DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Nie kwi 28, 2019 23:33 DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Będzie długo. Potrzebuję rady osób obiektywnie patrzących na moją sytuację. Jest to problem na płaszczyźnie kot-rodzice-szantaż. Zacznijmy od początku.

Kot pojawił się w moim domu gdy miałam 15 lat. Nie wiedziałam wtedy jak potoczy się moja przyszłość. Gdzie będę żyła, studiowała..
Wzięłyśmy go od cioci, ja i moja mama. Od zawsze wypomina mi, że to ja go chciałam i owszem jak każde dziecko chciałam mieć futrzaka ale nie było to w żaden sposób przeze mnie wymuszone, nie błagałam, nie piszczałam, nie spierałam się na siłę. Pewnego razu kotka, śliczna perska mojej cioci się okociła i wtedy mama zaproponowała, że możemy wziąć kota jeśli chce i będę się z nim zajmować. Oczywiście zgodziłam się. Kot się zadomowił, prócz wybrednego gustu żywieniowego nie sprawiał problemów. Przeprowadziłyśmy się do 3 pokojowego mieszkania, mama drugi raz wyszła za mąż - ojczym pokochał kocha i chętnie się nim zajmował. Tak minęło 7 lat. 3 lata temu wyjechałam na studia 170 km dalej. Mieszkam na stancji, na weekendy jestem w rozjazdach, mam narzeczonego..niestety uczulonego na koty. Nigdy nie miałam w planach zabierać kota ze sobą dopóki się nie ustatkuje w jednym miejscu i przede wszystkim w większym niż moja jednopokojowa stancja mieszkaniu. Ja osobiście chciałabym i była w stanie nim zająć jednak nie tylko ja się liczę. Narzeczony w małym pomieszczeniu z kotem bardzo się męczy, alergia jest silna i szybko daje o sobie znać. Choć nie robiłby mi problemów w zaistniałej sytuacji i mam jego pełne wsparcie to obecność ich obojga w jednym pokoju to zły pomysł. Drugą kwestią jest to - jak już wspomniałam, na weekendy jesteśmy w rozjazdach, często u jego rodziców. Cotygodniowe wożenie kota do nich, jednorodzinny dom, ruchliwa ulica, duży pies za domem to mimo, że kot jest niewychodzący również złe warunki dla mojego pupila. Kolejna kwestia to on sam. Beznadziejnie odnajduje się w nowym terytorium, nie je, siedzi w kącie. On jest tak przywiązany do swojego domu, do rodziców, że zabieranie go od nich również dla niego nie byłoby dobre. I tym oto sposobem kot po prostu został tam gdzie był.

Wszystko byłoby dobrze gdyby nie moi rodzice, którzy coraz częściej zaczęli na niego narzekać. Zaczęły się pogłosy, że go oddadzą, że mam go zabrać, że to ja go chciałam... wiadomo. Problemy zaczynają się gdy chcą gdzieś pojechać. Bardzo często jeśli tylko nie wadziło mi to na studiach przyjeżdżałam do niego i go pilnowałam. W wakacje do tej pory zawsze siedziałam w domu, przerwy międzysemestralne.. wszystkie święta. Jedynie w środku roku akademickiego w tygodniu musieli znajdować mu opiekę.Ale czas idzie do przodu. Obecnie przyjeżdżam rzadziej, święta dzielimy między obydwie rodziny, w wolne chwile również planujemy wyjazdy... i nie jestem w stanie na każde zawołanie stawić się w domu. Moim zdaniem nie tylko ja wzięłam odpowiedzialność za to zwierze i nie tylko na mnie ciąży obowiązek liczenia się z jego obecnością podczas planowania wyjazdów. Mam wyrzuty sumienia, że tak się to potoczyło i gdybym mogła cofnąć czas nie brałabym go do siebie ale skąd mogłam wiedzieć gdzie pójdę na studia, gdzie się osiedle i z kim, a będąc jeszcze szczylem rodzic powinien się z tym liczyć.

