Zadzwoniła szefowa do Karola - powiedziała że obciąży go kwotą 4900 za zbyt późne zrobienie czegoś tam. A zrobił to jak dostał części z firmy. Powiedziała mu że powinien był to przewidzieć - czyli wymyślić że stanie się rzecz A, że będą potrzebne do tego części B, że będzie czekał na nie tyle i tyle i jeszcze pewnie naprawić rzecz A zanim się zepsuła. Więc nie zapłaci mu tych pieniędzy dodatkowych. Pewnie ani za kwiecień ani za maj. Bo to akurat tyle wychodzi. I najlepsze, że może to zrobić bo bez patrzenia na kodeks pracy - po prostu nie wypłaci mu premii - przecież nie ma obowiązku. A że ta premia to większa część wypłaty kto by się przejmował.
Karol naprawdę ciężko pracuje, jak trzeba jedzie wieczorem, w weekend. Zawsze na wezwanie i za to coś takiego go spotyka.
Więc zostaliśmy bez kasy. Z perspektywą, że w ciągu paru dni mają zadzwonić w sprawie drzwi. Za nie trzeba będzie zapłacić. Nie wiem ile czasu nam pozwolą przeciągnąć sprawę. Nawet nie mam jak od rodziców pożyczyć - remontują dach i sami nie mają kasy.
Nie mówiąc o innych rzeczach. Wszystkie plany wzięły w łeb - będziemy musieli kombinować jak przetrwać te dwa miesiące.
Tak więc cieszę się że nie zamówiłam sobie dywanika. Zawsze te 85 zł przyda się na życie a nie na zbytki.
A najbardziej wkurza mnie to że Karol przez to zapalił. Nie palił już kilka dni a teraz znowu będzie palić. Jeszcze tego trzeba żeby się truł
