Mocznica u psa

O wszystkich stworzeniach poza kotami

Moderator: Moderatorzy

Post » Czw wrz 30, 2010 9:06 Re: Mocznica u psa

Witam!
Zalogowałam się specjalnie by współczuć wszystkim tym którzy stracili swe kochane psiaki :cry:
Niestety ja dziś też jestem zmuszona swego uspać. Cztery dni temu dostała wyrok mocznica na początku było to dla mnie nie zrozumiałe. Myslałam sobie: dostanie dwa czy trzy zastrzyki i będzie ok. ale niestety wet szybko mnie sprowadził na ziemię :cry: zaczęło się od kroplówek i zastrzyków. Po dwóch dniach wyniki były lepsze, strasznie się ucieszyłam zaczęłam miec nadzieję, lecz następnego dnia było jakby z nią gorzej. Zrobiliśmy znów krew i wyniki gorsze od pierwszych dwukrotnie mocznik 712, katastrofa!! Po powrocie do domu Zuzia nie ruszała się praktycznie tylko spała, w nocy zaczęła mnieć problemy z oddychaniem i przełykaniem śliny i dziś już nie moge patrzeć na to jak się męczy...Tak mi przykro, że nie zdołałam jej pomóc... Nie wiem jak to dziś zniosę... :cry: Najsmutniejsze jest to, że jak siedzę na necie od czterech dni to znalazłam może 2 osoby, które wygrały z tą chorobą i cieszą się ze swoich pupilków do dziś. Pozdrawiam

jamajka188

 
Posty: 1
Od: Czw wrz 30, 2010 8:50

Post » Sob gru 11, 2010 20:21 Re: Mocznica u psa

Witam.
Ja też mam problem z moją suczką bokserka 5 lat.
Wyniki z krwi
mocznik 116,6
kreatynina 2.76
alat 51
aspat 128
Wet. stwierdził mocznicę i podjęliśmy leczenie.
Kroplówki, zastrzyki itp.
Tydzien temu sunia była leczona w kierunku przeziębienia dostawała antybiotyk, płyny i inne leki.
Była poprawa, pies zachowywał się jak zdrowy, no wszystko w normie. Minęło 4 dni i znów to samo czyli osowiały, brak apetytu, gorączka. Wet dał skierowanie na badanie krwi no i te cholerne wyniki kiepskie. Dostaje drugi dzień kroplówki z lekami, ale kurcze żadnej poprawy. Jestem załamany.

piotker

 
Posty: 1
Od: Sob gru 11, 2010 20:08

Post » Wto gru 28, 2010 18:49 Re: Mocznica u psa

mój pies został pogryziony przez innego, miał narkozę, był szyty, potem była poprawa, zachowywał się normalnie, aż w końcu wymioty, brak apetytu, spuszczony ogon, chwiejny krok, obecnie przez 6 godzin dziennie ma kroplówkę, glukozę itp.
codziennie rożne zastrzyki, sterydy, usg nie wykazało szczególnych zmian, wątroba ok
obecnie jest tak źle, że lekarz dał nam 3 dni, jeśli sytuacja się nie poprawi prawdopodobnie nie będzie sensu w dalszym leczeniu (obecnie dostaje kroplówkę ponad tydzień, a mocznik w tym czasie wzrósł dwukrotnie (1 dzień przerwy w kroplówce), zero poprawy, ciągle tylko gorzej)
jestem zrozpaczona, nie wiem co robić, modlę się wręcz o cud :(

elzuniaw

 
Posty: 1
Od: Wto gru 28, 2010 18:42

Post » Śro gru 29, 2010 1:22 Re: Mocznica u psa

elzuniaw, nie chcę wyjść na bezdusznika, ale ja bym przyjacielowi pomogła odejść, w pewnym momencie w "leczeniu" niewydolności nerek przekracza się niewidzialną granicę między niesieniem pomocy, a niesieniem bólu w przedłużającej się agonii. Przyjaciel rozpozna tą granicę i podejmie najtrudniejszą decyzję.
Miesiąc temu na niewydolność nerek, po 2 miesiącach leczenia, odeszła moja Maja, najstarsza moja frecia :(
Obrazek
Mój piesek - serduszko u moich stóp [*]

harpia

 
Posty: 5023
Od: Sob lis 15, 2003 23:43
Lokalizacja: Libiąż/Małopolska

Post » Pon sty 03, 2011 17:08 Re: Mocznica u psa

Moja kochana Pusiunia bardzo się męczyła,ale gdybym miała szanse zrobić coś jeszcze walczyła bym.Życzę wszystkim wytrwałości w walce z tym paskudztwem.Wiem jak boli kiedy patrzy się na najlepszego przyjaciela jak cierpi.Co mogę poradzić-wiem,ze w Lublinie jest dobra klinika gdzie dializują i podobno dosyć skutecznie leczą mocznice.Ja nie zdązyłam z moją Pusią tam dojechać,ale gdybym miała choć pare godzin więcej na pewno bym spróbowała i podjeła każdą walkę !

