ŁÓDŹ i łódzkie

Informacje i opinie o lekarzach weterynarii, klinikach i gabinetach.

Moderator: Moderatorzy

Post » Nie lis 18, 2018 19:18 Re: ŁÓDŹ i łódzkie

Hej. Czy może polecić ktoś weta specjalizującego się w kocim układzie moczowym?

Kociarz12

 
Posty: 1
Od: Nie lis 18, 2018 19:13

Post » Czw mar 14, 2019 21:26 Re: ŁÓDŹ i łódzkie

Polecam przychodnię dla zwierząt Łąkowa.
Łąkowa 3/5, 90-001 Łódź

Niesamowite podejście do zwierząt i właściciela. Szybko reagują, nie naciagają, nie wymyślają, tłumaczą po ludzku. Jeżeli czegoś nie wiedzą, w czymś się nie specjalizują albo spotykają wyjątkowo pokrecone przypadki - podpowiadają gdzie szukać pomocy. Kiedy raz zadzwoniłam spanikowana w sobotę wieczorem do doktora Kunikowskiego, nie tylko odebrał, ale też wskazał miejsce, gdzie powinnam się udać (był daleko poza miastem), a poza tym zadzwonił chwilę po odlozeniu telefonu i z pamięci podał nazwy leków, które wcześniej podawał kotu na wypadek, gdybym nie miała książeczki. Pani doktor z kolei w krytycznej sytuacji zobligowała się nawet do przyjazdu poza godzinami i dniami pracy.
Razem z panią doktor (danych nie ujawniam, bo nie ma w Internecie, może nieprzypadkowo) stanowią fantastyczny duet. To właśnie Oni zdiagnozowali naszą 18-letnią kotkę, która po koszmarnych wymiotach i krwawieniu z przewodu pokarmowego doszła już do siebie i zachowuje się jak kilkulatka. To Oni też zasugerowali SpecVet dla młodszej kotki z obustronnym wodonerczem i lokalnie realizują podawane stamtąd zalecenia.

AlicjaG

 
Posty: 24
Od: Śro lut 06, 2019 19:40

Post » Pon mar 25, 2019 10:33 Re: ŁÓDŹ i łódzkie

Łódź, weterynarz onkolog pilnie poszukiwany.
Pycha kroczy przed upadkiem. A za upadkiem kroczy śmieszność... :mrgreen:

WarKotka

Avatar użytkownika
 
Posty: 19047
Od: Pt lip 31, 2009 20:39
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto kwi 02, 2019 0:01 Re: ŁÓDŹ i łódzkie

Nie chcialabym polecać ani odradzać, każdy ma swoje standardy i oczekiwania, dla każdego coś innego będzie decydujące dla polecenia lub odradzenia lecznicy czy lekarza.
W moim przekonaniu najważniejsze są : 1.fachowość (wiedza merytoryczna nie tylko książkowa, ale poparta doświadczeniem,składnikiem fachowości jest także dokładność w diagnozowaniu i rozsądny stosunek do badań (rozsądny oznacza zlecanie analiz według jakiegoś klucza, a nie wszystkich możliwych jakie przyjdą nam w danej chwili do głowy ) 2. czystość gabinetu /lecznicy i jego wyposażenie w leki i sprzęt diagnostyczny 3. pozytywny stosunek do zwierząt -niby banalne ale osoba, która nie lubi zwierząt albo lubi tylko swoje/swoich znajomych nie może być lekarzem weterynarii 4. normalne ceny czyli nie będace 10 krotnością wartości podanego leku czy zużytych strzykawek 5. umiejętność panowania nad pacjentami, komunikatywność i stanowczość -niedopuszczalne jest przyjmowanie kilku osób jednocześnie,wydawanie recept/tabletek/karmy/równolegle z wizytą innego pacjenta.Ważna jest komunikatywność i zrozumiały język 6.dyspozycyjność -lekarz którego ciągle nie ma,który programowo nie odbiera telefonu i urzęduje tylko i wyłącznie w dni powszednie do godziny np 18 czy 19 nie interesując się co zrobi właściciel gdy zwierzak poczuje się bardzo źle w weekend/święto jest po prostu nieprzydatny.

