Prawie koniec leniwego weekendu..
Troszkę się przypiekłam na słoneczku, porządnie sobie poleniuchowałam na świeżym powietrzu..
W końcu to chyba pierwszy wakacyjny weekend w całości z ładną pogodą..
Za dwa tygodnie urlop i jak znam złośliwość losu, to wtedy znowu pogoda się zepsuje..
Dokonałam dzisiaj czynu niezwykłego i jeszcze nie mogę dojść do siebie i przestać ubolewać nad własną głupotą..
Jak wróciłam do domu, to okazało się, że nie mam prądu..
Korki sprawdzone, w popłochu zaczęłam sobie przypominać czy rachunki popłacone..
Wyszło mi, że korki powinny być dobre a rachunki mam zapłacone na bieżąco..
To dlaczego do cholery nie ma prądu?????
Przeszłam się po sąsiadach, na szczęście nikogo nie było..
Potem zadzwoniłam do MariiD po telefon do pogotowia energetycznego..
Potem do pogotowia i okazało się, że do awarii domowych nie przyjeżdzają i mam dzwonić do administracji..
Powiedziałam co myślę i się rozłączyłam..
Polazłam do tablicy informacyjnej na klatce schodowej - na szczęście mamy elektryka dyżurnego..
Zadzwoniłam, powiedziałam co jest a właściwie czego nie ma i nie wiem dlaczego, bo wwzystko jest w porządku..
A pan do mnie ze stoickim spokojem - niech pani włączy bezpiecznik w szafce na korytarzu..
Włączyłam..
I mam prąd..
Mówię, że moja głupota czasami jest niebotyczna..
A może to dlatego, że dziecko mnie uszczęśliwiło wiadomością, że jest natychmiast do zabrania kotek.. u jakichś znajomych jej koleżanki.. gdzieś pod Warszawą.. jak nie znajdzie domu natychmiast to go utopią..
No to co miałam powiedzieć..
Kocio miał dzisiaj przyjechać..
Ale cośtam się opóźniło i kocio przyjedzie we wtorek..
Podobno mały..
u weta nigdy nie był..
Chyba kotka, ale nie wiadomo..
chyba ma trzy miesiące.. a może miesiąc.. ale nie wiadomo..
Jedno czego się doweidziałam, że całe czarne..
No i od wtorkowego popołudnia będę miała JakieśCzarneMałeCóś w niewiadomym wieku i niewiadomej płci..
