Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Śro cze 19, 2019 21:10 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Aneczko, nie mam na razie takich zdjęć, tylko fota Myszki - postaram się przesłać, dziękuję! :1luvu:

jolabuk5

 
Posty: 17443
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Śro cze 26, 2019 18:58 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Dodałam trochę zdjęć w pierwszych postach, zostało mi do zidentyfikowania jeszcze 7 kotów. Następny etap - szersze opisy do adopcyjnych i można będzie robić kolejne ogłoszenia!

jolabuk5

 
Posty: 17443
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Śro cze 26, 2019 19:52 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Fajnie.

A mnie... dziś przybyły 2 czarne super ludzkie 6-tygodniowe malce. Chore. Ropa z oczu się toczy. Szły sobie wzdłuż krawężnika drogi osiedlowej. Drąc ryja. Jakiś "ludzki pan" je wywalił w miejscu wyjątkowo ruchliwym- sklep z pieczywem. To tak w temacie nie zgarniania kotów. Mąż poszedł i je przyniósł.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49571
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Śro cze 26, 2019 20:48 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

ASK@ świetnie Cię rozumiem! :( Oby udało się znaleźć im domy :ok: :ok: :ok:

jolabuk5

 
Posty: 17443
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw cze 27, 2019 7:16 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

jolabuk5 pisze:ASK@ świetnie Cię rozumiem! :( Oby udało się znaleźć im domy :ok: :ok: :ok:

Na razie trzeba je wyleczyć. Krople, zastrzyki, karma... Domowe dzieci. Garną się do ludzi. Gdzieś tam jest ich matka. Tęskni. Szuka. Który to już u niej miot znikający w niewiadomy sposób? Miast iść z nimi do weta bo chorują , szukać fajnych domów wyciepuje się na ulicę. I po problemie.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49571
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Czw cze 27, 2019 8:08 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Oj tak, smutne, ale prawdziwe :( Ludzie są bez serca i rozumu - przecież sterylki są często za darmo, jedyny problem, to pojechać z kotką do weta. Ale dla niektórych to też za duży wysiłek :evil:

jolabuk5

 
Posty: 17443
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw cze 27, 2019 9:02 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Otwock to miasto blisko Warszawy. Ludzie wydawać by się mogło ,że światli bardziej. Wielu w stolicy pracuje. W dużych urzędach. mamy od kilku lat spore możliwości. W samym Otwocku to mentalna dziura. Brak sterylek, opieki, umów z naszymi wetami. A jeśliu już to kota nie zawiozę do gabinetu ichniego weta bo to skazanie go na ból i cierpienie. Szwy nie rozpuszczalne często zakładają. Kot cięty od mostka do odbytu. Ale jakiś tam dostęp jest. Za to mamy blisko Warszawe i Koterię. Nie raz tyłek mi uratowano bez słowa przyjmując tabuny kotów. Każdy może zadzwonić i kota oddać . Sama woziłam autobusem. Nawet zabiegi płatne są po b.dobrej cenie. Ja mam jeszcze Jokota. I innych co pomogą. To "owoc" siedzenia latami w kotach. Myślisz, że takie dobra są przez ludzi doceniane? Otwock to umysłowa dziura. Nie przebijesz się przez mur ciemnoty. Nie raz proponowałam pomoc. Łapanki i takie tam. Sterylki aborcyjne. "Normalne". Pomoc rozłożenia na raty. NIE! To okaleczenie kota. To zabiecie życia a nie jest to po Bożemu. Kotka musi utulić dziecko do cyca. Kot musi sobie pociupciać. Tylko jak to życie przyjdzie na świat przwestaje być Boże. Można je wpakowac w worek i rzucać o ziemię. Najlepiej z dachu stodoły. Można worek z kociętami zakopać. Można je wywalić w środku lasu (tak też miałać kociaki). Podrzucić w miejsce dokarmiania. Czyli u mnie najczęściej. A najlepiej nie wykastrować by nie łamać przykazań tylko od razu brzuchatą wywalić. Niech rodzi gdzieś w dziurze. Najważniejsze ,że żyje nie okaleczona. Pomysłów mają bez liku.
Odbyłam setki rozmów. Wielu odmówiłam przyjęcia dzieci tylko dlatego ,że za rok będzie kolejny miot u mnie. I kolejny... Naumiałam się.
Nie raz żony czy dzieci z pogromu ratowali jakiegoś malca i on trafiał do nas. Schowany w piwnicy czy krzakach czekał aż pan zycia zniknie. Głównie przez męża przywożony bo on pracuje z totalnym odjazdem w stosunku do zwierząt. Szczególnie kotów. Bo kot to samo zło. Nie pamiętam świąt bez weta, urlopów bez łapanek...
Nachodzono mnie w pracy z pretensjami i żądaniami. Straszono, grożono... O dziwo lepiej/bezpieczniej się czuję wśród "meneli" niż wychuchanych . Miasto ponad 50-tysięczne. Z kościołąmi na każdym rogu. Tabunem rozmodlonych. I garstką o dobrych sercach i światłych umysłach. Nie musisz ratowac kotów. Ale tego swego zrób. Nie krzywdź.
Sorki, ulało mi się.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49571
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Czw cze 27, 2019 9:06 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

jolabuk5 pisze:Oj tak, smutne, ale prawdziwe :( Ludzie są bez serca i rozumu - przecież sterylki są często za darmo, jedyny problem, to pojechać z kotką do weta. Ale dla niektórych to też za duży wysiłek :evil:

A ja bym powiedziała, że większy problem z tymi , co mają dziwne przekonania, że sterylizacja zwierząt to wyrządzanie im krzywdy i okaleczanie. I choćby człowiek sam chciał ze zwierzakiem jechać do weta, to nie pozwolą :(

SabaS

 
Posty: 794
Od: Śro lis 14, 2018 8:58

Post » Czw cze 27, 2019 10:27 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

SabaS pisze:
jolabuk5 pisze:Oj tak, smutne, ale prawdziwe :( Ludzie są bez serca i rozumu - przecież sterylki są często za darmo, jedyny problem, to pojechać z kotką do weta. Ale dla niektórych to też za duży wysiłek :evil:

A ja bym powiedziała, że większy problem z tymi , co mają dziwne przekonania, że sterylizacja zwierząt to wyrządzanie im krzywdy i okaleczanie. I choćby człowiek sam chciał ze zwierzakiem jechać do weta, to nie pozwolą :(

amen
W tym głównie jest problem.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49571
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Czw cze 27, 2019 12:38 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Oczywiście, to jest ogromny problem, bo na to nie pomogą zadne udogodnienia, fundacje, darmowe zabiegi, pomoc w transporcie, bo wszystko jest odrzucane z zasady.
Jola Dworcowa też się z tym spotyka, czasem po cichu łapie bezdomną kotkę i sterylizuje wbrew opiekunkom, które karmią, ale nie wycinają. Gorzej z kotami, ktore teoretycznie mają właściciela, a nie są sterylizowane, są za to wypuszczane bo kotek musi mieć wolność, albo wypadają z niezabezpieczonych okien... Trafiają do stołówek Joli, bo o karmieniu właściciel też nie pamięta, albo daje jakieś niejadalne resztki. Złapanie ich na sterylkę to już złamanie prawa, ale Jola czasem to robi, w końcu kot nie ma napisane na nosie, że jest czyimś pupilem.
Te koty często giną w wypadkach (okno, samochód), a właściciele biorą sobie następnego...
A są też takie karmicielki, które przysięgają, że sterylizują, a tego nie robią i w dodatku odmawiają przyjęcia pomocy w
łapankach. Jola ma takie baby, ciągle pojawiają im się nowe koty, których nie łapią, za chwilę są kolejne kociaki. A na prośby Joli, żeby chociaż dały znać, ona przyjdzie i wszystko zalatwi - to nie, nie potrzeba, radzimy sobie, nie ma nowych kotów, nie ma ciężarnych...
Jednak największym problemem Joli są zwierzęta, które po śmierci opiekuna są brutalnie wyrzucane z mieszkania - domowe, miziaste, zupełnie nie radzące sobie na ulicy. Nie ma zadnych przepisów, dotyczących ich losu, mają szczęście, że nie zamknięto ich w mieszkaniu na śmierć głodową. Trzeba im pomóc szybko, a jest ich zwykle kilka... Na szczęście takim miziakomszybciej można znaleźć dom.

jolabuk5

 
Posty: 17443
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw cze 27, 2019 13:12 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Wszędzie to samo. Gdy "moje" stado zostało pierwszy raz wyłapane do kastracji (część bo było ich ponad 60-siątka) to "karmicielki" sztuk dwie wpadły mi do pracy wyzywając o d morderców, złodziejów, bezbożników...
Chowała ciężarne kotki. Lepiej karmiłam to wylazły prawie wszystkie. Jdna zamknięta nie. Gdy się malce urodziły to... przyszły do nas do domu. Mnie nie było. Wyskoczyły do Janusza z pretensjami, zż kociaki się urodziły. Mąż wzruszył ramionami. Znał sytuację. Bardzo pomagał tzn woził i przywoził koty z zabiegów. Kolejne żale padły. Czyli pretensje, dlaczego nie zabrałam matki i dzieci. Mąż znów wzruszył ramionami i przypomniał im, dlaczego kotka urodziła. Nawet wyraził zdziwko ,że kocicę i maluchy "wypuściły" na wolność miast trzymać do porodu, odchowania i znalezienia domu. Już nie łapałam. Zimno okropnie było. Przymrozki wielkie. Mokro. A koty strasznie liche. Wiedząc o tym, wyciepały ją w wysokiej ciąży i urodziła w pierwszy raz postawionej (mojej) budce. Znowu wrzask, że to nasza wina to co się stało. Kociaki pierwszej nocy zamarzły. Była pieruńsko zimna. Znalazły je w tej budce. Ale to nie koniec.Teraz Janusz ma iść, wyciągnąć je i pochować. One nie mogą bo są wrażliwe i na sople dzieci patrzeć nie mogą. Mamy też kotkę złapać ,wyleczyć i wykastrować. Mężowi się ulało i popędził je po schodach nieźle wrzeszcząc komu kotka winna dziękować za to co się stało.

Też łapię koty ,które przychodzą na stołówkę. I mam gdzieś kto co mi powie. Skoro karmię, odrobaczam, nie raz leczę... to zrobię co uważam za słuszne. Najgorsze to zimy. Całe noce siedzą "na wolności". Przy minusowych temperaturach. Głupie ,nawet nie schowają się do budek. Czy to deszcz czy mróz. Przychodzą potem zamarznięte , mokre do skóry i strasznie głodne. Wiele, jeśli przeżyło, dziczeje. Gdy zaczynają chorować, są brudne i śmierdzące są nie wpuszczane do domów. Często jesteśmy jedynym ratunkiem dla nich. Na początku dumne ,wypieszczone przyłażą na przysmaki. Zero dotyku. Nie zawsze są. Mają dom gdzie się przytulą. Potem z czasem zaczynają oczekiwać gdzieś w kącie. Wychylając nieśmiało głowę. Któregoś dnia znajduję je wśród stada siedzące. A ich wygląd świadczy ,że źle jest. Są brudniejsze i chudsze od moich dzikunków. Dają się często wtedy podnieść, zapakować w transporter ...Zabiegi u weta znoszą spokojnie. Jakby wiedziały, że to ich ostatnia deska ratunku. NIGDY ich nikt nie szukał!!! Byłam świadkiem jak taki jeden, śmierdziel okrutny, walił w swoje okno łapami i płakał przeraźliwie. Był grudzień. Wrak kota. Pani wychyliła się. Pogoniłą go. I gadajac ,że brudasa nie wpuści zamknęła uchył. Miał chore zęby. Na czas wyleczone nie stanowiłyby problemu. Umierał z głodu i bólu pod swoim oknem.

Każdy opiekun ma takich historii na pęczki. Każdy.

Sorki za ot. Już nie będę.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49571
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Czw cze 27, 2019 14:33 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Pisz, przecież to, co piszesz tak bardzo pasuje do sytuacji Joli. Łódź jest duża, są nowe dzielnice blokowe, tam koty nie mają gdzie się schronić przed zimnem i deszczem (piwnice zamknięte), pewnie te wyrzucone jako niechciany spadek szybciej odchodzą. Ale Joli okolica to taki mały światek z poprzedniego stulecia - zaniedbane stare centrum miasta, a właściwie obrzeża tego centrum, sypiace się kamieniczki i pustostany, dajace kotom czasowe lokum. I mnóstwo starych lokatorów, którzy kolejno odchodzą, zostawiając swoje Mruczki obojętnej na ich los rodzinie lub równie obojetnej administracji. I mentalność też daleka od dzisiejszych standardów. Kot jest, dopóki nie zginie, albo się nie zgubi. Wtedy bierze się następnego.
Wstrząsająca ta historia domowego kota, przegonionego przez właścicielkę, bo chory... Szczerze jej życzę, żeby ją też własne dzieci tak pogoniły na starość :evil: :evil: :evil: A skąd wiesz, że on miał chore zęby?

jolabuk5

 
Posty: 17443
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw cze 27, 2019 17:46 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Bo jest u mnie. Poznałam go jako przystojnego młodzika. Nigdy nie był zainteresowany moim jedzeniem i łapka. Bo w tej okolicy łapałam nie raz. Miałam całe rodziny. Karmicielka uważała, że kastracje to zło. A koteczki małe są śliczne. Lubiła maluchy.
Piękny. Niebiesko- biały kot. Bardzo charakterystyczny. Mało kiedy go spotykałam. Wiedziałam gdzie mieszka. Potem moje choroby zatrzymały mnie na wiele miesięcy w domu. Gdy wróciłam do pracy, kiedyś zimnym lutym, poszłam na skróty przez osiedle. Rano, zimno, ja spóźniona. Jeszcze koty w jednym miejscu karmiłam. W okienku piwnicznym siedział kot. Płakał. Podeszłam. Nie uciekł. Coś śmierdzialo ze dwa metry przed. Ale nie wiedziałam, że to on. Chudy, brudny, z soplami śliny na pysku i sierści, ciekła ona też z pyska. Dałam jeść. Paszteciki i nerki. Zjadł. Wypakowalam z torebki rzeczy i chciałam zabrać. Jakoś wpakować w nią. Ale nie chciał współpracować. Piszczal przy każdym ruszaniu szczęki. Łapy. Ciała. Ale jadł. Gdy odchodził dopiero go poznałam. Po charakterystycznej plamce na tyłku. Wieczorem wróciłam z transporterem. Nie musiałam szukać. Wył na swym oknie. Drapal w szybę. Widziałam jak się ucieszył gdy pani pokazała się. I jak rozpaczal gdy znikła. Bez problemu włożyłam go w pojemnik. Łazienka na noc. Jadł i spał. Reagował strachem i atakiem na konkretne ruchy ręki. A potem kulil się i płakał. Był chyba mocno karcony. Rano pojechał do Koterii. Badania, testy, leki, kroplowki... W płucach grało. Nos zawalony. Paszcza tragiczna. Więc rwanie. Na raty bo za słaby był. Wrócił do nas. Nie miałam sumienia go wypuścić. Zimno. Brak schronienia. Problemy z nerkami. Został. Jest teraz pieszczochem. Grubym. Ma na imię Abnegat. Szuka domu.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49571
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Czw cze 27, 2019 18:01 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Napiszę jeszcze, że nigdy nie płakał by go wypuścić. Unika otwartych drzwi wejściowych. Nie ucieka i nie drapie. Dopiero w tym roku wychodzi na parapet. Unikał i takich wizyt. Zje wszystko swoje i nie swoje. Kuweta opanowana od początku. Kocha dom i wygodę. Tak mu dopiekla wolność. A żył na niej kilka lat. Jak młody Bóg.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49571
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Czw cze 27, 2019 20:13 Re: Jola Dworcowa i jej koty - apel o pomoc

Och, jak to dobrze, że się nim zaopiekowałaś! Oby znalazł domek :1luvu: Abnegat jest trochę podobny do Tesi od Joli Dworcowej, którą Jola wyadoptowała, ale trochę się boi, czy koteczka nie wróci z adopcji. O to jest Tesia, piratka :D :
Obrazek

Obejrzałam sobie Twoje zdjęcia kotów - przepiękne! A co to za strona, na którą je wrzucasz? Może powinnam założyć też takie albumy Joli kotom, szczególnie tym "adopcyjnym".

jolabuk5

 
Posty: 17443
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Blue, franSr, Olka_W i 47 gości