Do tych, co oddają koty. Wasze "INNE" kryteria ado

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto lis 06, 2007 19:52

Aniada pisze:ja po prostu na pewien aspekt tego wydarzenia nie wyrażam zgody. Należę do osób, dla których dom jest absolutną prywatnością. Nie wpuszczam za próg moich uczniów, jako terapeuta pracuję w jednym, jedynym pomieszczeniu i nigdy nie pozwalam na oglądanie, lustrowanie mego mieszkania przez obce, na krótko spotkane osoby.


aassiiaa pisze:niecierpia wizyt obcych i ich dom to swiatynia prywatnosci. Powiedziala, ze nikt nie bedzie ich nachodzil bez zapowiedzi, ze jesli wszystko bedzie ok nie bedzie takiej potrzeby.


Sis pisze:IOstrożnie podchodzę do kwestii lustracji domów, bo dom jest czyms prywatnym bardzo, żeby być do niego zaproszonym, znaczy - ktoś mi ufa.


Zgoda. Tylko osoba która kota znalazła, wyleczyła i szuka mu domu, też ma dom. I też może uważać go za świątynię prywatności. I też może nie lubić wizyt obcych, zwłaszcza, kiedy w bezpośrednim kontakcie mogą okazać się bardzo mało sympatyczni. A jednak gdzieś tego trzeba przekazać, gdzieś poznać przyszłych opiekunów. No i gdzieś przecież ten przyszły opiekun musi kota zobaczyć, przecież nie w kawiarni. :wink:
I zaprasza do domu obcych ludzi, może nawet zupełnie nie mając na to ochoty. W tę stronę to może działać, a w drugą nie?

Ale wątek nam zmierza w zupełnie innym kierunku, niż zamierzała Agalenora. Więc może zanim rozpęta się dyskusja, dlaczego sprawdzamy domki, proponuję podesłać sceptykom i adwersarzom linki źródłowe, a tu skupić się na kryteriach weryfikacji domów.
Zanim odrobaczysz, poczytaj:
viewtopic.php?t=86719
i zanim nafaszerujesz kota metronidazolem, sprawdź, czy nie ma zwyczajnie alergii na gluten...

Nordstjerna

 
Posty: 3012
Od: Czw lip 06, 2006 20:52
Lokalizacja: Kraków ProKOCIm

Post » Wto lis 06, 2007 20:10

Nordstjerna masz racje jakos tak do konca nie bralam tego pod uwage takze i w druga strone :roll:

A wracajac do sedna tematu ;)

Jak przychodzi domek obejrzec kota i bawi sie z nim, probuje nawiazac kontakt mimo oporow czy syczenia, pyta sie jak go zabawic, co lubi i biega za kotem na czworka z piorkami to chyba warto dac szanse :) a jak jeszcze pyta o sprawy wszelkie i chetnie doczytuje sam a pozniej dopytuje sie o szczegoly bo cos tam wyczytal to juz prawie rewelacja ;)

aassiiaa

Avatar użytkownika
 
Posty: 8221
Od: Pt sty 20, 2006 14:13
Lokalizacja: Sosnowiec


Adopcje: 4 >>

Post » Wto lis 06, 2007 20:17

Chyba łatwiej odmówić wydania kota u siebie, niż u potencjalnego opiekuna, ja chyba wolałabym u siebie, ale nie mam doswiadczenia, podejście z pewnością się zmienia, kiedy robi sie to któryś raz.
Jeżeli pływanie wyszczupla, to co wieloryby robią źle?

zuzola

 
Posty: 645
Od: Śro kwi 20, 2005 12:37
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto lis 06, 2007 20:32

A ja z punktu widzenia domku.
Gdyby ktoś rzeczywiście ściśle chciał wymagać ode mnie wszystkich zasad, pewnie bym nie przeszła. Owszem, w dwóch pomieszczeniach mam "bezpieczne" okna, ale akurat w tych pomieszczeniach okna kota nie interesują. W kuchni dam radę założyć siatkę na okno uchylne, będzie na wiosnę. Nie mam jednak możliwości zabezpieczenia siatką balkonu, bo wspólnota się nie zgadza na takie manewry.
Nie jestem osobą wylewną i przy ludziach nie rzucam się na ziemię w kierunku kociaków. Wejdą na kolana to ok, jak nie, trudno. Mój TŻ robi ogólnie zniechęcające wrażenie, bo on nawet nie ma pojęcia, co można z kociakiem robić.
W rodzinie jest mnóstwo kotów i żaden, powtarzam żaden, nie żyje w warunkach z umowy adopcyjnej. Latają jak szalone po balkonach, jedzą po swojemu, u weta są jak im coś poważnego dolega, nie są szczepione. Jeśli zapytać domownika o to, jaki kot mu się podoba, dostanie się pełną specyfikację Maine-coona. I żeby nie był biały, bo kłaki i żeby nie drapał, i spał w nocy, itd... jak brałam Kasię to wszyscy patrzyli jak na debila - znów bierzesz znajdkę, do tego kaleką, podrośniętą, weź rasowca!
A mimo to śmiem twierdzić, że to są wspaniałe domki. Bo koty są w nich centrum wszechświata. Są kochane i stawiane na pierwszym miejscu. My nie dojadamy, a mięsko dla kota jest. I żaden z nich nie jest rasowy, większość kłaczy i drapie, wszystkie były wzięte z podwórka w fatalnym stanie.
I ja na Kasię też narzekam, ale to ja narzekam, Kasia jest nakarmiona, wyspana, wymiziana i jest centrum wszechświata.
A moja koleżanka spełniała wszystkie warunki umowy, a potem oddała kota do schroniska. Mimo, że kot był ideałem. Tylko nie pasował do nowego mieszkania.

Więc spełnianie umowy adopcyjnej to tylko dodatek. Bo w szale nowego kaprysu nie trudno nałożyć siatkę na balkon i zakupić cud-kuwetę.
Przychylam się do intuicji.

Usagi_pl

 
Posty: 1445
Od: Śro wrz 05, 2007 9:18
Lokalizacja: Szczecin

Post » Wto lis 06, 2007 20:35

Rob pisze:Dlaczego jednak w kolko piszecie to o umieralni dla zwierzat (schroniska) ale zeby zabrac zwierzaka sa takie trudnosci?


Rob czy jakieś schronisko odmówiło Ci wydania kota? Z tego co wiem akurat ze schronisk jest dość łatwo adoptować kota. Od zeszłego piątku wzięłam z bydgoskiego schroniska 3 koty. Oczywiście gdy je wyleczę i zaszczepię będę szukała im nowych domów, bo w tym celu je zabrałam. Poświęcę swój czas, własne i wielu osób z forum pieniądze a potem oddam za darmo. No może nie tak całkiem darmo, bo nowy opiekun będzie musiał zaakceptować moje warunki. Jeśli mu się one nie spodobają może iść po kota do schroniska.
Obrazek<=klik
Obrazek

mirka_t

 
Posty: 12774
Od: Pon gru 20, 2004 18:21
Lokalizacja: Bydgoszcz

Post » Wto lis 06, 2007 21:00

ja jestem raczkującym DT.

Na razie jedna całkowicie udana adopcja za mną, a drugiej adopcji pierwsze tygodnie i nasłuchuję z bijącym sercem wieści.

Jakoś gładko poszło. Rozmowa telefoniczna, osobista wizyta, przesyłanie informacji na temat przebytych chorób kotki, którą oddawałam, jej leczenia, dalszych wskazań i zaleceń lekarza, potem odbiór kici.

Ja nie miałam pojęcia "jak" rozmawiać, żeby wiedzieć, czy to jest dobry dom. Mówiłam szczerze bez owijania w bawełnę, że może być ciężko, mówiłam o swoich doświadczeniach, o tym, jakim kotem jest ta mała futrzasta istotka, której się przyglądali. Że wizyty u wetka trzeba niestety wpisać do swojego kalendarza, na co zwracać uwagę. Dla mnie nie było to kryterium jako takie - raczej dostarczenie kompletu informacji o kocie potencjalnemu opiekunowi. Nie na zasadzie zrażania do kota, czy do adopcji. Tylko na zasadzie podjęcia odpowiedzialnej decyzji. I nie jest to kryterium - tylko informacje ode mnie dla nowego domku. Jeśli potencjalny dom, mając komplet informacji zdecyduje się spróbować i przyjechać - drzwi stoją otworem. A podczas spotkania widać, czy ktoś realnie podchodzi do adopcji, czy to był całkowicie słomiany ogień, chwilowy kaprys (bo mi się w domu samemu nudzi), bo czyjeś dziecko chciało kotka do zabawy.

O wizycie przed i poadopcyjnej nie wspominałam do tej pory, bo pierwszy domek jest hen hen daleko (ale za to dostaję dokumentację zdjęciową, z której widać, jak dobrze się stało, bo kot ma tam naprawde dobrze :), a drugi domek sam zaproponował, że może przyjadę i odwiedzę... Nie chodziło o kontrolę - chodziło o ludzkie relacje. jeden ktoś opiekował się kotem przez bardzo trudny dla niego okres, a drugi ktoś odnalazł tego kota wśród tysiąca mu podobnych i przyjął do domu, jako poniekąd "członka rodziny". I chciał w jakiś sposób podziękować i pomóc temu pierwszemu zakończyć jakiś etap. Tak to odebrałam.

Dom faktycznie można skontrolować - tylko co to da skoro dom zabezpieczony a opiekun bez serca i nieodpowiedzialny? Dla mnie ważniejsze było to, co ma w głowie przyszły opiekun.

Życie zweryfikowało domek za mnie, bo kotka, którą oddawałam zachorowała tuż przed oddaniem jej. Była chwila niepewności, badania, kontrola, leczenie, ale domek okazał się fantastycznym domem i przyjął mimo wszystko (a może tym bardziej przez to, co na koniec sie wydarzyło). A wszystko w między czasie nabierało sensu, gdy rozmawialiśmy o tym, jak się szykowali na przybycie nowego kota, jak go poszukiwali, jakich informacji potrzebowali ode mnie na samym początku. Spodobał mi się ich zdrowy rozsądek i szczerość :)

Odnośnie wizyty poadopcyjnej - ja przygarnęłam jedną kotkę z Canis. Jak czytam powyższe posty to aż się dziwię że mi dali tego kota ;) A tak na serio - dostałam komplet informacji na temat umowy adopcyjnej. Dowiedziałam się o wizycie poadopcyjnej. przyjęłam do wiadomości. Może przez sekundę mnie to zaskoczyło, ale z drugiej strony nie czułam się źle z wiedzą, że ktoś przyjdzie zobaczyć jak ich dawny podopieczny się czuje w nowym otoczeniu. Bardziej podeszłam do tematu jako możliwości zadania jakichś dodatkowych pytań, gdyby pierwszy okres po adopcji był trudny - dla mnie taka wizyta byłaby szansą na zadawanie pytań, na poproszenie o pomoc i wyjaśnienie jakichś kocich zachowań, o pomoc w przystosowaniu mieszkania, gdyby coś było nie tak. Nie wiem... nie widziałam w tym chyba nic złego. raczej ich rozumiałam. może chodziło o sposób w jaki powiedzieli o tym, może byłam "naiwna" i nie brałam tego wszystkiego jako "szperanie" po moich kątach itp.

Potem trochę poczułam się oszukana, bo ze względu na pierwszego kota, szukałam drugiego kota, który byłby zdrowy w momencie adopcji. niestety nie był. Potem pół roku leczyłam oba. komplet informacji medycznych dostałam PO fakcie. Co mnie delikatnie mówiąc wkurzyło. ;) Ale tylko przez pierwszy miesiąc ;) Bo wtedy chodziłam od jednego wetka do drugiego szukając skutecznego leku. potem poszło z górki. I teraz się cieszę, że przebiegało to w tak dziwny sposób. Być może nie zdecydowałabym się na adopcję chorego kota. A tak nie miałam wyjścia ;) Przyjęłam do siebie, wypłakałam kilka nocy, wytuliłam i było dobrze :)

Tak więc z kryteriów które na razie brałam pod uwagę:
- to, na ile realnie ktoś podchodzi do adopcji kota
- to, na ile jest zdecydowany i na ile wie czego chce i czego oczekuje
- na ile jest świadomy konieczności opieki weterynaryjnej
- no i takie drobiazgi w kontakcie człowiek - kot (jak do niego podchodzi, jak się zachowuje w jego obecności, jak go głaszcze, no i jak kot na to wszystko reaguje)
- czy ma plan na wypadek wyjazdu, urlopu - co zrobić z kotem (i tu wchodzi wątek, jaki rodzina, czy najbliżsi mają stosunek do zwierząt)
- czy jest dojrzały emocjonalnie (to już pierwszy kontakt mailowy może zweryfikować ;) i czy jest odpowiedzialny (jak podchodzi do umawiania się na konkretną godzinę, czy rezygnuje ze spotkania w ostatniej chwili, jak opowiada o doświadczeniach z wczesniejszymi zwierzętami, jaki ma stosunek do sterylizacji/kastracji, zabezpieczania okien/balkonu lub świadomości jakie niebezpieczeństwa mogą na kota czuwać)