No i nadeszła taka oto sytuacja. Majówkę zaplanowaliśmy u narzeczonego - wieś, dom, Bieszczady blisko, to dla mnie większy odpoczynek i komfort psychiczny niż blok, 4 ściany oraz brak auta by wyrwać się choćby na cały dzień. Jednak miałam przez chwile myśl by pojechać do domu bo rzadko obecnie widuje się z rodzicami i chciałam spędzić z nimi czas. Powiedziałam im, że jeszcze nie zdecydowaliśmy i zobaczymy bliżej wolnego. No i piątek dzwoni do mnie mama , że chyba wyjeżdżają na 4 dni, dowiedzą się w niedziele. Powiedziałam jej więc, że w tej sytuacji nie przyjedziemy bo mieliśmy to zrobić tylko dla ich towarzystwa a jechać do pustych ścian nie mamy po co. Spytałam czy ma dla kota opiekę, powiedziała że tak. W niedziele dzwoni że wyjeżdżają i nagle z mordą, ze mam odrazu we wtorek, środę przyjeżdżać nie czekać na narzeczonego bo kot na mnie czeka. Zrobiła to z taką bezszczelnością, że krew mnie zalała. Bez żadnego pytania, uprzedzenia - nic. Zadzwoniła, zażądała i tyle. Mama niestety całe życie starała się mną rządzić, choć nie była surowa w wielu kwestiach to nie znosiła sprzeciwu. Jako dziecko naprawdę źle to znosiłam. Niestety zostało jej to do dziś. Jest z rodzaju pępków świata, nigdy nie dostrzega, że mogła zrobić coś nie tak. wszystko jej się należy. Nie wchodziły więc w gre tłumaczenia, że powinna zapytać- ustalić, że to ona obecnie sprawuje opiekę nad kotem, ona brała go do siebie jako opiekun i powinna przed ustaleniem wyjazdu zapytać, czy ktoś się kotem zaopiekuje. Wykrzyczała tylko, że wcześniej znaleziony opiekun tak naprawdę nie wiedział, że ma nim zostać i nie nie może tego zrobić bo sam wyjeżdża. Nonsens. Oczywiście uderzyło mnie to bardzo, poczułam się jak popychadło, którego plany totalnie się nie liczą, mam przyjeżdżać i koniec kropka bo TO MÓJ KOT. Odmówiłam. Powiedziałam, że nie deklarowałam przyjazdu na 100 %, że narzeczony nie wziął wolnego 2 maja i moglibyśmy przyjechać dopiero w piątek co się nie opłaca bo rodzice w sobotę wracają, że majówka jest również dla mnie i nie pojadę siedzieć całe wolne w 4 ścianach bo chcę odpocząć, a to że nie wyjeżdżam w świat nie znaczy, że nie mam żadnych planów. I rozmowa się skończyła, choć dobrze wiedziałam, że matka despotka do celu idzie po trupach. Za parę godzin dzwoni tata z informacją, że jak nie przyjadę to oddają nazajutrz kota. I to jest sedno całej sprawy. Rodzice szantażują mnie oddaniem kota. I to nie pierwszy raz. Już kiedyś przy zbieżności terminów naszych wyjazdów powiedzieli, że wywiozą go do lasu i spokój. Mówili także, że zaraz