Do tych, co oddają koty. Wasze "INNE" kryteria ado

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Śro lis 07, 2007 10:41

Wczoraj oddałam kociaka, który jest wymarzonym prezentem urodzinowym dla 9 latki. Wcześniej były wizyty dorosłych u mnie i rozmowy o tym, który kot by się dla dziewczynki nadawał, o tym czego należy spodziewać się po kocie i jak przygotować na jego przyjęcie do domu. Była też wizyta dorosłych wraz z dzieckiem gdyż wytypowałam 2 koty i musiałam zobaczyć, do którego z nich dziewczynka będzie miała większą śmiałość. Potem dorośli jak i dziecko mieli czas na przemyślenie sprawy a wczoraj pojechałam wraz nimi i kotem. W nowym domu kociaka spędziłam kilka godzin, aby pokazać jak się z nim obchodzić i dodać małemu otuchy. Widziałam jaką radość pojawienie się kociaka sprawiło dziewczynce i jej starszemu bratu z porażeniem mózgowym. Widziałam jak delikatnie ów brat głaskał kota i jak bardzo był przejęty. Oczywiście nie mam pewności, że kot do mnie nie wróci. Nigdy nie mam takiej pewności, bo nikt nie wie jak danemu człowiekowi ułoży się życie. Ważne, aby kot, który nie może pozostać z jakiś powodów w danym domu wrócił do mnie lub żebym została poinformowana, jeśli zmienił dom i opiekuna.
Osoby, które chcą adoptować ode mnie kota nie traktuję jak interesantów. Nie przedstawiam i listy warunków, nie robię ankiet. Na ogół sporo z nimi piszę i rozmawiam nie tylko o kocie. Chcę być w ich oczach osobą znajomą, do której chętnie od czasu do czasu się odezwą. Jeśli jest to tylko możliwe to zapraszam adoptujących najpierw do siebie. Mam wtedy możliwość zaobserwować jak reagują na koty a oni mają okazję zobaczyć, w jakich warunkach do tej pory mieszkał ich przyszły kot. Staram się osobiście odwozić koty do nowego domu i nigdy nie zdarzyło mi się spotkać z odmową przyjęcia mnie w domu przez osobę adoptującą. Dziwią mnie głosy, że ktoś nie życzy sobie wizyty w swoim domu osoby wydającej kota. Taki człowiek nie powinien też wpuszczać do domu fachowców o innych specjalnościach. Przecież osoba oddająca kota do adopcji poświęca swój czas, pieniądze a nade wszystko serce w odchowanie i wyleczenie kota. Razem z nim oddaje cząstkę siebie i sprawą naturalną jest, że się o kota martwi. Żadne solenne zapewnienia o tym jak dobrze kot będzie miał w czyimś domu nie są w stanie zagłuszyć niepewności. Mi choć trochę pewności daje poznanie otoczenia, do którego trafia kot. Jestem wzrokowcem, poznanie domowników i domu jest dla mnie bardzo istotne. Żałuję tylko, że nie jestem w stanie odwiedzać już po adopcji wszystkich wydanych kotów.
W moim przypadku wybór dobrego domu to trochę intuicji i spory łut szczęścia.
Obrazek<=klik
Obrazek

mirka_t

 
Posty: 12774
Od: Pon gru 20, 2004 18:21
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post » Śro lis 07, 2007 11:19

Tosza pisze:Do mnie pewnie nie dociera cała treść kryjąca się pod określeniem "dres z Brzeskiej"( w życiu nie byłam na Brzeskiej :) ), ale sie przynajmniej przed snem uśmiałam :)

Tosza to inaczej "ziomal z Huty" ;)

aassiiaa

Avatar użytkownika
 
Posty: 8221
Od: Pt sty 20, 2006 14:13
Lokalizacja: Sosnowiec


Adopcje: 3 >>

Post » Śro lis 07, 2007 12:08

Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi.
Czytam z zapartym tchem.

I jeszcze parę słów o moich rozmowach adopcyjnych:

Podczas pierwszej rozmowy, może nie tymi słowami, ale staram się przekazać taki mniej wiecej komunikat - mam dużo pytań i niepewności, proszę wybaczyć jeżeli moje pytania okażą się drażliwe, bardzo zżyłam się emocjonalnie z tym zwierzakiem i zależy mi na tym, aby mieć pewność, że wszystko będzie w stu procentach OK.


To często ułatwia rozmowę. Jeżeli ktoś nie rozumie - nie chce posłuchać, moja decyzja jest na 'nie'.

Często osoba 'wprowadzona w temat' sama 'uprzedza' pytania, jest to dla mnie pozytywny sygnał.


