Milusińskie słodziaki..

Koty i kotki do adopcji

Moderatorzy: Estraven, LimLim, Moderatorzy

Post » Sob sie 04, 2012 16:50 Re: Milusińskie słodziaki..

Zapraszam do wziecia udzialu w konkursie na miss i mistera miau miesiaca sierpnia, tym razem krowki i pingwinki. Zabawa wysmienita a przy okazji pomagamy kocim biedom. Oto link do zabawy: viewtopic.php?f=20&t=144808
Zapros koniecznie znajomych :) im wiecej kotow wystartuje tym wiecej uzbieramy $$, a im wiecej my uzbieramy, tym wiecej jakas kocia bieda dostanie $$.
ObrazekObrazek

Awatar - ziomalu,pamiętam. [*] Ozzi - najdzielniejszy kocie świata - nigdy nie zapomnę! [*] Alex - kocia miłość mojego życia... Brak mi Ciebie. [*] Emi - maleńka ciałkiem, wielka duchem, odważna i nieustraszona niczym lwica. Taką Cię będę pamiętać. [*] Eustachy - przyjacielu kochany, dlaczego TY???!!! [*]

Kociara82

 
Posty: 45835
Od: Czw paź 09, 2008 22:20

Post » Pt wrz 07, 2012 12:21 Re: Milusińskie słodziaki..

Dzięki :1luvu:

Ech, pewnie że bym wzięła :D Za późno się dowiedziałam, a zabawa przednia, szczególnie dla odstresowania po tych wszystkich nieszczęściach, na które się tu natykamy..

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 12:18 Re: Milusińskie słodziaki szukają domków

Kaprys2004 pisze:Pewnie że napiszę :D

1. Jaś - pingwin - 1 rok 2 miesiące - z pruszkowskiej piwnicy..
nie wiem do końca jak to z jego tymczasowaniem :wink: Zlotooki dzikus, potrzebuje spokoju i miłości. Sypia ze mna i cudnie mruczy w lozku :D Nadzwyczaj kocha inne koty..

2. Julitka - krówka - 11 miesięcy - ze schroniska w Piotrkowie..
moja mała zielonooka ozdrowieńczyni i pieszczoszeczka :D jest zawsze blisko mnie - muszę ją jeszcze wysterylizować i będzie gotowa do ogłoszeń :roll: Nie wiem znowu (po Julce) jak oddam w obce ręce to moje gadające i nareczne cudo (cwierka :1luvu: ).. jest bardzo pogodnym i zgodnym kotem, bezkonfliktowa z innymi kotami i ludzmi..

3. Kropeczka (reaguje na Misia, Myszka) - biała w czarne łatki - 2 lata - z Serocka..
ma jasnozlote oczy, ale po chorobie lewe pozostalo zamglone, choc widzi na nie doskonale. Widoczna mgielka na oczku nie ma jednak znaczenia przy jej radosnym i przemiłym charakterze. Jest cudownym kotem, drobniusieńka istotka z anielską cierpliwością jeżeli chodzi o podawanie lekarstw, przez co dodatkowo można się w niej rozkochać.. Nie pcha się na ręce, ale wzięta - zalega na dluzej z ufnością, wtulone, cieplutkie, cudne ciałko z drobniusieńkimi różowymi łapusiami.. Kocha zabawę dłuuuugą sprężynką.. Zawsze przebywa w mojej okolicy, pod spódnicą, koło nóg, bylebym była blisko.. Śpi wtulona we mnie..

4. Kreseczka (też zwana zazwyczaj Misią i Myszką :wink: ) - krówka - 1,5 roku - z Serocka ..
podobna do Julitki, może więc powinna mieć na imię Jowitka :lol: , malusienka, o wygladzie polrocznego kociaka żywiołowa dziewczynka o mocno miodowych oczach. Zawsze wynajdzie sobie cos do popychania lapkami i gonienia, papierek, guziczek czy spineczke :wink: Jest zawsze na mojej orbicie. Nie za bardzo ma cierpliwość długo przebywać na rękach, bo nie ma czasu na takie bzdury, ale podobnie jak Kropeczka jest ZAWSZE tam gdzie ja. Śpi też ze mną, ale mala charakterna baba nie lubi być pod kołdrą nawet wtedy gdy łapki są zimne.