po studiach mam go zabrać bo inaczej go oddadzą i tak w kółko. Ten szantaż emocjonalny tak mnie zdenerwował, że odburknęłam żeby oddawali jeśli chcą i się rozłączyłam. Po prostu nie dociera do mnie jak można tak bezszczelnie, na siłę podporządkowywać mnie pod swoje widzi mi się i jeszcze szantażować żywą istotą. Jakby nie patrzeć gdy brałyśmy kota nie byłam dorosła i świadoma swojej przyszłości, nie mogłam przewidzieć wszystkiego i nie jest sprawiedliwe obrzucanie mnie teraz pełną odpowiedzialnością i byciem na zawołanie bo niby kot był dla mnie. Ale to jest MOJE ZDANIE. Chciałabym usłyszeć obiektywną opinię co powinnam zrobić nie tylko w tym momencie ale też na przyszłość. Uwielbiam kota, jest mi bliski i bardzo chciałabym w przyszłości mieć i kota i psa i dać im dom. Ale naprawdę liczę się z konsekwencjami i nie mogę tego zrobić póki nie mam własnego mieszkania, póki nie zapewnię komfortu narzeczonemu, póki nie osiedlę się w konkretnym miejscu. Nie jestem też za wywożeniem starszych zwierząt. W tej chwili kot ma 7 lat i przyzwyczaił się do miejsca. Naprawdę źle znosi zmiany lokum, jest przywiązany do domu i rodziców, ma swoje ulubione miejsca, typowy salonowy pupil.. Oni dużo przebywają w domu, zawsze mają dla niego czas, ze mną obecnie jest inaczej. Studiuję, mam nieregularny czas zajęć, nie swoje mieszkanie. Naprawdę ciężko mi z tym, że nieświadome zrzuciłam obowiązek tylko na nich, ale patrzę na dobro ogólne. Natomiast ten szantaż bardzo mnie przytłacza, w głębi serca wiem, że byli by w stanie go oddać. Mama jest zapatrzona w swoje ego i nie jest osobą uczuciową ani emocjonalną, raczej nie miałaby wyrzutów sumienia. Tata typowy prostak Janusz. Jestem rozdarta. Narzeczony mówi jedźmy już na tą majówkę do Ciebie... cholera ale czy to cokolwiek załatwia? Jeśli teraz dam się zaszantażować to będzie tylko gorzej. Ja nie wrócę już w strony rodzinne, planuję życie raczej w drugiej części Polski, w domu będę bywać coraz rzadziej. Jeśli zmięknę to już zawsze będę darmową służącą. To pierwszy argument. Drugi to sposób traktowania ludzi. Zostałam zmuszona do rzucenia wszystkiego beż żadnego wyjaśnienia i zapytania. Trzeci to sposób traktowania kota, Jeśli ktoś szantażuje w ten sposób zwierzęciem to chyba nigdy nie powinien dostać go pod opiekę. Rozmyślałam zabranie go na stałe tylko, że jak już opisałam to nie tylko dla mnie byłoby niewygodne, ale dla wszystkich wokół oraz dla samego zwierzaka. Potrzebowałam się z tego wygadać i jeśli ktokolwiek to doczytał proszę o opinię co zrobiłby w mojej sytuacji.

