Mój Kicek nie ma lepszej wydolności, nereczki maleńkie, badań serca i ciśnienia nikt mu nie zlecał, a na dodatek ma pozytywny FIV. Nie wspominając o chorej, pozbawionej czucia łapce częściowo bez skóry, wymagającej codziennych opatrunków i noszenia skarpety.
Wedle standardów wetów już go powinno nie być. Gdybym poprzestała na tym, co sam zje, byłby niedożywiony. Pogodził się z karmieniem i bryka potem zadowolony, że ma pełen brzuszek.
Nie wiem, jak długo potrwa ten dobrostan, ale każdy dzień, kiedy wygrzewa się na słonku, pakuje na kolana, mruczy, wylizuje łebki koleżanek, cieszy się, że żyje- jest wygrany.
U weta byliśmy ostatni raz w listopadzie, kiedy poprawa dopiero się zaczynała. Miał wtedy wyniki, jak Puchatek teraz. W szafie zalega sporo strzykawek z furosemidem, którego wbrew zaleceniu, nie dodawałam do kroplówek, by mu nie niszczyć dalej nerek. Gdyby nie forum, pewnie ślepo bym się do tego zastosowała, a z jakim skutkiem, nie wiem.
Dlatego do opinii wetów podchodzę z dystansem.
Puchatek nie ma już nic do stracenia, więc zaryzykowałabym te 2 tygodnie intensywnej terapii (kroplówki + karmienie strzykawką).