5, 6, 7, 8 maluszki z Lublina znalezione w samochodzie w polowie drogi do Warszawy, cuda natury kochajace czlowieka :1luvu:


To teraz czas na foty.. Ale musicie chwilke poczekac :oops:


Kreseczka - Misia - Myszka - Wisia odeszła dzisiaj rano o 7.30.
W domu, przy nas, głaskana, kochana, spokojna..
Mocznica. Obrzydliwie podstępne bydlę. Nagłe, niespodziewane, szybko zmieniające nasz świat i jego zawartość.
Wiem, że kiedy przyjdzie czas, Wisiunia powita mnie za TM jako jedna z pierwszych, moja cudowna mała dwukilogramowa dziewczynka, zawsze wesoła, radosna, przytulaśna, wpatrzona centralnie w człowieka, najodważniejsza ze wszystkich kotów świata (im większy i głośniejszy potfffór, tym lepiej!!)..
Obrazek
http://imageshack.com/a/img661/623/swcqfA.jpg
https://imageshack.com/i/idswcqfAj
Ostatnio edytowano Wto maja 05, 2015 12:55 przez Kaprys2004, łącznie edytowano 1 raz

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 12:50 Re: Milusińskie słodziaki..

trzymaj się Kasiu...
Obrazek

jopop

 
Posty: 19153
Od: Pt maja 20, 2005 20:05
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 12:56 Re: Milusińskie słodziaki..

Tak mi przykro Kasiu
Brykaj Malunia za TM
I czekaj...
[*]
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

 
Posty: 47916
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 28 >>

Post » Wto maja 05, 2015 12:56 Re: Milusińskie słodziaki..

Asiulek, Ty też..
Dzieki Dziewczynki. Znacie przecież ten stan aż za dobrze :(

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 13:34 Re: Milusińskie słodziaki..

viewtopic.php?f=1&t=76347&p=11085657#p11085657


Kaprys2004 pisze:16 kwietnia z towarzyszami na placu boju. Najlepiej pospać sobie i pobawić się w "betach" paniusi, zwalić je z wieszaka i oswoić depcząc łapkami :lol:

Obrazek


1 maja wieczorem w szpitalnym inkubatorze:

Obrazek Obrazek

Obrazek Obrazek


5 maja będziemy podróżować tutaj, tu gdzie być najlepiej.

Obrazek

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 15:31 Re: Milusińskie słodziaki..

Kasiu, ściskam...
Obrazek Obrazek

Są chwile, kiedy brak ludożerców daje się boleśnie odczuć.
Alfons Allais

Aleba

Avatar użytkownika
 
Posty: 21209
Od: Czw sie 05, 2004 16:52
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 17:10 Re: Milusińskie słodziaki szukają domków - foty - s. 32 !!

O.. Znalazłam wątek o Kropce i Kresce. Czyli o Małgosi i o Wisi.
Oto geneza naszego związku. Od razu był udany..


Kaprys2004 pisze:Uświadomiłam sobie, że o Kreseczce i Kropce, o nich, ani o ich przybyciu do mnie nie napisałam ani słowa..

Dziewczynki trafiły do mnie w styczniu (czy w lutym) 2010 r.

Nie byłam w tym "schronisku", ale po wyglądzie i zapachu dziewczyn mogłam stwierdzić jakie tam panują warunki.
Nie mówię już o fakcie, że Kreska jest na 1000% spokrewniona z kociakiem, którego wyadoptowałam w styczniu.. Są identyczni na "twarzy".. Może to jego mama, może siostra? Nie wiem, ale na pewno są z jednej rodziny.
Po przywiezieniu do domu nie dało się dziewczyn nie wykąpać, tak były zasmrodzone. Białe było żółte. Czarne - brązowe.. Były to moje pierwsze kocie kąpiele, ale dzięki ich ugodowym charakterom, przebiegły spokojnie. Kreseczka spokojnie dawała się wysuszyć suszarką, nie przeszkadzało jej że coś mocno na nią dmucha, Kropka denerwowała się i atakowała ciepłe powietrze. Teraz zazwyczaj siedzi przy moich nogach, kiedy suszę włosy schylona i wiuw ciepłego powietrza jest już dla niej chlebem powszednim :D