12k34

 
Posty: 1
Od: Nie kwi 28, 2019 22:20

Post » Pon kwi 29, 2019 4:13 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem chyba dla kota byłoby po szukanie mu nowego stałego domu. To tak na przyszłość. A na obecną majówkę to przyznam szczerze,ze gdyby to był mój ukochany kot umarła bym ze strachu ze rodzice wywioza go do lasu, tym bardziej, że piszesz, że jest to realne. Nie potrafiła bym odpoczywać.
ObrazekObrazek
"Nigdy nie wiemy, kiedy widzimy kogoś PO RAZ OSTATNI..."
Moja Rodzina w Niebie:Tata(*),Mika(*),Mama(*),DeeDee(*)..Nie wierzę...

Marzenia11

 
Posty: 28603
Od: Sob lut 28, 2009 21:24

Post » Pon kwi 29, 2019 5:04 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Nie zbam Twoich rodziców ani ich wersji ale z tego co piszesz wynika dosyć wyraźnie że nieszczęsny kot pełni rolę smyczy na której Cię krótko trzymają a przynajmniej się starają.
Zgadzam się z przedmowczynią.
Szukałabym mu szybko innego domu.
Powiedzialabym rodzicom ze nie jestes na ich każde zawołanie i albo przejmą na siebie odpowiedzialność za kota z ewentualnym zapytaniem Cie grzecznie i najlepiej z wyprzedzeniem czy mozesz go dogladać gdy wyjeżdżają z uszanowaniem jeśli nie albo szukasz mu nowego domu na stare lata.
Jesli jest ryzyko ze go faktycznie wywalą to najlepiej byloby go jednak zabrać do Ciebie na ten czas.
A jesli to tylko straszenie bo faktycznie maja problem podczas wyjazdow to może znasz kogoś z Twojego miasta kto za drobną opłata by wpadł, kota nakarmil i kuwetę oczyścił?

Blue

 
Posty: 19650
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pon kwi 29, 2019 5:38 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

A ja przyznam, że nie wiem, czego od nas oczekujesz, a raczej mam wrażenie, że szukasz usprawiedliwienia dla swoich decyzji, swojego punktu widzenia.
Większość postu poświęciłaś swoim relacjom z matką, swoim ocenom Twoich rodziców- średnim ( i nie chodzi o to, że rodzice są średni, a to, jak Ty o nich piszesz ) , szczerze mówiąc, ja to może stara już jestem, ale pisanie o ojcu w pierwszym poście per prostak Janusz- mnie od razu odrzuca.

Ten duzy problem tytułowy, to ten- czy masz majówkę spedzić na wypoczynku w okolicach Bieszczad, czy jechać do domu swoich rodziców, bo tam jest kot, który takze jest Twoim kotem, nad którym rodzice pełnią opiekę na pełen etat, a obecnie chcieliby wyjechać na kilka dni i nie mają go z kim zostawić.
Z tego, co wtrąciłaś między wierszami, wnioskuję, że na pewnym etapie nawet planowałaś jechać do rodziców, o czym im wspomniałaś, tylko zmieniłaś plany- czy to przypadkiem nie jest powód, dla którego rodzice, mama uznali, że kot bedzie miał opiekę, zaplanowali wyjazd i teraz zareagowali ostrzej, bo się okazało, że jednak jest inaczej?

Tak naprawdę rozwiązanie problemu jest proste-

- albo groźby rodziców/matki są realne i faktycznie jest opcja wyrzucenia kota, bo go nie chcą ( tylko w tej sytuacji nie wiem, po co opisywanie, jak to on jest przyzwyczajony do miejsca, ludzi, jak mu tam dobrze i jakim jest salonowym wychuchanym domownikiem )- wtedy albo rób wszystko, by go wziąć do siebie, lub znaleźć mu dom,

- albo to w rzeczywistości chodzi o to, że rodzice brali kota głównie dlatego, że Ty chciałaś mieć zwierzaka i obecnie, gdy wybyłaś z domu po prostu oczekują, że czasem przejmiesz nad nim opiekę i dasz im wolne, bo niekiedy chcieliby mieć swobodę i wyjechać na dwa, trzy dni i obecne żądanie, reakcja wynika z tego, że w ostatniej chwili ( bo tak właśnie podejrzewam było ) się dowiedzieli, że takiej opieki nad kotem nie będą mieli i dla nich to też realny problem.

maczkowa

 
Posty: 1051
Od: Pon gru 03, 2018 16:47

Post » Pon kwi 29, 2019 6:21 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

No właśnie dlatego dobrze jest znać wersję obu stron.
Ale - mój syn ma 14 lat.
W podobnym wieku była autorka wątku gdy jej rodzice podjęli decyzję o wzięciu kota.
Nie wyobrażam sobie bym w analogicznej sytuacji, 10 lat później, gdy mój syn wyjechałby już w świat, miał w sumie swoje życie, dziewczynę, studia, pewnie jakąś pracę i potrzebę odpoczynku, wymuszała nad nim przyjazdy do domu na czas moich wyjazdów. Szantażując - jeśli nie przyjedziesz - jutro wywalam kota.
Tym bardziej że z tego co autorka wątku pisze - długi czas faktycznie przyjeżdżała i kotem się zajmowała.
Ale też nie może uzależniać wszystkich swoich dni wolnych od grafiku rodziców, tym bardziej że mieszka nie na drugiej ulicy ale 170 km. dalej i być nieustannie szantażowana wywaleniem kota jeśli nie przyjedzie.