Nie musi znać wszystkich odpowiedzi ;) Wystarczy, że chce wiedzieć jak się kotem opiekować, że chce poszerzać swoja wiedzę, że jest otwarty (na pomysły, na ludzi, na zwierzęta, na nowe doświadczenia, na naukę).

jeśli jakiś domek gdzieś tam zostanie odrzucony z błędnych powodów - jakiś inny kot własnie dzięki temu zyska ten wlaśnie dom.

nic na siłę. w obie strony.
ObrazekObrazek
ObrazekObrazek
Zapraszam na bazarek Kotów i Spółki :) http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=20&t=144346

Poddasze

 
Posty: 5773
Od: Śro sty 18, 2006 19:07
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto lis 06, 2007 21:36

Ja robię chyba podobnie, jak większość - rozmawiam z domkiem i jeśli w trakcie rozmowy "zaskakuje", domek jest świadom odpowiedzialności, jaką podejmuje, wie, jak się opiekować kotem i ma w sobie "to coś" - to oddaję i się cieszę.

Natomiast jeśli po drodze powstają jakieś zgrzyty, to na ogół robię taką rzecz: po prostu opowiadam o tym, jak wygląda bycie domem tymczasowym, dlaczego i po co ja to robię. Wyjaśniam, skąd te wszystkie pytania. I bardzo uważnie patrzę, jak ludzie na te moje opowieści reagują. Jeśli nie są w stanie zrozumieć idei tego wszystkiego, to nawet nie próbuję tych zgrzytów wyjaśniać.

Inna sprawa, że szczęśliwie rzadko mi się trafiały domki, którym musiałam odmówić.

Tu jeszcze uwaga do osób, które wystawiają koty na Allegro - aukcje trzeba monitorować cały czas. Miałam kiedyś przypadek, że napisał do mnie facet, któremu po wymianie kilku maili odmówiłam kota. Na intuicję. Facet się zaparł i chyba stwierdził, że jak go wylicytuje na Allegro, to będę musiała go oddać, bo nagle zaczął szaleć. A wtedy nie było jeszcze opcji wycofywania ofert...
Na szczęście konto TZ-ta i zamknięcie aukcji w odpowiednim momencie załatwiły sprawę :twisted:
Permanentny brak czasu...

Atka

Avatar użytkownika
 
Posty: 11499
Od: Wto maja 20, 2003 11:31
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto lis 06, 2007 21:37

Nie wiem czemu niektórzy nie godzą się na domowe wizyty :roll: ,prywatność prywatnością,ale zawsze są sytuacje,gdzie czy chcemy czy nie musimy kogoś wpuścić do domu
( pan z gazowni,kominiarz,robotnicy do malowania ściany itp.).
Bez przesady:ile taka wizyta będzie trwała,przecież nie pięć godzin.
A do Roba: załóżmy,że w domu masz zwierzaka,który przyszedł do Ciebie w ciężkim stanie: opiekujesz się nim ( co trzy godziny karmisz strzykawką ),inwestujesz w weterynarzy,szczepionki i leki,przywiązujesz
itp. Czy oddasz takie zwierzę w przypadkowe ręce,pierwszemu kto zadzwoni,bez sprawdzania czegokolwiek? Wątpię.
Ja też nie lubię gości(jestem bardzo introwertycznym typem),ale rozumiem cel takich wizyt (moja wizyta adopcyjna trwała ok.10 minut razem z podpisaniem umowy).