Co do ich stanu, to już od wielu miesięcy wszystko jest jak być powinno, sierść błyszczy, białe fragmenty są białe, czarne - czarne.
Dziewczyny jednak na zawsze będą miały pamiątki po miejscu urodzenia: stan uzębienia i dziąseł nie za dobry, Kropeczka nie ma już kilku zębów, same wypadły 8O , poza tym ma nieco przymglone lewe oczko po kk, a Kreseczka fluka noskiem, mimo różnych leków jakie brała. Pewnie trzeba uznać, że taka jej uroda. Są jakieś pomysły na badanie zatok i może wprowadzimy je w życie.. Nie wiem jednak czy ta przypadłość pozwoli mi ją wyadoptować. Przede wszystkim: czy chcę ją wyadoptować.. Bo jest tak krucha, że chcę sama mieć pieczę nad tym jej nieustającym flukaniem.. A poza tym, trzeba amatora, żeby chciał chorawego kotka..
Kropcia jest zdrowa, nic nigdy jej nie było, ew. jakiś drobny katarek.. Do adopcji się nadaje.. Ale też mam wrażenie, że to kruche stworzenie i też trafiła do wątku "Milusińskich" z pewną taką nieśmiałością.. :roll:

Ilekroć ktoś ma do czynienia z kotami z Serocka, mówi jedno: zabiedzone do granic, ale równie przesympatyczne i urokliwe. Ich kochać nie można.

To prawda, dwie panienki K & K są moim cieniem, zawsze przy mnie. Czy śpię, czy chodzę, czy tylko na moment wstaję z łóżka..
Kropka myje nawet ze mną zęby, mimo, że koty nie za bardzo lubią zapach mięty. To jej jednak nie przeszkadza być 3 cm od mojej twarzy i zajmować się lecącą wodą, obserwować ją i atakować co chwila łapką :ryk:
Wesolutkie i spokojne zarazem. Ciekawskie, jak to koty.. Przyjacielskie, zero agresji.. Cudne charaktery. Złote oczy zawsze uważnie mnie obserwują..
Dziewczynki są malutkie i drobniutkie.
Kreska, wygląda na półrocznego kociaka, a ma ok. 2 lat. Waży 2,5 kg.
Kropka jest równie drobniutka, łapeczki są malusie, ale jest dużo grubsza od Kreski. Waży ok. 3 kg (może ciut ciut powyżej).

Wątek kotów z Serocka: viewtopic.php?f=1&t=111072&start=15
Wątek pokrewny: viewtopic.php?f=1&t=110229

"Schronisko" w Serocku:

Zofia&Sasza pisze:Obrazek
Przy kolegach cieplej i raźniej

Obrazek
Miniczarnulek o złocistych oczkach (sobowtór mojej Sissi, tyle, że ona ma 7 miesięcy, a on/ona kilka lat :cry: )

Obrazek
Sen pozwala uciec od koszmaru

Obrazek
Czy ktoś nam pomoże?

Obrazek
Zabierzesz mnie stąd?
Ta ostatnia kicia jest na pewno rodziną Kropki.... Głowę daję, że Piotruś też..


Zofia&Sasza pisze:Obrazek
Koteczka mini, wielkości kociątka. Najgłośniejszy traktorek świata!

Obrazek
Kolejny miziak. W stosunkowo dobrym stanie.

Obrazek
W każdym kątku po dzieciątku. Szafka kuchenna.

Obrazek
Trochę tu cieplej...

Obrazek
Oj, łapią!
Ta przedostatnia - rodziną Kreski..
Tam każdy kot jest krewnym kolejnego.. :roll:

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 17:11 Re: Milusińskie słodziaki..

Aleba pisze:Kasiu, ściskam...

Dziękuję Oleńko.
Właśnie wychodzę z pracy i jedziemy z Wisią w podróż.

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto maja 05, 2015 19:19 Re: Milusińskie słodziaki..