Karolina1984

 
Posty: 3
Od: Nie mar 28, 2010 10:31

Post » Sob lip 30, 2011 17:31 Re: Mocznica u psa

Piesek trzy miesiące temu trafił do weterynarza z bólem tylnich kończyn,otrzymał zastrzyki w tym kierunku-bóle ustąpiły,jednakże pomimo regularnego jedzenia masa ciała zaczęła spadać,koło miesiąca temu były dwa dni biegunki i wymiotów,pózniej przeszło.Przekonani,że jeśli je to wszystko ok-nie zareagowaliśmy:(:(:(W środę wieczorem nasza psina nic już nie zjadła(za to dużo pił),w czwartek rano udaliśmy się do weterynarza temp.37 ,otrzymał zestaw witamin i jakieś zastrzyki nie wiem jakie,do wieczora cały pije-jest dosłownie napąpowany wodą i cały czas odczuwa pragnienie ,w końcu po raz pierwszy wymiotuje litrami wody,samej wody!Mocz oddaje tylko raz.W piątek kolejna wizyta u lekarza temp.37,6 , badanie moczu-podejrzenie nerki i żołądek,podane leki w tym kierunku.O dziwo po powrocie łapie się jedzenia...Mimo to udajemy się jeszcze do kliniki w Katowicach,tam psinka ma zrobione kompleksowe badania Mocznik333,Kreatynina 3,62 (trzykrotnie przekroczone).USG-zniszczone nerki.Lekarz sugeruje uśpienie,nalegamy na kroplówki i dostaje je.Częściej oddaje mocz.Zabieramy go do domu i dalej szukamy,trafiamy na szpital w Jastrzebiu Zdroju(po powrocie piesek zwraca co zjadł rano).Tam lekarz mówi ,że musi byc hospitalizowany celem nawadniania.Wytłumaczono nam,iż od wczoraj wieczorem będzie podłączony pod kroplówki i pompę przez przeszło 50 godzin, w poniedziałek rano ma mieć zrobione badanie czy poziom mocznika i kreatyniny się zmiejszył,potem mają szukać przyczyny.Powiedziano nam,iż jeśli nie uda się zbic tych wartości(co się okaże w pon.,) ,trzeba będzie go uśpić i nie ma już czego szukać,że nie ma szans:(.Od wczoraj jest podłączony,dziś go widziałam,jest jakby bardziej świadomy,reaguje na bodzce zewnetrzne,bardziej jednak łzawią mu oczka.Wiem ,że otrzymuje też leki moczopędne-nadal siusia.
Jest jednak bardzo słaby, ledwo chodzi, buja nim na wszystkie strony.Waży tylko 24 kg(jego norma to koło 32-33),lekarze mówią iż brak tkanki mięśniowej-skóra i kości!Nie oddaje kału. Mój skarb ma dopiero 5 lat:(Jezu że tez się nie zorientowaliśmy wcześniej myśleliśmy lato więcej biega przez to schudł wet. nic nie sugerował.
Może nie powinnam go oddawać do szpitala(kasa sie nie liczy),może lepiej by był w domu?Może to nawadnianie to to samo co jeżdżenie dziennie na kroplówki?

askag24

 
Posty: 1
Od: Sob lip 30, 2011 17:26

Post » Nie lip 31, 2011 10:50 Re: Mocznica u psa

Zobaczysz w poniedziałek. Mój kot tymczas miał drgawki od wysokiego poziomu mocznika.

Niestety trzeba reagować szybko jak się coś dzieje i nie wiadomo co jest. Zrobić morfologię z biochemią, badanie moczu i podjąć leczenie. Im szybciej się zaczyna tym są większe szanse.
Przy wysokim moczniku, przeważnie są podwyższone,przekroczone parametry wątrobowe.

Każda zmiana wagi ciała powinna budzić podejrzenie, że coś się dzieje. Ja kota ważyłam 3 razy dziennie jak zaczął spadać z wagi i karmiłam ręcznie.

