Dobre kobiety - dawno mnie nie widziałyście

Obecnie bardziej się toczę niż chodzę

Próbuję się usprawiedliwiać, że to po operacji tarczycy, ale prawda jest brutalna, a recepta tylko jedna - mniej żreć
Zdjęłam mini-tri z tytułu, bo wetka zdjęć nie przesyła i coś czuję, że cudeńko już jest u niej w domu. Jeśli tak, to będzie wreszcie miała kompletnego kota, bo reszta to schronowe - oczywiście - kaleki...Zresztą sprawdzę w poniedziałek, podczas wizyty z Luśką. Ostatniej- mam nadzieję -wizyty, bo sumamed i doxamethazon (do nosa) podziałały. Młoda je, zaczyna się bawić, a dowodem na wyzdrowienie jest to, że dziś Bungo, po raz pierwszy od wielu dni, rzucił się na Luśkę i ją solidnie wylizał. Kiedy czuła się źle na takie karesy sobie nie pozwalał.
Poza tym- albo mam zwidy, albo dzieją się cuda. Kilkanaście dni temu w oknie niedalekiej kamienicy widziałam Ksero albo jego kopię, w każdym razie identycznego i zdrowo wyglądającego kota. A w poniedziałek, w drodze do weta ujrzałam wylegującego się na trawniku sobowtóra (?) Ciszka, choć nieco większego i bardziej upasionego. Zawołam "Ciszek", obejrzał się, łypnął ale nie podszedł.
Pewnie to jakieś inne koty, ale jak to miło mieć nadzieję...