Gorąco, a koty prażą się w słońcu

Do mojego męża w pracy ktoś podrzucił kociaczka. Na oko tak ok 6-7 tygodni.
Jest strasznym dzikuskiem i trudno będzie go złapać.
Dzisiaj pojechaliśmy go nakarmić.
Wyszedł dopiero jak weszliśmy do środka i patrzyliśmy na niego przez szybę.
Potrafi samodzielnie jeść, ale jak tylko ktoś się zbliża pryska jak bańka mydlana.
Plan jest taki, że jutro go łapiemy i wieziemy do weta.
Potem przetrzymamy go w klatce, żeby się oswoił z ludźmi.
Potem szukamy domu.