Złe wrażenie robią na mnie osoby, które działają na łapu-capu. Kiedy czuję w głosie pośpiech, zniecierpliwienie...


Czy mogłbym dziś lub jutro przyjechać po kota? Gdzie Pani mieszka? (oby nie na drugim koncu miasta, bo to fatyga nie z tej ziemi)
(ani słowa o wyprawce, kiedyś odprawiłam przemiłą pania, która chciała wziąć kociaka ' w ręce') Albo chciała pożyczyć transporter ode mnie.



Nie oddałam kota małżenstwu, które przyjechało po Burasię. Facet dzwonił kilkakrotnie, brzmiał bardzo konkretnie, dom niewychodzący, dobre pierwsze wrażenie... a żona zakochała się w tym zdjęciu.
Ale moja rozmowa z nimi to było jak rozmowa z przysłowiowym obrazem, pani przebierała nogami ze zniecierpliwienia, chcieli juz podpisać umowę i jak najszybciej wyjść - do domu - z kotem.
Ściemniłam, że koteczka ma infekcję przewodu pokarmowego i biegunkę... i że na razie zmiana planów, nie oddaję jej. Co mnie zraziło?
ten pośpiech...


Jeszcze o wizytach. Zapraszam do siebie obce osoby, owszem. To element pakietu bycia domem tymczasowym.

Nie wizytuję domków, tak jak Mysza napisała, muszę mieć pewność, że to domek, który nie wymaga kontroli.


Ale jeżeli chodzi o kryteria 'oceny' - nie stosuję 'piątek' /'szóstek' - to nie chodzi tu o wiedzę na temat karm i wiedzę książkową o kotach.


Próbuję ocenić, czy ktoś ma predyspozycje do bycia opiekunem kota, czy nie.


Chyba ważne jest to, że ktoś zadaje pytania.
I jakie pytania zadaje?


Oddałam kota do domu, który nie miał doświadczenia z kotami. Dziewczyna przyszła do mnie z zeszytem, notowała wszystko, na temat karm, wyposażenia, książek, stron internetowych zadawała tysiące pytań - przez wiele lat opiekowała się chorym psem, z kotami miała niewiele do czynienia.
Pojawiła się za tydzien, z transporterem.

Gdy wyszła, byłam pewna, że stworzy zwierzakowi bardzo dobry, odpowiedzialny, troskliwy i myślący dom.
I tak jest w istocie. Jesteśmy w kontakcie.


Gdy muszę na siłę zadawać wiele pytań (niczym ankieter) czuję się źle. Wolę gdy to potencjalny dom zadaje pytania, opowiada.
Podobnie jak Mysza, nie uznaję kontroli poadopcyjnych. Nie widzę siebie w roli policjanta.

Wolę odmówić nie mając 100% pewności, niż później dociekiwać, martwić się, denerwować.


***

Złe wrażenie robią na mnie osoby, które działają na łapu-capu.

Czy mogłbym dziś lub jutro przyjechać po kota?
(ani słowa o wyprawce, kiedyś odprawiłam dwie przemiłe panie, które chciały wziąć kociaka ' w ręce')


No i tak jak dziewczyny napisały, często mam wrażenie, że rozmawiająca ze mną osoba 'robi łaskę biorąc kota'

Z jednej strony niefajne to, ale z drugiej może wynika z niewiedzy i innych doświadczeń?

Może 'adopcje' kojarzą im się z jakąś 'starowinka' probującą się pozbyć kłopotu? (jak pisze Rob) Bo przecież takie osoby też są. Inne przykłady

Bierz pan, bo mąż utopi...
bo co raz więcej tego tałatajstwa w piwnicy, zaraz sąsiad otruje....

bo co raz większe te kociaki, biegają u kuzyna po ogrodzie i zimno się robi (tak trafiła do mnie Kicia)...
Ja: 'Przepraszam. Czyj to kociak' Dziewczyna na recepcji - 'jak chcesz, moze być twój' (tak trafiła do mnie Pyzia)

Agalenora

 
Posty: 5833
Od: Pon lis 14, 2005 23:49
Lokalizacja: Warszawa Żoli

Post » Śro lis 07, 2007 12:36

No właśnie...to wrażenie,to coś co sprawia ,że ufamy bywa niestety takie ulotne.Byłam niemal w stanie euforii po spotkaniu z parą która przyjechała po KlariTinę.Przygotowani na jak pisze Jopop na 6 z plusem.Wyprawka skonsultowana ze mną kilkoma mailami i kilkunastoma telefonami i w garści lista karm i adresów lecznic z nazwiskami wetów i godzinami ich dyżurów i prośba-Pani Moniko ,proszę niech Pani zerknie i doradzi co dla małej będzie najlepsze.Zaplecze w postaci przyjaciół z kocim doświadczeniem i UWAGA szefowa w pracy ,która zafundowała małej taxi i zmodyfikowała godziny pracy nowej pani tak ,żeby w okresie adaptacyjnym mała była jak najkrócej sama w domu!!!!Cała załoga w biurze dopingująca i trzymająca kciuki.No i nie obrazili sie jak poruszyłam kwestię co z kotkiem gdybyście się rozstali(wahałam sie czy o to pytać ,ale to była mija pierwsza adopcja i nie chciałam czegos zaniedbać)-długo rozmawiali o tym w domu,uznali,że to bardzo mało prawdopodobne ale dla dobra kota rozważa ten "bolesny"wątek i zdecydowali,że to kot wybierze z kim chce mieszkać.
No i co ? nie dalibyście kota takim ludziom? Ja myślałam ,że złapałam Pana Boga za nogi.A tu klapa.Nie ma chyba na to recepty :(

moka1

 
Posty: 1903
Od: Nie lut 25, 2007 15:48
Lokalizacja: warszawa

Post » Śro lis 07, 2007 12:41

moka1 pisze:No i co ? nie dalibyście kota takim ludziom? Ja myślałam ,że złapałam Pana Boga za nogi.A tu klapa.Nie ma chyba na to recepty :(


A co się wydarzyło w tak potencjalnie dobrym domu?
Obrazek
Nie ma Sopelka :(

tanita

 
Posty: 2887
Od: Śro lip 27, 2005 22:17
Lokalizacja: Warszawa-Bródno, forpoczta Mafii Tarchomińskiej

Post » Śro lis 07, 2007 12:55

po dwu tygodniach "wydarzyła "się "alergia".

moka1

 
Posty: 1903
Od: Nie lut 25, 2007 15:48
Lokalizacja: warszawa

Post » Śro lis 07, 2007 13:33

moka1 pisze:po dwu tygodniach "wydarzyła "się "alergia".


Ale "wydarzyła" się alergia, czy faktycznie wydarzyła się?

Bo wiesz, czasem faktycznie wybucha alergia i nawet najfajniejszy domek sobie z tym nie radzi.

Jana pisze:Owszem zdarzyło mi się, że dziewczyna, która wzięła ode mnie kotkę, dostała silnej alergii. Kotka powędrowała do jej matki, niestety - bez poinformowania mnie o tym. Spotkałam wszystkie trzy :wink: w poczekalni lecznicy, bo kotka właśnie była na sterylce. Prawie godzinę rozmawiałam i przekonałam się, że obie panie mają fioła na punkcie kotki. Ulżyło mi, bo w pierwszym momencie okropnie się zdenerwowałam.

Jana

 
Posty: 32148
Od: Pt sty 03, 2003 19:59
Lokalizacja: Warszawa (Koło)

Post » Śro lis 07, 2007 13:41

Witam!
Ja też pisze z tzw. "drugiej strony" i z pytaniem do dwóch pań.
Do Jany: Dlaczego właściwie odebrałaś Władzia temu chłopakowi? Każdy popełnia błedy - jestem przekonana, że każdemu z nas się zdarzyło nie pomyślec o czyms lub zaniedbać - to jest LUDZKIE! Errare humanum est!
To, że Cię oszukał... no hmmm... nie powinien był (też błąd) ale na pewno obawiał sie tego, do czego później doszło - odebrania mu kota. W końcu dbał bardzo o niego- sama to przyznałaś. I podejrzewam, że skoro tak się przejmował to nie dopuściłby ponownie do podobnej sytuacji.
Obawiam się, że po całej przygodzie z tą adopcją, chłopak, który mógłby być świetnym opiekunem (tak mi się wydaje z opisu) nigdy więcej nie postara się o adopcje a po prostu kupi kota z pseudohodowli.

Do Moki: Alergie się zdarzają. Dlaczego z góry zakładasz, że Cię oszukali?

Proszę nie traktujcie tego jako ataku na siebie. Staram się tylko pokazać, że czasem może zbyt mocno staracie się znaleźć IDEALNY dom. Nie ma takich...
pozdrawiam,
ogocha
Obrazek
Chałwa, Kitel i Thalia ['] na zawsze ze mną

ogocha

 
Posty: 1309
Od: Wto sie 07, 2007 22:03
Lokalizacja: Kraków

Post » Śro lis 07, 2007 13:45

Hm, sama nie wiem, czy dostalabym kota np. z Canisu, pewnie nie. Dla mnie wystarczajacym argumentem jest, ze ktos postara sie zabezpieczyc okna, pojedzie do wskazanego przeze mnie weta, bo naprawde latwo trafic na konowala, i zapewni to lepsze jedzenie. No i ostatnio argument koronny, jesli kot nie jest samotnikiem: pierwszenstwo maja osoby, ktore albo juz sa zakocone, albo wezma drugiego kotka, albo zastanowia sie nad dokoceniem. Koty to zwierzeta przewaznie tak towarzyskie, ze szkoda mi je oddawac, zeby siedzialy same w domu.
SAMA nie bylam domem idealnym, a od Dyzia z forum mam Irenkę, mysle, ze jest jej u nas dobrze :) W miedzyczasie dokocilam kilku znajomych, kilku pragnie miec kota, moja mam, ktora nigdy juz miala nie miec zwierzat, ma dwa koty. Zaraza, prawda? ;)
Czasem mnie ponosi i jesli ktos pyta o kotka, bo chcial "na prezent dla mamy", jestem niemila. Ale tez przeciez sprawa nie musi byc taka oczywista, prawda? Wtedy zazwyczaj moj chlopak mnie stopuje i przypomina, ze tez nie bylismy takim superdomkiem i nadal nim nie jestesmy. Kryteriow wielu forumowiczek i fundacji z pewnoscia bym nie spelnila. Ot co.

gosiar

 
Posty: 5132
Od: Sob paź 29, 2005 12:30
Lokalizacja: WARSZAWA

Post » Śro lis 07, 2007 13:50

ogocha pisze:Witam!
Do Jany: Dlaczego właściwie odebrałaś Władzia temu chłopakowi? Każdy popełnia błedy - jestem przekonana, że każdemu z nas się zdarzyło nie pomyślec o czyms lub zaniedbać - to jest LUDZKIE! Errare humanum est!
To, że Cię oszukał... no hmmm... nie powinien był (też błąd) ale na pewno obawiał sie tego, do czego później doszło - odebrania mu kota. W końcu dbał bardzo o niego- sama to przyznałaś. I podejrzewam, że skoro tak się przejmował to nie dopuściłby ponownie do podobnej sytuacji.
Obawiam się, że po całej przygodzie z tą adopcją, chłopak, który mógłby być świetnym opiekunem (tak mi się wydaje z opisu) nigdy więcej nie postara się o adopcje a po prostu kupi kota z pseudohodowli.


To nie ja :wink: Zajrzyj do podlinkowanego wątku, przeczytaj i wszystko będziesz wiedzieć.

A moim zdaniem - jeśli kot ciężko choruje, nie wiadomo co się dzieje, ale jest naprawdę źle, a opiekun zataja bardzo ważne wydarzenie, które jest być może kluczem do prawidłowej diagnozy - to działa na szkodę kota...

Jana

 
Posty: 32148
Od: Pt sty 03, 2003 19:59
Lokalizacja: Warszawa (Koło)

Post » Śro lis 07, 2007 13:51

ogocha pisze:Witam!
Ja też pisze z tzw. "drugiej strony" i z pytaniem do dwóch pań.
Do Jany: Dlaczego właściwie odebrałaś Władzia temu chłopakowi? Każdy popełnia błedy - jestem przekonana, że każdemu z nas się zdarzyło nie pomyślec o czyms lub zaniedbać - to jest LUDZKIE! Errare humanum est!
To, że Cię oszukał... no hmmm... nie powinien był (też błąd) ale na pewno obawiał sie tego, do czego później doszło - odebrania mu kota. W końcu dbał bardzo o niego- sama to przyznałaś. I podejrzewam, że skoro tak się przejmował to nie dopuściłby ponownie do podobnej sytuacji.
Obawiam się, że po całej przygodzie z tą adopcją, chłopak, który mógłby być świetnym opiekunem (tak mi się wydaje z opisu) nigdy więcej nie postara się o adopcje a po prostu kupi kota z pseudohodowli.

Do Moki: Alergie się zdarzają. Dlaczego z góry zakładasz, że Cię oszukali?

Proszę nie traktujcie tego jako ataku na siebie. Staram się tylko pokazać, że czasem może zbyt mocno staracie się znaleźć IDEALNY dom. Nie ma takich...



No i wlasnie o takie sytuacje mi chodzi. Moze czasem warto sie zastanowic, przemyslec sprawe. Mam teraz do czynienia z likwidacja pseudohodowli, wystarczy zaplacic 200 zl albo nawet 50 i juz. Latwe. A konsekwencje sa straszne. Prosilabym wiec wszystkie forumowiczki o umiar.

gosiar

 
Posty: 5132
Od: Sob paź 29, 2005 12:30
Lokalizacja: WARSZAWA

Post » Śro lis 07, 2007 14:02

ogocha pisze:Errare humanum est!
To, że Cię oszukał... no hmmm... nie powinien był


Proszę nie traktujcie tego jako ataku na siebie. Staram się tylko pokazać, że czasem może zbyt mocno staracie się znaleźć IDEALNY dom. Nie ma takich...



