacyś Duzi strasznie mnie męczyli - kłuli jakimiś igłami, wlewali do pyszczka okropnie gorzkie świństwa, smarowali uszy jakimś paskudztwem. A przecież ja im nic złego nie zrobiłem. Zawsze wiedziałem, że ludziom nie wolno ufać.

Potem trafiłem do takiego domu, w którym pachniało innym kotem. Ale jakoś nigdzie go nie było. Pachniało też lekarstwami i jakąś ciężką chorobą. Duża coś mówiła, że mam szczęście, by trafić na nią akurat wtedy, gdy tamtem kot sobie poszedł, czy odszedł, bo inaczej nie miałbym domu. Nie wiem o co jej chodziło. Zresztą po jakimś czasie zapach tamtego kota zniknął. I dobrze, bo ja nie lubię żadnej konkurencji na swoich włościach. Zresztą wtedy nie bardzo miałem chęć by się tym interesować. Byłem bardzo słaby i nie czułem się pewnie w tym obcym miejscu, więc szybko wpełzłem pod szafę, pod którą teoretycznie nie weszłaby mysz. Tam przesiedziałem całą dobę. Duzi czasem zaglądali i podstawiali jakieś jedzonko i picie, ale jedyne co wtedy chciałem to spać. Czasem mnie szturchali, a jak widzieli że otwieram oczy, to dawali spokój. Co oni myśleli, że odwalę kitę? Też coś. Nie zamierzałem marnować nawet jednego z moich dziewięciu żyć.

Drugiej nocy podniosłem wielki lament, bo mi się nagle przypomniało o mamie i bracie i zrozumiałem, że utraciłem wolność. Czułem się już jakby lepiej. Duży wyciągnął mnie spod szafy, choć już wtedy mu pokazałem, że tanio skóry nie sprzedam. Spałem potem na jego klatce piersiowej, bo było mi ciepło i czułem bicie jego serca, więc nie czułem się aż tak samotnie. Żeby sobie nie myślał, że to (oraz jedzonko i kuweta) czyni mnie jego dłużnikiem to fuczałem i prychałem gdy chcieli mnie głaskać. No dobra, na czwarty dzień już nie prychałem - i nawet zacząłem mruczeć.

Odkryłem też świetną kryjówkę - takie plastikowe wiaderko w łazience. Jak kot do niego wchodzi ,to nic nie widzi - a jak on nie widzi to znaczy, że jego też nikt nie widzi, to chyba oczywiste. Duzi się ze mnie nabijali, że najpierw wymiotłem kurze spod szafy, a teraz siedze w wiadrze od mopa. I zaczęli wołać na mnie Mopik, niby że taki mały mop jestem. Taa, mały. Już ja im pokazałem co znaczy mały - po roku ważyłem chyba z 4-5 kg i to same mięśnie. Potem, owszem, troszkę tłuszczyku też sobie zapuściłem na brzuszku, ale to jest po prostu żelazna racja na czarną godzinę. Zresztą uważam, że te 8 kg to waga w sam raz dla porządnego kocura. Te 3-4 kg kurduple nigdy nie mają szacunku ziomali na dzielni. Prawdziwy macho musi mieć masę. I klasę.


Obrazek
"Jak? 'Mopik'? Chyba was porąbało! Proszę mi wymyśleć PORZĄDNE imię! Powiedzmy Jean-Marie Henry de la Cotte".

Co lubię? Spać. Ganiać za fasolką (tak, szparagową fasolką, co się głupio uśmiechacie? A sami to nie macie fetyszów rozmaitych? Lepsza fasolka niż lateksowe wdzianka, tyle powiem).
Niszczyć im meble (szczególnie te zabytkowe - żebyście widzieli minę Dużej jak kiedyś próbując wskoczyć na szafę - nazywa się "gdańska" i ma ponoć duuuuuuużo lat - zostawiłem na niej 20 cm ślady tylnich szponów. No przepraszam bardzo, ale rysy chyba dodają starym meblom charakteru? A i Duży przy okazji zyskał nowy fach - umie już bejcować, szlifować, lakierować itd. mebelki. Lubię wskakiwać na fotel i gryżć Dużą w kark. Bardzo mocno. Nawet nie wiecie jak to zachęca ją do zabawy - niemal zawsze potem się ganiamy. Tylko, żeby przy tym tyle krzyku nie robiła. No i nie wiem czemu trzyma w ręku kapcia. Wydaje się jej, że mnie dogoni? Nie, no, żarty na bok. Lubię sobie pobiegać, szczególnie gdy mogę zrobić - w pełnym galopie - naskok na ścianę, odbić się i gnać w drugą stronę. Że co? Że od tego na ścianach zostają ślady. No pani kierowniczko, takie jest odwieczne prawo natury - jak kot skacze na ścianę, to zostają ślady, no w czym problem? Lubię oliwki (szczegolnie z anchois - w sumie to lubię anchois).