Przykro mi bardzo, Kasiu.
(')

Nasze serockie dzieciaki nie miały dobrego startu w życiu. :( Ale ile szczęścia u Ciebie potem. Trzymaj się, Kochana.
Obrazek

Agneska

 
Posty: 16480
Od: Wto paź 26, 2004 12:28

Post » Śro maja 06, 2015 6:02 Re: Milusińskie słodziaki..

Kasieńko przytulam :( :( :(
Brak mi słów......
ObrazekObrazekObrazek
Tylko przyjaciele słyszą Twój krzyk , gdy milczysz i widzą łzy, gdy się śmiejesz
"Boże , chroń mnie od fałszywych przyjaciół -z wrogami sobie poradzę"

kropkaXL

Avatar użytkownika
 
Posty: 34855
Od: Wto sie 12, 2008 14:18

Post » Śro maja 06, 2015 9:12 Re: Milusińskie słodziaki..

Dzięki moje Kochane Dziewczyny. Jest ciężko, ale kto wie o tym lepiej, jak nie Wy..

Wisiulek już jest w naszym ukochanym miejscu, na zawsze przy nas, przy innych. Wisię witał spokój ciepłego, wieczornego lasu, gwiazdy pomiędzy koronami sosen i cisza, jakiej można doświadczyć tylko tam. W dzień ptaki będą przeszkadzały jej spać, a wieczorem świerszcze i kumkanie żab, ale pewnie sobie z tymi hałasami da radę jakoś.. To przecież hałas najprzyjemniejszy z istniejących we wszechświecie.

Kropka-Małgosia, druga serocczanka, ma się dobrze, choć od kilku miesięcy jest już tylko o 1 zębie ;-) Był zdrowy, więc podczas ekstrakcji chorych, lekarze stwierdzili, że szkoda wyrywać. :roll: / :lol: No to teraz ma mnie czym podgryzać, czasem tak zapamiętale, że aż boleśnie, ale oczywiście tylko z miłości, bo ona uczucia złości, złośliwości, zniecierpliwienia czy jakiegokolwiek innego złego po prostu nie zna. To sama chodząca (gruba :ryk: ) dobroć, podobnie zresztą jak nasza Nieobecna Ciałem. Tak, te serockie koty były totalnie wyjątkowe. Z koszmarnej biedy, strasznych warunków, chore, brudne, śmierdzące, przychodziły do nas ufne kocie anioły..

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

Post » Śro maja 06, 2015 16:35 Re: Milusińskie słodziaki..

I trafiły z piekła do Raju Kasieńko!
Choć na trochę, ale jednak poznały miłość i ciepło, a to bardzo wiele!
Przytulam mocno!!!!!! :1luvu: :1luvu: :1luvu:
ObrazekObrazekObrazek
Tylko przyjaciele słyszą Twój krzyk , gdy milczysz i widzą łzy, gdy się śmiejesz
"Boże , chroń mnie od fałszywych przyjaciół -z wrogami sobie poradzę"

kropkaXL

Avatar użytkownika
 
Posty: 34855
Od: Wto sie 12, 2008 14:18

Post » Pt lis 03, 2017 13:01 Re: Milusińskie słodziaki szukają domków - foty - s. 32 !!

Dzień dobry, Kochane.

Zacznę od cytatu:

Kaprys2004 pisze:Uświadomiłam sobie, że o Kreseczce i Kropce, o nich, ani o ich przybyciu do mnie nie napisałam ani słowa..

Dziewczynki trafiły do mnie w styczniu (czy w lutym) 2010 r.

Nie byłam w tym "schronisku", ale po wyglądzie i zapachu dziewczyn mogłam stwierdzić jakie tam panują warunki.
Nie mówię już o fakcie, że Kreska jest na 1000% spokrewniona z kociakiem, którego wyadoptowałam w styczniu.. Są identyczni na "twarzy".. Może to jego mama, może siostra? Nie wiem, ale na pewno są z jednej rodziny.
Po przywiezieniu do domu nie dało się dziewczyn nie wykąpać, tak były zasmrodzone. Białe było żółte. Czarne - brązowe.. Były to moje pierwsze kocie kąpiele, ale dzięki ich ugodowym charakterom, przebiegły spokojnie. Kreseczka spokojnie dawała się wysuszyć suszarką, nie przeszkadzało jej że coś mocno na nią dmucha, Kropka denerwowała się i atakowała ciepłe powietrze. Teraz zazwyczaj siedzi przy moich nogach, kiedy suszę włosy schylona i wiuw ciepłego powietrza jest już dla niej chlebem powszednim :D

