Ale najpierw przedstawię moje własne futrzaki. O kocim towarzyszu marzyłam od zawsze, więc gdy wreszcie nadarzyła się okazja przygarnęłam taką kocia bidę

To była miłość od pierwszego spojrzenia, moja wyczekana, najukochańsza księżniczka Zuzia i jest nią do tej pory, nieprzerwanie od 4 lat.


Rok temu postanowiłam wziąć jej towarzysza, żeby nie płakała jak zostawała sama w domu. Zobaczyłam to cudo z plamką na nosie: viewtopic.php?f=1&t=149520&start=570 i następnego dnia zabrałam Miecia do domu.

A tak zareagowała na niego moja dama...

Do tej pory nie pala do niego nadmierną miłością, ale ona taka już jest, jest tylko moja



A dzisiaj dołączyła do nas 3 czarnych maluszków. Na razie pokażę Marylkę, bo ona jako jedyna chciała wyjść z kojca i pozwiedzać.

Zuzia przywitała maluchy tak jak przed rokiem Miecia, czyli niezbyt życzliwie. A Mietuś, jako największy wypłoch jakiego znam oczywiście się boi i chodzi cały czas na ugiętych nogach, ale przynajmniej nie fuka. Zobaczymy co będzie dalej.