Tumaśkowe koty - "D"koty z nami

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Nie mar 11, 2007 10:22

Zythuś odjechał... Pewnie już jest w nowym domku... A ja czekam na informacje jak się zaaklimatyzował...
Napiszę o nim wszystko co wiem – od samego początku, aż do pożegnania.

W sierpniu Elzunia pojechała do chłopaka. Późno zaczęła być kryta, bo dopiero w ósmym dniu rui (normalnie ma pięciodniowe ruje) i tak naprawdę nie byłam pewna czy coś z tego wyniknie. Jednak kotka zaczęła się zmieniać: po dwóch tygodniach zaczęła być bardziej „żarta ”i miziasta, po trzech tygodniach zaróżowiły się jej cycuszki. W czwartym tygodniu (co Jana może pamiętać) udaliśmy się na USG. Dowiedziałam się tyle: żywy pojedynczy płód...Nikt nawet nie wie, jak bałam się porodu. Jedynak wyrośnięty i problem z porodem gotowy...W 69 ciąży ok. godz. 20,00 Eluzunia przyszła do mnie na kolana. Pomruczała, pomruczała i zaczęła mieć powierzchowne skurcze. Z początku nie zrozumiałam o co chodzi, ale raz - po telefonie do znajomych hodowców, a dwa – po oddaniu wód płodowych na moją spódnicę, wiedziałam kogo mam oczekiwać – Zythka. Jednak nie urodził się sam... To byłoby za proste, po 24:00, kiedy widziałam że skurcze nie tylko są silne, ale potwornie silne – i efektu brak, zaprosiłam kociego ginekologa. Potwierdził to, co widziałam – przy tak silnych parciach – kociak już dawno powinien pojawić się na świecie, sprawdził jeszcze palcowo, Elza nie była gotowa na urodzenie dużego kociaka... Decyzja jedna – dłużej nie czekamy – cesarskie cięcie. I moje głupie pytanie – czy dla Elzy to na pewno bezpieczne? I odpowiedź: „nie wiem, ale czy mamy inne wyjście????"
Widziałam jak mojego kota krojono, ja miałam wziąć malucha i nim się zająć, do ginekologa należała reszta. I ....urodziło się takie ¾ ćwierci do śmierci. Papierowa już skóra, ogólnie brak życiowych odruchów. A jednak parę porządnych wahnięć w górę i w dół dało efekt...Modliłam się, by dał radę, bo Elza poznała „ból” porodu i bałam się, jak odbierze brak maleństwa. Jednak ten malec chciał żyć, bardzo, bardzo, bardzo. Gdy lekarz wyniósł Elzunię – malec nie myślał, wiedział od razu gdzie skierować swoje usteczka...
Elza była doskonałą mamą. Dbała o swojego jedynaka bardzo. Gdy maluch nieco wyrósł – dzielnie znosiła jego zabawy w odgryzanie uszu. Maluch wniósł do naszego życia wiele radości. Jego poranne gonitwy, poobgryzane tapety, zabawy z nami i innymi kotami – to chwile niezapomniane. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy ze 100 g kociaka - wyrosło 2,45 kg kocię... Kocię, z którym się bardzo, ale to bardzo związałam. Kociak, który przy każdym dotyku zaczynał mruczeć i całuski sprzedawać. Po prostu mój Zythek....Ten Zythek, który opuścił wczoraj mój dom...
Tak Zythuś wyglądał, jak się pojawił na świecie:
Obrazek

A tak wyglądał wczoraj:
Obrazek

A tak w ogóle to okazałam się być nieczułą zołzą, która nie kocha swoich kotów. Przez to wszystko bowiem zapomniałam, że w czwartek, w dzień kobiet – Elzunia skończyła drugi rok swojego życia!!! Zatem dopiero wczoraj dostała spóźniony shebowy tort i kupę czułości (które i tak musiałam podzielić pomiędzy nią i jej synka). Kajam się zatem publicznie i obiecuję już nigdy nie zapomnieć o święcie moich kotów.

tumasia

 
Posty: 641
Od: Pt kwi 22, 2005 7:59
Lokalizacja: Warszawa

Post » Nie mar 11, 2007 10:32

Asiu, mysle ze Elza wybaczy Ci te zniewage :)

pozdrawiam Cie serdecznie i trzymam kciuki za Zythka :)
cudowne to jest kocie :)