Trzymam kciuki, żeby się udało.

dorobella

 
Posty: 5356
Od: Wto sty 06, 2009 19:52
Lokalizacja: T.G.

Post » Pt sie 26, 2011 14:53 Re: Mocznica u psa

Witam wszystkich.

Chciałbym podzielić się historią mojego pieska Maksia. Został wczoraj uśpiony po długiej walce z mocznicą. Została wykryta w czerwcu 2010 roku. Niestety od 2008 roku mieszkam w innym mieście niż rodzina, zatem nie miałem od tego momentu stałego kontaktu z moim pieskiem. Opiekowała się nim moja mama, siostra i tata. Z początku, gdy dowiedziałem się o jego chorobie przez telefon, nie miałem większego pojęcia na czym dokładnie ona polega. Zaczęło się od słabszego samopoczucia psa, wymioty itp. Po wizycie u weterynarza i zrobieniu badań, lekarz widząc wyniki zrobił bardzo duże oczy. "Pies w jego stanie, powinien już dawno leżeć bez chęci do życia". Max był inny, nie było widać po nim choroby. Zadowolony, szczekliwy, zadziorny, mały kundelek, choć czasem mający napady apatii. Jednak od początku zaczęliśmy (tzn, mama z moją siostrą) walkę o jego komfort życia w tej paskudnej chorobie. Zaczęło się od codziennego nawadniania + ścisła dieta, której przestrzegaliśmy. Po 2-3 miesiącach zabiegów i lekkiej apatii u psa, nastąpiła znaczna poprawa wyników badań. Po psie nadal nie było widać, że jest chory. Przestrzegając diety i biorąc lekarstwa przetrwał kilka miesięcy. Z każdym miesiącem jednak 'tracił' dawne nawyki, zachowania (wskakiwanie na łóżko, spanie w łóżku, szczekanie itp), mocznik i kreatynina jednak robiły spustoszenie w organiźmie. Pierwszy kryzys przyszedł pod koniec lutego 2011. Wtedy to rozpoczęliśmy ponownie nawadnianie (z tego co obliczyłem do końca swojego życia dostał ponad 3600 zastrzyków). Walczył bardzo... niestety w lipcu zaczęło się pogarszać znacznie. Pojawiły się pierwszy ataki padaczki, słabnące tylnie łapki (syn jamniczki) dawały się we znaki i odbijały na kondycji psychicznej psa. Ostatnie 1.5 tygodnia, to już męki psa, który jednak próbował z całych sił walczyć (nie tracąc apetytu). Niestety, ostatnie 2-3 dni już tracił kontakt z rzeczywistością. Wczoraj przyszła agonia i nie było już wyjścia. Walczył dzielnie, ale nie było takich sił, które by mogły powstrzymać tę okropną chorobę.

Może troszkę chaotycznie opisane, ale jakoś potrzebowałem się wygadać. Pozdrawiam Was i rzyczę Waszym pupilom takiej chęci życia jaką miał Max, a może nawet i większej.

MasteR

 
Posty: 1
Od: Pt sie 26, 2011 14:40

Post » Pon wrz 26, 2011 19:10 Re: Mocznica u psa

Witaj (choć dużo czasu od odejścia Twojego psiego przyjaciela), MasteR.
witajcie pozostali smutkowicze.
Moja sunia ma szesnaście lat (przybłąkała się jako niespełna czteromiesięczne szczenie),
jest małym (6,5 kg), rasowym :wink: kundelkiem.
W trakcie swojej dorosłości miała robione, z różnych przyczyn, badania krwi i moczu.
Przed rokiem miała problemy pęcherzowo - nerkowe i znów zrobiono jej analizy.
Dostawała antybiotyki - przez 7 dni. Jak się okazuje, było to za krótko.
Latem tego roku choroba wróciła. Mam żal do siebie, ale też do wetów.
Żaden nie powiedział nawet pół słowa, że dawne badania wskazują na przewlekły problem nerkowy,
że może z tego wyniknąć mocznica i/lub marskość nerek. Żaden nie wspomniał o diecie
i np podawaniu leków moczopędnych lub przeciwbakteryjnych. A chodziłam z sunią do kilku
polecanych lekarzy. Moja czujność drzemała w najlepsze, a choroba postępowała.
Teraz pozostało suni niewiele czasu. Porusza się jeszcze dość żwawo, ale jest smutniejsza
i często wymiotuje. Straciła apetyt i nie mam sposobu, żeby "po dobroci" (w czymś smacznym) podać jej leki.
A podawanie na siłę, to ciężka wojna, bo w małym psim ciałku mieszka Wielki Wojownik.
Po prostu Wojownik zwycięża. Pozostały zastrzyki i kroplówki. Sunia kuli się ze strachu u weta
i nie lubi już jazdy samochodem, bo wie, że na końcu trasy czekają zastrzyki.
I mnie też się trochę boi, bo próbuję wciskać jej leki. Dzisiaj wet nakłuwał ją siedmiokrotnie:
2 zastrzyki i 4 wkłucia kroplówki, + pobranie krwi. Psina zestresowana, zmęczona.
Po powrocie do domu zjadła odrobinę i wszystko zwymiotowała. Za dwie godziny mam jej podać
zastrzyk podskórny. Dam radę, ale serce mi się ściska, bo to ósme kłucie w jednym dniu.
Nie wyobrażam sobie kłucia jej bez końca. Jeżeli jutro będzie wymiotowała - zaproszę do domu
miłą panią weterynarz i oddelegujemy moją małą psią przyjaciółkę za tęczowy most :cry: .
Może jeszcze nie jutro, może dopiero pojutrze ...

