Tak tam dalej być nie może...

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pon maja 18, 2020 15:31 Re: Tak tam dalej być nie może...

LimLim pisze:Gniazdo se tam wije cy co ? 8) :lol:


To powalone drzewo to taki punkt obserwacyjny. Zdarza się, ze siedzi tam kilka kotów i wypatrują, czy już jedzonko jedzie.
najczęściej jednak widać tam tę dwójkę ze zdjęcia.

Obrazek


Teren lotniska jak co roku zarasta... wszędzie zielono, mnóstwo traw, trzcin, jeżyn, pokrzyw itd...

Tosia
Obrazek

Gacuś
Obrazek

Bucio
Obrazek

Pereł
Obrazek

Damian- iza71koty

Avatar użytkownika
 
Posty: 624
Od: Czw paź 31, 2019 12:51

Post » Pon maja 18, 2020 19:47 Re: Tak tam dalej być nie może...

Pereł :love:

faktycznie dżungla się robi 8O
Obrazek

LimLim

 
Posty: 33078
Od: Sob lut 23, 2002 20:08
Lokalizacja: Warszawa - Bielany

Post » Pt maja 22, 2020 13:29 Re: Tak tam dalej być nie może...

Pereł
Obrazek

Bucio
ObrazekObrazekObrazek

Gacuś
Obrazek

Filipek
Obrazek

Ziutka
Obrazek

Nusia
Obrazek

Ola
Obrazek

Muszka
Obrazek

Stelcia
Obrazek

Damian- iza71koty

Avatar użytkownika
 
Posty: 624
Od: Czw paź 31, 2019 12:51

Post » Pt maja 22, 2020 14:03 Re: Tak tam dalej być nie może...

Pereł chyba gdzieś na lumfrach był bo na zmęczonego życiem wygląda :smokin:

Wiosna w pełni a one nadal tłuściutkie jak pączuszki :1luvu:
Obrazek

LimLim

 
Posty: 33078
Od: Sob lut 23, 2002 20:08
Lokalizacja: Warszawa - Bielany

Post » Pt maja 22, 2020 14:03 Re: Tak tam dalej być nie może...

Z Filipka kawał kota :)
Obrazek*Obrazek

Stomachari

 
Posty: 6964
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Sob maja 23, 2020 13:15 Re: Tak tam dalej być nie może...

Wysterylizowaliśmy 4 kotki z lotniska i zabraliśmy jedną z dziećmi- Julcię.

Na 14 prób udało się złapać 4 kotki. Kotki miały spędzić w domu po kilka dni, jednak okazało się, że w sumie wszystkie odmawiały jedzenia. Tak więc wypuszczaliśmy je na 3 dzień( 1 dzień złapana, 2- sterylizacja, 3 - wypuszczenie).

Najdłużej w domu była Niusia. Wypuściliśmy ją po 4 dniach od zabiegu. Załatwiała się do kuwety i jadła bez problemów. Kotka miała co roku dwa mioty. Jest jedną z najstarszych kotek na lotnisku. Złapana dopiero podczas 4-tej próby na klatkę pułapkę. 4 dnia zaczynała robić się nerwowa, więc musieliśmy ją wypuścić.

Tutaj w klatce pułapce.
Obrazek

A tutaj po zabiegu w domu.
Obrazek

I filmik z łapania.






Udało się nam także złapać mamę Akrobaty- Olę. Ola urzęduje na opuszczonej altanie. Bardzo przerażona w domu, wypuściliśmy ją bardzo szybko.
Obrazek Obrazek Obrazek

Filmik z łapania


Filmik z wypuszczania





Na opuszczonej altanie pojawia się codziennie kot, któremu wcześniej nie daliśmy imienia. Zdjęcia były wstawiane na watek bez podpisu.

Kotka ma na imię Muszka.

Nie byliśmy pewni, czy chłopak, czy dziewczyna. Jednak pojawił się brzuszek. Złapana na patencie, bo zapadka w klatce pułapce zawiodła. Pokazałem się kotce jak była w klatce, kicia się spłoszyła i przy próbie obrócenia w klatce, klatka się zamknęła.
Mamy chyba tylko jedno zdjęcie jak kicia była w domu. Odmawiała jedzenia. Po złapaniu ledwo klatkę utrzymałem, tak bardzo chciała wyjść. Uspokoiła się po kilku minutach, klatka przykryta była materiałem.

Obrazek

I filmik z wypuszczania Muszki





Na koniec- udało się złapać Kropicię.

Kopcia w pułapce.


Wypuszczanie kotki.


Kropcia nie czuła się komfortowo w domu. Za to na swoim terenie... jak najbardziej. Filmik po wypuszczeniu:

Damian- iza71koty

Avatar użytkownika
 
Posty: 624
Od: Czw paź 31, 2019 12:51

Post » Sob maja 23, 2020 13:52 Re: Tak tam dalej być nie może...

Iza ile trzymasz dzikunkę po sterylce nim wypuscisz?

aga66

 
Posty: 3194
Od: Nie mar 05, 2017 18:46

Post » Sob maja 23, 2020 14:19 Re: Tak tam dalej być nie może...

aga66 pisze:Iza ile trzymasz dzikunkę po sterylce nim wypuscisz?



Nie ma reguły.Zwykle wszystko zależy od kotki.Od tego czy je i jak się czuje w zamknięciu.

Kotki z mojego stada kiedy robiłam trzymałam zwykle 5-7 dni.Ale były i kotki w bardzo wysokiej ciąży i wtedy kotka była u mnie nawet 2 tygodnie.

zależy która lekarka robi nam kotkę.W tym naszym Gabinecie są dwie.Jedna robi większe drugie mniejsze cięcia.Im mniejsze tym lepiej.A wszystkie kotki oprócz jednej tej młodziutkiej z naszego stada - jak nietrudno się domyślić były już zaciążone.Jedne mniej drugie więcej.

Kotki z naszego stada robione w tym roku i te tutaj z lotniska musiały jednak w większości być wypuszczane szybciej.Ale było to do zrobienia bo sprzyjała pogoda.

To kotki które w większości znają nas krócej wiec - to też mógł być powód nieco większego stresu i powodu odmowy jedzenia.

Dla przykładu Sówka jadła ale bardzo mało.Żle to znosiła.Dopiero jak wróciła do siebie wrócił smoczy apetyt i okazało się jak bardzo tęskniła za swoimi dziećmi z ub.roku.Nie było końca powitaniom.Świetnym apetytem cieszyła się Mama Dziubka.I bardzo ładnie korzystała z kuwetki i wywalała brzuszek i ogólnie była zadowolona.Ona była u nas najdłużej.Nawet sobie nie wyobrażasz z jakim zdziwieniem patrzała na Dziubka- co to za cudak i skąd się takie biorą...... 8O :lol: Ale moje koty ją wkurzały.Atakowała przez klatkę kiedy tylko ktoś się zbliżył za bardzo.Choć do mnie nic nie miała.Z kolei kicia z bazy tak potwornie krzyczała drugi dzień po zabiegu ze kiedy otworzyłam jej klatkę wyleciała mi na osiatkowane okno i domagała sie wypuszczenia.Ona akurat pozwalała się brać na ręce ale łapanka na transporterek odpadała wiec musieliśmy użyć pułapki.I pomimo całkiem sporego szwu odnieśliśmy kotkę dzień po zabiegu na bazę.Była doglądana 2 razy dziennie.

Szara młodziutka - nie dość że nie jadła - była przerażona.Ale ona miała maleńki szew - bo akurat miała rujkę wiec też na drugi dzień została wypuszczona.

Natomiast kotki z lotniska były wypuszczane 2-3 dni po zabiegu.Jedna zresztą Ola dotkliwie mnie ugryzła.Najdłużej bo kilka dni - była ta najstarsza kotka.Ona też ani nie odmawiała jedzenia i ładnie kuwetkowała - ale to też kwestia tego ze ona mnie zna znacznie dłużej niż pozostałe.

iza71koty

 
Posty: 24642
Od: Sob sie 30, 2008 17:27
Lokalizacja: Szczecin

Post » Sob maja 23, 2020 14:56 Re: Tak tam dalej być nie może...

Czyli tak jakby nie ma obawy, że rozliże sobie ranę czy cos się stanie ze szwem? Pytam bo sterylizowalam dzis kotke i jest w szpitaliku sama i szkoda mi jej bardzo.

aga66

 
Posty: 3194
Od: Nie mar 05, 2017 18:46

Post » Sob maja 23, 2020 15:14 Re: Tak tam dalej być nie może...

aga66 pisze:Czyli tak jakby nie ma obawy, że rozliże sobie ranę czy cos się stanie ze szwem? Pytam bo sterylizowalam dzis kotke i jest w szpitaliku sama i szkoda mi jej bardzo.


Tak do końca nie można stwierdzić że nie ma obawy.Rozumiem że szwy samorozpuszczalne?

Zdaniem moich Wetek jest bardzo niewielka.Znikoma.Ale ja moje Wetki znam i wiem jak robią szwy.Każdą kotkę po sterylizacji oglądam póki nie jest całkiem wybudzona.Nigdy nie miałam przypadku żeby były komplikacje.Chociaż zrobiłam bardzo dużo kotek.


Jeśli to kotka pod Twoim nadzorem, karmiona- doglądana- to moim zdaniem trzymanie jej w obcym miejscu może przynieść więcej szkody niż pożytku.Ja bym wypuściła.Dopytała Wetki jak duży jest szew i czy kotka była zaciążona.Zwykle po sterylkach staram się aby kotki były dobrze karmione i szybciej dochodziły do zdrowia.

iza71koty

 
Posty: 24642
Od: Sob sie 30, 2008 17:27
Lokalizacja: Szczecin

Post » Sob maja 23, 2020 15:53 Re: Tak tam dalej być nie może...

Zapytam z ciekawości. Kotki nie dostają antybiotyku po sterylce? Nigdy żadna się nie rozlizała ? Przeżywają? Nie ma niebezpieczeństwa zainfekowania rany? Pytam, bo moja bezdomna kotka była w lecznicy 12 dni.

ewar

 
Posty: 47983
Od: Wto lis 06, 2007 20:17
Lokalizacja: Stalowa Wola

Post » Sob maja 23, 2020 16:14 Re: Tak tam dalej być nie może...

ewar pisze:Zapytam z ciekawości. Kotki nie dostają antybiotyku po sterylce? Nigdy żadna się nie rozlizała ? Przeżywają? Nie ma niebezpieczeństwa zainfekowania rany? Pytam, bo moja bezdomna kotka była w lecznicy 12 dni.


Dostają antybiotyk.Każda dostaje.

Jeszcze raz podkreślę bo to ważne.Od wielu lat sterylizuje tylko u konkretnych Wetek.Sama też przechowuje kotki przed i po zabiegach.

Nigdy nie miałam przypadku rozlizania rany ani też infekcji u kotki wolnożyjącej.Każda kotka zarówno ta trzymana dłużej czy krócej bardzo szybko dochodziła do zdrowia.Nawet kotki starsze.Zwykle po sterylizacjach jeszcze wiele lat cieszą lub cieszyły się zdrowiem i to dużo lepszym niż przed sterylizacją.

Wysterylizowane kotki są spokojniejsze.Ba nawet te bardzo dzikie z czasem nabierają nieco mniejszego dystansu.Poprawia się wygląd, futerko.Kotki odciążone od rujek i trudów macierzyństwa w końcu maja więcej czasu tylko dla siebie.


Jeden jedyny raz kiedy przez te wszystkie lata doszło do rozlizania rany było to u kotki robionej w innym gabinecie i wskutek uczulenia na szwy.Była to moja domowa kotka- której nie miałam wtedy możliwości dowieżć do moich Wetek.Zaaplikowane szwy pomimo bardzo szybkiej mojej reakcji doprowadziły do zapalenia otrzewnej.I niestety wskutek tego kotka po zainfekowaniu mi odeszła.Nie pomogło podanie środków przeciwzapalnych ani wdrożone leczenie.Do dziś mam przekonanie i jestem pewna ze wina leżała po stronie Gabinetu i użytych nici.

12 dni to bardzo długo.Rozumiem ze przez ten czas kontrolowałaś i monitorowałaś stan kotki i to czy je i jak znosi pobyt?Duzo w tym przypadku też zależy od stopnia dzikosci kota.Lotniskowe kotki są mega dzikie.

Wystarczy porównać filmiki z wypuszczania ich i reakcji po złapaniu a wypuszczania innych kotek jak np.mamy Dziubka która spokojnie wyszła z kontenerka.Tamte śmigły przed siebie aż się kurzyło.

Wszelkie decyzje o wcześniejszym wypuszczeniu kotek zwłaszcza teraz lotniskowych konsultowałam z Wetką.Właśnie po to aby wykluczyć rozlizanie szwów bądż infekcje.Zwłaszcza że teren do łatwych nie należy.Po każdym zabiegu dzwonię do Wetki i pytam jak przebiegła sterylizacja czy nie było komplikacji, czy była w ciąży jeśli ciąża nie jest widoczna- czyli wszystko co muszę wiedzieć.

iza71koty

 
Posty: 24642
Od: Sob sie 30, 2008 17:27
Lokalizacja: Szczecin

Post » Sob maja 23, 2020 16:24 Re: Tak tam dalej być nie może...

O rany ile to emocji z łapaniem, sterylkami i wypuszczaniem.
Obrazek

LimLim

 
Posty: 33078
Od: Sob lut 23, 2002 20:08
Lokalizacja: Warszawa - Bielany

Post » Sob maja 23, 2020 17:11 Re: Tak tam dalej być nie może...

iza71koty pisze:12 dni to bardzo długo.Rozumiem ze przez ten czas kontrolowałaś i monitorowałaś stan kotki i to czy je i jak znosi pobyt?

Kotka była w lecznicy. Jest dzika i nie dałabym rady podawać jej leków, chociażby. Weci ją monitorowali, ja nie musiałam, są zresztą w tym lepsi .Jestem na forum wiele lat, czytam o sterylkach i jak bardzo ludzie się boją o kotki, jak często zdarzają się powikłania. A jak podajesz antybiotyk, skoro kotka jest u Ciebie na przykład dwa dni? Moje kotki dostają antybiotyk przez pięć dni i środki przeciwbólowe.
Znam wielu wetów, u kilku robiłam sterylki, ale nigdy nie spotkałam się z czymś takim, żeby prawie prosto ze stołu wypuszczać kotkę. A co to za nici? Moje mają rozpuszczalne, fioletowe i fakt, są kotki, które mają na nie uczulenie.
iza71koty pisze:Wysterylizowane kotki są spokojniejsze.Ba nawet te bardzo dzikie z czasem nabierają nieco mniejszego dystansu.Poprawia się wygląd, futerko.Kotki odciążone od rujek i trudów macierzyństwa w końcu maja więcej czasu tylko dla siebie.

To wszyscy wiemy. Dodam jeszcze, że wtedy nie ma kociąt i one masowo nie umierają, na przykład na panleukopenię, kk, czy zagryzione przez dzikie zwierzęta. Po to sterylizuje się kotki wolno żyjące.

ewar

 
Posty: 47983
Od: Wto lis 06, 2007 20:17
Lokalizacja: Stalowa Wola

Post » Sob maja 23, 2020 18:02 Re: Tak tam dalej być nie może...

ewar pisze:
iza71koty pisze:12 dni to bardzo długo.Rozumiem ze przez ten czas kontrolowałaś i monitorowałaś stan kotki i to czy je i jak znosi pobyt?

Kotka była w lecznicy. Jest dzika i nie dałabym rady podawać jej leków, chociażby. Weci ją monitorowali, ja nie musiałam, są zresztą w tym lepsi .Jestem na forum wiele lat, czytam o sterylkach i jak bardzo ludzie się boją o kotki, jak często zdarzają się powikłania. A jak podajesz antybiotyk, skoro kotka jest u Ciebie na przykład dwa dni? Moje kotki dostają antybiotyk przez pięć dni i środki przeciwbólowe.
Znam wielu wetów, u kilku robiłam sterylki, ale nigdy nie spotkałam się z czymś takim, żeby prawie prosto ze stołu wypuszczać kotkę. A co to za nici? Moje mają rozpuszczalne, fioletowe i fakt, są kotki, które mają na nie uczulenie.
iza71koty pisze:Wysterylizowane kotki są spokojniejsze.Ba nawet te bardzo dzikie z czasem nabierają nieco mniejszego dystansu.Poprawia się wygląd, futerko.Kotki odciążone od rujek i trudów macierzyństwa w końcu maja więcej czasu tylko dla siebie.

To wszyscy wiemy. Dodam jeszcze, że wtedy nie ma kociąt i one masowo nie umierają, na przykład na panleukopenię, kk, czy zagryzione przez dzikie zwierzęta. Po to sterylizuje się kotki wolno żyjące.


Ja wielokrotnie byłam zmuszona podawać antybiotyk dzikim kotom- które chorowały a nie mogłam ich zabrać do siebie.Z dobrym skutkiem.W jedzeniu.

Monitorowanie i doświadczenie - to nie to samo co zmuszenie kotki do dobrowolnego posiłku.I nie wierzę ze jakikolwiek obcy dla kotki człowiek w dodatku w obcym miejscu jest w stanie to zrobić- skoro czasem nawet karmicielka jak ja ma z tym problem.Zwłaszcza jeśli jest to dzika dzicz.Mało tego pierwszy raz się spotykam żeby kotka musiała dostawać przez 5 dni antybiotyk i środki przeciwbólowe.

Moje wszystkie kotki dostają lek przeciwbólowy a zarazem przeciwzapalny o przedłużonym działaniu podczas zabiegu.Tak więc nic nie muszą mieć potem podawane.

Co do wypuszczania - Toz sterylizuje kotki i wypuszcza zaraz na drugi dzień.Ba wielu Wetów uważa że dla dzikiej kotki to jest lepsze bo w swoich naturalnych warunkach odzyskuje spokój i lepiej i szybciej dochodzi do zdrowia.Odzyskuje apetyt .A świeże powietrze powoduje szybsze gojenie się rany.I z tymi aspektami muszę się zgodzić.Zwłaszcza kiedy jeszcze sprzyja temu pora roku- jak teraz.

I to nie jest tak jak piszesz że- prosto ze stołu.

kotka spędziła u mnie sporo godzin po zabiegu a następnego dnia miała taką werwę i tak miauczała że co miałam zrobić?Kazać jej siedzieć cicho?Ja przepraszam ale chyba żle nieco osadzasz sytuację.


Zrobiłam to co było dla kotki najlepsze jednocześnie monitorując dwa razy dziennie miejsce gdzie przebywała po wypuszczeniu.Miałam też całkowitą kontrolę nad stanem szwów - bo po wypuszczeniu była tak zadowolona że pozwalała się dotykać.

Moje Wetki stosowały i nici fioletowe i przezroczyste i to akurat nie miało wpływu.


Tak niby wszyscy wiemy po co sa sterylizacje ale zdarza się jednak że mamy czasem do czynienia z ludżmi którzy są ich ogromnymi wrogami.Tak właśnie mamy na lotnisku przez co od początku mieliśmy utrudnioną robotę.

iza71koty

 
Posty: 24642
Od: Sob sie 30, 2008 17:27
Lokalizacja: Szczecin

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: emill, Kocidzwoneczek1, kocikocidrapki, Weroniczka i 129 gości