Bombka odnaleziona :)

blaski i cienie życia z kotem

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto wrz 04, 2012 21:59 Bombka odnaleziona :)

1. Historia
Początkowo tymczasowałam koty - dawałam im lokum u mojego ojca (z którym nie mieszkam, więc codziennie dojeżdżałam na podawanie leków, karmienie i sprzątanie kuwet), leczyłam w Multiwecie na Gagarina (gorąco polecam tę klinikę!), głaskałam, karmiłam.
Jednak jako biedną studentkę nie byłoby mnie na to stać, gdyby nie pomoc ZuzCat. Zuza twierdziła wtedy, że z dwoma własnymi kotami nie może już tymczasować (hehe, teraz nawet nie pytam, ile tymczasów przeszło przez jej ręce...), za to dysponowała tym, czego mi brakowało - wsparciem finansowym. Dzięki jej patronatowi pomogłam kilku kotom z Palucha: Gamoniowi, Tuli, Puśkowi [*]. I za tę pomoc i zachętę do zostania DT ogromnie jej dziękuję :1luvu:
Potem już na własną rękę pomagałam kociastym, a czasem bywałam także TDT dla psów :)

2. Moje zwierzaki - Telimena
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Jakoś bardzo lubię koty od OKI :mrgreen: Telimena jest u nas od grudnia 2018, z początku była troszkę onieśmielona, ale teraz to cudowny towarzysz, któremu niestraszne nawet moje dzieci ;)
OKI pisze:Pewna kotka zgarnięta przez mocno zakocony dom została szybko z niego ewakuowana, jak się w pewnym momencie wylizała ze stresu do łysa. W tym domu do ludzi była fantastyczna, ale obecność kotów była dla niej nie do zniesienia (chociaż nie było jakichś personalnych awantur).
Trafiła do domu b. spokojnego, z jednym postrzelonym kocim małolatem, który jej trochę dokuczał, ale była w stanie to znieść. Do ludzi zrobiła się dość ostrożna, żeby nie powiedzieć mocno nieśmiała i bojąca się wszystkiego, co nowe.
Po czym z kolei trafiła do domu z dwójką małych dzieci i dość energicznymi dorosłymi + jedna starsza kotka. Wydawałoby się, że miejscówka mocno ryzykowna dla tego kota, ale kocica po prostu rozkwitła :) Dość szybko zaakceptowała dzieci, zawojowała pańcia, który za kotami nie przepada i tylko wyraził zgodę na tymczas - zawojowała go całkowicie ;) O ile dobrze kojarzę, to kocica nie ma nic przeciwko gościom także (niech mnie Szalony Kot poprawi, jeśli się mylę). Starszą rezydentką nie przejmuje się kompletnie, mimo że rezydentka ciągle przeżywa "konkurencję". Całkowicie inny kot - z zamkniętej w sobie nieśmiałej kotki, wylazła dość luzacka i pewna siebie dziewczyna :)


3. Basia, Dorota i Ela
Basia to moja córeczka, urodzona 26.07.2013 - już duuuża pannica :) a 20.04.2016 przyszła na świat Dorotka :1luvu: mądra dziewczyna, termin miała na rocznicę smoleńską, ale postanowiła bezpiecznie oddalić się od tej daty :twisted:
17tego stycznia 2019 dołączyła do nas trzecia dziewuszka, Elżbieta :1luvu:
Ostatnio edytowano Śro cze 30, 2021 5:46 przez Szalony Kot, łącznie edytowano 50 razy

Szalony Kot

 
Posty: 23224
Od: Pt wrz 24, 2010 13:01
Lokalizacja: Grodzisk Maz./ Warszawa

Post » Wto wrz 04, 2012 22:00 Tymczasy, które już opuściły Szalony Dwór

Honorowe miejsce ma Mamysz - która nie chciała zostać rezydentką :mrgreen:

Miała być pierwszym "moim" zwierzakiem. Z DT u OKI, a wcześniej z magazynu ;)