To trudna sytuacja.
I jak zwykle najbiedniejszy jest w tym kot :(

Dlatego uważam że najlepiej dla kota byłoby znaleźć dobry, bezpieczny dom.
Jeśli wcześniejsza rozmowa z jasnym postawieniem sprawy (ustalanie spraw opieki nad kotem na spokojnie, z szacunkiem dla ewentualnej odmowy etc) oraz próbą wspólnego znalezienie kogoś kto byłby na miejscu i mógłby się tym kotem zająć - nie odniesie skutku.
Lub rodzice jasno zdeklarują że kota nie chcą a autorka wątku go naprawdę wziąć nie może/nie chce.

Blue

 
Posty: 19650
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pon kwi 29, 2019 6:42 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

maczkowa pisze:Większość postu poświęciłaś swoim relacjom z matką, swoim ocenom Twoich rodziców- średnim ( i nie chodzi o to, że rodzice są średni, a to, jak Ty o nich piszesz ) , szczerze mówiąc, ja to może stara już jestem, ale pisanie o ojcu w pierwszym poście per prostak Janusz- mnie od razu odrzuca.
To jest ojczym, nie ojciec. Tak zrozumiałam.
Co nie zmienia całokształtu.
Też myślę, że znalezienie kotu domu to dobre wyjście.
Jeżeli....
jeżeli nie udałoby się np zaszantażować tym matki. Albo matka i ojczym zajmują się kotem i nie angażują w to Ciebie (bo tak naprawdę teraz to jest ich kot, pod ich całkowitą opieką), albo go zabierasz i oddajesz.
Bo w rzeczywistości sprawa dotyczy kota tylko pośrednio.
Ważniejsze jest Twoje ułożenie sobie stosunków z matką.
Albo już do końca życia będziesz na każde jej zawołanie, albo się usamodzielnisz psychicznie, a matka to uszanuje (dobrowolnie lub nie)

Kazia

 
Posty: 11185
Od: Pt maja 24, 2002 13:46
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pon kwi 29, 2019 6:50 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Nie będę się wypowiadać na temat zaistniałej sytuacji.. Ale jeśli nie będzie innego wyjścia dla kota - mogę dac mu dom.. na stałe..
Nie boję się opieki nad persami.. Miałam już kilka w swoim życiu.. I myślę, ze umiem się nimi zająć.. :)

aamms

Avatar użytkownika
 
Posty: 27533
Od: Czw lut 17, 2005 15:56
Lokalizacja: Warszawa-Ochota

Post » Pon kwi 29, 2019 6:57 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Nie bardzo wiem po co ten post. I czego od nas oczekujesz. Pogłaskania po główce i przyznania racji? By to zrobić trzeba znać opinię drugiej strony. Jaki post napisali by twoi bliscy na ten temat? Równie tobie "pochlebny"?
Co ja wiedzę? Widzę kota co jest zagrywka dla obu stron. Kota żal. Musi być nieszczęśliwym zwierzakiem bo nie jest dość kochany. Jedynym wyjściem jest, wedle mnie, szukanie mu domu. By kot był szczęśliwy i spokojny. A obie strony mogły sobie wyjeżdżać i żyć po swojemu.

