Atak astmy oskrzelowej taki, że pogotowie nie pomogło na miejscu, zmusili mnie do tego, że zawiozą mnie do szpitala.. Nie chciałam, ale w końcu zobaczyłam, że to jeednak jest poważna sprawa..
Dusiłam się potężnie.. a wszystko od tego, że przy moim uczuleniu na kurz i roztocza zachciałało mi się szybko ogarnąć mieszkanie na święta.. dodatkowo dowalił mi wysiłek przy dźwiganiu no i skutki jakie były, to wiecie..
Przyznałam się, że mam koty, mówiłam, że z testów wychodzi, że nie mam na nie uczulenia.. i lekarz powiedział, że rozumie i że przy odpowiednim leczeniu i zapobieganiu nie muszę wywalać kotów z domu..
Normalny lekarz się trafił..

Ale teraz mam być pod stałą opieką poradni leczenia astmy, nie mogę ruszać się bez leków wziewnych..
W sprawie kotów, jak pisałam, poszliśmy na kompromis.. czyli nie muszę się wszystkich pozbywać ale bezwzględnie powinnam wyadoptować tymczasy, mają zostać tylko moje..
Mam się pozbyć wykładzin, zasłon, tapicerowanych mebli i znaleźć kogoś do sprzątania, bo samej mi nie wolno tego robić pod żadnym pozorem..
Jak na razie strasznie to wszystko trudne, bo na remont na razie mnie nie stać, na kogoś do sprzątania chwilowo też nie, sama nie dam rady.. ech..

Acha, jeszcze muszę zakupić odkurzacz z filtrem hepa..
No i jakoś dostać się do poradni na Płockiej.. właściwie na już.. a zapisy są chyba na lipiec..

EDIT: i chyba najważniejsze - MUSZĘ przestać palić..