Co do ich stanu, to już od wielu miesięcy wszystko jest jak być powinno, sierść błyszczy, białe fragmenty są białe, czarne - czarne.
Dziewczyny jednak na zawsze będą miały pamiątki po miejscu urodzenia: stan uzębienia i dziąseł nie za dobry, Kropeczka nie ma już kilku zębów, same wypadły 8O , poza tym ma nieco przymglone lewe oczko po kk, a Kreseczka fluka noskiem, mimo różnych leków jakie brała. Pewnie trzeba uznać, że taka jej uroda. Są jakieś pomysły na badanie zatok i może wprowadzimy je w życie.. Nie wiem jednak czy ta przypadłość pozwoli mi ją wyadoptować. Przede wszystkim: czy chcę ją wyadoptować.. Bo jest tak krucha, że chcę sama mieć pieczę nad tym jej nieustającym flukaniem.. A poza tym, trzeba amatora, żeby chciał chorawego kotka..
Kropcia jest zdrowa, nic nigdy jej nie było, ew. jakiś drobny katarek.. Do adopcji się nadaje.. Ale też mam wrażenie, że to kruche stworzenie i też trafiła do wątku "Milusińskich" z pewną taką nieśmiałością.. :roll:

Ilekroć ktoś ma do czynienia z kotami z Serocka, mówi jedno: zabiedzone do granic, ale równie przesympatyczne i urokliwe. Ich kochać nie można.

To prawda, dwie panienki K & K są moim cieniem, zawsze przy mnie. Czy śpię, czy chodzę, czy tylko na moment wstaję z łóżka..
Kropka myje nawet ze mną zęby, mimo, że koty nie za bardzo lubią zapach mięty. To jej jednak nie przeszkadza być 3 cm od mojej twarzy i zajmować się lecącą wodą, obserwować ją i atakować co chwila łapką :ryk:
Wesolutkie i spokojne zarazem. Ciekawskie, jak to koty.. Przyjacielskie, zero agresji.. Cudne charaktery. Złote oczy zawsze uważnie mnie obserwują..
Dziewczynki są malutkie i drobniutkie.
Kreska, wygląda na półrocznego kociaka, a ma ok. 2 lat. Waży 2,5 kg.
Kropka jest równie drobniutka, łapeczki są malusie, ale jest dużo grubsza od Kreski. Waży ok. 3 kg (może ciut ciut powyżej).

Wątek kotów z Serocka: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1& ... 2&start=15
Wątek pokrewny: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=110229

"Schronisko" w Serocku:

Zofia&Sasza pisze:Obrazek
Przy kolegach cieplej i raźniej

Obrazek
Miniczarnulek o złocistych oczkach (sobowtór mojej Sissi, tyle, że ona ma 7 miesięcy, a on/ona kilka lat :cry: )

Obrazek
Sen pozwala uciec od koszmaru

Obrazek
Czy ktoś nam pomoże?

Obrazek
Zabierzesz mnie stąd?
Ta ostatnia kicia jest na pewno rodziną Kropki.... Głowę daję, że Piotruś też..


Zofia&Sasza pisze:Obrazek
Koteczka mini, wielkości kociątka. Najgłośniejszy traktorek świata!

Obrazek
Kolejny miziak. W stosunkowo dobrym stanie.

Obrazek
W każdym kątku po dzieciątku. Szafka kuchenna.

Obrazek
Trochę tu cieplej...