Czy ty partycypujesz w jakiś sposób w utrzymaniu kota? Kupujesz regularnie karmę? Załatwisz weta? Czy jesteś uzależniona od rodziców w kwestii utrzymania się na studiach? Czy sama pracujesz i utrzymujesz się z własnych dochodów. To też ważne. Gdy rodzice dają ci forsę na życie mają prawo wymagać "wdzięczności". Gdy pójdziesz z nimi na udry potrafisz zrezygnować z ich pomocy? Jeśli takowa, oczywiście, jest. Sprawa wtedy jest jasna. Żyje na własny rachunek i decyzję sama podejmuję.
Ale jakby nie było, kot winien trafić do nowego domu skoro jego "opiekunowie" traktują go jako przetarg. I zero miłości. Nie tak winien spędzać ostatnie lata.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49572
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 13 >>

Post » Pon kwi 29, 2019 7:22 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Jesteś dorosła i odpowiedzialna za kota w takim samym stopniu jak Twoi rodzice. Nieważne, jakie mają cechy charakteru.
Jeśli nie jesteś w stanie uczestniczyć w opiece nad nim, znajdź mu nowy dom.
Ty. Nie rodzice.
In Xanadu did Kubla Khan
Obrazek

ana

 
Posty: 19359
Od: Śro lut 20, 2002 21:56

Post » Pon kwi 29, 2019 7:44 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

aamms pisze:Nie będę się wypowiadać na temat zaistniałej sytuacji.. Ale jeśli nie będzie innego wyjścia dla kota - mogę dac mu dom.. na stałe..
Nie boję się opieki nad persami.. Miałam już kilka w swoim życiu.. I myślę, ze umiem się nimi zająć.. :)


Skontaktuj się, autorko wątku, taki odzew nie zdarza się często.
Obrazek
Obrazek

MalgWroclaw

Avatar użytkownika
 
Posty: 41649
Od: Czw paź 15, 2009 17:39
Lokalizacja: Wrocław, stolica Śląska :)

Post » Pon kwi 29, 2019 7:47 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Kazia pisze:Albo matka i ojczym zajmują się kotem i nie angażują w to Ciebie (bo tak naprawdę teraz to jest ich kot, pod ich całkowitą opieką), albo go zabierasz i oddajesz.


przy okazji, proponuję przemyśleć pewną sytuację na przyszłość- czy planujesz mieć dzieci, czy rozważasz sytuację, że czasami Twoi rodzice zajmą się wnukami, bo Ty z jakichś powodów nie będziesz mogła, ewentualnie chciała wyjechać gdzieś, by mieć chwilę dla siebie...

Dziwny wtręt? Nie. Bo to dokładnie taka sama sytuacja. Czasami w rodzinach pomagamy sobie. Pomagamy w opiece nad - zwierzętami, dziećmi, przejmujemy opiekę nad tymi członkami rodzin, nad którymi inna strona pełni wyłączną opiekę.

Tak się robi w rodzinie. Ba, bywa tak, że jedna strona rezygnuje ze swojej przyjemności, by ktoś inny mógł skorzystać ze swojej.
I ja jednak widzę to chyba zupełnie inaczej niż większość tu osób. Bo uważam, że jeśli kot był wzięty w uzgodnieniu z 15 letnią dziewczyną ( nie 2letnim dzieckiem) , która zadeklarowała, że będzie się nim opiekować, skoro rodzice przez 7 lat dają kotu dom, mimo zmian życiowych ( mieszkania, męża matki ) opiekę ( raczej dobrą- polecam fragment o salonowym pupilu, o tym, że są w domu, zajmują się nim ) to mają prawo oczekiwać, że raz na jakiś czas ich córka tak zorganizuje swoj czas, by poopiekować sie zwierzakiem- także jej zwierzakiem, a nie tylko myśląc o swoich potrzebach- bo w Bieszczadach fajniej. ASK@ - zadałabym te same pytania.

Nawet jeśli werbalizują to oczekiwanie w nieco nerwowej, kapryśnej formie ( przy czym nadal mam wrażenie, że to, że autorka wątku jednak planowała w tym terminie przyjechać do domu, co pewnie uwzględnili w planach, nie jest bez znaczenia w tej sytuacji ).