Antypatyczna

 
Posty: 7753
Od: Czw wrz 07, 2006 9:45

Post » Wto lis 06, 2007 21:39

Ja tylko zaznaczam swoją obecność w tym wątku. Zaczynam przygodę z oddawaniem kotów. To bardzo cenny wątek.
Boję się jednak, by osoby, które chcą "wyłudzić" kota nie potraktowały go jako instruktażowy...
ObrazekObrazek

villemo5

 
Posty: 27574
Od: Sob maja 05, 2007 17:14
Lokalizacja: Brodnica

Post » Wto lis 06, 2007 21:45

Mysza pisze:Ja go doskonale rozumiem i wiem, ze sporo wyadoptowujących osób przesadza (nieduża część i nie Wy akurat ;)). Tzn przedstawia warunki adopcji tak, że zraża od razu domek nawet nie starając się sprawdzić czy osoba ma potencjał, czy wie co i jak czy trzeba uświadomić.
np Anja od jednej z Fundacji kota nie dostała a to jedne z najlepszych domków jakie znam ;) Ja swego czasu też bym nie dostała ;)
Zaczne od tego, ze oczywiscie dodam ten watek do kociego ABC.
Poza tym Mysza, dziekuje za cieple slowa 8) . O Twoim domu mysle dokladnie to samo :D.
Jana, wybrane przeze mnie koty rowniez widzialam w kolejnych 2 latach na stronie fundacji, co nie ukrywam napawalo mnie smutkiem.
Wowczas kiedy staralam sie o koty z fundacji dostawalam duzo sprzecznych informacji. Bylam bardzo zdecydowana, ale do tego pewne warunki odczuwalam jako zwyczajne wscibstwo (mimo, ze np. okno mialam zabezpieczone), gdyz po prostu nie lubie, zeby mi sie obcy ludzie platali bez potrzeby po domu. Jednak nie ujawnialam swoich odczuc.
Tak naprawde nigdy sie nie dowiedzialam co bylo przyczyna tego biernego oporuz drugiej strony, gdyz sama zrezygnowalam i przestalam tam dzwonic. w koncu ile mozna sie napraszac :roll: Jezeli wowczas moja telefoniczna rozmowczyni kierowala sie intucja to ...trafila jak slepa kura ziarno :evil: .
Wyszlo jednak to na dobre Hrupce, Bruckowi i Ryskowi, co mnie zdecydownie pociesza :D.
Teraz, kiedy znam takie osoby jak Wy, czyli szukajace domow dla kotow, widze np. koniecznosc podpisywania umowy adopcyjnej z innej strony i rozumiem. Gdyby Was i forum nie bylo, nie wiem czy dane byloby mi to zaakceptowac.
Tak naprawde to wiele zalezy od ludzi, ktorzy o niej informuja, jak to robia i czy tlumacza dlaczego tak jest. To chyba podstawa wszelkiego skutecznego dzialania w tej dziedzinie - umiejetnosc wyczucia i zrozumienia ludzi, nie tylko zwierzat.
Obrazek
Pirackie Trio [']:
Brucek 20.10.2001-09.04.2015
Hrupka 20.10.2001-23.07.2016
Rysio 20.05.2002-23.06.2018


Wióraty: Wiórka i Pirat Lotka

Anja

Avatar użytkownika
 
Posty: 25578
Od: Śro lis 06, 2002 9:01
Lokalizacja: Warszawa Dolny MoKOTów

Post » Wto lis 06, 2007 21:58

Nordstjerna, chyba się nie zrozumiałyśmy. Osoba wydająca kotka też może sobie wizyt domowych nie życzyć, może nie chcieć aby obcy pętali się po mieszkaniu - to oczywiste. Jeżeli zatem ktoś chce oddać mi kotka W MOIM MIESZKANIU, i jednocześnie chce sobie to mieszkanie obejrzeć - proszę bardzo, drzwi szeroko otwarte. Ja nie wyobrażam sobie poadopcyjnego kontrolowania. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak mieszkam i ewentualnie oddać mi kota "na moim gruncie" - nie ma sprawy, ale jeśli ktoś wcześniej zakłada sobie, że mimo wszystko będzie trzeba roztoczyć nade mną kontrolę już po adopcji - nie zgadzam się i basta. Wolę wtedy zabrać kotka ze schroniska, leczyć go za własne pieniądze i nigdy nie usłyszeć czegoś w rodzaju "Mam prawo do kontroli, bo wydałam na tego kotka jakąś tam sumę". Wizja poadopcyjnych kontroli odstrasza. Dziewczyny, czytam to forum od dawna i podziwiam Was bardzo. To czego nie rozumiem, to wymogi nie WASZE, a owej pani z fundacji, o której pisał Rob.
I jeszcze raz powtórzę - nie ma nic złego w wizycie. Ja nie zgodziłabym się na wizytację.
Aniada
 