Nie wymagam, żeby obiektywnie IDEALNY, ale idealny w moich oczach to taki, który wzbudzi zaufanie.

Nie chcę gdybać, czy rzeczywiście, może - to za duże ryzyko? Ja chcę mieć pewność, że to dobry dom.
Bez rozpisywania kwestionariusza, wizyt poadopcyjnych i zabawy w detektywa. Bo to nie o to chodzi.

ogocha, Ergo: historię, na którą powołujesz się, opisuje tanita nie Jana, zajrzyj do wątku Władzia. Może wtedy lepiej zrozumiesz...


Od siebie - Jeżeli złapałabym kogoś na oszustwie... to dla mnie, koniec, kropka, tę miarę stosuję równo - wobec wszystkich ludzi, i niezależnie od tego, czy chodzi o adopcje kota, czy o inne sprawy życiowe.

Agalenora

 
Posty: 5833
Od: Pon lis 14, 2005 23:49
Lokalizacja: Warszawa Żoli

Post » Śro lis 07, 2007 14:11

Racja Jana :) Myślalam, że też byłas w to zaangażowana ;)
Nadal jednak podtrzymuje opinię, że chyba chłopak zbyt ostro został potraktowany. Informacji o upadku Władzia nie zataił przed Wetem a przecież ten ostatni zajmuje się leczeniem.
Jak dla mnie chłopak miał wielkie serce, zajął się wszystkim, zorganizował porządną opiekę dla kotka, płacił sam za leki, nie zwracając się do organizacji o pomoc (tak przynajmniej zrozumialam). No a skłamał bo sie bał no i pewnie obarczał sie winą o to co się stało - to tez dobrze o nim świadczy...
Ale, nie było mnie przy tym, sytuację znam tylko z opisu więc może poza tym co wyłapałam były i inne przyczyny dla których odebrano Władzia.

Acha i na marginesie - nie mam zabezpieczonych okien ale pilnuje bardzo by były zablokowane i tylko na tyle uchylone by kociak się przez nie nie przecisnął. Akurat mieszkam tymczasowo u rodziców i chyba by mnie zatłukli gdybym na oknach ich wypieszczonego domku zamontowała siatkę :) Nie przesadzajmy - nie podporządkowujmy wszystkiego jednej istotce. Wiem podkładam się teraz - narażam na gromy i ogólne potępienie :) ale przecież i dzieciaki wychowują sie w domach bez zakratowanych okien :) Nie róbmy z kotów takich totalnych samobójczych ofiar losu.
Pozdrawiam,
Gośka
pozdrawiam,
ogocha
Obrazek
Chałwa, Kitel i Thalia ['] na zawsze ze mną

ogocha

 
Posty: 1309
Od: Wto sie 07, 2007 22:03
Lokalizacja: Kraków

Post » Śro lis 07, 2007 14:20

ogocha pisze:Acha i na marginesie - nie mam zabezpieczonych okien ale pilnuje bardzo by były zablokowane i tylko na tyle uchylone by kociak się przez nie nie przecisnął.


Okna uchylone od góry zabijają - było już trochę na forum o takich strasznych śmierciach.

Ja też nie mam siatek.

Jana

 
Posty: 32148
Od: Pt sty 03, 2003 19:59
Lokalizacja: Warszawa (Koło)

Post » Śro lis 07, 2007 14:33

Rany :) aż cud, że koty przeżywają na wolności :)
A tak na poważnie - zdrowy rozsądek i wyobraźnia, w wielu przypadkach uchroni nas i nasze zwierzaki od nieszczęśliwych wypadków.
Agalenora - jesteś bardzo radykalna. Nie mnie oceniać czy to dobrze czy źle. Staram się dawać ludziom drugą szansę. Nie lubię kłamstwa i krętactwa ale wiem, ze i dobrym, porządnym osobom takowe się zdarzają. Może to wiek zrobił mnie bardziej tolerancyjną :)
pozdrawiam,
ogocha
Obrazek
Chałwa, Kitel i Thalia ['] na zawsze ze mną

ogocha

 
Posty: 1309
Od: Wto sie 07, 2007 22:03
Lokalizacja: Kraków

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Andrewfum, Ingridtatoo, tomek_szczecin i 46 gości