To był dla nas pracowity weekend. Sobotę wprawdzie leniuchowaliśmy ale wczoraj i dziś udało nam się trochę zrobić w domu. Ja walczę z korytarzem. To coś na ścianach przyprawia mnie o chęć płaczu. Męka żeby to oskrobać. Męczę się z tym okropnie. Miałam nadzieję że uda się zrobić dużo więcej. Cieszę się że chociaż pozbyłam się tego papieru z tapet i udało się oskrobać wiele tej odpadającej farby.

Za to w kuchni mamy taką ścianę z tynkiem strukturalnym. Karol zakleił wreszcie wielką dziurę i jak dobrze pójdzie będziemy mogli niedługo pomalować kuchnię to końca.

Udało nam się też wyskoczyć na spacer do lasku. Super jest mieć tak blisko zieleń. Byliśmy dziś też posłuchać żab w stawku. Ależ one koncertują. Coś niesamowitego!
Na zakończenie weekendu mieliśmy w planie ciepłą, miłą kąpiel. A tu nie ma ciepłej wody. Buuuuu
Szkoda że już trzeba wracać do pracy. Ale te trzy dni były mi bardzo potrzebne. Mimo że było sporo pracy to jakoś tak odpoczęłam psychicznie.