Byłam, kotkę wypuściłam...
Przeprowadziłam kilka rozmów... najpierw z panem co odkurzał liście ( czy też je wykurzał spod krzaczków) On mi pokazał gdzie koty mają swoje miski , legowiska etc. Zapytał,czy ta " wycięta to jeszcze będzie mogła, no
ten tego. Jak się dowiedział, że nie- to zaczął całą tą kastrację w czambuł potępiać- że co ona będzie miała z życia etc. Odporny na wszelakie argumenty

Dodał, że lubi te koty, ale trochę mu dokuczają. A jak - ano, jak zimą je kanapkę ( pracuje tam od 18 lat) to one TAK PATRZĄ, że czasem z pół tej kanapki im odda

To tyle o tym panu , bo więcej nie zdzierżę
Potem była pani z kuchni. Ta pokazała który kotek najbardziej się jej podoba i powiedziała, że by go do domu wzięła ale w bloku mieszka i psa ma
Potem było jeszcze coś, ale to jak mi się uda zdjęcia wkleić
A potem, jak już sobie szłam to się pojawił Pan Daniel ( Tabo- kojarzysz?). Pan Daniel powiedział, że on te koty wszystkie zna i że pomoże połapać jak będzie trzeba. W dużym chaosie była próba powiedzenia ile kotków tam jest, jakie kotki , ile która ostatnio urodziła, ile ostatnio kociąt przepadło a ile zostało przez ludzi zabranych etc. Rozmowa była
zajebista - owo słowo podało tak co drugie w zdaniu. Ale Pan sprawiał wrażenie, że coś go obchodzi. Zachowałam telefon do Pana.
A teraz zdjęciami się zajmę..
Aha- Tabo- dopiero teraz ten post o karmie przeczytałam...