Rudy z połamaną szczęką...

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pon lip 29, 2019 1:54 Re: Rudy z połamaną szczęką...

zuzia96 pisze:wilberku, jak znajdziesz chwilkę (pewnie w środku nocy) :


Zuzia, skąd wiedziałaś :lol:
Edi niestety dzisiaj trochę gorzej, rozkichał się i uszy też gorsze, mocniej trzepie, temperatury mu nie mierzę, za duży stres dla niego, ale jest trochę cieplejszy niż zwykle.
Dostał synergal, jutro znowu do weta.
Operacja, biegunka, stres, wszystko naraz i odporność zjechała, na razie to początek, mam nadzieję, że się nie rozwinie choróbsko nowe. Pewnie tak trochę będzie z niego co i rusz coś wychodzić. Nie musi już walczyć o przetrwanie, poczuł, że może odpuścić, to tak się dzieje.
Ale zjadł dużo i ładnie, kuweta pełna, to za bardzo się nie martwię.
Postępy w oswajaniu są, ale to drobne kroczki. Klatkę chyba uważa za swój bezpieczny azyl (ma taką w której ja się mieszczę, dzisiaj chwilę posiedzieliśmy razem :mrgreen: ), jak go coś przestraszy, to z kolan ucieka do klatki.
Obrazek



Mico (*)

wilber

Avatar użytkownika
 
Posty: 1179
Od: Pt lis 05, 2010 22:47

Post » Pon lip 29, 2019 6:17 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Ej, to postępy są :) Konkretną przestrzeń uważa za bezpieczne miejsce (może mu pachnie nim samym, bo się pewnie powycierał w kratki), przykrywasz kocykiem, ma skryjówkę/bazę. I zobacz, uciekł i nie spuścił Ci lania. Ciekawe czy się kiedyś ośmieli na bardziej brawurowe gesty ;) czy po prostu taki łagodny jest. Trzymam kciuki za dalsze kroki milowe :)
Obrazek

Anneke_

Avatar użytkownika
 
Posty: 249
Od: Czw mar 28, 2013 15:24
Lokalizacja: Poznań miasto doznań :)

Post » Pon lip 29, 2019 6:41 Re: Rudy z połamaną szczęką...

wilber pisze: Pewnie tak trochę będzie z niego co i rusz coś wychodzić. Nie musi już walczyć o przetrwanie, poczuł, że może odpuścić, to tak się dzieje.

Typowe, ale mimo wszystko potrzymam kciuki :ok: :ok: :ok: :ok: , aby jednak już było coraz lepiej.
BAZAREK Z RÓŻNOŚCIAMI.ZAPRASZAM viewtopic.php?f=20&t=194396

ewar

 
Posty: 46660
Od: Wto lis 06, 2007 20:17
Lokalizacja: Stalowa Wola

Post » Pon lip 29, 2019 8:47 Re: Rudy z połamaną szczęką...

:ok: mocne.
Obrazek

muza_51

 
Posty: 1720
Od: Pon paź 04, 2010 10:04
Lokalizacja: Jarosław

Post » Wto lip 30, 2019 1:38 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Dziękuję wszystkim za wpłaty, rady i kciuki :201494 :1luvu:

Dzisiaj miałam zawieźć Rudego do weterynarza, ale zamiar ten skończył się dość dramatycznym fiaskiem.
Jak pisałam, mając go na kolanach mogę z nim zrobić prawie wszystko, czyścic uszy, nos, czesać, głaskać, prawie cały czas przy tym mruczy. Mimo tego, to nie jest kot wyluzowany, jest spięty, wciśnięty we mnie, ale z pewnością to lubi, po każdej sesji głaskania jest ciut lepiej. W każdym razie "obrządek" rożny przy nim zrobić mogę.
Wydawało mi się, że włożenie go do transportera to żaden problem, zwłaszcza, że już w nim jeździł i był wkładany i zachowywał się w nim całkiem spokojnie.
Zawinęłam go w szmatkę i delikatnie próbowałam włożyć, wszedł do połowy, chciałam resztę kota lekko dopchnąć popychając zadek. Przestraszył się, odwinął i chciał uciec, przytrzymałam go zdecydowanie mocniej, żeby nie zwiał i lekko przycisnęłam do podłogi, chciałam spróbować włożyć go jeszcze raz.
W tym momencie kot zaczął się trząść z przerażenia, poleciała z niego fontanna, moczu i biegunki. Puściłam go, w pracowni i tak za bardzo nie ma gdzie uciec, nie próbował nawet atakować, chciał tylko uciec, biegł dosłownie po ścianach do najciemniejszego kąta. Po około czterdziestu minutach udało mi się go wyciągnąć z trzeciej kryjówki, wsadzony do klatki zwymiotował ze stresu.
Ogarnęłam trochę pracownię, bo biegnąc od kąta do kąta ciągnęła się za nim fontanna i zostawiłam go, żeby się uspokoił, bo cały się trząsł i dyszał.
Wieczorem jak wróciłam, dosprzatałam resztę, ślady kału były nawet na ścianie na wysokości ponad metra nad podłogą.
Rudy się uspokoił, dał się wziąć na kolana, ładnie zjadł leki, umyłam go, wyczesałam, wygłaskałam, nakarmiłam, zmieniłam posłanko.
Odstawiłam do klatki, przed wyjściem spróbowałam go dotknąć w klatce, dotąd nie pozwalał, bał się, delikatnie przysunęłam do niego dłoń, najpierw się odsunął i mnie oprychał, po chwili powąchał moją dłoń, jeszcze po chwili wyciągnął łapkę i położył na mojej dłoni, najpierw wygłaskałam łapkę a potem resztę kota.
Do weta poszłam sama, mam kontynuację antybiotyku, kapsułki na odporność i oridermyl do uszu.
Ogólnie fizycznie Rudy czuje się chyba trochę lepiej. Uszy też lepiej, czyściłam mu wczoraj otosolem, ale to lepiej jest chyba po antybiotyku.
Jest teraz mega problem, jak go zabrać na kontrolę szczęki.....
Obrazek



Mico (*)

wilber

Avatar użytkownika
 
Posty: 1179
Od: Pt lis 05, 2010 22:47

Post » Wto lip 30, 2019 1:43 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Musiał go ktoś bardzo źle traktować, że tak zareagował na odrobinę przymusu z Twojej strony. Biedak. :201461
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 19780
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto lip 30, 2019 6:05 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Może jemu transporterek się źle kojarzy? Tak jak mojemu Gabrysiowi, w transporterku zachowuje się okropnie, dzika dzicz, po prostu. Wyłącznie torba transportowa wchodzi w grę.
BAZAREK Z RÓŻNOŚCIAMI.ZAPRASZAM viewtopic.php?f=20&t=194396

ewar

 
Posty: 46660
Od: Wto lis 06, 2007 20:17
Lokalizacja: Stalowa Wola

Post » Wto lip 30, 2019 9:02 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Wilber, porozmawiaj z wetem o możliwości podawania przez jakiś czas leków uspokajających. W jego stanie to juz zwykłe wspomagacze ziołowe czy feromonowe nie pomogą.
Obrazek

Avian

Avatar użytkownika
 
Posty: 26537
Od: Śro lip 05, 2006 13:15
Lokalizacja: Poznań / Luboń

Post » Wto lip 30, 2019 13:31 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Według mnie to mocniejsze przytrzymanie mogło spowodować taki lęk.
Może spróbujesz innego sposobu wkładania do transportera?
Czasem bardzo dobrze sprawdza się wkładanie kota zadkiem.
Mój kocur zaczyna się wtedy wycofywać i sam głębiej wchodzi.
Drugi sposób stosuję u bardzo lękowej kotki.
Zawijam ją całą w ręcznik.
Razem z głową i łapkami, i taką mumię wkładam.
Ona czasami nawet się s tego kokonu nie wyplątuje w drodze do weta, ale siedzi cichutko zawinięta.
Niestety w jej przypadku transport często jest związany z sikaniem pod siebie lub kupą.
Obrazek

mimbla64

Avatar użytkownika
 
Posty: 10552
Od: Pon lis 12, 2007 9:29
Lokalizacja: Warszawa Wola

Post » Wto lip 30, 2019 15:01 Re: Rudy z połamaną szczęką...

mimbla64 pisze:Według mnie to mocniejsze przytrzymanie mogło spowodować taki lęk.


mnie też tak się kojarzy...może został silnie przytrzymany i wtedy dostał "w ryja" - za jakies wyimaginowane przewinienie. :evil: Może ktos chciał zabić, a kot się jakoś wywinął i zostal "tylko" okaleczony.
Danuś, a może wstawić mu otwarty transporter do klatki i niech go "oswaja" ?

BTW - wciąż pamiętam, jak z Pietrusiem na ganku moglam zrobić wszystko, a wzięty do domu - fruwal po ścianach, z okropnym krzykiem i sikaniem. I musial siedzieć na dworze przy -25 st....borze szumiący - to już sześć lat w marcu minęło 8O

izka53

Avatar użytkownika
 
Posty: 12345
Od: Śro wrz 29, 2010 13:54
Lokalizacja: Poznań

Post » Wto lip 30, 2019 15:50 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Mój kocur też takie cyrki wyprawia, a u mnie jest od kociaczka, tyle że to piwniczny dzikus. Sika wtedy pod siebie jak fontanna, a jeśli ma możliwość manewru, to gryzie i drapie w panice.
Ostatnio do prostych badań i pobrania krwi wołam wetkę do domu. Kiedy mi da sygnał, że jest na podwórku, wkładam kota do torby iniekcyjnej i trzymam, bo i tak się wyrywa, w tym czasie wchodzi wetka (drzwi wcześniej otwieram, zanim przyjedzie), szybko pobiera co trzeba, nawet siki z podłogi, wylewające się z torby), maca delikwenta po kawałku - i wszystko trwa najkrócej jak można, czyli góra 20 minut kociego stresu. Potem kot jak pocisk wylatuje z uchylonej torby do swojej kryjówki, a my omawiamy jego przypadłości. Przy tym tylko dla mnie jest to zwierzątko w 100 procentach obsługiwalne, codziennie karmione strzykawką.
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10947
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Wto lip 30, 2019 16:52 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Transporter miał w klatce i było ok., wchodził do niego i spał tam, wyjęłam mu właśnie po to, żeby się tam nie chował, żeby nie siedział w "dziurze", tylko wychodził, otwierał się. Też jak się jeszcze załatwiał pod siebie, to trudno mi było tam sprzątać.
Teraz znowu mu wstawię. Wkładałam go właśnie zawiniętego.
Pierwszy błąd zrobiłam, bo popchnęłam go od tyłu, jego nie można dotykać znienacka, zwłaszcza w tył, reaguje wtedy jak na dotknięcie prądem, podrzuca go.
Wystraszył się, a potem go jeszcze ścisnęłam i przycisnęłam do podłogi, unieruchamiając go. To wyzwoliło w nim taką reakcję.
Nie zrobiłam tego jakoś mocno, moje koty jak je przytrzymuje, czy podnoszę robię to mocniej, tak normalnie, ale dla niego było to widocznie za mocno i za gwałtownie.
Nie goniłam potem za nim, ani żadnych gwałtownych ruchów, gadałam do niego spokojnie, pozwoliłam, żeby zmieniał kryjówki, aż na taką z której łatwo mi go było wyjąć.
Dzisiaj po "obrządku" prawie godzinę spał mi na kolanach.
Na kolanach mogę go objąć obiema rękami, przytulić, nawet mocniej, nic się nie dzieje.
Umyć uszy, śpiochy, cmoka w czółko, noski, noski, spoko. Przytulonego mogę go podnieść, jak się wtuli, to nawet tak nie reaguje jak coś robię rękami.
Ci gospodarze, pomijając to, że nie pomogli i biernie patrzyli, nic mu nie zrobili złego, na pewno go nie bili, źle na nich nie reagował, podchodził do nich. Oni go zwabili i pomogli złapać, ja nie byłabym w stanie do niego podejść.
Kiedyś podobno był bardzo ufny.
On raz się dostał w złe ręce, raz a dobrze, myślę, że jakimś cudem uciekł, wywinął się śmierci.
Cztery koty tam zginęły w rożny sposób z ludzkich rąk, raczej tych samych rąk.

Wizytę kontrolną w Animaldencie mamy przełożoną, jesteśmy w kontakcie telefonicznym, raczej wygląda, że goi się ok., chwilę porozmawiałam z lekarzem, wizyt jeszcze będzie miał kilka, jak się będzie działo coś niepokojącego, to przyjmą nas bez względu na termin.
Trudno, nie zafunduje mu teraz drugi raz takiego stresu.
O lekach wyciszających pomyślę, wszystkie jednak mają spore skutki uboczne, to jest temat na chwilę później, na razie nie jest nawet odrobaczany ze względu na jego stan.
Zobaczymy, na razie to dopiero dwa tygodnie, w tym obcy ludzie, gabinety, macanie zastrzyki, operacja, ból i stres.

Edit. miziel52, ale on do tej pory był kilka razy w dwóch różnych lecznicach i był bardzo grzeczny, można go było zbadać, podać kroplówkę, zastrzyk, pobrać krew, bał się, to jasne, ale nie jakoś przesadnie, nawet jak mu lekarz oglądał i macał tą połamaną szczękę, to nie protestował, ani się nie wyrywał, nawet nie miauknął, Anneke świadkiem. Żadnego gryzienia, drapania, on jakby rozumiał, że chce mu się pomóc.
Taka reakcja zdarzyła się pierwszy raz.
Obrazek



Mico (*)

wilber

Avatar użytkownika
 
Posty: 1179
Od: Pt lis 05, 2010 22:47

Post » Wto lip 30, 2019 17:35 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Każdy kot ma inne doświadczenia. Mój leje już podczas jazdy do weta i z powrotem też.
W każdym razie każdą łapankę musisz mieć przemyślaną i zaplanowaną krok po kroku. Ponadto Twój kot długi czas cierpiał ból, nie wiadomo, w jaki sposób powstał ten uraz i za czyją sprawą, toteż zrozumiałe jest, że wpada w panikę, bo się boi i może też jeszcze gojące się miejsca też są wrażliwe i bolesne. Także strach przed wyniesieniem z bezpiecznego miejsca gra tu rolę, dopóki kot nie zdobędzie pewności, że zawsze wróci.
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10947
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Wto lip 30, 2019 21:31 Re: Rudy z połamaną szczęką...

wilber pisze:Pierwszy błąd zrobiłam, bo popchnęłam go od tyłu, jego nie można dotykać znienacka, zwłaszcza w tył, reaguje wtedy jak na dotknięcie prądem, podrzuca go.
Wystraszył się, a potem go jeszcze ścisnęłam i przycisnęłam do podłogi, unieruchamiając go. To wyzwoliło w nim taką reakcję.
Nie zrobiłam tego jakoś mocno, moje koty jak je przytrzymuje, czy podnoszę robię to mocniej, tak normalnie, ale dla niego było to widocznie za mocno i za gwałtownie.

wilber pisze:On raz się dostał w złe ręce, raz a dobrze, myślę, że jakimś cudem uciekł, wywinął się śmierci.


dokładnie tak ! łapanie od tyłu przyjmuje jako śmiertelne - w sensie dosłownym - zagrożenie, wszystko do niego wrocilo.
Ale całe szczęście, że imiennie Ciebie nie utożsamia z zagrożeniem jako takim, po prostu pewne gesty i zachowania przekraczają jego mozliwości. Może z czasem to minie, ale raczej nie.

Z innej beczki - czy Twoje koty jedzą Grau, konkretnie indyk z cielakiem ? bo moje WSZYSTKIE oglosily strajk (podobnie jak na wszystkie smaki feringi), a skuszona promocją zakupilam pakiet 6x800g. 5 puszek jest nie ruszonych. A ja się już od jutra urlopuję, mialam dopiero od poniedzialku, ale pólpaśca se zafundowalam i mnię z roboty wyeksmitowali. Mialam do wyboru chorobowe lub wcześniejszy urlop....a jak wcześniej chcialam od pierwszego to nie dostalam :evil: Tak że bylby ewentualnie dodatkowy doping, aby się spotkać.

izka53

Avatar użytkownika
 
Posty: 12345
Od: Śro wrz 29, 2010 13:54
Lokalizacja: Poznań

Post » Czw sie 01, 2019 11:02 Re: Rudy z połamaną szczęką...

Iza, przepraszam, ze dopiero teraz odpisuję.
Moje w 80% na barfie, ale puszki też jedzą, czasem rano, jak nie mam czasu stać i pilnować, żeby każdy zjadł swoje. Przez alergię Grubego mają bardzo zawężony repertuar, albo kangur, albo śledź, albo tuńczyk, bo on tylko to może jeść z puszek.
Normalnie bym nie przerobiła tej gramatury, bo puszka tylko na śniadanie, po południu musi być miensko, trzy jedzą tak samo, Gruby ma swoją dietę, Prusz ma swoje widzimisię.
Aleee teraz jest Rudy, Rudy wciąga, potrafi zjeść do pół kilograma karmy dziennie, więc spokojnie mogę od ciebie odkupić puszki.
Iza, czy ja mogę mieć nadzieję, że wreszcie zawitasz w moje progi ? :D

Rudy wczoraj dostał puszkę ze śledziem, o jesuuuuu, o mniom, mniom, zeżarł prawie z miską. mam w domu kozie mleko w proszku, czasem rozpuszczam i daję moim, bo lubią.
Rudy oszalał na punkcie tego mleka, muszę mu dawkować po troszeczku, bo za jednym posiedzeniem wypił ok 200 ml i oczywiście się potem pos.ał.
Jest już silniejszy, jest go więcej, ale kości nadal sterczą, zwłaszcza te miedniczne i łapki jak patyczki, za to kręgosłupa i żeber już tak nie czuć, jakoś tak nierównomiernie się "wypełnia", może to kwestia, że on już miał zaniki mięśniowe, a to się wolniej odbudowuje, nie wiem.
Jutro będę go odrobaczać, niestety nie jestem w stanie podać mu tabletki, w karmie sam nie zje, za duży element, do pyska mu nie podam, bo nie będę na siłę otwierać szczęki, jeszcze mu coś uszkodzę.
Chyba, żebym rozkruszyła i strzykawką....czy milbemax można tak rozkruszyć ?
Jak nie to dostanie na kark, ale wolałabym tabletkę, jakoś tych na kark się trochę obawiam.
Byle do kastracji.......
Obrazek



Mico (*)

wilber

Avatar użytkownika
 
Posty: 1179
Od: Pt lis 05, 2010 22:47

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Fhranka, ser_Kociątko i 32 gości