Elza ja mam dla ciebie rade, mow teraz Duzym ze skoro o tobie zapomnieli to usza ci przez CAAAAL tydzien dawac torty... cos ci sie w koncu nalezy za to ich roztrzepanie

Lul zszokowany
Nie robię już drapaków.
Sprzedaję chusty do noszenia dzieci

covu

 
Posty: 18247
Od: Nie sty 09, 2005 9:56
Lokalizacja: Józefosław (gdzieś między Warszawą a Piasecznem)

Post » Nie mar 11, 2007 10:34

Wiesz Lul, to nie głupi pomysł - pogadam z dużymi
Elza


I jeszcze moje wczorajsze zdjęcie - tak wygląda dwuletni kot:

Obrazek

tumasia

 
Posty: 641
Od: Pt kwi 22, 2005 7:59
Lokalizacja: Warszawa

Post » Nie mar 11, 2007 10:47

Elzuniu,
wszystkiego najlepszego :balony: ( i jak najwięcej tortów :wink: )

Zythkowi zaś posyłam kciuki za aklimatyzację w nowym domu :ok: no i ogónie, niech mu się jak najlepiej wiedzie :)
Zresztą, nie może być inaczej - jak się miało taaakie wejście na ten świat 8)
Wyrósł pięknie :love:
smil
[Obrazek

smil

Avatar użytkownika
 
Posty: 8124
Od: Czw lip 14, 2005 20:48
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pon mar 12, 2007 13:03

Przed chwilą rozmawiałam z Mariną - Zythuś doskonale zaaklimatyzował się w nowym domku. Bezstresowy chłopak. Gania wesoło, bawi się, apetyt ma doskonały i oczywiście, zjednał sobie wszystkich domowników!
:dance: :dance2: :dance:

tumasia

 
Posty: 641
Od: Pt kwi 22, 2005 7:59
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pon mar 12, 2007 13:32

dzielny Zythek :dance: :dance2: dla niego wielkie brawa za dobrą aklimatyzację,
a dla Elzuni wszystkiego najkotszego i tortów przynajmniej przez miesiąc :torte:
jak się zapomniało to trzeba odrobić, może Elza ci wybaczy 8)
Obrazek

estka

 
Posty: 30
Od: Pt sty 12, 2007 14:39
Lokalizacja: warszawa

Post » Pon mar 12, 2007 15:24

no tak, jakos sie tego spodziewalam, choc jak go widzialam to nie byl jakims strasznie doroslym koteckiem :)
Nie robię już drapaków.
Sprzedaję chusty do noszenia dzieci

covu

 
Posty: 18247
Od: Nie sty 09, 2005 9:56
Lokalizacja: Józefosław (gdzieś między Warszawą a Piasecznem)

Post » Pon mar 12, 2007 15:29

Zythek wszędzie potrafi się dobrze urządzić 8)

Elzuniu, 100 lat!! :torte: :birthday:

Kicorek

Avatar użytkownika
 
Posty: 28753
Od: Pon sie 30, 2004 9:47
Lokalizacja: Warszawa Żoliborz/Bielany

Post » Wto mar 13, 2007 15:47

piękna dwuletnia koteczka, pozdrowienia dla niej i mizianki dla innych wspaniałych kotodomowników :D
Obrazek

reni164

 
Posty: 277
Od: Pt gru 16, 2005 16:12
Lokalizacja: Rejowiec woj. lubelskie

Post » Nie mar 18, 2007 18:20

Elza dziękuje serdecznie za wszystkie życzenia przekazując jednocześnie najświeższe wiadomości od swego jedynaka: Zythum w domu nosi imię Ziko, szaleje całymi dniami, całuski rozdaje, mruczy przy każdym dotknięciu...
Niestety nie obyło się bez skarg: Ziko miał (w planach) spać z Mariną i jej mężem, a sypia z dzieciakami :wink:

tumasia

 
Posty: 641
Od: Pt kwi 22, 2005 7:59
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt mar 30, 2007 7:57

Zaniedbałam troszkę temat. A mam czym się pochwalić. Na ostatniej warszawskiej wystawie, w niedzielę, zarówno Emirek, jak i mój miot dostały nominację do BISu, do tego miot "A" niedzielny BIS wygrał!
Jestem z moich kotów bardzo dumna!!!

Natomiast dzisiaj żegnamy się z Alfunią, która zamieszka niedaleko nas, w Warszawie, z Julią, Jakubem i ich rodzicami.
Wieczorem sobie nie podaruję i zamieszczę jej ostatnie zdjęcia z domu rodzinnego. Moja kolejna pociecha zdrowo wyrosła i nastał jej czas wyfrunięcia z matczynego gniazda...

tumasia

 
Posty: 641
Od: Pt kwi 22, 2005 7:59
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt mar 30, 2007 17:46

zyczymy szczescia w nowym domku :)

kochane male devoniatko :)
Nie robię już drapaków.
Sprzedaję chusty do noszenia dzieci

covu

 
Posty: 18247
Od: Nie sty 09, 2005 9:56
Lokalizacja: Józefosław (gdzieś między Warszawą a Piasecznem)

Post » Czw kwi 05, 2007 21:37

Prosze, prosze ile sie tu dzieje; medale, nominacje, nowe domy ... ho, ho 8O
tylko gratulowac Wacpani, gratulowac :D :D :D

Nezia

 
Posty: 5238
Od: Śro wrz 22, 2004 23:42
Lokalizacja: Warszawa-Bemowo

Post » Pt kwi 06, 2007 20:24

Święta Bożonarodzeniowe u nas były pamiętne bardzo. Smutek straty trzech kociaczków łączył się z radością życia czterech pozostałych... Święta Wielkanocne, wbrew pozorom – są podobne: smutek pustki w domu i radość z dobrych domów przeplatają się nawzajem...
Alhambra, w imieniu całej czwórki pragnie przedstawić Wam swoje rodzeństwo: od dnia urodzin, aż do zmiany domków:

Tak zaczęła się nasza życiowa przygoda – małe, myszopodobne stworki przyszły na świat, który w danej chwili ograniczał się do ciepła, zapachu i cycusiów mamusi:

Obrazek

Potem świat naszych zmysłów zaczynał się rozszerzać, choć mamine mleko miało stanowcze pierwszeństwo:

Obrazek

Niebawem odkryliśmy, że można podnosić głowę, a nawet siadać... Powiem więcej – pierwsze, trzęsące się jeszcze, pląsy były już za nami...

Obrazek

Potem był czas na stały pokarm i korzystanie z kuwetki:

Obrazek

Potem był czas na zabawy, polowania, poznawanie świata – wszyscy razem i każde z osobna. Czas na mruczenie, obłażenie pani lub pana, wspólne noclegi w łóżku. Czas na pierwsze skoki na blat kuchenny i czas na zaglądanie do lodówki. I czas na pomysłów tyle, że zdjęć by pani musiała wrzucić na forum bez liku... Ten czas był fajny, szczęśliwy i ... bardzo krótki.
Bo nagle okazało się, że mamy już trzy miesiące i nasze wspólne dzieciństwo już się kończy. Mamy zacząć, każde – swoją dorosłą drogę życia...
Najpierw jednak była wystawa. To był czas jednych z ostatnich chwil wspólnych:


Obrazek

Kolejny piątek odłączył od nas Alfunię. Alfunia zamieszkała w Warszawie, z Julią, Jakubem i ich rodzicami. Mamy od niej stale informacje, jak się sprawuje. Doskonale rozumie się ze wszystkimi. Nie tęskni, choć jeszcze się pewnie aklimatyzuje. Korzysta z „usług” naszej pani doktor. I bardzo sobie chwali – swoje młodzieńcze pojedyncze życie...
A jednak, przy talerzu, kogoś brakuje...


Obrazek

Kolejne dni – przyniosły kolejne zmiany. We wtorek opuścili nas: Asahi i Amber. Zamieszkali razem z państwem Hanną i Bogdanem. I utrzymują z nami kontakt. Wiem np., że w nowym domu musieli się spotkać z nowym wyzwaniem – schodami. Szybko jednak sprawiło im to radość. I cały nowy dom sprawił im radość... Cieszę się ich szczęściem, choć czasem mi smutno, że do gonitw zostały mi tylko zabawki, starsze koty i moi państwo...


Wasza samotna Alhambra

Obrazek

tumasia

 
Posty: 641
Od: Pt kwi 22, 2005 7:59
Lokalizacja: Warszawa

Post » Sob kwi 07, 2007 15:22

biedna, samotna Alhambra 8) :wink: :lol:


bez Pani, Pana, ciotki i matki... na prawde samotna :wink: :lol:

Nezia

 
Posty: 5238
Od: Śro wrz 22, 2004 23:42
Lokalizacja: Warszawa-Bemowo

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Blue, i-na, KotSib, Tamis i 50 gości