Czarnulka Kasia przechrzciła na
Julka. I tak pięknie o nim napisała...
Krótka historia Julka…
„Ile mam lat?.. A kto to policzy, naście zimnych miesięcy i naście tych ciepłych… Trochę tego było, ale po co to liczyć.
Jak mam na imię?… a po co kotu imię? To nie pies ani człowiek, by się nazywać, choć tu w tym dziwnym miejscu na mnie Julek wołają.
Co ze mną będzie pytasz?… A co ma być? Sił zabrakło do życia tam na wolności… zatem wszystko mi jedno, bo nic poza tą wolnością, ja czarny dziki kot, nie mam…
ja kot… Julek”
U Julka oprócz zdiagnozowania zaawansowanego kociego kataru, badania krwi wykazały niewydolność nerek. Julek dostaje leki i czekamy na kolejne wyniki badań, które zostaną zrobione za kilka dni, to one będą decydujące i powiedzą jak poważny jest stan kota.
Kot z chorymi nerkami, jeśli jego stan da się unormować wdrożonym leczeniem i nawadnianiem, powinien dożywotnio przejść na specjalistyczną dietę, przyjmować regularnie leki i powinien być pod stałą kontrolą weterynarza…jak to zrobić „na wolności”…
Póki co ratujemy życie Julka, który tak naprawdę nie straszy, nie syczy, nie broni się jak kot dziki, pytanie czy to wynik tak złego samopoczucia, że już wszystko mu jedno, czy jednak Julek przeszedł przemianę i zrozumiał, że człowiek nie taki straszny. My tak naprawdę też nie wiemy, co będzie z Julkiem, na pewno za wszelką cenę będziemy starali się mu pomóc…



cd tutaj:
http://kotylion.pl/julek-ktory-stracil- ... -wolnosci/Basia


Płaski nosek. Skośne oczy. Biało-czarne wynędzniałe futerko. I zęby z tonami kamienia. To one sprawiają, że tak trudno określić jej wiek. Dłoń przesuwa się po grzbiecie, podskakując na wychudzonym ciałku. Rozlega się cichutkie mruczenie. Mrucząc, spaceruje po lecznicy. Mrucząc, nieśmiało wchodzi na kolana i trąca noskiem policzek człowieka. Mrucząc, powoli kładzie się na kolanach. Przymyka oczy. Śni sen szczęśliwego kota.
Człowiek, ciepło, spokój – tak wygląda koci raj Basi.
Basia, nieduża kotka, która błąkała się jakiś czas po zakładach przy ulicy Zbąszyńskiej. Przez nielicznych dokarmiana. Przez większość przeganiana. Niechciana. Porzucona. Ale nie wolno żyjąca. Basia musiała kiedyś mieć dom. I prawdopodobnie była w tym domu rozpieszczaną jedynaczką. Do czasu. Może wiek, może zepsute i niezbyt ładnie pachnące ząbki stały się powodem eksmisji z życia dotychczasowych opiekunów. Na bruk. Na zimno. Na poniewierkę.
Basia może mieć 5, ale i 10 lat. Jest przemiła względem ludzi, spragniona dotyku, uwagi, ale nienachalna. Delikatna, chodząca za człowiekiem krok w krok, spokojna. Jedyny mankament – nie lubi innych kotów, być może powinna być kocią jedynaczką, ale to się jeszcze okaże.
Najpierw musimy ją odkarmić, odrobaczyć, zaszczepić, zrobić porządek z zębami (większość do usunięcia), wysterylizować i sprawdzić stan zdrowia, zaczipować. Potem poszukamy domu, takiego na zawsze, który nie wyrzuca „przeterminowanych” zwierząt jak śmieci.
Wierzymy, że taki dom odnajdzie Basię. I że będzie to dom wyjątkowy, jak sama Basia, uosobienie kociej miłości.
więcej o Basi:
http://kotylion.pl/basia-skrzywdzony-pr ... owany-kot/