jola_pik

 
Posty: 594
Od: Sob kwi 16, 2005 23:20

Post » Nie lip 27, 2014 21:25 Re: Mocznica u psa

Minęło trochę czasu odkąd ktoś dodał jakiś post mamy 2014 a ostatni był 2011.. może ktoś to przeczyta,
Ostanie pare dni to była masakra... miałam psa boksera który miał 10lat i 4miesiące ,(wszystko trwało 3dni) nic jej nigdy nie było aż pewnego upalnego dnia (31stopni) dostała gorączki 40,5 stopni, miała bardzo szybki oddech , była osłabiona miała problem z wejściem po schodach, nie jadła nic , moja mama była z nią u weterynarza dostała 3 zastrzyki, wieczorem zjadła swoje jedzenie, następnego dnia zwymiotowała dwa razy, była dalej osłabiona ,ciągle miała przyśpieszony oddech ,nic nie jadła ,piła dużo wody. Myśleliśmy że może jej się poprawi, następnego dnia nie było poprawy zawieźliśmy ją do weterynarza zrobiliśmy badanie krwi wyszło że ma wysokie MCHC , WBC , NEU ,MONO ,BASO ,PLT , UREA ,AST , ALKP znacznie niższą temp. 37stopni, weterynarz powiedział że nadaje się do hospitalizacji ,powinna zostać 3dni w klinice żeby ją przeczyścili bo silny stan zapalny miała , czy ostre zatrucie pokarmowe itp ,niestety moja mama musiała zrobić wypis bo takie leczenie kosztowało 1000zł, tego samego dnia wybrałyśmy się do innego weterynarza ,który wymienił wiele opcji co się dzieje z psem , stawiała na mocznice , została podłączona na 2h do kroplówki dzięki której widać było po niej że czuje się lepiej,dostała zastrzyk przeciwwymiotny który działa 24h , miała więcej siły zrobiła siku ciemno brązowy mocz , wet pokazała nam jak podłączyć kroplówkę i następnego dnia miałyśmy jej podłączyć rano i po południu, więc rano budzę się o 8 widzę że pies nasikał pod siebie pomagam jej wstać żeby się napiła ,dużo piła, po czym się położyła widzę że ciężko oddycha podłączam jej kroplówkę , niestety na siłę dostała antybiotyk który zwymiotowała , miała kilka odruchów wymiotnych ,prężyła swoje ciało ,napinała rozluźniała bez przerwy ,coraz bardziej słabła dodzwoniłam się do weta który powiedział że to bardzo poważny stan i zaczęła wymiotować krwią widziałam jak cierpi ,powiedziała że kroplówka powinna przepłukać mocznice ,musiałyśmy z nią od razu jechać do weta, podczas podróży ciągle wymiotowała krwią, u weta dostała środki przeciwbólowe ,nakłuwali ją igłami, trochę się uspokoiła , aż w końcu zaczęła krwawić nawet z nosa , środki przeciwbólowe spowodowały zatrzymanie akcji serca i moja kochana psina odeszła z tego świata. Do tej pory się zastanawiam co jej dokładnie było , skąd ten krwotok? Wet nie umiała wyjaśnić ,mówiła o operacji otwarcia jamy brzusznej ,ale też że może tego nie przeżyć, i tak było już na to za późno ,nie zrobili też sekcji zwłok, ciekawi mnie czy można było jej jakoś pomóc... tak bardzo mi jej brak :(