Obrazek
"Czyżbym widział fasolkę - moją fasolkę - w twoich łapach?! Oddawaj!!!"



Lubię wskoczyć sobie na łóżko i rozciągnąć się na półtora metra. Albo spać pod kołdrą. Ale broń Boże nie z Dużymi. O, ja nie jestem "nakolennik". Trzymam ich na dystans. Jak oni kładą się spać to ja idę na okno, a potem, jak zasną, to sobie włażę w nogi. No dobra, czasem się do czyjejś nogi przytulę - bo ciepło w plecki - ale ona musi być pod kołdrą. Tak, owszem, lubię głaskanie i mizianie. Ale wtedy, gdy ja mam na to ochotę. Czasem nawet podchodzę do Dużego i daję mu znać, że chcę na ręce. No wiecie, jakoś tak od dzieciństwa lubie się (na chwileczkę) w niego wtulić. Ale to ja ustalam kiedy i na ile. Ale tak między nami to nawet ich lubię. Jak na ludzi są całkiem bystrzy.Dlatego lubię być tam, gdzie oni - jak są w kuchni to ja też, jak w salonie, to ja też. Parę metrów obok sobie siedzę albo leżę. No się paczę. Albo śpię. Grunt, że tam gdzie oni. Czasem siedzę w oknie i czekam aż wrócą (bo bez sensu wyłażą codziennie rano, ani myśląc że kotu może być smutno albo się nudzić). Ale jak tylko ich zobaczę, to od razu łepek w bok. Niech nie myślą, że mi zależy. No dobra, witam ich przy drzwiach, pomiaukując i ósemkując wokół nóg, niech tam, przyznam się. Nobody's perfect.

Obrazek
"W młodości chciałem pracować jako kot kreskowy. Ale mi przeszło. Jestem wystarczająco piękny, by nie musieć pracować."



Co jeszcze lubię? Lubię być bujany i kręcony. Kręcą mnie w takim dziwnym krześle, na którym Duży spędza wiele czasu wpatrzony w jakiś ekran. Twierdzi, że pracuje. Jasne, jasne. Po prostu nie chce się zająć kotem. A bujanie... No powiem wam, że jak kiedyś zmieniali pościel to wlazłem w prześcieradło, a oni zaczęli mnie w nim huśtać jak w hamaku. Strasznie mi się to spodobało, ale po zaledwie 10 minutach Duży zaczął marudzić, że mu ręce zaraz odpadną i przestali. Ale ile razy widzę, że robią zmianę pościeli to lecę i się domagam bujania. Wiadomo, że słuchają.


Obrazek
Foch!



Uwielbiam jak mnie czeeeeeszą. Chociaż naturalnie to JA ustalam miejsce zabiegu. Duży się chwali, że wystarczy aby tylko lekko szturchnął mnie palcem, a ja się od razu przewracam na drugi bok, albo odsłaniam brzuszek. Niech mu się wydaje, że to on jest tu panem, heheh. Ale pazurków sobie obciąć NIE POZWALAM. Nie i już. Jak byłem mały to czasem się im udało, ale to dawno i nieprawda. No bo jak inaczej będę im obdrapywał meble, a? A i jak czasem mam zły humor, to wbicie 20 pazurów i wszystkich zębów w rękę albo nogę Dużej (szczególnie gdy gada przez telefon, czego nie cierpię i już!) jest skuteczną terapią. Co? A tak, Dużego też czasem użrę, ale dużo rzadziej. Bo to wariat jest i sadysta. Dacie wiarę, że kiedyś, gdy orałem mu rękę z energią stada wsciekłych żbików (na pewno miałem ku temu racjonalny powód!), ten drań - nie uwierzycie - UGRYZŁ MNIE!!!! :strach: W kark! I to całkiem solidnie! I jeszcze potem potarmosił, wydając jakieś wściekłe pomruki! Zabolało trochę i aż z wrażenia straciłem chęć do zabawy. To JA mam gryżć, a nie MNIE! Tak ciężko pojąć? W ogóle ludzie są dziwni. Przyszła sobie jakaś obca Duża - niby się mną opiekować, bo Duzi gdzieś zniknęli, nazywają to "wakacje". Znaczy ta Duża już też nie jest obca, ale wtedy była. Byłem grzeczny, bo do obcych trzeba grzecznie. No ale kto jej pozwolił mnie czesać?! Ja na pewno nie. Skarciłem ją lekko, ot takie tam kłapniecie paszczą. A ona potem opowiadała, że chirurg się zastanawiał nawet czy aby tej rany nie szyć. No już bez przesady. Przecież po pół godzinie nawet już nie krwawiła... intensywnie. Po diabła szła z tym na ostry dyżur?