Obrazek

OKI pisze:Z Mamyszą było tak, że one (była jeszcze Mamyszowa córka i Ruda tri) zainstalowały się na budowie w magazynie materiałów - Mamysz przylazła tam urodzić. Panowie magazynierzy dokarmiali dzielnie dziewczyny, znaleźli dom dla 3 kociaków, została tylko jedna córka Mysza. Jak Mamyszon przylazł z nowym brzuchem, to potuptali do weta i ciachnęli zarazę ;) Ogólnie bardzo fajnie się zajmowali kociastymi.
Niestety w środku zimy w magazynach założono alarmy. Dziewczyny musiały stamtąd zniknąć, na dworze było poniżej 20 na minusie i śniegu po kolana - wywalone ze względnie ciepłego magazynu nie przeżyłyby na pewno. Panowie i tak ryzykując robotą nie włączali alarmu dopóki nie zabezpieczyli kotek.
Gdyby nie ta cholerna, koszmarna zima mogłyby tam spokojnie sobie żyć, choć pewnie po wybudowaniu osiedla i tak by lekko nie miały. Mamysz z Rudą trafiły do KAN, Myszasta do mnie, a potem do mojej dobrej koleżanki. Ruda dość szybko znalazła forumowy dom.
Została Mamysz, która też trafiła do mnie jak akurat była wolniejsza. Przyjechała jeszcze solidnie dzika ;) Zresztą Mysz też była całkiem dzika, jak do mnie trafiła - ale w przeciwieństwie do mamuśki nigdy nikogo nie ugryzła. Za to mistrzowsko straszyła - nawet Baśka wysiada przy Myszowych minach :wink:

Mamysz u OKI podpadała wszystkim (bo to jest kot, co to go biją, bo tak wygląda, że aż trzeba uderzyć...), więc tymczasowo wynalazłam jej lokum u koleżanki (o której jeszcze będzie mowa w tym wątku ;) ). Tam Gamoń, kot-rezydent, chociaż w pojedynkę, ale też świetnie sobie radził z tłuczeniem Mamyszy. Do tego koleżanka cierpiąca lekko na nadmiar uczuć ciepłych do kotów nijak nie mogła ścierpieć, że Mamyszy się dotknąć nie da. Od biedy czasem, przy jedzeniu.
Więc Mamysz wróciła do OKI. Tam oberwała jeszcze kilka razy od rezydentek, aż w końcu postanowione zostało - jedzie do mnie (a konkretnie do mojego ojca, gdzie tymczasowałam z rzadka, jak coś mnie szczególnie ubodło). Jakoś w okolicy 11.11.2011 przyjechała.

Byłam zawzięta, w końcu każdy kot znajduje dom... I tak sobie szukałam, szukałam, szukałam, Mamysz domu nie znajdowała, pół roku minęło... w międzyczasie odszedł nam pies, ojcostwo z wujostwem nabrali ciepłych uczuć do kotecka, który któregoś dnia został nazwany przez nich "naszym kotem".
I została, łazikowała, stołowała się u obcych, unikając ludzi, ale przynajmniej kilka razy dziennie wywalając brzucha do głaskania na "swojej" kanapie. Czasem spała w gazetach lub na głowie Panów, potrafiła też złapać myszę i ją zamordować. Nikt nie wie jak, bo Mamysz zębów nie ma... a i mysz na wyciumkaną nie wyglądała :mrgreen:
Poza tym do podbojów łowieckich zaliczyć można wiewiórkę (na szczęście udało się ją ocalić) oraz młodą srokę - i niech ktoś powie, że to nie zażywna babcia :twisted:
Jednak w połowie 2015 łazikowanie Mamyszy po obcych zakończyło się przeprowadzką do sąsiadki. Mamysz tam również ma "swój" fotel, domaga się głaskania w nim, tyje i rośnie w oczach :roll: do ojcostwa wpada coraz rzadziej, ale jednak czasem się pojawia.
Jest regularnie szczepiona i odrobaczana, a sąsiadka twierdzi, że dla niej to żaden problem :roll: Mamyszy w przeprowadzce nie przeszkodziła nawet kotka-rezydentka i pies sąsiadki. Tam chyba po prostu lepiej karmią :crying:
Ale gdyby Mamysza zdecydowała się wrócić - zawsze u nas jest dla niej miejsce.
To, że u sąsiadki źle nie jest - możecie sprawdzić na stronie 72, zdjęcia mówią same za siebie ;)
EDIT: Niestety Mamysz odeszła w lutym 2017, pokonały ją nerki...

Przed Mamyszą u ojca tymczasowałam różności, ale niewiele. Jakoś ojciec nie mógł zrozumieć tego całego zamieszania z kotami :mrgreen:
Usunęłam linki do zdjęć, bo niestety były na imageshacku i już ich nie ma :/

1. Gamoń
Pierwszy kot, od którego zaczęło się całe wariactwo tymczasowania :mrgreen: na początku grudnia 2010 nie mając warunków (mieszkałam z Mamą uczuloną na koty), nie mając pieniędzy - głuchy, niejedzący schroniskowy kocurek tak mnie ujął, że zdecydowałam się dać z siebie wszystko, byleby tylko jakoś mu pomóc.
ZuzCat wtedy wspomagała nas finansowo (a były to ogromne kwoty :oops: ), dzięki czemu Biały Pan Kot vel Lusiek mógł zdrowieć. A jak przyszło do ogłoszeń... to oddałam go znajomym, którzy szukali miziastego kota, absolutnie nie jednokolorowego :mrgreen: biały, z napadami agresji - idealnie pasował... W nowym domu został Gamoniem.
Próbowaliśmy go dokocić różnymi moimi tymczasami (także Mamyszą), ostatecznie Gamoń zamieszkał z Confettim z Fundacji JoKot. Chłopaki są teraz najlepszymi kumplami na świecie, to był strzał w dziesiątkę :) przeżyli przeprowadzkę do Wrocławia i z powrotem, a nowy partner ich opiekunki, Olgi, przechodzi odczulanie :mrgreen: bo Olga z alternatywy "albo ja, albo koty" wybrałaby koty ;)

2. Tula vel Tulina
Przyjechała do schroniska w dniu moich urodzin - 28.11.2010. Ktoś ją wziął, mówiąc, że to jego kotka... po czym oddał po tygodniu ze stwierdzeniem "że to nie jego, bo jego robiła do kuwety". Tulinka faktycznie się bała załatwiać do kuwety, chowała się z tym pod łóżko, kanapy, właziła w skrytki... ale trzy tygodnie kombinowania z kuwetami, żwirkami, ustawieniami pokoju pomogły nam opanować sprawę :mrgreen:
Jak ją odebrałam ze schroniska w styczniu 2011 była wychudzona, żeberka na wierzchu, łupież się sypał, grzyb zaczynał, świerzb trwał w najlepsze, katar rozwijał w pełni... i była świeżo po sterylce :evil: po wyleczeniu pojechała do fajnego DSu, gdzie wkrótce Duża znalazła malutką koteczkę na ulicy - i tak Tula mieszkała we dwójkę. Niestety, po 4 latach latach wróciła z adopcji do domu mojego ojca - jej pani w ciąży dostała silnej alergii na koty. Tula jako urocza, słodka przylepka, przymilna krówka do zakochania :1luvu: długo domu nie szukała. W kwietniu 2016 swoje miejsce u moich znajomych, którzy po wyprowadzce ze "zwierzakowych" domów wiedzieli, że muszą mieć też swojego puchatego przyjaciela :mrgreen:
Niestety, Tulcia przegrała walkę z nowotworem w wakacje 2018 roku :(
https://www.facebook.com/SzalonyKot/med ... 509&type=3

3. Hesus
Trafił do mnie na bardzo krótko, czas kwarantanny po szczepieniu. Kot powypadkowy z łapką w gipsie, z lecznicy, trafił przez magaaaa, potem pojechał do Zirrael. Jednak w międzyczasie uruchomiłam moją skrzynkę mailową, na której było jeszcze sporo pytań o Gamonia... i jak jechał do Zirrael, to już miał domek na horyzoncie :mrgreen:

4. Pusiek
Pierwszy kot, którego musiałam uśpić. Był w schronisku, ktoś go adoptował... a po tygodniu oddał, bo nie uzgodnił z właścicielem mieszkania posiadania kota :evil: kot się załamał, przestał jeść, umierał. Trafił do mnie, ale było za późno na ratowanie - pełnoobjawowy FIP kazał mi skrócić mu cierpienie już drugiego dnia.

5. Miszka
Mój wyrzut sumienia. Znalazłam jej DT, ale nie sprawdziłam warunków, do jakich miała pojechać. Jak już wyszła ze schroniska (razem z Puśkiem), okazało się, że do nienajlepszych dla kota, który nie lubi innych kotów :/ dość długo siedziała w lecznicy, leczona z zaawansowanej anemii, zdiagnozowano u niej autoagresję, więc do końca życia musi brać niewielkie dawki sterydu, inaczej od razu "zwalcza sama siebie" i zaczyna się katar, ropienie oczu, anemia...
Trafiła do mnie (po Puśku [*] zwolniło się miejsce...), potem okazało się, że muszę się przenieść, przez pewien czas z Miszką byłyśmy u Smarti, potem jej prawni opiekunowie zasugerowali mi wzięcie kota na stałe lub oddanie pod ich opiekę, trochę tam było gróźb i nieprzyjemnej atmosfery, a ja niestety nie mogłam wziąć jej na zawsze. Ostatecznie Miszka znalazła się w Kocim Świecie - miałam nadzieję, że kiedyś jeszcze uda mi się jej pomóc, znaleźć dom lub zaopiekować się nią na zawsze... Niestety, Miszka odeszła 27.10.2015.
W KŚ była Miłką: http://www.kociswiat.org.pl/w-naszym-sercu/813/milka

6. Asystent vel Bronek spośród zwierzaków pana Stanisława
Warto poczytać całą historię - spośród 30 kotów i 11 psów po śmierci pana udało się znaleźć dom dla wszystkich kotów i 9 psów. Dwa ostatnie wciąż czekają w hotelikach na swoich Dużych...
Jest najmilszym psiastym na świecie, był u mnie przez tydzień (w drodze między wyprowadzką z domu a jazdą do hotelu), zdemolował mi drzwi, ściany, okna, klamki, a to wszystko z tęsknoty... niestety, nie lubi kotów. Idealny na psa stróżującego. Aktualnie jest pod opieką Fundacji Niechciane i Zapomniane z Łodzi.
Prawie rok przebywał w hoteliku pod Garwolinem, a 17.01.2013 pojechał do swojego nowego domu - do Dęblina :)

7. Kreacja
Jedna z dwóch siostrzyczek zgarnięta z ulicy, podopieczna Fundacji JoKot. Była u mnie przez prawie miesiąc, w końcu zdrowa, zaszczepiona i odrobaczona znalazła wspólny dom razem z siostrą :)

8. Marka
Jedna z dwóch siostrzyczek zgarnięta z ulicy, podopieczna Fundacji JoKot. Była u mnie przez prawie miesiąc, w końcu zdrowa, zaszczepiona i odrobaczona znalazła wspólny dom razem z siostrą :)

9, 10 i 11 to kocięta z Czeremchy, przyjechały jesienią 2012 dzięki informacji od pinokio ;) Wszystkie znalazły domki na przełomie 2012 i 2013.
9. Sylwester
Jeden z trzech czeremszaków, jako pierwszy znalazł fajny domek - wychodzący z trzema psiakami. Spryciula i słodziak, jego Pani jest w nim totalnie zakochana. Umie otwierać drzwi, drzeć się, jak czegoś CHCE, kombinować, psocić i KOCHAĆ całym sobą.

10. Daffy
Brat Sylwestra, z początku znalazł świetny dom z Lolą, niestety - z powodu alergii wrócił. Najsłodszy z całej trójki, nieodmiennie na kolanach, zawsze przytulony, obejmujący, całujący, mruczący... trochę zbyt delikatny jak na terroryzującego go Elmera, dlatego sprawa domu była dość pilna :evil: Mieszka w Piasecznie jako jedynak.

11. Lola
Królewna, słodki szałaput, zdobywczyni serc, a do tego taka piękna! Znalazła domek z towarzyskim kociastym, u fajnych odpowiedzialnych, starszych ludzi. Przez trzy godziny gadaliśmy o kotach, a Królewna tylko się mizdrzyła do wszystkich :) dla mnie trochę zbyt postrzelona (vide wpadnięcie do gotującego się krupniku czy zrzucenie ozdobnych butelek z wysokości o trzeciej w nocy), ale jej nowi właściciele mówią, że jest "bardzo mądra" ;]

12. Elmer z podwórka u OKI
Zgarnięty z podwórka jesienią 2012 z zapaleniem płuc jako dziki dzikus. W klatce syczał, bił, warczał i gryzł, wyjęty z klatki stawał się mruczącym, przylepnym ragdollem. Wystarczyło poświęcić mu chwilę, żeby rozmruczał się najpiękniej i zaczął ugniatać. Mój pięknooki, wspaniały chłopiec pojechał do domu 24.02.2013, mieszka z dwoma kotami i wszystko wskazuje na to, że to Jego dom na zawsze.
Elmer odszedł 27.07.2013, prawdopodobnie nowotwór. Właśnie kończyłby rok...

13. Pinezka wyrzucona przez pana
Sunia, która miała "pana" - zapominającego ją karmić i wywalającego na ulicę w cieczce. Któregoś dnia pan wyjechał, a sunia została - miała 12 lat, była trzęsącą się chudzinką, a w pyszczku masakrę zamiast zębów. Dzięki pomocy JoKota na początku 2013 została wysterylizowana, wycięto jej zmianę na listwie mlecznej, usunięto część zębów i resztę szczęki poddano czyszczeniu. Jak na psa w takiej rozsypce - bardzo szybko znalazła dom, wspaniałą panią, która chociaż do tej pory miała same "duże" psiaki totalnie zakochała się w malusieńkiej Pinezce :)

13a. Jeżynka Eowina
22.05.2014 zamieszkała w rodzinnym domu mojego ojca, w ogrodzie, jeżynka Eowina po wypadku, który sprawił, że nie mogła już wrócić na wolność. Dorobella ją uratowała, odkarmiła, wyleczyła, a potem malutka znalazła domek u mnie :)
Zamieszkała w szczelnie ogrodzonym ogrodzie, pierwsze cztery dni stawiała się na jedzenie, potem zaszyła się w szuwarach, pustosząc wystawiane miski od czasu do czasu. A latem 2016 ojcostwo znaleźli małego jeżyka, który utknął we wnęce piwnicznej i odszedł [*] - może to maluch Eowiny...?
W sierpniu 2018 nasz dom rodzinny został sprzedany, ale nowy właściciel został uprzedzony o ogrodowym jeżu i ma na niego uważać :)

14. Vito
Przyjechał do mnie jesienią 2015 z Darłowa od Kini, niby całkiem już podrośnięty kociak (4,5 miesiąca), ale z miejsca mruczał i ugniatał łapkami :) straszny łobuziak, niszczyciel kwiatów, wiecznie polująca na Carmen cholera... ale jednocześnie słodziak, który uwielbiał przytulać, rozdawać buziaczki, obejmować łapkami. Od lutego 2016 mieszka na Zaciszu z Rudolfem o podobnym charakterze :mrgreen:
Album na FB: https://www.facebook.com/SzalonyKot/med ... 509&type=3