almusia

 
Posty: 1
Od: Nie lip 27, 2014 20:44

Post » Sob kwi 04, 2015 22:09 A jednak cuda się zdarzają

Witam serdecznie,
Jestem z przypadku właścicielem pieska wilczurka suczka. Przygarnąłem pieska, ponieważ ludzie wyrzucili ją przy śmietnikach na osiedlu (tak opowiadała sąsiadka). Mam ją już 3 lata. Lekarze różnie szacowali jej wiek, ale ostatni wet we wrześniu 2014r. określił na 8lat.
Proszę posłuchać tej historii; Moja Sara miała nowotwór na listwie mlecznej, bardzo duży guz w kształcie dwóch pięści. Guz pojawił się w maju 2014, wtedy leczyłem pieska u jednej wet na skórę (często sobie wygryzała do ran skórę), lekarz zbadała również zmianę na brzuchu i proponowała usunięcie. Po wakacjach znajomy namówił mnie na zmianę lekarza. Zmieniłem na inną panią u której zoperowana została zmiana, przy okazji okazało się, że były 3 guzy, jeden wielki ale dwa małe bardziej ukrwione. Ok, wszystko ładnie, Sara szybko się zregenerowała i było dobrze do lutego 2015r. Zauważyłem pewnej soboty, że piesek w ciągu dnia zwrócił jedzonko i to kilka razy i dziwne, że w treści były przysmaki, które zjadła dwa dni wcześniej. Myślałem, że to jakaś niestrawność. Ale Sara nie jadła od piątku (je tylko raz dziennie na wieczór), a tu już niedziela, piesek słaby bez życia, nie chce się bawić. W pon. pojechałem do wet. Od razu kroplówka na wzmocnienie i jak najszybciej operacja ponieważ są przeżuty na kolejne cycki i dodatkowo ropomacicze. Po kroplówce piesek odżył i we wtorek operacje dwie na raz. Wet. ostrzegła, że jeżeli otworzy pieska i będą przeżuty na inne organa to jej już nie będzie zamykać tylko uśpi. Operacja trwała 3 godz. czekałem na tel. z niecierpliwością. Po tym czasie dostałem tel. żeby przyjechać po pieska. Zdejmując ze stołu dostała krwotoku. Wyproszono mnie. Powtórne otwarcie jamy brzusznej i podwiązanie naczyń krwionośnych. Przy okazji dowiedziałem się, że podczas operacji miała jeszcze dwa krwotoki i straciła bardzo dużo krwi. W końcu odebrałem pieska, ale dostałem informację, że jeżeli w nocy dostanie krwotoku to zadzwonić ale wet przyjedzie, żeby ją już tylko uśpić. Sara nic nie jadła, była tylko podawana codziennie kroplówka. I się zaczęło: zaczęły puchnąć nogi aż sobie lizała przednie łapki. Dużo piła ale nie sikała. Wet powiedziała, że nie dobrze, podejrzenie mocznicy, ale w dodatku rana na brzuszku zaczęła robić się czarna, wiec martwica, lekarz zbadała cukier a cukier w ciągu 4 dni wzrósł tak, że przyrząd nie odczytał wartości, więc lekarz stwierdziła- padła trzustka, żeby jeszcze mało to po macaniu tylnych nóg okazało się, że są uwięzione bakterie beztlenowe czyli szelestnica. Wet kazała przyzwyczaić się do sytuacji, że Sary już nie będzie. Po 5 dniach nie sikania po odebraniu wyników krwi potwierdzających mocznicę Mocznik 350 i keratinina 5,1, doktor wet zadzwoniła do mnie i proponowała już chyba czwarty raz uśpienie pieska. Ale stwierdziłem, że przedyskutuję z żoną i zadzwonię. Ale pomyślałem, że skoro się nie męczy jeszcze nie cierpi to nie mogę jej uśpić (łzy same ), będę ratował do końca. Teraz UWAGA! Piesek nie chodził 5 dni i 5 dni nie sikał, nagle godzinę po tel. wet z potwierdzeniem mocznicy i zastanowieniem się nad uśpieniem, poszedłem umyć miskę z wodą, a Sara sama wstała i przeszła z pokoju do mnie do łazienki (a przecież nie chodziła), z wrażenia upuściłem miskę, chciała pić, dałem, ale zaraz wyniosłem na dwór ( u mnie są schody w domku i musiałem znosić i wnosić bo się bałem, żeby te rany na brzuchu się nie rozpadły), Sara zaczęła sikać. Radość wielka bo nerki zaczęły pracować. Lekarz powiedziała, że to nie możliwe i chyba , że to cud. Każdego dnia cukier zaczął spadać aż się unormował, martwica się cofnęła (ciałko różowe i ciepłe), szelestnica zniknęła. Sara bardzo schudła przez tę chorobę, sama skóra i kości. Na siłę karmiłem, potem nie robiła kupy, więc leki na apetyt a potem na kupę. Walka o życie trwała 5 tygodni. Ale warto było. Dziś Sara żyje, biega bawi się, trochę też broi ale jej wybaczam bo ciągle jak ma możliwość wtula szyje w moje nogi. Kochani nie poddawajcie się, naprawdę warto walczyć. Jeżeli nerki szwankują dobrym lekiem jest [...]. Trzymam kciuki walczcie o swoje pociechy. Pozdrawiam
Ostatnio edytowano Sob kwi 04, 2015 22:33 przez NITKA/KARINKA, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Usunęłam nazwę i dawkowanie leku.

