zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pt mar 15, 2024 0:44 zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Przywieziono mi w poniedziałek (11 .03) dorosłego kocura (na 6 lat określony) . Jest bezdomny , ale ze wsparciem karmicielki (na wiosce) . Kilka miesięcy tam bytował (początkowo wyglądał pięknie), aż przez ostatni miesiąc zaczął rzadziej się pojawiać, słabiej wyglądać i kilka dni przed przyjazdem do mnie, pojawił się półżywy i "zwichnięty" . Zabrano go do weta- ze trzy dni trzymali w klatce i "obserwowali" - czy w ogóle przeżyje. W poniedziałek przed przyjazdem zrobiono rtg , stwierdzono zwichnięcie stawu biodrowego , wycieńczenie organizmu, wychudzenie, katar i odmówiono operacji ze względu na stan ogólny.

Przyjechał więc do mnie .. dochodzić do siebie. Trafił do kojca w pokoju, wyglądał źle , ale widywałam znacznie gorsze przypadki. On wg mnie po prostu skupił się na "marcowaniu" i stąd wycieńczenie. Wychudzony rzeczywiście, może nie drastycznie ale wszystkie kości czuć. Sierść stercząca, zaniedbana - wiadomo, że świadczy źle. Lekki katar, ale to pikuś. Odciążający(nie stawiający) tylną lewą łapę, przez co wygięty grzbiet, biodro mocno przekrzywione, bolesność. Od weta dostał jakieś tableteczki- nie podpisane , nie powiedziano mi nawet jakie (chyba antybiotyk) , podaję - bo nie ja za kota odpowiadam, ja mu tylko zapewniam tymczas. Kot spał przez pierwsze dni prawie 24 na dobę, dużo pił, regularnie jadł, sikał a kupa się z niego lała . Obecnie kupa ok, kot znacznie się ożywił , tak,że wróciła mu chęć na amory i wyje mi w domu/śpiewy marcowe :lol: .No ale olać to - odsypiam kiedy i on się wycisza, bo mogę spać kiedy chcę. Z kojca po trochę go wypuszczam by pospacerował, popatrzył na świat (okno balkonowe) , ale chodzę krok w krok za nim ,by nic nie kombinował i by nie sikał po kątach (co próbuje robić) . Jak zaczął wyć ,uznałam, że ma już dość sił i chciałam przyspieszyć operację (kastracja ma być z tym połączona= ale przyspieszyć chciałam ze względu na łapę) , ale niestety, wet nie ma czasu póki co. Najbliższy wtorek 19 .03 to najwcześniejszy termin (już zaklepany) .

A teraz do sedna. Bo jak on tak spaceruje i wypoczywa to już dziś i prosto łapę stawia i ją obciążą, choć nadal mocno kuleje. Czy ta łapa sama może się naprawia ? Czy naprawi się do tego stopnia, że będę musiała się zastanawiać nad zasadnością operacji ? Nie chcę mu jej odmówić , bynajmniej , tylko to co mam w głowie to : On się już wycierpiał , teraz coś się poprawia tak szybko i ładnie a oni go potną, połamią (jak się coś pozrastało) itd... czy to właściwa droga ?

Niestety , nie ja mam kontakt z wetem - nie lubię zresztą tej wetki i nie mam siły z nią gadać (nie moja bajka). Decydować będzie o wszystkim koleżanka, która do wetki jeździła, która mi kota przywiozła i która przejmie go ode mnie jak już będzie "bezpieczny" .

ita79

Avatar użytkownika
 
Posty: 525
Od: Sob lut 05, 2022 2:08
Lokalizacja: Biała Podlaska

Post » Pt mar 15, 2024 1:20 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Ja bym nie operowała
Potrzymać kota trochę ,żeby łapy nie nadwyrężał

anka1515

 
Posty: 4111
Od: Nie gru 25, 2011 16:05

Post » Pt mar 15, 2024 12:11 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Wyciagnelabym zdjecia i skonsultowala z kims sensownym, zamiast czekac.

FuterNiemyty

 
Posty: 3648
Od: Pt gru 01, 2017 11:58

Post » Pt mar 15, 2024 13:01 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

FuterNiemyty niestety już od kiedy się zorientowałam ,że tak ładnie się stan łapy poprawia , to i tak nie udało by się w mojej okolicy szybciej operacji zorganizować. No może na poniedziałek, dzień wcześniej. Co prawda poproszę koleżankę przynajmniej o powtórzenie zdjęcia przed operacją , ale nie wiem, czy wet się przyzna jeśli to było tylko jakieś stłuczenie i okaże się że jest ok.
Mnie bardziej nurtuje pytanie, czy zwichnięcie stawu samo może się cofnąć? Skoro operację zalecono to jak rozumiem nastawić bez cięcia by się tego nie dało, zatem tym bardziej sam kot (prawie się nie ruszając) by tej łapy nie nastawił tak ?
Ech jaki ja mam żal do losu, że zabrał światu weta , którego miałam blisko i który by kotka obmacał i odpowiedział mi na pytania lepiej, niż trzech innych wetów z rentgenami , co tam się dzieje :( .

ita79

Avatar użytkownika
 
Posty: 525
Od: Sob lut 05, 2022 2:08
Lokalizacja: Biała Podlaska

Post » Pt mar 15, 2024 13:07 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Nie mowie o operacji, a o drugiej opinii, czy aby na pewno jest konieczna. Obejrzenie wczesniejszych zdjec powinno dac wetowi oglad sprawy, do tego np. nagranie obecnego ruchu kota.

FuterNiemyty

 
Posty: 3648
Od: Pt gru 01, 2017 11:58

Post » Pt mar 15, 2024 14:41 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Ja jestem bardzo ostrożna z operacjami
Miałam kilka takich kotów i nie były operowane
Zaznaczając ,ze obecnie i wcześniej nie bardzo mogłam zaufać wetowi
Przeszło miesiąc temu tez chwyciłam po kilku podchodach kota co karmie
Przetrzymałam go kilka dni i uciekł
Ale wcześniej łapa w gorze (przednia) dygotał ,warczał
Był poobijany pyszczek rozwalony
Zobaczyłam go po około 3 tyg , przychodzi na jedzenie ale nie da się podejść
Dziś w nocy druga porcja nie zjedzona wiec się denerwuje
Ale już chodził normalnie
Zaznaczam ze na miejscu nic by nie zrobił badań

anka1515

 
Posty: 4111
Od: Nie gru 25, 2011 16:05

Post » Pt mar 15, 2024 16:26 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

też się boję, bo to nie jednostkowe przypadki kiedy słyszy się "nie wyszło, będzie reoperacja" , albo ostatnio wet mi opowiadał o kocie "zrobiłem łapę, pięknie się zrosła, ale po miesiącu jak drut wyciągałem , już się kot nie obudził. Tak bywa z narkozą" . Przy czym nie dopytywałam, ale inny przypadek świeży znam gdzie kota trzy razy w miesiącu usypiano, bo najpierw do diagnozy, kilka dni później do operacji , a za jakiś czas do sprawdzenia (w tej klinice nie bawią się w rtg na żywca) - ten kot akurat przeżył jeszcze kilka miesięcy i umarł (nie wiem czy to miało wpływ ) .

Poddawany jednak będzie kastracji na pewno, więc uśpienie go nie ominie. Zatem jeśli coś się da poprawić w tej łapce to rozumiem. Rozumiem też, że są przypadki iż koty chodzą sprawnie nawet jeśli miały kiedyś skomplikowane złamania - i o ile "po czasie" jak wszystko się zrosło nie zgadzała bym się na operację z powodu , że może coś nie wyjść , o tyle na świeżo powstają pytania - czy "naturalne zrosty" nie spowodują, że kota do końca życia coś będzie bolało, lub że coś się przesunie/przestawi i pogorszy sytuację.

Niestety, koleżanka nie ma najmniejszej chęci konsultować kota gdzie indziej, nie chce nawet poprosić o zdjęcie bym mogła wysłać innemu weterynarzowi. Dla niej najwyraźniej wetka jest nieomylna i tak to :(

ita79

Avatar użytkownika
 
Posty: 525
Od: Sob lut 05, 2022 2:08
Lokalizacja: Biała Podlaska

Post » Pt mar 15, 2024 17:44 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Zwichnięcia stawu biodrowego się nastawia.
Sensowny wet może tego nauczyć - w każdym razie nauczył moich dawnych znajomych z pudlem o mocno niestabilnych, wiecznie "wyskakujących" stawach.
fckptn
Obrazek

ana

 
Posty: 23811
Od: Śro lut 20, 2002 21:56

Post » Pon mar 25, 2024 13:49 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

gdyby ktoś był ciekaw jak rozwinęła się sytuacja...
Otóż Milo nastawił sobie łapę sam. To podejrzewałam już po kilku dniach u mnie, bo już nie była tak nienaturalnie wygięta, a kot coraz lepiej chodziłi coraz mniej kulał. Na inną konsultację się nie dostałam- rozmijałam się z ortopedą. Pojechał zatem (z koleżanką) planowo na operacje do weterynarz, która go pierwotnie diagnozowała. Wymusiłam kontrolne RTG, które potwierdziło moje przypuszczenia. Jakiś "guzek" który był kolejnym wskazaniem do operacji po pierwszej diagnozie , też znikł. Trafił mnie szlag, bo skoro nastawienie było możliwe, to mogła to zrobić wetka , bez operacji i bez czekania.. ale po co :( , lepiej by cierpiał i prawie został pocięty :( .
Została wykonana kastracja i kot wrócił do mnie (o co też musiałam walczyć, bo znowu były jakieś ... a niech zostanie na kilka dni pod obserwacją) . Koleżanka wróciła z zaleceniem, że kot ma być kategorycznie przez dwa tygodnie w kennelu (co jakby rozumiem częściowo ) , albo jak nie ma kennela to ma być 2 tygodnie w transporterze trzymany- i tu znów zalała mnie krew, że pomyślałam sobie o wet wszystko co najgorsze. Uświadomiłam sobie , że ktoś mógł by takiej mendy posłuchać i poważnie to potraktować. W rezultacie spięłam się z koleżanką, bo powiedziałam jej , że u mnie nie będzie nawet w kennelu siedział ani chwili dłużej niż ja to uznam za konieczne- a na decyzjach takiej weterynarz opierać się nie zamierzam. Milo dobę spędził w kojcu, następnie zaczął tak bardzo domagać się wyjścia, że wszystkie jego mięśnie pracowały z pełną parą (a przecież to o to chodzi z zamknięciem by łapę nadal oszczędzać) , zatem zdecydowałam go wypuścić, wiedząc co zrobi. Mega mądry kot- i tak jak przez tydzień czekając na operację sam pięknie o siebie zadbał, większość czasu leżąc na łóżku, jak poruszał się to bardzo spokojnie. Stopniowo zwiększał ilość spacerów. Dziś -dwa tygodnie od trafienia do mnie z wywichniętą łapą zachowuje się już jak całkiem zdrowy kot. Nawet się od wczoraj bawi, choć na leżąco to pracują wszystkie łapki - wzmacniają się mięśnie. Za kilka dni jedzie do adopcji, co mnie niestety załamuje (jak przy każdym tymczasie)- rozstanie z nim, ale wyboru nie mam. Zatrzymać go nie mogę .
Całe szczęście happy end, ale ... tak mnie to boli, że gdyby był gdzie indziej, to nie dość że teraz nadal goiły by się rany cięte prawdopodobnie, to jeszcze miał by straszne zaniki mięśniowe, bo ktoś trzymał by go nadal - jeszcze kolejny tydzień w transporterze, załamanego. I nie myślcie ,że to żart bo moja własna koleżanka (a nie jest głupia) , byle trzymać się zaleceń weterynarz rzuciła hasłem, że go zabierze ode mnie do piwnicy i w transporterze przetrzyma byle był unieruchomiony- BO TAK KAZALI i koniec.

ita79

Avatar użytkownika
 
Posty: 525
Od: Sob lut 05, 2022 2:08
Lokalizacja: Biała Podlaska

Post » Pon mar 25, 2024 14:33 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Pomijając zalecenie trzymania kota w transporterze...

Jeśli w przypadku zwichnięcia stawu biodrowego nie nastąpi szybka pomoc w postaci nastawienia tegoż stawu (czasem pomoc jest ale się nie uda tego zrobić i wtedy konieczna jest operacja) lub przypadkiem sam nie wskoczy na swoje miejsce tuż po urazie - to uszkodzenia stawu zazwyczaj są masywne i dają powikłania :(
Skłonność do wypadania kości, przewlekły stan zapalny, zniekształcenie stawu, powstawanie nieprawidłowych struktur, zrastanie stawu "na sztywno".

Jeśli kot został znaleziony ledwo żywy, już kulawy i w rtg po pewnym czasie stwierdzono zwichnięcie stawu a kot po kolejnym jakimś czasie "ustawił" kość prawidłowo w stawie - to obstawiałabym stary uraz i nawykowe już wypadanie kości ze stawu.
Niestety w takiej sytuacji operacja jest bardzo sensownym rozwiązaniem - bo każde kolejne wypadnięcie powoduje ból i coraz bardziej uszkadza staw.

Tu by się przydała konsultacja dobrego ortopedy.

Blue

 
Posty: 23498
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pon mar 25, 2024 17:13 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Mój tymczas miał takie problemy. Znaczy się wypadanie ze stawu biodrowego. Do tego były dwie łapy. Raz się nastawiał, raz wypadał. Bardzo cierpiał gdy akurat wyskoczyła mu łapa. Byle co wystarczyło. Ortopeda stwierdził, że konieczna jest stabilizacja stawu. Przeszedł operację od razu obu nóg. Przesiedział w klatce 6 tygodni +2 dodatkowe bo poprawa była. Mąż wypuścił go na chwilę by sobie pochodził. On chodził za nim i niby pilnował. Ale kot to kot. Próbował wskoczyć na niską pufę. Nastąpił bezwzględny areszt.
Kot wyszedł z tego, znalazł przdfajny dom.
Obrazek

Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 55372
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 11 >>

Post » Pon mar 25, 2024 17:58 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

Ano właśnie...
Warto uświadomić przyszłego opiekuna że gdy kot odzyska energię i zacznie skakać to jest duże prawdopodobieństwo nawrotów problemu i upewnić się że ludzie są na to gotowi. Bo to prawdopodobnie na nich spadnie konieczność operacji w takiej sytuacji. Już być może nie stabilizacji stawu ale amputacji głowy kości udowej. To żadna tragedia, ma dużą skuteczność. No ale są koszta, klatka etc.

Muszą też wiedzieć co będzie oznaczać nagła kulawizna: konieczność szybkiego nastawienia stawu bo kość wypadnięta to silny ból i ryzyko rozerwania go.
Tak skończył się zwichnięty staw naszej kotki. Człowiek był młody i głupi. Ortopeda w Warszawie nastawił i powiedział że u kotów się tego nie operuje. I że kość będzie pewnie wypadać, trzeba wtedy nastawiać. Kolejne wypadnięcie rozerwalo torebkę stawową, pozrywało więzadła. Skończyło się implantem. Całe szczęście że miałam takie znajomości i udało mi się w tamtym czasie to ogarnąć. To było ponad 20 lat temu i faktycznie mało kto operował stawy u kotów.

Ale najlepiej byłoby pokazać kota ortopedzie, żeby fachowiec ocenił sytuację. Czy faktycznie staw był zwichnięty, w jakim stanie jest teraz, czy wymaga operacji czy innych działań.

Blue

 
Posty: 23498
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pon mar 25, 2024 21:04 Re: zwichnięty staw biodrowy - czy może się "sam naprawić" ?

rozumiem, że jeśli chodzi o operację to ma ona sens jeśli staw będzie czymś usztywniany/zabezpieczany tak by już nie mógł wypaść ?
Ta weterynarz to nie ortopeda. Ona chciała tylko operacyjnie nastawiać łapę, ale w planach nie było żadnego dodatkowego zabezpieczenia.

Nie wiem czego są świadomi ludzie , którzy zaadoptują Milo. Coś tam na pewno wiedzą w jakiej sytuacji był, ale nie wiem czy zdają sobie sprawę z ewentualnej przyszłości. O adopcji nie zdecydowałam ja. Ja chętnych na danie mu domu nie znalazłam, więc pozostało mi zrobić to co założyłam- odesłać biedactwo na podwórko karmicielek - to na wsi. Wiem jednak, że on już chce mieć dom, wiedziały to i karmicielki, więc znalazły jakąś znajomą co go przyjąć postanowiła. Ja przy adopcjach sprawdzam ludzi, podpisuję umowy i trzymam rękę na pulsie jak trzeba. Tutaj- kota ma przyjechać zabrać młoda dziewczyna i zawieźć do mamy , jak ustaliły z karmicielkami. Te z kolei będą w kontakcie i mają nawet jeździć sprawdzać czy kot się dobrze ma. Ja tego domu nie czuję.. wyciągając wnioski z tych informacji jakie dostałam. Nic jednak zrobić nie mogę- nie moja decyzja, dlatego też nie będę dopytywać by się nie dręczyć. Dla mnie wystarczy , że go zobaczę na zdjęciu z nowego domu w "pięknej" obróżce i się załamię.

Tłumaczę sobie, że zrobiłam co mogłam by jakoś mu pomóc, że bez tej pomocy by miał jeszcze gorzej . A że jak zwykle wyję, że muszę się z kotem rozstać i że nie mogę całe życie nad nim czuwać- to wpisane jest w to co robię. Muszę się z tym pogodzić .

ps.
Blue- staw był zwichnięty, jak koleżanka przywiozła go po kastracji to miała na telefonie dwa zdjęcia, z pierwszej i ostatniej kontroli . Ja jestem "ślepa" , ale to zobaczyłam.. ogromna różnica między przed i po- tu wątpliwości nie ma. Zresztą jak wspomniałam, i bez RTG ta łapa była widocznie wywichnięta na bok.

ita79

Avatar użytkownika
 
Posty: 525
Od: Sob lut 05, 2022 2:08
Lokalizacja: Biała Podlaska




Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 495 gości