15. Gucio
Młodziutki Gucio przyjechał do nas tylko na trzy dni z Trzebiatowa, gdzieś ktoś go wyrzucił ku uciesze i rozrywce dzieci :evil: Madie zaoferowała mu DT, ale że transport udało się zorganizować na piątek, a Madie mogła go przejąć dopiero od niedzieli, to ten króciutki czas Gucio spędził u nas, podbijając serca moich córek. Słodka przylepka, mruczek i przytulas, a przy tym zabawowy łapacz wędek i myszek ;) U Madie też spędził tylko kilka dni, szybko znajdując Dom Stały - taki słodziak nie mógł długo czekać!
W Trzebiatowie nadal trwa koci dramat, proszę o śledzenie wątku i wspieranie tabo10: viewtopic.php?f=13&t=181244
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Ostatnio edytowano Pt paź 12, 2018 0:20 przez Szalony Kot, łącznie edytowano 23 razy

Szalony Kot

 
Posty: 23224
Od: Pt wrz 24, 2010 13:01
Lokalizacja: Grodzisk Maz./ Warszawa

Post » Wto wrz 04, 2012 22:01 Za Tęczowym Mostem

Carmen
Od końca kwietnia 2013 przebywała w mieszkaniu ze mną tymczasowo Carmen (nie u ojca), która miała szukać domu. Nawet znalazła, ja ją miałam do tego domu szykować, a w międzyczasie Carmen postanowiła stracić wątrobę. Przywrócenie jej wiary w to, że wątroba jest potrzebna kosztowało mnie prawie tysiaka :roll: więc tak drogiego kota już oddać nie mogłam... i od czerwca 2014 Carmen jest oficjalnie rezydentką.
Obrazek Obrazek

Szalony Kot pisze:Ci, co mają mnie na FB, widzieli mój post tam już na pewno. Ale wrzucam i tutaj moją wiadomość z końca kwietnia do Kinii, dzięki której zamieszkała z nami Carmen.