Post » Wto lis 06, 2007 22:17

Mnie sie lekko wydaje, ze ten argument wizyt poadopcyjnych za bardzo jest roztrzasany.
My wyadoptowujacy koty zastrzegamy sobie takie prawo a czemu?? bo jesli dostaniemy sygnaly niepokojace, domek przestanie sie odzywac, nie bedzie odpowiadal na maile, telefony itp pojdziemy sprawdzic co sie dzieje nawet bez zapowiedzi.
Moze to dziwne ale ja nie mialabym czasu na odwiedzanie domkow po adopcji ale zastrzegam w umowie ze takie cos moze sie zdarzyc bo roznie w zyciu bywa i trzeba tez o tym pomyslec, ze moze ten cudowny domek okaze sie nie takim jak nam na poczatku sie wydawalo.
Temu domkowi ostatniemu o ktorym juz wspomnialam tak to wyjasnilam, ze nikt nie bedzie wpadal o 3 nad ranem zapytac sie co z kotem....mamy kontakt tel. i mail, przysyłaja zdjecia itd. I o dziwo ten domek nie byl zaskoczony tym, ze chce wiedziec co sie dzieje z kotami, jak rosna, jak rozrabiaja bo zdaja sobie sprawe z tego, ze je urotowalismy i poswiecilismy duzo czasu i serca. Zabierajac je ode mnie zapytal czy mi nie szkoda odp ze smutno ale wiem , ze ida w dobre rece a u mnie zrobi sie miejsce dla nowej biedy.
Ludzie sa tylko luidzmi.
Pamietajmy, ze umowa to jest obustronne zaufanie bo Domek moze w kazdej chwili oddac nam kota spowrotem.

aassiiaa

Avatar użytkownika
 
Posty: 8221
Od: Pt sty 20, 2006 14:13
Lokalizacja: Sosnowiec


Adopcje: 4 >>

Post » Wto lis 06, 2007 22:30

No dobrze, rozumiem. Rozumiem, że w uzasadnionych przypadkach jest to potrzebne.
Sama kotków nie oddaję. Ale gdybym to robiła, szczególnie przyglądałabym się rodzinom biorącym kotka DLA DZIECKA. Czy w tym temacie macie jakieś uwagi? Jakieś doświadczenia???
Aniada
 

Post » Wto lis 06, 2007 22:41

Ja mam. Kupiłam koteczkę kiedy Zuza nie miała jeszcze 4 lat. W pewnym sensie dla dziecka. Ustaliłam zasady na linii człowiek- kot i koteczka jest najlepszą przyjaciółka Zuzy. Kiedy rodziła kocięta, Zuzia miała je na rękach kiedy miały pół godziny, za pozwoleniem i aprobatą kotki. Teraz mam tymczasy którymi równiez się opiekuje. Przykro mi słuchać, że dzieci to przeszkoda... To chyba zależy od dzieci :roll:
Jeżeli pływanie wyszczupla, to co wieloryby robią źle?

zuzola

 
Posty: 645
Od: Śro kwi 20, 2005 12:37
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto lis 06, 2007 22:41

Nigdy nie oddaję kotów dla dziecka. Nie oddaję kotów, które miałyby być prezentem (również dla dorosłego). Zawsze podpisuję umowę z osobą, która będzie opiekunem kota. Zdarzyło mi się odmówić być może super domu - bo osoba, która się ze mną kontaktowała, chciała kota dla swojej mamy, ale zaparła się, że ja się z tą mamą nie spotkam.

Owszem zdarzyło mi się, że dziewczyna, która wzięła ode mnie kotkę, dostała silnej alergii. Kotka powędrowała do jej matki, niestety - bez poinformowania mnie o tym. Spotkałam wszystkie trzy :wink: w poczekalni lecznicy, bo kotka właśnie była na sterylce. Prawie godzinę rozmawiałam i przekonałam się, że obie panie mają fioła na punkcie kotki. Ulżyło mi, bo w pierwszym momencie okropnie się zdenerwowałam.

Jana

 
Posty: 32148
Od: Pt sty 03, 2003 19:59
Lokalizacja: Warszawa (Koło)

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Maya18 i 45 gości