Mała Czarna - chwilo trwaj :)

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto lip 09, 2019 6:24 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

No niestety, chyba stanęliśmy pod ścianą, nie jestem w stanie pobrać krwi Czarnej, wnerwia się, zaciska naczynia, nic nie leci, wetka kazała zaprzestać prób bo zaraz będzie cukrzyca i hematokryt 6 %.
Odstawiamy steryd wedle planu, podawanie insuliny u Czarnej to raczej nierealna sprawa skoro nie jestem w stanie kontrolować jej poziomu glukozy.
I zobaczymy.
Ona już tyle razy stała nad grobem, cudem z tego wychodziła.
Może nas jeszcze raz zaskoczy.

Blue

 
Posty: 19853
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Wto lip 09, 2019 11:07 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Oby,mocno trzymam :ok:
ObrazekObrazek
"Nigdy nie wiemy, kiedy widzimy kogoś PO RAZ OSTATNI..."
Moja Rodzina w Niebie:Tata(*),Mika(*),Mama(*),DeeDee(*)..Nie wierzę...

Marzenia11

 
Posty: 29449
Od: Sob lut 28, 2009 21:24

Post » Wto lip 09, 2019 11:57 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Ja miałam kotkę z cukrzycą posterydową - jak dobrze pamiętam, po miesiącu udało się tak ustawić dawki insuliny, że cukier był na zadowalającym u cukrzyka poziomie (czyli ponad normę, ale nie zabójczy - 130-170. Badałam glukometrem co 3 godziny, z ucha, po tygodniu kotka się przyzwyczaiła.Ona też była z tych trudnych.
Funkcjonowała ze stabilną cukrzycą na insulinie (2x dziennie) i do tego cały czas na sterydzie przez 8 miesięcy. Dostawała Pabi-Dexamethason.
Obrazek

Avian

Avatar użytkownika
 
Posty: 26538
Od: Śro lip 05, 2006 13:15
Lokalizacja: Poznań / Luboń

Post » Wto lip 09, 2019 12:04 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Absolutnie nie wiem jak to u kotów bywa. U ludzi, przy sterydach cukier rozwala się całkowicie. Różnica w pomiarach , w krótkim czasie (0,5 - 1 godz. ) są powalające. U ludzi, najważniejsze jest po podaniu insuliny natychmiastowe zjedzenie czegokolwiek.
Nie wiem jak u kotów.
Uroda moja nie sięga szczytu szczytów,
ale mój pies patrzy na mnie oczami pełnymi zachwytu
L. J. Kern
Trudne początki kota Dropsa
Amorka i Mumiś

ewkkrem

Avatar użytkownika
 
Posty: 3260
Od: Czw lip 27, 2017 15:20
Lokalizacja: Włocławek

Post » Wto lip 09, 2019 13:31 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Avian pisze:Ja miałam kotkę z cukrzycą posterydową - jak dobrze pamiętam, po miesiącu udało się tak ustawić dawki insuliny, że cukier był na zadowalającym u cukrzyka poziomie (czyli ponad normę, ale nie zabójczy - 130-170. Badałam glukometrem co 3 godziny, z ucha, po tygodniu kotka się przyzwyczaiła.Ona też była z tych trudnych.
Funkcjonowała ze stabilną cukrzycą na insulinie (2x dziennie) i do tego cały czas na sterydzie przez 8 miesięcy. Dostawała Pabi-Dexamethason.


Tylko widzisz, Czarna gdy się stresuje to w trybie błyskawicznym - w dzień, dwa potrafi - niszczy sobie do cna czerwone krwinki :(. To jest najgorsze. Robi to nawet na sterydzie. On nic nie pomoże w obecnej dawce (wywołującej cukrzycę) w sytuacji gdy ona znowu uzna że chce umrzeć.
Jej już nie można podać krwi - wyczerpała limit transfuzji dla siebie. Jedyny ratunek - końskie dawki sterydów i nadzieja.
Ona się w tydzień nie przyzwyczai - jej stres w sytuacji konieczności przymusu narasta dosyć gwałtownie i bardzo się nim nakręca, zaczyna zwiewać na nasz widok, unieruchomienie jej wymaga coraz więcej przymusu. Dodatkowo obecnie ma uszkodzone stawy w obu tylnych łapach. Unieruchomienie wkurzonego kota w tej sytuacji nie staje się łatwiejsze. Ryzykujemy że przestanie chodzić :(
To jest taki całokształt sytuacji :(
I stąd poczucie stania pod murem :placz: .