Szalony Kot pisze:Daję Ci znać, choć pisząc to płaczę. Chciałam zadzwonić, ale przez łzy nie idzie.
Pod koniec zeszłego tygodnia Carmen zaczęła trochę mniej jeść, ale ona tak miewała jak się zakłaczyła, starszy kot, wiosna, musi sobie odkaszlnąć i wróci do normy - tak myślałam. W weekend jadła jeszcze mniej, więcej leżała, ale jeszcze się przytulała, przybiegała wołana, łasiła.
W poniedziałek nie stawiła się na śniadanie, przystawiona do miski tylko powąchała, nie klepnęła w dupę Telimeny która żarła obok. Chciała wrócić na górę, tylne nóżki jej się poplątały, ale dała radę. Poszłyśmy do weta z samego rana, jeszcze się nie bałam, przecież na przełomie stycznia i lutego miała badania i kontrolę roczną, wszystko było super. Choć taka lżejsza mi się wydawała w transporterze jak ją niosłam, ale u weterynarza zeskoczyła ze stołu, awanturowała się jak zwykle.
Weterynarz ją obejrzała, przy macaniu brzucha spoważniała, zabrała nas od razu na rentgen - duża narośl w brzuchu, wskazanie do szybkiego usg, podejrzenie nowotworu. Pobrali krew, bardzo mało, wolniutko kapała, dostała kroplówkę, przeciwbólowe, nakaz jedzenia. Według wagi schudła prawie 900 gram, z 3400 na 2500... W domu mokrego jeść nie chciała, wzgardziła otwieranymi smaczkami, ale już ukochane (i odstawione dawno temu...) chrupki pochrupała. W nocy wszystko zwróciła :(
Wczoraj (wtorek) z rana na usg, w wynikach krwi podwyższony mocznik i kreatynina, więc na usg lekarz od razu sprawdza nerkę. Jedna lekko zmieniona w obrazie, ale druga... prawie cztery razy większa, ogromna :( chłoniak nerki. Jeszcze coś zaczął mówić o opcji chemioterapii, ale potem zaczął jechać sonarem dalej, a dalej chłoniak jelita cienkiego, chłoniak jelita grubego...
Nie mieliśmy wiele opcji, z tak rozsianym chłoniakiem i przy niechęci Carmen do weta (ona się u nich zawsze stresuje, sama podróż powodowała u niej wąsy ze śliny do ziemi), chemioterapia byłaby tylko męczeniem jej :( dostała silne przeciwbólowe, chciałam, żeby dziewczynki się z nią pożegnały...
Mimo leków w domu nic nie zjadła, dużo piła, trochę się ożywiła moja wojowniczka przy drzwiach balkonowych, tam lubiła przez szybę wygrażać kotu sąsiadów, chciała mu jeszcze powygrażać, bo przy tych drzwiach siedziała najpierw wyprężona jak struna, a jak leki przestały działać, to już się tam skuliła i została.
Nie chciałam jej już na ostatnią podróż wieźć takiej zaślinionej, mojej królowej, czystej kociej godności. Kupiłam piękne różowe szelki i powolutku zaniosłam na rękach, patrzyła sobie na świat już spokojna, nie miaucząc jak zwykle w transporterze. Na widok lekarza znowu zaczęła się ślinić, nie chciała mi zejść z rąk, miała zejść tylko na chwilę na podanie narkozy, ale wenflon już nie działał, a była tak już zabiedzona, że wetka ogoliła jej kolejną łapę, żeby znaleźć żyłę, w końcu podała domięśniowo. Zasnęła u mnie na ramieniu, na kolejną dawkę narkozy wetka ogoliła trzecią łapę, w końcu zawołała drugiego lekarza, ogolili czwartą, łącznie próbowali kłuć sześć czy siedem razy, lekarz powiedział, że była już bardzo wyniszczona :( a to tak szybko poszło, jeszcze w czwartek/ piątek było dobrze... Przepraszali mnie, że to tyle trwa, a ja płakałam i przepraszałam Carmen, że tak późno to zauważyłam :( więc tę drugą narkozę też podali domięśniowo, przytulałyśmy się i jej serduszko cichło w moich rękach. A potem musieli bezpośrednio jej podać ostatni zastrzyk. I potem już się tuliłyśmy do końca, już nie musiała być dzielna, zsiusiała się na mnie i odpłynęła na zawsze. Ogon znów postawiła jak szczotka, jak zawsze stawiała na widok kota sąsiadów, moja dzielna wojowniczka.
Miała najbardziej miękkie futerko na świecie, do samego końca.
Pani wet mnie zapytała, czy chciałabym z nią jeszcze trochę zostać, ja powiedziałam, że jeszcze jakieś 15 lat.

To był bardzo dobry kot. Mój kot, dla niej na świecie mogłybyśmy istnieć tylko my dwie i to byłby najlepszy świat, innych tolerowała, ale mnie kochała bezgranicznie.
Nie umiem sobie wyobrazić tego, że już nie dotknę jej mięciutkiego futerka, że już nie obudzi mnie jej samodzielne wygłaskiwanie się o moje stopy, że już nie wsadzi mi futra w twarz, żeby jeszcze z drugiej strony ją pogłaskać.

Właśnie mijało jej osiem lat u nas. Była bardzo dobrym kotem. Mam nadzieję, że ja byłam dla niej dobrym przyjacielem.

Ostatnia foty z lecznicy - jedna tuż po przyjściu, jeszcze dzielna, w różowych szeleczkach. Druga jak sobie odpuściła, moja bida z nastroszonym futerkiem.
Obrazek

Obrazek


I znów się spłakałam.
Wiem, że już niedługo będą u nas znowu dwa futerka, dzieci pytają. Ale jednocześnie jeszcze żadne nie jest "dość dobre", żeby zastąpić moją Królową.
Ostatnio edytowano Śro maja 12, 2021 14:31 przez Szalony Kot, łącznie edytowano 10 razy

Szalony Kot

 
Posty: 23224
Od: Pt wrz 24, 2010 13:01
Lokalizacja: Grodzisk Maz./ Warszawa

Post » Wto wrz 04, 2012 22:53 Re: Mamysz i szalone koty

Ufff, no dobrze, to zapraszamy :mrgreen:

Bazarki jeszcze sobie wkleję:
Zielenina dla kotów - na DT u OKI
Ostatnio edytowano Pt paź 12, 2018 0:15 przez Szalony Kot, łącznie edytowano 9 razy

Szalony Kot

 
Posty: 23224
Od: Pt wrz 24, 2010 13:01
Lokalizacja: Grodzisk Maz./ Warszawa


Post » Wto wrz 04, 2012 23:03 Re: Mamysz i szalone koty

No tak, sikacze na pierwszym miejscu :mrgreen:

A my idziemy spać, chociaż Daffy-gryzący-palce i Sylwester-teraz-mnie-wypuść-na-korytarz-miaaaaauuuuu są innego zdania...

Szalony Kot

 
Posty: 23224
Od: Pt wrz 24, 2010 13:01
Lokalizacja: Grodzisk Maz./ Warszawa

Post » Śro wrz 05, 2012 5:30 Re: Mamysz i szalone koty

Witam :1luvu:
extra wątek, gratuluje kociastych i przy okazji wygranej w krakvecie :ok: jak rowniez bardzo z calego serca dziekuje za wszystko.
Wspaniała, kochana z Ciebie Ciocia kocia :1luvu:
moj nr tel: 789 084 913
gg: 7163414


Obrazek
jankowska.irena@wp.pl

pinokio_

 
Posty: 1375
Od: Wto mar 09, 2010 20:49
Lokalizacja: Białystok

Post » Śro wrz 05, 2012 6:29 Re: Mamysz i szalone koty

Obrazek

Patmol

Avatar użytkownika
 
Posty: 24995
Od: Śro gru 30, 2009 14:03
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Post » Śro wrz 05, 2012 6:44 Re: Mamysz i szalone koty

:kotek:

alix76

Avatar użytkownika
 
Posty: 23035
Od: Nie mar 22, 2009 7:37
Lokalizacja: Wa-wa

Post » Śro wrz 05, 2012 7:49 Re: Mamysz i szalone koty

przycupnę i obiecuje nie szczać po katach :mrgreen:
Obrazek

dorcia44

 
Posty: 43695
Od: Pt maja 19, 2006 20:20
Lokalizacja: Warszawa

Post » Śro wrz 05, 2012 8:11 Re: Mamysz i szalone koty

Ja też szczać po kątach nie będę :mrgreen: ale się zamelduję. Śledziłam losy Mamyszy od przybycia do KAN w Radomsku, poznałam ją jako Inkę, potem tymczas u OKI no i w końcu, jak się okazało wcale nie tymczasowa przystań u Szalonego Kota ... Rzadko się odzywam, ale jestem i czytam :roll:
Nawet kiedyś popełniłam banerek dla Mamyszy :mrgreen:
Obrazek Obrazek
W sprawie banerków proszę o pw Obrazek

panikota

 
Posty: 3972
Od: Czw wrz 10, 2009 7:02
Lokalizacja: Kraków

Post » Śro wrz 05, 2012 8:39 Re: Mamysz i szalone koty

Witam! Czuję dobre klimaty :1luvu:

zjawka

 
Posty: 1644
Od: Nie wrz 18, 2011 21:36

Post » Śro wrz 05, 2012 9:07 Re: Mamysz i szalone koty

jestem :kotek:

tillibulek

 
Posty: 15689
Od: Czw gru 18, 2008 15:04
Lokalizacja: Warszawa/Białołęka


Post » Śro wrz 05, 2012 9:20 Re: Mamysz i szalone koty

ja tez rozczochrana, ale wpadlam sie przywitac, a potem sobie poczytam w wolnej chwili, bo widze, ze ładny wstęp napisalas i duzo foteczek pieknych milusinskich do ogladania :mrgreen:

tillibulek

 
Posty: 15689
Od: Czw gru 18, 2008 15:04
Lokalizacja: Warszawa/Białołęka

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: jolabuk5 i 37 gości