Strona 35 z 35

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Pt maja 25, 2018 18:37
przez Gretta
Aniu :( pamiętam o Nesce. :201428

Podobnie mi się śnił mój piesek z dzieciństwa, którego szybko straciłam (miał tylko 2 lata).

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Pt maja 25, 2018 22:16
przez aniaposz
Jak miło, że ktoś jeszcze oprócz mnie pamięta Nescę. :1luvu: Moja pierwsza i najukochańsza...

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Wto maja 29, 2018 14:56
przez zuza
Tulaka przesylam, Mala moze przesle swojego duszka kiedy indziej...

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Śro maja 30, 2018 13:52
przez Olat
Też pamiętam Nescę. Uściski przesylam.

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Śro maja 30, 2018 21:50
przez aniaposz
Dzięki, zuza i Olat! :1luvu: Mała pewnie mi się przyśni w sierpniu. Tęsknię za nimi obiema, chociaż już dwa lata mijają...

Ale żeby nie było tak smutno, to napomknę, że z Ramzesem, Łaciatkiem, Tyksią i Karoliną wszystko w porządku. Obie dziewczyny zaadaptowały się już zupełnie, a Karolina z chowającej się szarej myszki przeistoczyła się w wielkiego przytulaka, którego tylko całuj i całuj. :lol:

No i tak sobie żyjemy.

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Czw maja 31, 2018 8:10
przez gatiko
Też doskonale pamiętam. Bywa czas,że w myślach się pojawi ... <3

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Śro cze 13, 2018 11:53
przez aniaposz
Dziękuję, gatiko. :)

A tymczasem opiekuję się przez dwa tygodnie kotem sąsiadki. Już od paru ładnych lat zresztą prosi mnie o taką przysługę, gdy wyjeżdża na urlop. W tym roku kot skończył 18 lat. Sporo schudł od czasu, gdy go ostatnio widziałam, co sąsiadka złożyła na karb jego wieku. Bo poza tym, mówi, wszystko jest ok. Ładnie je, nie wymiotuje, nie jest osowiały. Teraz, kiedy tam chodzę dwa razy dziennie, sprawdziłam mu nosek i stan nawodnienia i rzeczywiście wydaje się w porządku - przynajmniej, jeśli chodzi o nerki (na ile mogłam to ocenić tak na oko). Natomiast bardzo mnie zaniepokoiło, że kot drapie się po uszach i trzepie głową, przy czym... pryska z uszu kropelkami cieszy. Zajrzałam do uszu, a tam pełno brązowej wydzieliny. :strach: Na 90% świerzbowiec i to najwyraźniej od dawna nieleczony. No kurde, nie rozumiem tego! Sąsiadka zawsze wydawała mi się kobietą na poziomie, inteligentną, raczej uważną i kochającą opiekunką, a tu takie coś! Nie wierzę, że mając JEDNEGO kota można nie zauważyć, że zwierzak ma coś nie tak z uszami...

Kurczę, zostało mi trochę maści na świerzb z czasów, gdy leczyłam własne koty. Wiem, że nie powinno się takich leków, kiedyś tam otwartych, używać, ale nie mam za bardzo alternatywy. Może jednak zadziała i choć trochę mu ulży. Oczywiście powiem sąsiadce, jak wróci, że podejrzewam świerzb uszny u jej kota. Mam nadzieję, że coś z tym zrobi. :/

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Pon lip 16, 2018 18:42
przez dziki
sąsiad ma kotkę i kocurka(sąsiad trochę nieporadny życiowo, a nawet fleja i pijak), kocurek właśnie dziś odszedł.
pierwszy raz w życiu coś takiego musiałem robić, i się tym zająć.
to był niby tylko kot sąsiada, ale jak mój/nasz. odwiedzał nas, codziennie na fajną michę wpadał, był cudny i kochany.
uczucie dojmujące, choć pewnie nawet w procencie nie tak bolesne, jak Ani.
musiałem to gdzieś wypisać, no bo gdzie?...

przepraszam, Aniu. jak coś, wywalę.

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Śro lip 18, 2018 12:04
przez aniaposz
Nie wywalaj, no co Ty! Rozumiem to, jasne. To był jednak zwierzak, do którego się jakoś tam przywiązałeś, to zawsze boli. Ja mam czasem schrzaniony dzień, gdy czytam o odejściach jakichś kotów forumowych, które na przykład znałam wirtualnie od lat... Takie to życie. Powinniśmy się niby godzić ze śmiercią, bo jest najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem, ale mimo to - ciężko. :(

Re: Z piekła rodem. To już dwa lata, jak nie mam kawałka ser

PostNapisane: Czw lip 26, 2018 17:19
przez asiek o
Aniu wiem jakie są wspomnienia o naszych najukochańszych. 10 lat minęło jak odszedł Kacper i jeszcze w oczach jakoś mokro.Trochę egoistycznie podchodzę jak czytam wspomnienia o odchodzeniu i czasie nam danym na pożegnanie. Ja tego czasu nie miałam - Nisio rano wesoły zdrowy przytulasty kiciuś po moim powrocie z pracy, przerażony z bólu, o sparaliżowanych tylnych łapkach biedaczek :(
Szybko wet i niestety żadnej poprawy - ostateczny werdykt zator. Nic nie dało się zrobić jedynie pomóc mu odejść. Do końca życia nie zapomnę tych cudownych oczu błagających mnie o ratunek :cry:
To dopiero miesiąc minął a ja już nie mam łez.
Na ogródkach działkowych czeka codziennie głodna trójka która muszę się zająć.
Pozdrawiam