Biorąc pod uwagę powyższe:

AS - drogo, niefachowo, niesympatycznie.Ceny z kosmosu,kilkakrotnie badania -wszystkie możliwe za wyjątkiem najistotniejszego( testu na specyficzną lipazę oraz ogólny poziom enzymów trzustkowych).Po zdiagnozowaniu zapalenia trzustki ( po pół roku )bardzo szybka rezygnacja z leczenia - bo kot nie rokuje dobrze.Pośpiech, rozkręcanie kroplówki podskórnej tak żeby leciała ciurkiem, pakowanie podskórnie Duphalyte ze strzykawki jakby nie można go było dodać do również podskórnej kroplówki .Pochopność- wszystkie mozłiwe leki naraz: steryd, no-spa, Solvertyl, Catosal, Cerenia.Propozycje podania leku niezarejestrowanego, bo inne już były, a tego i tamtego pani doktor "nie lubi " ...

SIEMIRADZKIEGO 27-tłoczno, brak organizacji, medycznie średnio: proste przypadki OK, trudniejsze różnie. Nie wiem jak sytuacja wygląda w chwili obecnej, pół roku temu na każdą wizytę ( także polegającą na podaniu zastrzyku )trzeba bylo czekać 4-5 godzin w poczekalni, której powierzchnia wynosi kilka m 2.Jednocześnie przyjmuje tylko jeden lekarz, pacjenci wchodzą poza kolejnością i jednocześnie podczas trwającej już wizyty domagaja się leków/karmy/obroży/recepty- lekarz nie protestuje, prowadzi dwie rozmowy naraz.Nierzadko odbywa się zabieg - umówiony i reszta osób w kolejce czeka az się skończy. Wyposażenie gabinetu bardzo kiepskie, po większość leków trzeba przyjeżdżać za kilka dni. W sobotę i niedzielę można liczyć na pomoc o ile wcześniej zaczęło się leczenie.Wszelkie uwagi i sugestie kwitowane stwierdzeniem: "jest tyle innych lecznic w Łodzi"

GORKIEGO 21 a -świetna diagnostyka, własciwe podejście do zwierząt , gorzej z leczeniem- ale i sytuacja była powikłana.Bardzo przystępne ceny.Kolejki,średni czas oczekiwania 2 godziny.Pacjenci wchodzą po karmę /receptę /obrożę /wyniki bez kolejki, absorbując lekarza zajętego innym pacjentem. Lekarz nie protestuje, rozmawia z obydwiema osobami jednocześnie

JACHMAN- tłum na zewnątrz lecznicy,wewnątrz o nic nie można zapytać, bo recepcjonistka jest zazwyczaj w gabinecie.Leczenie bez rozpoznania, na oko: steryd, antybiotyk,kroplówka na wszystko,badania tylko w ostateczności.Stwarzanie nadziei na wyzdrowienie mimo, że efektów leczenia brak

POD KONIEM-rzeczowo,profesjonalnie, empatycznie.Duża dostępność leków i chęć niesienia pomocy.Generalna dewiza jak najskuteczniej pomóc nie szkodząc.Trudne ale możliwe. Obszerne wyjaśnienia od lekarza. Brak kolejki.Ceny normalne( 50 zł za wizytę i leki w weekend )

Ocenę -korzystać czy nie z wymienionych pozostawiam czytelnikom.We wszystkich lecznicach byłam osobiście, nie są to relacje znajomych, ale własne obserwacje

aistionnelle

 
Posty: 21
Od: Nie mar 31, 2019 17:53

Post » Wto maja 21, 2019 13:38 Re: ŁÓDŹ i łódzkie

Zdaję sobie sprawę, że lecznica weterynaryjna to nie instytucja charytatywna. Naprawdę wiem, że trzeba zarobić na utrzymanie lokalu, podatki, pensje. Korzystam z porad wielu lecznic, mniej więcej wiem, ile jaki zabieg kosztuje. I wiem, że wiele lecznic - także tych , których nie odwiedzam z uwagi chociażby na odległość - stara się jakoś tam pomóc opiekunom kotów wolnożyjących i fundacjom, stosując preferencyjne ceny. Wiem, że to nie obowiązek, tylko dobra wola, która bardzo doceniam i za która dziekuję.

I pewnie dlatego czuję się zaskoczona tą fakturę - 5tygodniowy kociak, u którego kilka dni temu stwierdzono panleukopenię, leczony, wydawało się, że z niej niech wychodzi - w nocy zasłabł. Koleżanka na rowerze (taksówka kosztuje, oszczędzamy) zawiozła go do najbliższej całodobowej lecznicy. Oto rachunek za eutanazję kociątka:


Obrazek

Mało czytelna, więc pomogę:
badanie kliniczne ogólne - 50,00zł
eutanazja - 166,15zł
wizyta / porada - 50,00zł
użyte leki i materiały - 3,81zł
razem - 260,00zł

Oto relacja koleżanki - uratowała naprawę wiele maluszków, widzi, kiedy już nie ma szans:

„Dojechałam do lecznicy z kociakiem około 2 w nocy. Jego stan był krytyczny. Nie ruszał się, jedynie łapki drgały. Nie był w stanie podnieść główki. Czasem otwierał pyszczek nie wydobywając z siebie żadnego dźwięku. Pani z recepcji kazała mi zaczekać na lekarza. Czekałam może 8 minut pełna współczucia wobec malucha. Pani weterynarz niespiesznie spojrzała na umierające kocię, wysłuchała moich oszczędnych wyjaśnień, a następnie rozpoczęła wywiad, którzy nic już nie mógł wnieść w stan kota. Uznała że zawsze jeszcze można coś zrobić i chciała podjąć próbę dalszego "leczenia". Dopiero kiedy zdecydowanie wypowiedziałam moje życzenie skończenia cierpień malucha, poszła po odpowiedni środek. Tylko dzięki mojej stanowczości najpierw pozwoliłyśmy odejść Satinowi za Tęczowy Most a potem przeszłyśmy do spraw biurowych. Załatwiłam formalności - wypisywanie faktury trwała 25 minut - i ze smutkiem zabrałam małe ciałko aby je pochować.

Fakturę Dorotka wzięła na siebie, nie mogę takiej zapłacić z kotna fundacji, Dorotka pojechała poprosić o zmianę - o 18.57 zadzwoniono do mnie z lecznicy o potwierdzenie. Powiedziałam, ze jeden zaskoczona wysokością faktury - usłyszałam, że to była noc. Zaskoczona byłam mimo wszystko, omówiłam z panią po drugiej stronie słuchawki kolejne pozycje, powiedziałam, że opisze całe zdarzenie w necie. Usłyszałam „do widzenia - mam nadzieję, że nigdy więcej”.

Też mam taką nadzieję.


Obrazek * Obrazek

Być może nie pisałabym tego, gdyby na nie zdarzenie z początki kwietnia br - na prośbę znajomej zabrałam wtedy bardzo chorą kotkę od starej kobiety. Kotka leżała we własnym moczu, była skrajnie odwodniona, zimna, zwisała mi z ręki jak szmatka. Podobno w takim stanie była od tygodnia… Zawiozłam ją do lecznicy, z której pomocy korzystam, była tam do zamknięcia lecznicy - zbadano ją. ogrzano, nawodniono, pobrano krew - rachunek około 150zł. Stan kotki określono jako beznadziejny, sugerowano eutanazję informując, że kotka nie przeżyje nocy - ale wspomniana znajoma osoba chciała próbować, na jej poleczenie zawiozłam kotkę do lecznicy Lancet. Kotka miała już niewładne tylne łapki, widać było, że paraliż postępuje, że odchodzi. Po paru godzinach nastąpił pełny paraliż i śmieć. Lekarka dzwoniła do mnie, bo zostawiłam też swój telefon - przed śmiercią wykonano kotce testy FIP, FelV i FIV, nie wiem, jakie jeszcze, ale już po jej śmierci lekarka sugerowała pobranie płynu chyba mózgowo-rdzeniowego i wysłanie go na badanie pod kątem FIP - do Niemiec. Rachunek za te kilka godzin w Lancecie - coś 500-600zł, płaciła znajoma, dokładnej kwoty nie znam.

Nie jestem lekarzem, nie neguję wartości testów, sama robię je zwierzakom, jeśli lekarz zaleci, nie neguję prób ratowania chorego zwierzaka - ale lekarz powinien umieć ocenić, kiedy taka próba ma sens, a kiedy sprowadza się tylko do generowania kosztów - dla opiekuna, zysku - dla lecznicy.

Wszyscy lekarze, z których pomocy korzystam - zawsze przedstawiają mi możliwy scenariusz i szanse.

Ostatnie przypadki - kot zawieszony z uchylnym oknie, praktyczny zanik tętna i czucia w jednej nóżce, śladowe w drugie - propozycja lecznicy - próbujemy dwa dni, jeśli nie będzie poprawy - decyzja. Jeśli będzie poprawa - wariant optymistyczny to długa rehabilitacja i częściowa sprawność, wariant pesymistyczny - kot suwaczek pieluchowy. Poprawa po tych dwóch dnia była, więc jeszcze kilka dni w lecznicy, potem rehabilitacja. Wyszedł wariant optymistyczny - kot sprawny.

Kotka szkielet, wysuszona na wiór, w lecznicy z kroplówkami dożylnymi je, w domu z podskórnym - praktycznie nie. Więc 2-3 doby w lecznicy, 2-3 doby w domu, może załapie. Testy, badania - tak, te potrzebne do diagnostyki. Bo jest szansa.
.
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21067
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość