Koty ktore wypadly z balkonu/okna

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Czw lip 06, 2006 9:38

Dziewczyny, pomysł z ulotką jest fajny i potwierdzam, że bardzo, bardzo na czasie, niestety :? W ciągu ostatnich 3 tygodni musiałam dośc często bywać w lecznicy - spotkałam tam 4 koty po wypadnięciu z okna. Dwa miały połamane tylne łapy (jeden dodatkowo peknięta miednicę), jeden odszedł na miejscu (opiekunowie przynieśli ciałko, jeszcze mieli nadzieję chyba), jeden był w trakcie rtg (nie wiem, jaki wynik).
To były dorosłe, kiluletnie koty. Każdy opiekun zarzekał się, że "on przecież zawsze tak grzecznie siedział". Cóż, wierzę, że może tak być. Tyle, że nie jest to żadną gwarancją.

I wiem, o czym mówię, niestety. Dawno temu, jeszcze u rodziców, mieszkała z nami koteczka. Przez prawie 6 lat grzecznie wysiadywała na loggi, na XI piętrze. To była dość specyficzna konstrukcja - bo w 2/3 na zewnętrznej stronie był murek z parapetem, a resztę stanowiła balustrada z prętów. Kicia nigdy nie wyszła na parapet, nigdy nie próbowała za niczym skoczyć, nie wystawiała nawet łebka między prętami (tak, jak np. niektóre psy to robią). Miała swój stołeczek i półkę od kredensu, tam sobie wysiadywała i spokojnie oglądała świat. I po tych niemal sześciu latach zrobiła właśnie coś nieoczekiwanego. Pozornie nic się nie działo, nikt jej nie wystraszył, siedziała półce. Wskoczyła nagle na parapet przy balustradzie, ześlizgnęła się. Zobaczyłam tylko kocią pupę znikającą za tym cholernym parapetem. Po czym puściłam się biegiem po schodach z tego jedenastego piętra, z nadzieją, że na dole jest trawnik, że kot spada na cztery łapy. I owszem, spadła na te cztery łapy. Tyle, że po drodze złamała kręgosłup. Nigdy się z tym nie pogodziłam, chociaż dzisiaj zdaję sobie sprawę z tego, że śmierć na miejscu mogła być w tej sytuacji najlepszym w możliwych zakończeń - przynajmniej o tyle, że Kicia nie cierpiała. Nie wiem, czy gdyby przeżyła, to znalazłabym w tamtych czasach lekarzy, którzy zdołaliby jej pomóc. Nigdy sobie tego nie wybaczyłam, chociaż to były te lata, kiedy w sklepach brakowało różnych rzeczy, o zabezpieczeniu z siatki nikt nawet nie myślał. A my ulegliśmy w pewnym sensie beztrosce, uspokojeni złudzeniem, że nasza Kicia jest przecież taka mądra i wie, co robi :(
Nigdy o tym nie zapomnę, zresztą, do dzisiaj ciarki mnie przechodzą, gdy widzę kota w otwartym oknie czy na niezabezpieczonym balkonie. Przez wiele lat odsuwałam od siebie myśl o tym, że mogłabym znowu mieć kota, bo miejsca, w których mieszkałam, nie nadawały się do tego (kto zna warszawskie osiedle Za Żelazną Bramą, ten wie, co mam na myśli). I nie ukrywam, że gdy wprowadzała się do mnie Balbina, wiedziałam już, że czeka mnie zabezpieczenie mieszkania. Ale wtedy już wiedziałam, jak to zrobić.

Pardon za tak długi wywód, nieskładny może zresztą, ale to jest taki temat, który trudno mi podjąć spokojnie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że część opiekunów z jakimś (dla mnie chorym) upodobaniem pławi się w tych swoich złudzeniach, że "kot nie jest głupi i przecież nie wyskoczy", że skoro to trzecie piętro, to nic mu nie będzie, że jak juz raz wypadł, to drugi raz tego nie zrobi, etc. Może właśnie drastyczne zdjęcie na ulotce przemówiłoby chociaż do części tych osób? Nie wiem, ale jestem pewna, że warto spróbować.
smil
[Obrazek

smil

Avatar użytkownika
 
Posty: 7953
Od: Czw lip 14, 2005 20:48
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt lip 07, 2006 14:59

Ja mam zabezpieczony balkon siatka w kazdym nawet najmniejszym zakamarka w zyciu nie wypuscilabym kociakow na balkon ktory nie jest dokladnie zabezpieczony.. Biedne kociaczki to jest nieprawda ze kot zawsze spada na 4 lapy moje kociaki jak ktores z nich spadnie z szafki to nie spada na cztery lapki wiec to nie prawda ze kot przezyje nawet najwiekszy upadek z najwyzszego pietra ;( :crying:
Błagam uwazajcie na nitki!!Moja kicia wlasnie przeplacila za to zyciem!!(ZEGNAJ MOJA ALPHCIU SPIJ SPOKOJNIE 07.07.2006)
http://tygrysy_wikingow.ovh.org/

AnioUlek

 
Posty: 53
Od: Sob cze 17, 2006 20:07
Lokalizacja: Świnoujście

Post » Pt wrz 01, 2006 19:29

Miałam kiedyś kota i często chodził po poręczy na balkonie (mieszkam na czwartym piętrze). Któregoś razu wypadł...i nic mu się nie stało na szczęście. Naprawde wszystko z nim było w porządku, sama się dziwiłam. Tego kota już nie mam, ale gdy będę miała następnego będę go bardziej pilnować bo wiem, że niekażdy przeżyje coś takiego.

leniwiec

 
Posty: 17
Od: Czw sie 31, 2006 20:53
Lokalizacja: Poznań

Post » Pt wrz 01, 2006 21:03

Blue,
chętnie skorzystam z porad. Mojego balkonu, a właściwie tarasu nie da się zabezpieczyć. W grę wchodzi konflikt ze spółdzielnią, która wymyśliła sobie hasło estetyki bloku. Niestety w tę "estetykę" wkomponowany jest tylko mój blok (i tego typu tarasy) :( .

Nigdy nie wątpiłam w to nieuchronne spadanie. Do starszej kotki mam zaufanie. Ale odkąd pojawiła się mała Lolka (tu historia) obie wychodzą pod nadzorem, a mała w ogóle na smyczy, bo to żywe srebro. Często moje posty nie są dobrze rozumiane (czy moje poczucie humoru :roll: ), więc koniecznie sprostowanie: starsza kotka była obdarzona zaufaniem przez te 4 lata, bo tarasy są schodkowe i, gdyby spadła, spadłaby do sąsiada. Ale to też mnie nie bawi specjalnie, gdyby co. Chętnie przesłałabym ci zdjęcia mojego tarasu. Tylko gdzie? Może coś byś z TŻ-em wymyśliła? Bloki na moim osiedlu z "typowymi balkonami" są zabezpieczone - sama widziałam.

Z góry dzięki.

gauka1

 
Posty: 2710
Od: Śro cze 28, 2006 21:40
Lokalizacja: Kraków

Post » Pt wrz 01, 2006 21:26

Gauka1 - a może w takiej sytuacji zrobisz "drugie drzwi" balkonowe?
Ja mam tak u siebie, bo z różnych przyczyn nie mogłam zabezpieczyć całego balkonu. Koty co prawda na balkon nie wychodzą (chyba że na smyczy), ale latem drzwi są dzięki temu otwarte na całą szerokość. Ja mam drewnianą kratę, ale można też zrobić to w formie ramy z naciągniętą siatką.

joanna z kotami

 
Posty: 1746
Od: Czw paź 20, 2005 22:36
Lokalizacja: Poznań

Post » Sob wrz 02, 2006 8:13

Joanna,

mam takie :) !
Na drzwi "z antywłamaniowej kraty" (nawet jest gdzieś zdjęcie tych drzwi w moim wątku)) naciągnięta jest siatka. Bez tego chyba byśmy się ze szczętem podusili. Okna mam zabezpieczone, ale to straszna prowizorka. Nic stałego - też ta siatka. Chciałabym na następny sezon popuścić portfela i założyć jakieś kraty w oknach. Bo co do balkonu...nie mam złudzeń :(
Ostatnio edytowano Sob wrz 02, 2006 8:30 przez gauka1, łącznie edytowano 1 raz

gauka1

 
Posty: 2710
Od: Śro cze 28, 2006 21:40
Lokalizacja: Kraków

Post » Sob wrz 02, 2006 8:18

Mój nieobecny już kot spadł z 10 piętra. Do dziś jak sobie przypomnę ten zgrzyt pazurów po parapecie i miauk to mi nogi miękną. Niby nic poważnego mu się nie stało - poobijany był i czubki kłów sobie obił ale od tego czasu zaczęły się jego problemy z nerkami, które w końcu zakończyły jego życie. Po tym wypadku zabezpieczyłam okna a na balkon Jakub wychodził wyłącznie w szelkach i na smyczy. Do dziś mi się wydaje że gdyby nie ten wypadek to jego dalsze życie byłoby lepsze i dłuższe. Wiem, że nie wykazałam się specjalnie ale zupełnie nie mogę zrozumieć ludzi którzy już PO wypadku nie robią nic żeby kotu uniemożliwić wycieczki po oknach. Znam osobiście jeden przypadek że pomimo 3 (!) upadków z okna kot dalej chodzi po parapetach i gzymsach. I niestety moje tłumaczenia nie przynoszą żadnych rezultatów. I co tu zrobić[/i]

realka

 
Posty: 420
Od: Pon kwi 25, 2005 19:35
Lokalizacja: Kraków

Post » Sob wrz 02, 2006 22:32

A moja Kiciucha dziś sforsowała siatke na balkonie ! :strach: Siatkę, która zdawała egzamin :?: przez ponad miesiąc (kot przesiadywał na balkonie niemal każdą chwilę ). Dziś zaczęła skakać na siatkę, coś ja zainteresowało i znalazła jej słaby punkt (niewielki zakamarek przy zetknięciu z podłogą). Niby to pierwsze piętro, ale pod nim beton i schody :strach: Całe szczęście nie spadła, ale siedziała na balkonowej półeczce i szykowała się do skoku w sobie tylko znany kierunku. Byłam akurat (przypadkiem całkiem) na balkonie i ... złapałam ja za ogon (pierwszy odruch :oops: ), potem pomimo jej sprzeciwów, szarpania się i gryzienia wciągnęłyśmy ją z mamą na balkon (już nie w tak drastyczny sposób, nie za ogon). Potem zrozumiałam, że gdyby nawet Kicia sie rozmyśliła, sama nie umiałaby najprawdopodobniej wrócić w bezpieczne miejsce. Teraz siedzi na balkonie w szelkach, przywiązana do ławy w pokoju :oops: i pod czujnym okiem dopóki nie poprawimy zabezpieczenia (które naprawde wydawało się solidne :( )
ObrazekObrazekObrazek

iguska

 
Posty: 82
Od: Pt sie 04, 2006 22:15
Lokalizacja: Błonie k/Wa-wy

Post » Sob wrz 02, 2006 22:52

iguska, dlatego ja zanim wpuściłam kotę (wtedy tylko jedna była) na balkon, choć był już zabezpieczony, ale jeszcze nie całkiem dokończony (chociaż wiem że nie wylazła by przez tą 'szparę' ale byłam przewrażliwiona ;) ) , musiałam wszystko dokładnie sprawdzić, każdą dziurkę, wytrzymałość siatki (lekkie 'powieszenie się' na niej) - wszystko...
mam balkon nawet aż za bardzo zabezpieczony :lol:

a ja nawet z początku się bałam ją zostawić samą w dzień przy otwartym, zabezpieczonym balkonie :roll: :wink: (a nuż coś zrobi, czego nie przewidziałam :twisted: :roll: )


kilka lat temu (kiedy jeszcze żadnego wpływu nie miałam na to, czy wymuszę szantażem zabezpieczenie balkonu :twisted: ) moja siostra miała kocurka... :roll: 4 piętro... wąska barierka... "przecież kotu sie nic nie stanie"... :? a wystarczyło, że akurat przed chwilą padało... na szczęście nigdy nie wyleciał... :roll:
♪♫♬ ♪

*anika*

 
Posty: 13240
Od: Pon mar 28, 2005 20:15
Lokalizacja: Warszawa

Post » Sob wrz 02, 2006 23:21

Oczywiście, że sprawdzaliśmy cała siatkę zanim Kicia została wypuszczona na balkon (niestety nikt nie znalazł tego pechowego miejsca i gdyby nie pomysłowośc Kici być może nadal byśmy o nim nie wiedzieli). I oczywiście ze na początku nie zostawała na balkonie sama. Dziś jednak jej się udało :(

Nauczka na przyszłość, że kot, nawet tam gdzie teoretycznie zmieścicć się nie ma prawa (ani nie dysponuje taką siłą), jednak zmieścić sie potrafi jeśli bardzo chce i da radę :( Lepiej zabezpieczyć wszystko z duuuużą przesadą, niż nie docenić pomysłowości kota.
ObrazekObrazekObrazek

iguska

 
Posty: 82
Od: Pt sie 04, 2006 22:15
Lokalizacja: Błonie k/Wa-wy

Post » Pon paź 30, 2006 2:59

Czy ma ktoś może pomysł jak skutecznie zabezpieczyc siatka, czy moskitierą okna pcv? Bardzo proszę, by to nie były same zdjęcia takich okien, ale mały instruktaż:) Co, gdzie kupic i jak to wmontowac (póki co, wymyślilem przyklejenie moskitiery listewkami z zewnątrz okna - tak, to głupie :roll: )

Mam bardzo nieprzyjemne doświadczenie z kotem i oknem , jeśli nie zabezpiecze okien to się najpewniej udusze z braku powietrza, łazi u mnie od kilku dni mała kicia i jej osoba w zestawieniu z oknem przyprawia mnie o dreszcze .

Pozdrawiam

orson

 
Posty: 202
Od: Sob paź 28, 2006 9:21
Lokalizacja: G.Śląsk

Post » Pon paź 30, 2006 3:50

"Akceptacja śmierci i protest przeciw niej: dwie nieusuwalne strony naszego życia." (L.Kołakowski)

fili

 
Posty: 2393
Od: Pon paź 10, 2005 10:14
Lokalizacja: Śląsk

Post » Wto paź 31, 2006 17:43

Jeszcze ja się dopiszę.............
Moja Zuza spadla z balkonu na 3 pietrze.
NIC SIE JEJ NIE STAŁO
Oczywiście nie pisze tu tego żeby potwierdzić mit o spadaniu na 4 łapy....
Miała wielkie szczęscie pod balkonem była miękka ziemiai ciut trawy, poniewaz była to wiosna.
Zuzkę przyjełam w zimie, więc zabezpieczenia nie potrzebowałam, okien nie musze zabezpieczać ponieważ mam małe dzieci i NIGDY okna nie sa otwierane.
Byli goscie w domu, otworzyłam balkon bo było duszno, pierwsze dobrze ciepłe dni......
Siedziałam przy samym balkonie...........
NIE WIEM JAKIM CUDEM KOT PRZESZEDŁ MI PRZED NOSEM!!!!!!!!!
za chwile usłyszałam zgrzyt pazurów po parapecie...........
Pierwszy raz Zuzka wykazała zainteresowanie parapetami, czasem kiedy wychodziłą na balkon siadała sobie grzecznie w kąciku i patrzyła......
I byłam z nią wtedy oczywiście.
Teraz akurat chciała zobaczyc co jest dalej!
Wyszłam na balkon , nie było jej na dole, wiedziałąm więc ze żyje ale nie wiedziałam czy nie doszło do obrażeń..........
Zbiegłam z córeczką na dół, myslałam że kotka bedzie poraniona.
dzieki Bogu dosłownie nic sie jej nie stało, nawet pazurków nie uszkodziła.
Siedziała pod krzaczkiem jakieś 6 klatek dalej, była przerazona.......
Nigdy nie zapomnę tego uczucia jak ją nioslam i widziałam te przerażone oczka....
Potem balkon zabezpieczyłam moskitierą, i całe lato zdawało to egzamin,.
Teraz szukam czegoś mocniejszego.
Niestety z tej Krakowskiej firmy mi nie odpisano........\
Chyba musze samodzielnie coś wykombinować.
jest mi wstyd że kotek spadł i podle się z tym czuje.
na pewno nie naraziłabym juz innych kotów na taki lot.............

Mam jeszcze pytanie o uchylne okna
JAK je zabezpieczyć????
Mój kot się nimi nie interesuje, ale kiedy przeczytałam o tych wypadkach uduszeń........ to troszke zimno się mi zrobiło.
Kratka na zewnatrz nie wchodzi w grę.
Musiałoby to być coś od wewnatrz i nie niszczące okien.
za 2 tygodnie zmieniam na plastiki i zamiast wysokich lufcików bede miec uchylne.
Mieszkanie chcemy sprzedać więc jakies bardzo trwałe zabezpieczenia nie wchodzą w grę, bo raczej długo nie pomieszkam.
Joanka 3 dwunogi i Zuza niestety Zombusia i króliczka Truśka odeszły za TM

joanka741

 
Posty: 146
Od: Nie paź 15, 2006 17:07
Lokalizacja: Debica

Post » Sob cze 30, 2007 16:15

Witam.

Dołączam się do apelu o wybitne pilnowanie kociaków, kiedy okna nie są zabezpieczone. Mój współlokator otworzył dziś okno w kuchni (nie mam jeszcze moskitier, a dżentelmenowi wydawało się, że kot tam nie wskoczy...).
Dość szybko zorientowałem się, że kot nie pokazuje się i nie reaguje na wołanie. Przeszukaliśmy całe mieszkanie i nic. Na zewnętrznym parapecie w oknie kuchennym zobaczyłem kilka kocich włosów... Uczucie nie do opisania. Wybiegłem szybko na dół w poszukiwaniu kota, z przeświadczeniem, że znajdę niestety martwego pupila...
Nie mogłem go znaleźć w dość gęstych zaroślach, zrezygnowany chciałem wracać już do domu, aż nagle zobaczyłem go. Spodziewałem się strasznego widoku, a okazało się, że kociak jest cały! Spadł z DZIEWIĄTEGO piętra i przeżył. Chodził o własnych siłach, był "tylko" przerażony, jednak oczywiście od razu zabrałem go do weterynarza. Okazało się, że ma "tylko" odmę i ogólnie miał mnóstwo szczęścia. Jutro jadę ponownie zrobić RTG i sprawdzić czy sytuacja się poprawiła, czy będzie potrzebna interwencja weterynarza.
3-miesięczny kocur przeżył upadek z 9tego piętra. To akuart szczęście w nieszczęściu, ale nie da się opisać szoku i strachu jaki przeżyłem, nie mówiąc o uczuciach zwierzęcia... Moi drodzy - naprawdę - zabezpieczajmy okna...

Pozdrawiam serdecznie,
Ł.

Kix

 
Posty: 1
Od: Sob cze 30, 2007 16:01
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt wrz 14, 2007 22:49 Moj kot spadl z 7 pietra

przezyl ale nie bylam z nim u weterynarza ... niby bawi sie i jest ruchliwy, porusza sie wszystko w porzadku ale wciaz jestem niepewna.... co zrobic?

haroszek

 
Posty: 2
Od: Pt wrz 14, 2007 22:34

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: jago.dzianka1@o2.pl, lilianaj i 55 gości