Norbi73

 
Posty: 1
Od: Sob kwi 04, 2015 20:55

Post » Pon lut 13, 2017 23:44 Re: Mocznica u psa

Witam,
Postanowiłem się zarejestrować i wypowiedzieć w tym temacie gdyż moja suczka rasy Pitbull Red Nose (+10 lat) jest przykładem że walka i leczenie mocznicy czy też PNN ma sens.
Moja psina była okazem zdrowia, nigdy na nic jej nie dolegało aż nagle przypętało się parę przykrych chorób naraz. Pierwszym objawem było wodobrzusze które przez 2-3 dni brałem za wzdęcie powstałe w wyniku nowej karmy, jednak nie dawało mi to spokoju i pojechałem do mojego zaufanego weta. Ten po badaniu osłuchowym i szybkim USG jamy brzusznej stwierdził wodobrzusze na tle niewydolności serca. Był to dla mnie cios bo pies nigdy nie miał objawów typowych dla niewydolności serca ale mówię może to jest pierwszy objaw. Rozpoczęło się zrzucanie wody i leczenie psa pod kątem niewydolność serduszka, 5 dni stosowania Enarenal 5mg x 2 i Upcardu 3mg dało efekt zniknięcia wodobrzusza. Nagle w sobotni wieczór psina zostawiła w kuchni dużą plamę krwi ala cieczkowej ale jako doświadczony właściciel trzech suczek wiedziałem że to nie cieczka i migiem pojechałem do mojego drugiego znajomego weta który prowadzi lecznicę całodobową, diagnoza ropomacicze wymagające interwencji chirurgicznej. Umówiliśmy zabieg na następny dzień, wcześniej pracujący w tej lecznicy psi kardiolog zrobił suni echo serca które potwierdziło powiększoną komorę ale w klinice postawiono wstępne założenie że to ropomacicze mogło być przyczyną owej niewydolności serca, utrzymaliśmy lek na serce choć został zmieniony na Benakor 10mg. Sunia wracała szybko do formy, przez tydzień po operacji była pod kontrolą tego weta który przeprowadzał zabieg, zrobiono kontrolną morfologię i biochemię wyniki nie były alarmujące, typowe dla zabiegów z narkozą i dla przebytego ropomaciczego .Na zdjęcie na szwów i kolejne badanie krwi wróciłem do mojego weta, wyniki nerkowe nadal były takie sobie, zapadła szybka decyzja o diecie Renalowej oraz nie związanej z nerkami zmianie Benakoru znowu na Enarenal. Dieta na Royalowym Renalu przyniosła skutek, bo już po tygodniu wyniki się poprawiły. Jakieś 4 tygodnie po operacji znowu pojawiło się wodobrzusze i rozpoczęła się kuracja zrzucania wody, zastrzyki z Furosemidu dwa dni w tygodniu i Upcard 3mg x 2. Kuracja nie przynosiła specjalnego efektu i w końcu na dzień przed Świętami Bożego Narodzeni pojechałem z sunią do jeszcze jednego psiego kardiologa aby raz jeszcze zbadać psinę, wizyta w klinice trwała blisko 3h, pełne USG, echo serca, osłuch itp. okazało się psina ma już płyn w worku osierdziowym i jeszcze trochę takiej kuracji a doszłoby do tamponady. Pani kardiolog po rozmowie z wetem który przeprowadzał zabieg sterylizacji postawiła 3 diagnozy, po pierwsza samo serce nie wykazywało oznak które mogły być przyczyną jego niewydolności i dopatrywała się innych przyczyn jego złej pracy, pierwszą przyczyną którą zakładała to proces nowotworowy gdyż dopatrzyła się jakiś cieni u podstawy serca ale nie wykluczała że jest to masa tłuszczowa która tam normalnie występuje, druga przyczyna to SEPSA po ropomaciczym. Zaleciła wykonie punkcji i pobrania płynu z brzucha lub worka osierdziowego do badania oraz RTG klatki piersiowej. Pani doktor zmieniła leki na zrzucanie wody i tak o to do Upcardu