Ojej! Jaki odzew na nasze problemy!

.
Bardzo Wam jestem wszystkim wdzięczna za troskę i rady - bardzo mi to pomaga w przetrwaniu kryzysowych momentów!
JESTEŚCIE KOCHANE!!
Wczoraj wieczorem pościel znów została posikana

, więc zdecydowałam się odizolować Gagunię na noc w salonie

. Pańci się serce krajało, ale ona chyba źle tego nie odebrała... Kochane puchate maleństwo!
Niunia była dość przestraszona, jak znów zmieniałam pościel i nastawiałam kolejne pralki - chyba obawiała się bury, bo to mądre bardzo zwierzątko

.
Wzięłam ją więc na ręce, utuliłam, wygłaskałam i starałam się jej poukładać w ślicznym łebku wszystkie jej problemy

. Tłumaczyłam jej (my zawsze dużo ze sobą rozmawiałyśmy

), że pani ją strasznie kocha, że nadal jest jej ukochanym kotkiem i takie tam inne

.
Miałam wrażenie, że troszeczkę się uspokoiła, położyłyśmy się do łóżka (niunieńkę ułożyłam na sobie

), nadal ją głaskałam i uspokajałam. Rzucała niepewnie wzrokiem w poszukiwaniu szalejącej Gaguni po łóżku, a jak upewniła się, że maleństwa nie ma, prawie całkiem się uspokoiła i nawet zaczęła mruczeć!
Przytuliłam ją do siebie i tak maleństwo, ciężko wzdychając, zasnęło.
Rano, wydawało mi się, ze sytuacja wróciła do punktu wyjścia, tzn. sprzed sikusiania po łóżku. Przywitała się z Gagunią syknięciem, jak zwykle obwąchała jej ogonek, przypięła do jej mięska, itp. itd., ale nic nadal nie chciała jeść

.
Latałam za nią z chochelką, ale siuśków niestety nie było.
Wieczorem, jedzonko nadal było w miseczce, a kuweta czysta

.
Zgodnie z Waszymi radami, dałam maleńkiej jeść i zajęłam się niuniunią. Dałam jej jedzonko (nie tknęła

), zaczęłam ją głaskać, całować, podsuwać zabaweczki - usiłowałam ją zając czymś innym niż myślami o Gaguni. Aż wreszcie zaskoczyła

- machnęła ze 3 razy łapką za zabawką, poostrzyła pazurki o moją nogę i zrobiła łuczek

. Ja nadal ją głaskałam, podstawiałam do miseczki, aż wreszcie wzięła do pysia mały kawałeczek. Nie obyło się bez warków, tak jakby pilnowała swojej zdobyczy. Maleńka ją obserwowała i chyba rozumiała, że należy pomóc starszej siostrzyczce

. Ona jest naprawdę PRZEKOCHANA!

. Chciała dołączyć się do zabawy, ale starsza na to nie pozwalała

.
Zauważyłam też dziś, że niunieńka tak jakby zrobiła się pewniejsza siebie - gdy malutka biegała za nią, zachęcając ją do zabawy, zauważyłam, że duża ze 2 razy machnęła jej łapką przed noskiem, tak jakby chciała jej pokazać, kto tu rządzi...
Jak to dobrze, że Gagunieńka jest takim słodkim i pogodnym kotkiem, i tę niechęć niuniuni przyjmuje ze stockim spokojem. Mam tylko nadzieję, że się nie zniechęci i nie da zdominować niunieńce

.
Myślę, że mój błąd polegał na zbyt wczesnym połączeniu kotków, a zwłaszcza w nocy. Było tak dobrze, że głupia pańcia niepotrzebnie przyśpieszyła fakty i skończyło się to właśnie takim kryzysem.
Sądzę, ze muszę dać niuniuni więcej czasu na oswojenie się z Gagunią i póki co, w nocy będę izolowała dziewczynki. Wczorajsza reakcja niunienki, gdy odizolowałam Gaguńkę, była znamienna.
Strasznie ciężko mi to robić, ale wiem, że to będzie najlepsze dla moich kochanych panienek

.
Feliwaya zamówiłam, ale prawdę mówiąc, nie bardzo liczę na takie wspomagacze... Wiem, ze najważniejszy jest czas, cierpliwość i wyrozumiałość...

(pańcia dziś będzie spała pod śpiworem, bo obie kołdry wyprane

).
No i nie wiem, jak ja mam złapać te siuśki

. Cały wieczór nic...