Cóż mogę powiedzieć - wyciągamy ją za uszy z grobu od paru lat. Bierze garść leków które pomagają jej żyć i sprawiają że czuje się całkiem fajnie. Niestety, to bardzo, bardzo poważnie chory kot. Praktycznie nie ma wątroby, trzustki, ja nie wiem w sumie jak ona żyje.
I chyba dochodzimy do kresu możliwości walki o jej życie.
Nie jestem w stanie badać jej poziomu cukru.
Po prostu.
Pokładam nadzieję że znowu zdarzy się cud i odstawienie dexa obniży poziom cukru i w ostateczności przejście na encortolon utrzyma ten stan jeszcze jakiś czas.
Bywały już takie cuda z nią.
I może to głupie, ale wolę tą wiarę w cud niż przyduszanie jej kilka razy dziennie, nakłuwanie po kilka razy bo krew nie leci, wpędzenie jej w straszny stres (bo taka jest - gdy dostawała zastrzyk raz w tygodniu to przez kolejne 4 dni przemykała pod ścianami i zwiewała przede mną) i śmierć za kilka dni bo zamiast krwi będzie miała wodę.
Tak miała ostatnio w kryzysie - praktycznie brak czerwonych krwinek, białych i płytek.
Wystarczył 4 dniowy wyjazd pana i stres z tym związany. 3 dnia miała spojówki różowe, 4 dnia w żyłach była woda.
Taki kot :(

Blue

 
Posty: 19853
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Wto lip 09, 2019 14:07 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

A ona w ogóle pozwala się np wygłaskać? Podotykać niezobowiązująco uszka?
Lubi jakieś przysmaki?
Ja dawałam po każdym kłuciu jakiś przysmak, tak ją przyzwyczaiłam.
Na początku przyzwyczajałam tez do samego dotyku uszu, bez kłucia - masowałam, miętoliłam, coraz mocniej ściskałam.
Przy nakłuwaniu zawsze podkładałam coś twardego po drugiej stronie ucha - łatwiej i szybciej się nakłuwało.
Obrazek

Avian

Avatar użytkownika
 
Posty: 26538
Od: Śro lip 05, 2006 13:15
Lokalizacja: Poznań / Luboń

Post » Wto lip 09, 2019 14:12 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Blue, mocno przytulam, licząc na to,że kolejny raz Czarna z tym co ma postanowi żyć. I za to ogromnie mocno trzymamy kciuki, bo merytorycznie niestety nie mam nic do dodania. Chyba,że myślisz,że w zagranicznych publikacjach byłoby coś dla Was. Podaj wtedy słowa klucze i spróbuję pogrzebać.

gusiek1

 
Posty: 1294
Od: Nie sie 28, 2016 14:24
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto lip 09, 2019 14:42 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Avian- ona kocha tylko mojego męża. Mną gardzi. Znosi z konieczności. Trzeba zobaczyc jak mnie traktuje by uwierzyc. A ja ja uwielbiam za ten charakter :) Acz gdy kiedyś wgryzla mi sie w nadgarstek i wisiała na nim trzepiac łbem jak buldog a ja w myslach robiłam rozpiskę ratowania się z poszarpanymi tetnicami i tlumaczenia na pogotowiu ze to chory koteczek, to mi chwilowo uczucia w innym kierunku zdryfowały ;)
Ja mogę ją dotknąć tylko w chwili dużego rozmaślenia. Lub gdy szykuję jedzenie. Przez chwilę bo po jej minięciu mam wlepione w siebie oczy pełne pogardy i narastajacej furii. A sekundę potem widzę jej przełyk bo wydaje syk kobry. Czasem od razu obrywam łapa z pazurami . Kochany pan może ją miętosić i głaskać acz nie bez granic. Moze jej kazdy lek wepchnąć w gardło. Poki nie ma to zwiazku z unieruchomieniem bym ja coś zrobiła typu zastrzyk. Bo wtedy jest szał. I tak byla laskawa ze kilka razy dala sie ukluc.
Od razu wyjasnię- moj mąż nie jest w stanie sam pobrać jej krwi.

Gusiek1 - nie sądzę by w zagranicznych artykułach bylo coś o poskromieniu takiego cudaka ktory po poskromieniu uznaje ze skoro tak to on na złość zje sobie krwinki... Ale dziękuję za propozycje pomocy, Ty to jesteś taki moj dobry duch :1luvu:

Blue

 
Posty: 19853
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Wto lip 09, 2019 20:25 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

To używaj chociaż tych pasków Ketodiastix. Co prawda insuliny na podstawie takich pomiarów nie podasz, ale przynajmniej będziesz wiedziała czy odstawienie sterydów coś daje, no i czy ketony się nie przyplątały.
Nie musisz ich jej podtykać pod ogon, wystarczy jak wetkniesz w świeże siuśki. Ja specjalnie dawałam mniej żwirku, żeby zdążyć umoczyć pasek zani wszystko się wchłonęło.

Necz

 
Posty: 684
Od: Nie wrz 03, 2006 11:06
Lokalizacja: Łódź

Post » Pt lip 12, 2019 19:04 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

No niestety, ketony się przyplątały :(
Jednocześnie Czarnej poleciało gwałtownie samopoczucie (bardzo :() więc popędziłam z nią do lekarki. Glukoza jeszcze wyższa niż była. Krew poszła na dokładniejsze badania, na szczęście jeśli chodzi o czerwone krwinki to wygląda pięknie - więc sterydy nadal odstawiamy.
Kroplówka i stety, niestety - insulina. Nadzieja na to że damy radę bez niej poszła się paść. No ale próbowaliśmy.
Spróbujemy ogarnąć. Z insuliną. Nadal nie mam pomysłu na badanie jej glukometrem poziomu glukozy :placz: . I to tak by jej nie zestresować.

Na szczęście po powrocie z lecznicy Czarna prezentuje o wiele lepsze samopoczucie :)
Kroplówka postawiła ją na nogi.
Nawet taka ledwo ciepła w lecznicy musiała być spacyfikowana w torbie iniekcyjnej bo startowała z zębami i pazurami :201461
Ledwo udało mi się zamknąć torbę-kontenerek z nią - bo gdy tylko się zbliżałam to wylatywała z pazurami i warkotem. Czyli norma ;)
A tam jest podatniejsza na działania niż w domu :strach:
Mdleję na samą myśl o konieczności podania jej samodzielnie kroplówki :201435
Ktoś chce zobaczyć uroczo omdlałą Blue?
To zapraszam ;)
Jakby mnie ktoś pytał o to jaki kot jest najtrudniejszy do prowadzenia cukrzycy to mogę zdjęcie wysłać :twisted:
Taka jestem uczynna ;)

Blue

 
Posty: 19853
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pt lip 12, 2019 19:07 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Może torbę iniekcyjną sobie spraw.
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10950
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Pt lip 12, 2019 19:08 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Blue pisze:Ktoś chce zobaczyć uroczo omdlałą Blue?
To zapraszam ;)

Chętnie. :D A wcześniej spróbujemy z kroplówką. Mam wpaść jutro? Powaga.
ObrazekObrazek
"Nigdy nie wiemy, kiedy widzimy kogoś PO RAZ OSTATNI..."
Moja Rodzina w Niebie:Tata(*),Mika(*),Mama(*),DeeDee(*)..Nie wierzę...

Marzenia11

 
Posty: 29449
Od: Sob lut 28, 2009 21:24

Post » Pt lip 12, 2019 23:34 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Oj niedobrze, niedobrze. Przy ketonach podstawa to kroplówki, insulina i pilnowanie, żeby jadła. Jeśli ketonów jest niewiele, to same kroplówki powinny je wypłukać. Na cukrzycowym czytałam kiedyś, że nie powinno się podawać Ringera z mleczanami, zwykłego i sól fizjologiczną można. Inna sprawa, że przy tak wysokim poziomie glukozy, śladowe ilości ketonów mają prawo się pojawić, gorzej, jeśli będą rosły. Z paskami do siuśków jest też taki problem, że są nieprecyzyjne, a dodatkowo niektóre pokarmy mogą lekko zmieniać ich barwę (mówię konkretnie o Ketodiastix) i przyprawiać człowieka o zawał. Ja tak miałam z Animondą, się mi taki sino - lekkofioletowawy pasek czasem robił. Niektóre gabinety weterynaryjne mają na stanie glukometry z możliwością mierzenia poziomu ketonów, np. Optium Xido. I nie mam tu na myśli komunikatów typu "jest wysoki cukier, mogą być ketony", tylko specjalne paski, które precyzyjnie, w liczbach, podają aktualny stan. Warto się rozejrzeć i popytać.

Necz

 
Posty: 684
Od: Nie wrz 03, 2006 11:06
Lokalizacja: Łódź

Post » Sob lip 13, 2019 5:57 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

Mam kota po cukrzycy po sterydowej. Ma nie operacyjnego raka wątroby. I drogą prób i błędów wyszło ,że steryd trzyma go w kondycji. Jest kotem stresującym się mocno i wszelkie zabiegi wywołują u niego skutek odwrotny. Pobranie krwi, USG, wizyty w gabinecie... Mimo w miarę miłego charakteru nie jest obsługiwalny. Może ze dwa ,trzy razy pozwoli na to czy owo ...potem poznając temat, jest horror.
Pobranie krwi by zmierzyć cukier to była jazda. Jemu jej zabrakło. NIC nie leciało. Do tego odmówił jedzenia, kuwetkowania, wychodzenia do ludzi, spania w swym ulubionym fotelu, picia... Czyli znikł. Stwierdziliśmy z wetką,że co ma być to będzie. Ratowanie kota na siłę przynosi odwrotny skutek. Angel zapadł się w sobie fizycznie i psychicznie. Przeszliśmy tylko na karmę dedykowaną cukrzykom. Suchą i mokrą. Siedział w pokoju córki i tylko do tej miał dostęp. Córka, która nie wiązała się Angelowi z pacyfikacją, obserwowała go. Na obecną chwilę trzyma się. Fruktozamina jest w normie. Nie przesadzamy z biegami do weta bo każde pakowanie w transporter to prawie śmierć. Angelek trzyma się jakoś. Na widok strzykawki daje nogę. U niego najważniejszy jest spokój i stabilizacja. Nie wiem ile mu zostało życia ale miał go tylko pół roku. Od postawienia diagnozy minęło prawie dwa lata.
Czasem trzeba wybrać tzw mniejsze zło. Paskudne słowo. Na siłę kota nie uratuję. Zmuszę go i owszem, ale czy to ma sens?
Trzymam mocno kciuki. :ok:
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 50234
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 15 >>

Post » Sob lip 13, 2019 7:00 Re: Cukrzyca posterydowa u kota

ASK@ - podobnie jest z Czarną.
Aczkolwiek ona jeszcze stosunkowo dobrze znosi jazdy do weta - bo się powkurza tam, powalczy, główny wróg to obcy - ale wraca do bezpiecznego domu i emocje z niej opadają, zwykle leci wtedy do miski, odpocznie i jest ok.
Dlatego wolę pojechać z nią na kroplówkę do wetki - niż pacyfikować ją w domu.
To nie jest tak że ja jej kroplówki nie podam. Przygnieciemy ją do wersalki, Damork w rękawicach po łokcie, ja zlana potem bo boję się z nią zawsze że w momencie wkłucia się miotnie i wkłuję się jej w płuco albo się wywinie i rzuci któremuś z nas na twarz ;) - ale damy radę. Co mamy nie dać ;)
Możemy też ją po walce wpakować w torbę iniekcyjną i robić co zechcemy, ona będzie kłapała paszczą, zawodziła i wiła się w niej ale będzie spacyfikowana. Tyle że ona taką akcję przypłaci stałym lękiem, uciekaniem przed nami, przewlekłym stresem, siedzeniem za kanapą gdy tylko wejdziemy do pokoju. Kiedyś musieliśmy jej raz w tygodniu podawać wit. B12 w iniekcji - szybko zaczęłam jeździć na zastrzyki do wetki bo po tych podanych w domu mieliśmy kota który kilka dni zwiewał gdy widział nas razem w jednym pomieszczeniu.
A to ją zabije w kilka dni.

Dlatego na kroplówki będziemy jeździli do wetki.
Glukozy nie będę jej badać bo nie jestem w stanie utoczyć od niej właściwej ilości krwi. Po prostu. A każda kolejna próba to większy stres.
Paski do moczu to sztuka na raz, mamy osiem kotów, kilka kuwet w różnych miejscach, Czarna nie wyraża zachwytu manipulacjami w czasie gdy sika (a ostatnie czego chcemy to by bała się iść do kuwety bo dopiero co opanowaliśmy nawracające infekcje pęcherza), nie opcji sypania malutkiej ilości żwirku do kuwet, nie ma opcji zamknięcia Czarnej w jednym pokoju bo wpada w amok (mamy całe mieszkanie przechodnie dla kotów, nawet przy pozamykanych drzwiach - poza kuchnią) - mieliśmy kiedyś próby gdy chcieliśmy mieć pewność ile sika w ciągu doby i się załatwia, tudzież próby pobrania moczu do badania. Szalała jak dzikie zwierzę. Do upadłego. A potem bała się wchodzić do kuchni.

To naprawdę najgorszy możliwy kot na taką chorobę :placz:
My już od lat szukamy kompromisów między ratowaniem jej życia - a komfortem tegoż życia (co też jest elementem tego ratowania).

Na szczęście podawanie insuliny idzie póki co gładko - pozwala ją sobie podawać ukochanemu panu w czasie miziania, nie zauważa tego (no, raz nie zauważyła :) ale to też daje szansę). I póki tak będzie - to nie jest źle.

Blue

 
Posty: 19853
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: DJ_, Google [Bot], Lamblia i 26 gości