Czego nie lubię? Weta. No ja przepraszam, ale nigdy nie spotkało mnie tam nic dobrego. Zawsze kłują, macają, albo zaglądają w miejsca, które porządny kot co najwyżej może sobie wylizać, a nie pokazywać innym. A raz nawet, jak zasnąłem, to obudziłem się potem bardzo obolały. I jak lizałem sobie dupkę i okolice to czegoś mi cholernie brakowało. Mniej więcej od tego czasu przestały mnie interesować kocice. Że co? Że nie ja pierwszy i nie ostatni, a inne koty aż tak nie panikują? Nic nie poradzę, taki już jestem. U weta jestem sparaliżowany strachem i już. Ale nieprawda, że tracę kontrolę nad zwieraczami! Nie-praw-da! Po prostu szczam i sram na znak protestu. jasne?! Taka forma biernego oporu.

A do weta coś mnie ostatnio często ciągają, bo niby jakiś piasek w moczu, albo jakaś tam alergia na gluten (albo kurczaka, w sumie nie wiadomo), badania krwi, bo niby od jakiegoś czasi za mało jem i piję i takie tam. Duży chodzi koło mnie z zafrasowaną miną, aż Duża marudzi, że to już jakaś obsesja. Ale Duży ma ponoć wyrzuty sumienia, że parę lat wcześniej za późno zauważył u kota, który bezczelnie wówczas panoszył się w MOIM domu, niepokojące objawy i teraz woli dmuchać na zimne. No, nie wiem, ja się czuję całkiem dobrze, a on świruje. OK, całkiem może zdrowy nie jestem, ale przecież ostatnio znów mam sporo większy aptetyt, więcej piję i siusiam (fakt, że dziś poza kuwetą zrobiłem, ale to przecież rzadko ostatnimi czasy mi się zdarza; a do tego sporo wysiusiałem, a to też dobry objaw), więc mógłby dać se na luz... Ale jakoś nie potrafi. Zmienia karmy (po jednej rzygałem... jak kot!), kupuje jakieś świństwa w puszkach i chce żebym to jadł (a niedoczekanie, niech bezdomne łajzy żrą te paskudztwa - jakieś tam PONy, CatzFoody i ZiwiPeaki, phew. Jedyna mokra, którą łaskawie mogę spożyć to ekskluzywny wołowy Felix w galarecie, tak ciężko pojąć?). A ostatnio wymyślił, że będzie mi dawał do jedzenia jakiś tam BARF. Oj, żeby się nie zdziwił. Dziś wyraźnie dałem do zrozumienia, że surowe indycze serca to jest rzecz, której porządny kot do pyszczka nie weźmie NIGDY. (Gotowane to już inna historia, nie powiem, nawet smakują mi). Ale Duży się odgraża, że zrobi taką mieszankę, po której będę za nim chodził i prosił o jeszcze. Heh, zobaczymy.

Naturalnie zapakować mnie do weta prostym nie jest. Aczkolwiek Duzi wypracowali technike "na sushi" - z zaskoczenia (gdy spie) zawijaja mnie w recznik i pakują do transportera. Bardzo glosno potem mowie im, ze mi sie to nie podoba przez cala trase. A po powrocie do domu przez tydzien albo i dwa za karę ich nie witam przy drzwiach. Nie ukrywam tez, ze wtedy - gdy mam podejrzenia, ze znow mnie będą ciągać -chowam się pod łóżkiem. Na przykład - jest sobota, a oni we dwoje zaczynają się ubierać i gdzieś zbierać - na pewno chcą mnie do weta wziąć! Niedoczekanie! Albo jest poniedziałek, a Duży rano nie wychodzi... a-ha... pewnie wziął urlop, żeby ze mną pojechać wiadomo gdzie! Chodu! Już ja głupi nie jestem! Oni mówią, że popadam w paranoję... No może, faktem jest, że czasem mi odpala... (np. obsesyjnie "udeptuję" poduszkę i bardzo nie lubię jak się wtedy do mnie mówi, albo dotyka - BARDZO nie lubię i daję to odczuć) ale tu chyba mam SENSOWNE powody by wietrzyć spisek, nie? Albo jak Duży wraca z pracy - no, jestem bardzo spięty wtedy, co tu kryć. Bo kiedy niby ma mnie do weta wziąć, jak nie teraz? Ale zawarliśmy umowę - jak on wraca i zaczyna mnie od razu czesać, to znaczy że daje słowo honoru, że nic nie knuje i nigdzie mnie ciągać nie będzie - i wtedy się od razu odprężam. Po jakimś czasie im wybaczam i zapominam - i wszystko jest OK. Do następnej wizyty...

No dobra, będę kończył, bo Duży stoi przy fotelu, na którym siedzę, z miną jakby to był jego miejsce. A kuwetanadal nieposprzątana! Skaranie boskie z nim, nigdy się nie nauczy, że najpierw praca, a potem przyjemność.

...To tyle, jak coś jeszcze sobie przypomnę, to skrobnę następnym razem. Pora na drzemkę nr 12.

"Zacny dowcip, milordzie. "Wstawaj kocie, bo to mój fotel". Buahahaha!"
Obrazek




Obrazek
"Bo każde miejsce jest dobre na drzemkę. Nauczyłem ich, żeby włączali wieżę, gdy na nią włażę - grzeje mi brzuszek. Ale o poduszkę doprosić się nie mogę"
Ostatnio edytowano Sob sie 24, 2013 0:24 przez Lifter, łącznie edytowano 7 razy
Obrazek Obrazek Obrazek

Ludzie, którzy nie lubią kotów, w poprzednim życiu musieli być myszami.

Lifter

Avatar użytkownika
 
Posty: 1959
Od: Pt sie 09, 2013 10:47
Lokalizacja: Wrocław

Post » Pt sie 23, 2013 22:20 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Kot świetny i styl pisania świetny, chyba przeczytam jeszcze raz!
Obrazek Obrazek
Obrazek

Bellemere

 
Posty: 5079
Od: Nie lip 21, 2013 13:10
Lokalizacja: Sosnowiec/Gliwice

Post » Pt sie 23, 2013 22:28 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Ależ się ubawiłam :ryk:
Świetnie piszesz Mopiku i zdjęcia tez fantastyczne.
BARF to trafny wybór :ok:

Miałam kotkę Klarę[*] bardzo podobna do Mopika. Kotki z charakterkiem mają swój urok.
Obrazek Obrazek
Klarunia [*] 06.2004 - 10.02.2013 czekaj na mnie za TM BARF-ujemy od września 2013r.

ab.

 
Posty: 8557
Od: Pt kwi 12, 2013 21:10
Lokalizacja: Koszalin

Post » Pt sie 23, 2013 23:28 Re: O wrednym Mopiku to opowiesc

Bellemere pisze:Kot świetny i styl pisania świetny, chyba przeczytam jeszcze raz!


Zachęcam, bo Mopik jeszcze parę zdań dopisał. :roll:
Obrazek Obrazek Obrazek

Ludzie, którzy nie lubią kotów, w poprzednim życiu musieli być myszami.

Lifter

Avatar użytkownika
 
Posty: 1959
Od: Pt sie 09, 2013 10:47
Lokalizacja: Wrocław

Post » Sob sie 24, 2013 10:18 Re: Opowieści Mopika

o proszę, Koci Książę :D i to z charakterem, jak na księcia przystało. 8)
Obrazek
sen podchodzi do drzwi na palcach, jak kot...

<3 Truff - http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=46&t=156003
Obrazek

Trufelia

 
Posty: 1297
Od: Pon sie 19, 2013 20:00
Lokalizacja: Olsztyn i okolice.

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości