Rana kota po zdjęciu szwów

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pon maja 17, 2021 15:30 Rana kota po zdjęciu szwów

Cześć. Mój kot miał operację 2.5 tygodnia temu - usuwanie mięsaka. Dzisiaj zdjęli szwy i rana całkowicie się rozlazła, co wet widział, ale uznał, że to normalne, bo musieli wyciąć skórę z tego fragmentu łapki, i że nie mam się czym przejmować, tylko psikać ranę Avilinem. Między wyjazdem od weta a dojazdem do domu rana jeszcze bardziej się rozlazła, więc zadzwoniłam do weta, ale po raz kolejny usłyszałam, że jest okej i po prostu mam psikać raz na jakiś czas. Dodam, że kot strasznie kuleje i ledwo chodzi, a w mieście i okolicy nie ma innego weta, który mógłby to skonsultować. Moi rodzice zbywają mnie argumentem, że „u ludzi też się tak robi i się goi”. Czy mógłby ktoś zerknąć na zdjęcie poniżej i powiedzieć, czy faktycznie nie mam się czym przejmować, czy jednak szukać weta w dalszej odległości od miasta i jechać? A jeśli normalne, to ile mniej więcej może się goić?

https://ibb.co/z767K8d

alkol

 
Posty: 65
Od: Czw kwi 29, 2021 17:19

Post » Pon maja 17, 2021 16:49 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Po pierwsze ile tematów o jednej i tej samej ranie masz zamiar zacząć? Po drugie rana wygląda paskudnie - przecież to będzie blizna szeroka na pół łapy :strach: . Pierwszy raz słyszę, żeby "ludzie z czymś takim chodzili"! Przy takich ranach u ludzi stosuje się przeszczep skóry :strach: !

Na twoim miejscu brałabym już rozpęd w pełnym biegu do innego weterynarza :strach:

Sierra

 
Posty: 1929
Od: Sob cze 13, 2020 22:51

Post » Pon maja 17, 2021 17:36 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Sierra pisze:Po pierwsze ile tematów o jednej i tej samej ranie masz zamiar zacząć? Po drugie rana wygląda paskudnie - przecież to będzie blizna szeroka na pół łapy :strach: . Pierwszy raz słyszę, żeby "ludzie z czymś takim chodzili"! Przy takich ranach u ludzi stosuje się przeszczep skóry :strach: !

Na twoim miejscu brałabym już rozpęd w pełnym biegu do innego weterynarza :strach:


W takim razie zbiorę się i wybiorę do innego, bo mój nakarmił mnie bajką o tym, że „skóra zacznie zarastać od boku i ostatecznie zakryje ranę”, a potem anegdotką o swoim „wujku, który miał takie coś na brzuchu i skóra narosła na to z boku i się zagoiło”. No i kazał psikać regularnie tym, czym wspomniałam, żeby nie wdało się zakażenie. Od nowa szyć nie chciał, bo „nie ma już jak skóry naciągnąć” (po operacji naciągnęli skórę, żeby dało się zaszyć). I podobno musieli już zdjąć szwy, bo zaczęły wrastać po tych 2.5 tygodnia.

Poprzedni temat dotyczył kota po znieczuleniu, ale niestety nie mam pojęcia jak go zamknąć, bo jestem na forum dopiero od niedawna. :strach:

alkol

 
Posty: 65
Od: Czw kwi 29, 2021 17:19

Post » Pon maja 17, 2021 19:34 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Czyli operowałeś jednak u tego weta?... Tego który zostawia małe ranki po usunięciu mięsaka?
Powiem tak - ja tam nigdzie nie widzę rany po usuwaniu mięsaka. Gdzie on był? Na czym rósł, w co wrastał? Mięsień jest nienaruszony - tak na oko. Widzę wycięty kawał skóry i odsłonięte tkanki podskórne.
Przy usuwaniu mięsaka tnie się mięsień ile się uda. Powstaje wielka rana w mięśniu. Usuwanie tego guza nie polega na wycięciu skóry.
To jedno.
Drugie - jak można zostawić odkrytą, nie zabezpieczoną taką ranę!!!
To jakaś masakra :(
Kot dostaje antybiotyki, leki przeciwbólowe??
Skoro ledwo chodzi, jak sam piszesz?
O matko, aż mnie wszystko boli :(

