Taka oto historia.
Kroje w kuchni mięsko- indyka na barfa, koty pod szafką żądają mięsa (jadły 10 minut wcześniej).
Rzucam, więc kawałki raz dla Szajbuska takie większe, a raz dla Grandziołka malutkie. bo brakuje ząbka i ciężko się gryzie.
Po kilku lub kilkunastu kawałkach mięsko Grandziolkowe wróciło na podłogę wraz ze spożytym wcześniej barfem.
Szajka chce jeszcze pomimo głośnego beknięcia, które z siebie wydała.
Wołam TŻ do kuchni:
- Ed chodź i zabierz głodomora (Szajkę, bo Grandzia po pawiu sama zwiała)!
- No co ty, z maleńkim kotkiem nie umiesz sobie poradzić?
- Nie, bo nie jest malutki i kradnie mi mięso!
- To przecież twój ukochany koteczek
- Podobno twój
- Co ja mam z nią zrobić?
- Nie wiem może opowiedz jej bajkę.
Szaja zostaje wyniesiona z kuchni, a z pokoju dobiega mnie głos:
- Opowiem ci bajkę o kotku.
To był kot w butach.
Wlazł raz do butów i nie mógł z nich wyleźć, bo tak śmierdziały.... i zrobił się cały brązowy.
Taki to był kot w butach
- Ed ten kot znowu do mnie przylazł!!!
- Chyba nie podobała jej się bajka. Chodź Szaja opowiem ci o myszce