doszedł Spironol i Hydrochlorohiazyd w dużych dawkach tak by przez okres Świąt zrzuciła jak najwięcej wody oraz zapisała antybiotyk Metronidazol aby ewentualnie zacząć walczyć z SEPSą. Dodatkowo ,i tu niestety pani doktor popełniła błąd, stwierdziła że sunia nie musi wcale być na diecie Renalowej i może wrócić na swoją dawną dietę, co przyjąłem z radością bo psica jadła tego Renala bardzo opornie. Od razu po wizycie zadzwoniłem do dr.Bandur u którego w klinice robiono sterylizację i umówiłem się z nim na RTG i ewentualną punkcję, jako że były to Święta to najbliższy termin wypadał we Wtorek. Do Wtorku psina zrzuciła wodę i podczas wizyty echo serca wykazało minimalną ilość płynu w osierdziu i bardzo małą ilość wody w jamie brzusznej tak więc punkcja nie miała sensu. Na Środę umówiliśmy się na RTG gdyż do tego trzeba dwóch lekarzy, jednego który pomaga trzymać psiaka na stole i drugiego który robi zdjęcia. Zdjęcia miały być trzy jednak zrobiono tylko jedno gdyż już pierwsze wykazało zmiany w płucach które obaj panowie weci ocenili na gruźlicę lub nowotwór. Mój nowy stały weterynarz dr. Bandura nie jest onkologiem ani też żaden z dwóch pozostałych lekarzy pracujących u niego w klinice, jednak współpracuje z renomowanym dr. Kiezą, więc wystarczył jeden szybki telefon i tego samego dnia byłem z sunią u psiego onkologa. Dr. Kieza stwierdził że po zdjęciu nie da się jednoznacznie stwierdzić że jest to nowotwór i musi mieć drugie zdjęcie, przesłał specyfikację zdjęcia do dr. Bandury i następnego dnia byłem zrobić kolejne zdjęcie RTG. Zdjęcie wykazało zmiany w obu płucach ale nadal nie było 100% pewności czy to nowotwór czy może przechodzona gruźlica czy też zmiany grzybicze, dr. Kieza zdecydował że trzeba pobrać materiał do badań poprzez biopsję płuca ale obaj weterynarze, dr. Kieza i dr. Bandura, stwierdzili że najpierw dobrze będzie przeprowadzić antybiotykoterapię silnym Aniclindanem 75 oraz rozpoczętym już Metronidazolem. Terapia Aniclindanem miała potrwać łącznie 16 dni z przerwą w połowie na biopsję. Sunia w trakcie antybiotykoterapii zaczęła tracić apetyt ale zrzucaliśmy to na kanwę dwóch silnych antybiotyków, więc aby ją zachęcić do jedzenie dostawała sporo wołowinki zarówno surowej jak i gotowanej. Zrobiliśmy biopsję rezygnując z bronchoskopii gdyż po antybiotyku okazała się niezasadna. Biopsja odbyła się pod lekką narkozą wziewną po której sunia szybko doszła do siebie. Zabieg miał miejsce we Wtorek w Czwartek w nocy psina nagle wstała i zwróciła praktycznie wszystko co zjadła po południu, dodatkowo zaczęła się trząść. W Piątek pojechałem do weta, dr. Bandury nie było na dyżurze a wet stwierdził u niej zarówno zapalenie gardła (lizała śnieg) oraz możliwe zatrucie lekko nieświeżym mięsem, zalecił wizyty przez cały weekend i jeśli nie będzie poprawy to badanie krwi w Poniedziałek. Sunia przez weekend nie chciała nic jeść, ewentualnie przekąski takie jak suszona kaczka ,wołowina czy jagnięcina, wymioty ustały ale jej samopoczucie się nie poprawiało więc w Poniedziałek zrobiliśmy badanie krwi, wyniki biochemiczne niestety wykazały mocznicę i były bardzo wysokie bo mocznik na poziomie 602, kreatynina 4.83 a psina czekała cały czas na wyniki cytologi i ewentualną chemię. O razu rozpoczęliśmy leczenie mocznicy, czyli kroplówki