Obrazek
Oj, łapią!
Ta przedostatnia - rodziną Kreski..
Tam każdy kot jest krewnym kolejnego.. :roll:




Dzisiaj rano po trzech dniach choroby odeszła Kropeczka, zwana Małgosią.
Najsłodsza istota, jaką może wydać świat. Pozbawiona złości, wesoła, zwariowana, grubiutka beczułka z falującym w biegu brzuszkiem.. Nie ważyła nawet 3 kg. Chodząca miłość i radość. Najlepsza ciocia i opiekunka dla wszystkich nowych kotów, przyjaciółka nieznanych nawet ludzi. Niech żałują ci, którzy nie chcieli adoptować zwykłego białego kota w czarne kropki, przygrubego, z jednym zamglonym oczkiem. Ja dzięki temu za to byłam tą szczęściarą, że mogłam od niej przez kilka lat dostawać tony miłości. Żałuję, że nie tuliłam jej więcej, że wiecznie jestem w biegu, bez czasu na najważniejsze, że brałam się po pracy za domową robotę, zamiast tylko trzymać ją na rękach i miziać, miziać, miziać.. Tylko że w jej przypadku powinnam rzucić pracę i mieć obsługę do wszystkich czynności, bo ona z rąk by nie chciała schodzić..

W poniedziałek rano jeszcze wskakiwała na umywalkę i piła wodę z kranu, bawiła się nią, chowała się - jak to ona - do górnych pokryw przy sprzątaniu kuwet, wygłupiała się, choć od niedzielnych wieczornych mizianek wiedziałam, że dziwnie głęboko i nierówno oddycha i muszę z nią biec do lekarza. W poniedziałek okazało się na usg, że ma bardzo chore, rozrośnięte serduszko i płyn w klatce piersiowej (w płucach?), ściągnięto 100 ml. Poza tym wyszło, że coś jest niedobrego w dole brzuszka, ale konieczne jest specjalistyczne usg. Wczorajsze usg pokazało że prawdopodobnie też ma chłoniaka głęboko w jelitach, ale nie zdążyliśmy zrobić biopsji. Miała być w poniedziałek. Gocha zadecydowała, że nie chce się już mierzyć z bólem, niemocą i o 8.00 podjęła swoją ostatnią decyzję. W domu, wśród swoich, będąc kochaną.. Koty, które przez ostatnie dni bardzo przy niej chodziły zaniepokojone, zaglądały do niej, sprawdzały, ogrzewały swoim ciałem, dzisiaj rano wyjątkowo nie absorbowały nas sobą, były cichutko na swoich miejscach. Dały jej odejść w spokoju, bo dzisiaj był jej dzień, była najważniejsza. Dzisiaj wieczorkiem wybieramy się na wycieczkę. Już wymyśliłam dla niej piekne miejsce pod serbskim świerkiem. Mam nadzieję, że jej się spodoba.
Gdzieś dwa lata temu zaczęła warczeć na Lesia. On też do niej przestał mieć cierpliwość i czasem się zwarły. Może już wtedy zaczęła być chora? Choć robiliśmy badania, nic poważnego nie wychodziło. Trzy lata temu echo serca coś tam pokazało, ale nic mocno niepokojącego. Małgosia przez pół godziny podczas tego badania leżała zadowolona na plecach i dawała się miziać aparatowi. W poniedziałek w nocy wstałam, żeby sprawdzić jak się ma, czy poduszka ją dobrze grzeje. Leżał na niej Lesio, ogrzewając ciałkiem, a Małgosia mruczała zadowolona.
Kot niemożliwie dobry..

Dopatrzyłam się, że nie wpisałam w tym wątku śmierci Julitki. 2 czerwca ... tylko zabijcie - którego roku? 2012? Dziewczyneczka, która została przyniesiona 11 listopada 10 miesięcy wcześniej na poduszce do schroniska w Piotrkowie Trybunalskim. Podobno została znaleziona na klatce schodowej, więc ją łaskawcy przynieśli do schroniska. Po co się miała marnować taka młoda, domowa kocia. Jokot akurat miał akcję ratowania maluchów z pp z tego schroniska i zabrał ją również do Warszawy. Zaraziła się pp podczas podróży, ale Doktor Maciej ją uratował 30 listopada. 10 miesięcy później jechałyśmy na operację wpatrzone w siebie. Odchodziło moje ukochane stworzonko wpatrzone we mnie zawsze jak w obraz. Ona tak patrzyła - centralnie w oczy. Nigdy nie cofała wzroku. To nie było wyzywanie, a miłość. Ona wiedziała, że się żegnamy. FIP. Odeszła nagle, w ciągu kilku dni. W brzuszku zaczął zbierać się płyn i ten sam Doktor Maciej pozwolił mi być przy operacji. Okazało się, że ratować już nie ma jak. Nawet jeżeli oczyści i zaszyje, to Julisi da to tylko kilka dni życia. Za bardzo ją kochałam, żeby dać jej się męczyć. Byłam szczęśliwa, że chociaż mogę trzymać ją za łapki i przeprowadzać na Drugą Stronę. No i też jej powiedziałam, że się spotkamy i żeby czekała, choć - mimo tęsknoty - nie będę się jeszcze do niej śpieszyła.. Muszę tu jeszcze coś porobić, kimś się poopiekować..