Blue

 
Posty: 21311
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pon maja 17, 2021 20:00 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Blue pisze:Czyli operowałeś jednak u tego weta?... Tego który zostawia małe ranki po usunięciu mięsaka?
Powiem tak - ja tam nigdzie nie widzę rany po usuwaniu mięsaka. Gdzie on był? Na czym rósł, w co wrastał? Mięsień jest nienaruszony - tak na oko. Widzę wycięty kawał skóry i odsłonięte tkanki podskórne.
Przy usuwaniu mięsaka tnie się mięsień ile się uda. Powstaje wielka rana w mięśniu. Usuwanie tego guza nie polega na wycięciu skóry.
To jedno.
Drugie - jak można zostawić odkrytą, nie zabezpieczoną taką ranę!!!
To jakaś masakra :(
Kot dostaje antybiotyki, leki przeciwbólowe??
Skoro ledwo chodzi, jak sam piszesz?
O matko, aż mnie wszystko boli :(


Dopytałam weta jeszcze raz podczas dzisiejszej wizyty i znalazłam też wyniki laboratoryjne z usuwania poprzedniego guza (tego 3 lata temu) - nadal napisane, że mięsak. Osobiście nie znam się na kociej onkologii, więc ślepo zaufałam wynikom z badania. Przed operacją guz znajdował się mniej więcej na tej wysokości, gdzie teraz zaczyna się rana. Do weta dzisiaj na zdjęciu szwów byłam z mamą. Obie sugerowałyśmy wetowi, żeby zostawił dwa na środku, bo tam się rana trochę rozchodziła już jak były szwy, ale on stwierdził, że trzeba usunąć teraz, bo zaczęły już wrastać i potem nie będzie się dało ich usunąć (tak mnie poinformował). Przy wychodzeniu od weta rana była mała, natomiast jak tylko kot przeszedł w domu kilka kroków, zrobiła się taka jak widać na zdjęciu - po całej długości zdjętych szwów. Opatrunek też odradził, twierdząc, że „skóra zrośnie z boków na ranę i ją zakryje”, tak jak pisałam wyżej. Odmówili ponownego szycia, bo „nie ma już jak ściągnąć skóry”. Kazali mi kupić Avilin Balsam Szostakowskiego w sprayu i raz dziennie psikać ranę. Antybiotyki kot dostawał przez dwa tygodnie, dzisiaj przy okazji zdjęcia szwów podali też steryd. W czwartek mamy się znowu pokazać na wizytę, ale bardzo zmartwiło mnie to, że rana się otwarła, bo byłam święcie przekonana, że w ciągu 2.5 się zrośnie, bo na każdej wizycie kontrolnej mówili, że ładnie się goi, a dzisiaj taka nieprzyjemna niespodzianka w postaci otwartej rany.

Co do kulenia - wet twierdzi, że to przez to, że przez 2.5 tygodnia kot miał ściągniętą skórę łapki, przez co mięśnie inaczej funkcjonowały, a teraz po zdjęciu szwów znowu się normalnie rozprężyły i dlatego kuleje, i że to tymczasowe, ale już nie wiem w co im wierzyć, a w co nie, i najzwyczajniej w świecie się boję. Do tego jestem osobą młodą, jeszcze zależną od rodziców, zdaniem których „histeryzuję” i „nic kotu nie będzie”, dlatego nie mogłam zabrać jej dzisiaj znowu do weta zaraz po otwarciu się rany.

alkol

 
Posty: 65
Od: Czw kwi 29, 2021 17:19

Post » Pon maja 17, 2021 20:55 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Powiem tak - nie patrz na rozmiar rany, a na to jaki kawał łapy zajmuje... człowiek jednak jest zwierzęciem dużo od kota większym - u nas byłaby to trochę większa rana. Wyobraź to sobie raczej jako ściągnięcie skory z połowy uda! Żaden lekarz by czegoś takiego nie zostawił!

Sierra

 
Posty: 1929
Od: Sob cze 13, 2020 22:51

Post » Pon maja 17, 2021 21:24 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Moze porozmawiaj z rodzicami,sprobuj ich przekonac,zeby pojechali do innego weta.Bo ten to chyba nie za bardzo kumaty jest.

Myszorek

 
Posty: 473
Od: Czw sie 08, 2019 8:34

Post » Pon maja 17, 2021 22:12 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Sierra pisze:Powiem tak - nie patrz na rozmiar rany, a na to jaki kawał łapy zajmuje... człowiek jednak jest zwierzęciem dużo od kota większym - u nas byłaby to trochę większa rana. Wyobraź to sobie raczej jako ściągnięcie skory z połowy uda! Żaden lekarz by czegoś takiego nie zostawił!


Ja to wiem, ale - tak jak napisałam - jestem zależna od rodziców. Ich zdaniem histeryzuję i kotu nic nie będzie, bo „na zwierzętach się inaczej goi”. Dlatego stworzyłam ten wątek - są tu osoby z o wiele większą wiedzą niż ja, które mogą podpowiedzieć co ewentualnie mogłabym zrobić w tej sytuacji i jak bardzo poważnie sprawa wygląda, bo zależy mi na kocie, ale jednocześnie jestem zależna od rodziców i nie wiem jak im to przetłumaczyć.

Dodam jeszcze, że po pierwszej operacji wycinania guza (3 lata temu, rana mniejsza) też po zdjęciu szwów się rozeszła, ale wtedy zszyli od nowa bez problemu, a teraz odmówili ponownego zszywania.
Ostatnio edytowano Pon maja 17, 2021 22:23 przez alkol, łącznie edytowano 1 raz

alkol

 
Posty: 65
Od: Czw kwi 29, 2021 17:19

Post » Pon maja 17, 2021 22:14 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Myszorek pisze:Moze porozmawiaj z rodzicami,sprobuj ich przekonac,zeby pojechali do innego weta.Bo ten to chyba nie za bardzo kumaty jest.


Niestety, ciągle próbuję, ale rezultaty są jakie są. Bardzo mi na kocie zależy, dlatego chciałabym coś zrobić, ale możliwości mam ograniczone. Nie wiem też, czy ten spray, który zalecił nasz wet w ogóle cokolwiek da, bo rana wygląda paskudnie, a kot też niezbyt chętnie daje sobie łapę psikać, no bo ją boli.

alkol

 
Posty: 65
Od: Czw kwi 29, 2021 17:19

Post » Wto maja 18, 2021 2:35 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Na ranach pi miesakach się nie znam
Ale uważam ,ze wet ma racje
Takiej rany nie zaszyjesz
Rany w ten sposób się goją
Od zewnątrz zarastają do środka
I lepiej się goja bez opatrunku
A co do chodzenia z takimi ranami to przerabiałam
Rany na ogół powinny być czymś smarowane ,żeby nie robił się strupek .były jakieś maście wet
Smarowali od zewnętrznej strony ku środkowi nie smarując środka
Może w tym przypadku jest już całkiem złe
Łapa boli to i kot kuleje
Ile czasu człowieka boli po urazach czy operacjach

anka1515

 
Posty: 2934
Od: Nie gru 25, 2011 16:05

Post » Wto maja 18, 2021 5:02 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Powiem tak. Pewnie ze takie rany się goją. Nawet dużo gorsze się goją na szczęście :)

Grunt to danie im sprzyjającego środowiska i wsparcie w tym gojeniu.
Tego typu rany najlepiej się goją w środowisku wilgotnym i sterylnym.
Kotu w tym miejscu nie jest łatwo założyć i utrzymać opatrunek. Ale warto spróbować, tym bardziej ze rana była tyle czasu zszyta a rozeszła się zaraz po zdjęciu szwów czyli te procesy gojenia u kota nie są świetne.
Plus jest to rana po nowotworze, co wymaga szczególnego traktowania.
Ja ogólnie jestem wielkim zwolennikiem "wietrzenia ran" ale ten rodzaj rany i jej rozległość, jej umiejscowienie - uważam że przynajmniej do pewnego etapu powinna być pod specjalnym opatrunkiem. Są obecnie naprawdę świetne, warto z nich korzystać - stworzono je właśnie po to by leczyć takie rany. Tym bardziej że przynoszą one ulgę.

Byłabym o wiele spokojniejsza o tą ranę gdyby wet nie budził mojej aż tak wielkiej obawy. To coś absolutnie nie wygląda jak rana po usunięciu prawidłowym mięsaka. To w ogóle nie wygląda jak rana po usunięciu mięsaka :roll: . A kot został pozostawiony z odkrytym mięśniem na wierzchu :(

Alkol - pewnych rzeczy nie przeskoczysz :(.
Nie wiem ile masz lat, ale jesteś bardzo dojrzała w swoich wypowiedziach.
Co możesz zrobić skoro rodzice ufają wetowi i by nie walczyć z nimi bo próbowałaś co mogłaś?
Musisz w miarę możliwości dbać o to by kot miał w kuwecie bardzo, bardzo czysty żwirek I by było go mało. Najlepiej byłoby go wsypywać troszkę, wymieniać codziennie. Musicie chronić tą ranę przed urazami. Kot oczywiście musi być w kołnierzu, ale takim by nie mogli po niej szorować kantem. Musicie mieć w domu sól fizjologiczną (do kupienia w aptece ale najlepiej gdyby wet Wam dał całą butelkę bo w aptece pewnie kupisz tylko 5 ml pojemniczki) i gdyby rana czymś się zanieczyściła delikatnie ją opłukać i oczyścić.
W domu i w miejscach gdzie leży kot musi być czysto, bez kłaków które mogą się do rany przyczepić. Szczególnie tuż po psikaniu preparatem, gdy rana jest mokra. Nie mam doświadczeń ze stosowaniem balsamu Szostakowskiego na takie rany więc tu się nie wypowiem jeśli chodzi o tą sprawę.

Rób ranie codziennie zdjęcie w podobnym świetle, zeby miec porównanie.
Widząc ja codziennie można nie zauważać pewnych zmian i tych na plus i tych na minus.
Gdyby pojawiło sie cokolwiek niepokojącego, zapach inny niż teraz, nawet ładny (ludzie często myślą że tylko zapach ropy jest niepokojący), obrzęk wokol samej rany ale takze na lapce w innym miejscu, zmiana koloru brzegów skory ( obrzęk brzegów i zmiana koloru na bardziej czerwony mogą być prawidłowe ale lekarz to musi ocenić), wysięk, cokolwiek, to nie można czekać i wet jest konieczny. Także gdyby u kota pojawiły sie objawy złego samopoczucia.
Przy prawidłowo gojącej się takiej ranie powinno byc coraz lepiej a nie gorzej.

Tym bardziej ze kot nie jest na antybiotyku. Za to dostał steryd, matko i córko 8O [/b[b]]. Który może bardzo gojenie się rany opóźnić i zafałszować jej stan oraz zwiększyć ryzyko nadkażeń. Po co??
Gdy rana się rozeszła, w tym momencie, jej brzegi choć troszkę krwawiły?
To prawda - rany tego rodzaju, obecnie, bez przeszczepu skóry nie można zszyć, trzeba by wyciąć brzegi, co jeszcze bardziej zmniejszyłoby ilość skóry. Ona musi się już teraz tak goić. Ale moim zdaniem powinna być pod opatrunkiem hydrokoloidowym.

Nie mam krztyny zaufania do tego weta :(
Ale nie zmusisz siła rodziców do konsultacji u kogoś innego - choć robiłabym podchody jeśli jest na to szansa.
Po prostu obserwuj ranę, dbaj o jej czystość i bezpieczeństwo na ile możesz. A gdyby zaczęło coś się paprać, to... Może wtedy łatwiej będzie Ci przekonać rodziców.
A może to zagoi się silami natury? Taki scenariusz jest jak najbardziej możliwy :!:
Jednak idealnie byłoby gdyby ranę zobaczył ktoś inny, najlepiej kawałek od Waszego weta, by nie miał oporów by wydawać inne zalecenia niż kolega "zza miedzy".

Martwi mnie silna kulawizna :( Bo najprawdopodobniej oznacza że kot cierpi a nie mięśnie się inaczej układały.
Jak kot czuje sie tak poza tym?
Ma apetyt?
Korzysta z kuwety normalnie?
Pamiętaj że ogromna większość leków przeciwbólowych dla ludzi dla kotów jest śmiertelnie trująca, nie dawaj nic na własną rękę.

Ty masz jakiś opis zabiegu i leczenia od tego weta?
Mogłabyś wkleić? Oczywiście po zamazaniu Waszych danych.

Nie bardzo wiem co Ci doradzić więcej, bo sytuacja jest trudna :(
Bardzo dbasz o tego kota ale nie na wszystko masz wpływ.
Nie chcę też Ciebie jakoś bardzo zestresować bo to nic nie zmieni na plus.
Idealnie by było gdyby kota obejrzał ktoś inny, po prostu.
A jeśli naprawdę rodzice Ci się zapierają totalnie z jakiegoś powodu - to nie umiem tego przeskoczyć :(

Blue

 
Posty: 21311
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Wto maja 18, 2021 7:50 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Lepiej jest ograniczyć ruch kota i zapewnić mu środowisko sprzyjające gojeniu się rany.

dukas29

Avatar użytkownika
 
Posty: 6
Od: Pt maja 14, 2021 9:42
Lokalizacja: Lublin

Post » Wto maja 18, 2021 11:21 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Blue pisze:Gdy rana się rozeszła, w tym momencie, jej brzegi choć troszkę krwawiły?
To prawda - rany tego rodzaju, obecnie, bez przeszczepu skóry nie można zszyć, trzeba by wyciąć brzegi, co jeszcze bardziej zmniejszyłoby ilość skóry. Ona musi się już teraz tak goić. Ale moim zdaniem powinna być pod opatrunkiem hydrokoloidowym.

Nie mam krztyny zaufania do tego weta :(
Ale nie zmusisz siła rodziców do konsultacji u kogoś innego - choć robiłabym podchody jeśli jest na to szansa.
Po prostu obserwuj ranę, dbaj o jej czystość i bezpieczeństwo na ile możesz. A gdyby zaczęło coś się paprać, to... Może wtedy łatwiej będzie Ci przekonać rodziców.
A może to zagoi się silami natury? Taki scenariusz jest jak najbardziej możliwy :!:
Jednak idealnie byłoby gdyby ranę zobaczył ktoś inny, najlepiej kawałek od Waszego weta, by nie miał oporów by wydawać inne zalecenia niż kolega "zza miedzy".

Martwi mnie silna kulawizna :( Bo najprawdopodobniej oznacza że kot cierpi a nie mięśnie się inaczej układały.
Jak kot czuje sie tak poza tym?
Ma apetyt?
Korzysta z kuwety normalnie?
Pamiętaj że ogromna większość leków przeciwbólowych dla ludzi dla kotów jest śmiertelnie trująca, nie dawaj nic na własną rękę.

Ty masz jakiś opis zabiegu i leczenia od tego weta?
Mogłabyś wkleić? Oczywiście po zamazaniu Waszych danych.

Nie bardzo wiem co Ci doradzić więcej, bo sytuacja jest trudna :(
Bardzo dbasz o tego kota ale nie na wszystko masz wpływ.
Nie chcę też Ciebie jakoś bardzo zestresować bo to nic nie zmieni na plus.
Idealnie by było gdyby kota obejrzał ktoś inny, po prostu.
A jeśli naprawdę rodzice Ci się zapierają totalnie z jakiegoś powodu - to nie umiem tego przeskoczyć :(


Bardzo dziękuję za wszystkie rady z wypowiedzi. Na pewno je zastosuję i postaram się przekonać rodziców, żeby też je stosowali.

Ten Avilin to jakiś opatrunek adhezyjny.

Pamiętam, że krew się pojawiła już przy zdejmowaniu szwów - kiedy ścięli ten na samym dole, trochę krwi poleciało, ale akurat tam rana się nie otworzyła tylko jest normalnie zrośnięta, więc to pewnie nie ma większego znaczenia. Przy rozchodzeniu i już po rozejściu nie leciała krew, były jedynie te czerwone plamy jak na zdjęciu, co podobno jest "siatką naczyń".

Dzisiaj kot nie kuleje, właśnie siedzi obok mnie w momencie, kiedy to piszę. :) Zjada normalnie, pije normalnie, załatwia się o tych samych godzinach co zawsze i tak samo często. Leków przeciwbólowych jej nie podajemy, wet też nie podał. Mamy jedynie Octenisept do psikania i dezynfekcji rany, który podobno nie jest groźny dla zwierząt. Plus jest taki, że kot nie interesuje się raną i nie próbuje jej lizać - dookoła tak, ale blisko rany i po ranie nie.

Po zabiegu nie wydali nam żadnego opisu leczenia ani nic. Jedyne co, to przed zabiegiem podpisałyśmy zgodę na zabieg, ale tam też nie było żadnych konkretów, oprócz tego, że zabieg dotyczy wycinania guza i kot będzie poddany narkozie.

https://ibb.co/CPYn40J Tu zdjęcie z dzisiaj. Sierść wygląda tragicznie, bo jest jeszcze pozlepiana srebrem z wczoraj z wizyty u weta, i ten Avilin też skleja jak nie wiem co, sam kot ma problem z wyczyszczeniem.

A no i w czwartek mamy wizytę kontrolną, ale patrząc na to, jak do tej pory to wszystko wygląda, nie spodziewam się żadnych rewelacji ani skutecznych porad ze strony weta.

alkol

 
Posty: 65
Od: Czw kwi 29, 2021 17:19

Post » Wto maja 18, 2021 11:55 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Kot nie ma kołnierza?
Przy takiej ranie?

Blue

 
Posty: 21311
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Wto maja 18, 2021 12:03 Re: Rana kota po zdjęciu szwów

Blue pisze:Kot nie ma kołnierza?
Przy takiej ranie?


Pytałyśmy weta o kołnierz - tak samo jak w przypadku opatrunku "nie". Ten, który miała po operacji, wet pozwolił po tygodniu zdjąć i powiedział, że można wyrzucić, bo rana się "ładnie goi", więc - niewiele myśląc - zaufałyśmy wetowi.

Dodam jeszcze (nie wiem czy to jest w ogóle ważne, ale na wszelki wypadek), że kot od zawsze miał problemy zdrowotne, co moim zdaniem może mieć związek jakiś tam z "pochodzeniem" -- 11 lat temu ja i kilka osób z mojej starej szkoły uratowaliśmy cały miot od jakiejś pani ze wsi, która chciała młode utopić. Kotka, która je urodziła, była wychodząca, mieszkała w stodole i wyglądała na strasznie schorowaną. I na przykład wszystkie nasze koty (przez "nasze" mam na mysli mojego i te uratowane przez innych) miały na pewnym etapie podejrzenia białaczki i innych chorób, ale zawsze to się jakoś zbiegało, bo podejrzenia były podobne. Na szczęście kot białaczki nie ma.

alkol

 
Posty: 65
Od: Czw kwi 29, 2021 17:19

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Taischa i 116 gości