podskórne, leki moczopędne w zastrzykach itp. Wyniki cytologi przyszły dopiero po 1.5 tygodnia od biopsji i niestety wykazały rakowiaka lub zróżnicowany rak neuroendokrynny czyli chemioterapia wskazana i zasadna tylko że aby podać chemię musieliśmy ustabilizować nerki. Kolejne badanie krwi dało wyniki nie wiele lepsze a nawet ciut gorsze jeśli chodzi o mocznik bo tu skoczyło do 660 ale kreatynina spadłą do 4.58, przy następnym badaniu mocznik spadł do 477 ale kreatynina skoczyła do 6.63 i fosfor do 12.27. Chciałem robić dializę ale okazało się że jest ona robiona również pod narkozą, na co dr. Bandura i Kieza stwierdzili że nie ma sensu gdyż tu jej pomożemy ale narkoza znowu walnie nerki, zdecydowaliśmy się na wlewy dożylne dwa razy dziennie, wyniki się trochę poprawiły co pozwoliło nam podać chemię. Chemię podaliśmy nie przerywając wlewów. Suńka zniosła chemię bardzo dobrze, nie wymiotowała, miała lekkie rozwolnienie ale to też winna mocznicy. Kontynuowaliśmy po chemii wlewy dożylne dwa razy dziennie, aż w końcu zeszliśmy do jednego i wróciliśmy do kroplówek podskórnych. Teraz opowiem jak stosowałem dietę mojej suni która nie chciała jeść z wiadomych powodów, wpadliśmy z wetem na pomysł gotowania kaszy mannej i podawania jej strzykawką oraz rozmaczania suchego Renala następnie blendowania jej z rosołem ugotowanym na warzywach, kurczaku lub prędze wołowej i również podawania jej strzykawką. Na początku sukcesem było podanie psu jakiś 100-120 gram łącznie, potem ta dawka rosła i rosła, ostatecznie "jadła" między 330 a 360 gram zblendowanego na papkę Renala dziennie. Do tego stosowałem Pronefrę, Uroforce, Calopet, Hemovet, stack witaminowy Game Doga, koenzym Q10, witaminę D3, omegę 3, witaminę E, witaminę C, witaminę B12, B1 i B6, l-karnitynę, taurynę, oraz wszystkie zapisane diuretyki. Te działania pozwoliły na doprowadzenie do ogromnej poprawy wyników bo mocznik spadł do 137, kreatynina do 1.67 a fosfor do 4.41, niestety pojawiła się poważna anemia wtórna którą spotęgowała chemioterapia. Musieliśmy przetoczyć trochę krwi i tak podaliśmy dziewczynie jednostkę krwi czyli 450 ml i dwa dni po przetoczeniu włączyliśmy EPO czyli erytropoteynę w pierwszej serii 7 zastrzyków i żelazo. Kolejne badanie krwi już po 3 zastrzykach z EPO i prawie tydzień po przetoczeniu krwi dało wyniki jeszcze lepsze, mocznik 97, kreatynina 0.41 a krwinki czerwone podniosły się do 3.15.Psina wróciła do pewnego bycia sobą, je z miski, bawi się, nosi swoje zabawki, żebrze o jedzenie , widać dużą poprawę samopoczucia. Dziś mieliśmy ostatni zastrzyk z EPO i szykujemy się do drugiej chemii ale też żeby nie było za różowo księżniczka dostała dziś ataku padaczki lub omdlenia, mogło to być na wskutek wypłukania z organizmu potasu i magnezu lub niedotlenienia spowodowanego anemią. Tak więc teraz podajemy Aspargin i będziemy obserwować co i jak.
Podsumowując, mój wet stwierdził że moja psina i ja jesteśmy dowodem że warto walczyć i leczyć bo jak się nie podejmie walki to się nigdy nie dowie jaki będzie skutek. Nie ukrywam że taka walka jest kosztowna, mniej lub bardziej a to zależnie od klinki i weterynarza ale moim zdaniem jeśli tylko nas stać to warto leczyć.
Pozdrawiam

Technik

 
Posty: 1
Od: Pon lut 13, 2017 20:22

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

cron