Ponieważ tu nie zaglądam, to nie napisałam też o tym, że dwa lata temu, w grudniu 2015 r. trafiły do mnie działkowe koty na oswojenie. Jokot sterylizował i ratował koty z leśnych działek i ze stadniny za Warką. Do mnie trafiło trzech chłopaków i dziewczyna. We wrześniu 2016 r. bury chłopczyk dostał piękny domek i nowe imię - Misio, a dziewczynka Atria kilka dni później była uprzejmia zrobić dziurę w siatce na balkonie (już dawno siatka jest naprawiona) i wyskoczyła z trzeciego piętra. 100 ogłoszeń, wiele rozmów telefonicznych, biegania na wskazane miejsca + tysiąc godzin nocnych poszukiwań nie dały spodziewanego rezultatu. Atria najprawdopodobniej żyje jako wolny kot, podobno łowi w stawie kaczki i.. chyba jest zadowolona. W przeciwieństwie do mnie, bo ja szczególnie każdej jesieni i zimy jestem zrozpaczona perspektywą chłodnych nocy i głodu.. Na szczęście tu gdzie mieszkam jest kilku karmicieli i koty nie są zamożone głodem, ale wolałabym ją mieć u siebie, nawet gdyby miała być mniej szczęśliwa (egoistka ze mnie).. Pozostałe dwa chłopaki mają się dobrze i są moimi domownikami. O jednego pewnie ludzie by się bili, bo jest przepiękny, o ile ktoś lubi biało-czarne koty z dłuższym futerkiem. Bisio jest jednak nadal dzikawym dziczkiem.. Od dwóch lat podchodzi ew. do dłoni, ale należy zapomnieć o tym, że można go pogłaskać. Ew. można go sobie upolować po bitwie, warczeniu, straszeniu, może i ugryzieniu, a wtedy na rękach po kilkunastu minutach może się rozluźnić, a jak będzie czesany, to nawet przymknie oko z rozkoszy, albo będzie miał je szeroko otwarte i będzie się dziwił, że w ogóle człowiek może być miły..
Drugi, czarnuszek, dostał na imię Kubuś, bo jest takim małym.. Kubusiem.. Jak jest głodny, to daje się miziać, ale nasycony wprawdzie chodzi za człowiekiem, jest wpatrzony w oczy, mruczy, ale robi sobie jaja i ucieka, jak chce się go dotknąć.. Być może oni również woleliby zostać w tym rodzinnym lesie..? Ale ja nie wolę..

Dziewczyny, przedwczoraj rano wstałam zrozpaczona, przeklinałam i płakałam, obiecując sobie, że jak ta moja jedenastka wymrze, to już nigdy nikogo.. żadnego kota, żadnego psa.. Żeby nie cierpieć tracąc. No tylko co, jeżeli znowu ktoś będzie potrzebował pomocy..?
Na razie odpowiedzi nie mam. Dobrze, że istnieją tabletki ziołowe na uspokojenie, koty są szczęśliwe, że je używam, a ja, że one są szczęśliwe.. Jedyne za co mogę być wdzięczna losowi, że te moje dzieciaki - jeżeli już miały odejść - to odchodziły szybko i długo nie cierpiały. Choć tak najbardziej, to chciałabym mieć je przy sobie wszystkie, żywe, zdrowe, kochające, czyli takie jak były..

Kaprys2004

 
Posty: 12077
Od: Śro kwi 02, 2008 15:53
Lokalizacja: Warszawa

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: bona_46, dominika.zuza, luty-1, Niutek i 14 gości