Nadmienię, że moi rodzice byli w identycznej sytuacji, też z rodzeństwem zafundowaliśmy im na lata psa- bo bardzo chcieliśmy, a potem - pojechaliśmy na studia. Nie mieści mi sie w głowie, by ktoreś z nas rodzeństwa nie przereorganizowało swoich planów na prośbę rodziców, by psem się zając, gdy oni na codzien dbali, karmili, wyprowadzali na spacery, a raz na jakiś czas chcieli mieć kilka dni, by gdzieś wyjechać. Podobnie, zdarzało się, że moje dziecko przyjeżdzało ze swoim chłopakiem do domu na czas moich wyjazdów, by zając się zwierzakami, mimo, że nigdy nie były jej.

A swoją drogą, juz zupełnie na marginesie- to może warto byłoby nauczyć się ze sobą rozmawiać. Rzucanie przysłowiowymi słuchawkami i tekstami pt. jak nie przyjedziesz- oddam kota versus to sobie go oddawaj nie jest żadną rozmową i niczego nie posuwa do przodu. Warto jednak porozmawiać i ustalić czego się wzajemnie od siebie oczekuje- także w kwestii opieki nad zwierzakiem.

maczkowa

 
Posty: 1051
Od: Pon gru 03, 2018 16:47

Post » Pon kwi 29, 2019 8:28 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

12k34 pisze:Będzie długo.
A z mej strony będzie krótko:
1. Znajdź dla kota dobry dom, skoro zaczął być dla wszystkich ciężarem (otrzymałaś od aamms wartą rozważenia propozycję).
2. Rada na przyszłość, na całe życie, które dopiero masz przed sobą: nie używaj imion (Janusz, Grażyna itd.) w charakterze epitetu i obelgi, bo to właśnie świadczy o prostactwie.
Kto tu jest prostak? :?

wojtek_z

 
Posty: 804
Od: Pt gru 31, 2010 12:08

Post » Pon kwi 29, 2019 9:21 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Powiedziałam jej więc, że w tej sytuacji nie przyjedziemy bo mieliśmy to zrobić tylko dla ich towarzystwa a jechać do pustych ścian nie mamy po co. Spytałam czy ma dla kota opiekę, powiedziała że tak. W niedziele dzwoni że wyjeżdżają i nagle z mordą, ze mam odrazu we wtorek, środę przyjeżdżać nie czekać na narzeczonego bo kot na mnie czeka. Zrobiła to z taką bezszczelnością, że krew mnie zalała. Bez żadnego pytania, uprzedzenia - nic. Zadzwoniła, zażądała i tyle.


Już kiedyś przy zbieżności terminów naszych wyjazdów powiedzieli, że wywiozą go do lasu i spokój.


Ogólnie mam uczulenie na szantaże emocjonalne i jeśli matka faktycznie używa takich zagrywek a w dodatku jest to jej stała metoda organizowania życia córce która wyjechała z domu i nie mieszka w tym samym mieście - to budzi we mnie mocno negatywne odczucia i poczucie że kot jest jedynie sposobem na kontrolowanie córki.
Która ma około 23 lat, więc rodzice zapewne mają 40 kawałkiem.
Nie uwierzę że nigdy nie są w stanie zorganizować opieki nad kotem na czas zaplanowanego wyjazdu czy po prostu znaleźć mu nowego domu jeśli nie chcą go mieć, po przedstawieniu córce sytuacji.

Z tego co przeczytałam w pierwszym poście - córka do kota wielokrotnie jeździła. To nie jest tak że wyjechała i się wypięła.
Teraz też się pytała czy jest opieka dla kota, uzyskała odpowiedź że jest.
Zaplanowała sobie wyjazd z chłopakiem w fajne miejsce.
Was by nie wkurzył taki telefon od matki gdyby była z gatunku roszczeniowych, nie znoszących innego zdania, nie dyskutujących?
Mnie osobiście by wkurzył.
Szczególnie jeśli te kontakty są od zawsze średnio dobre.

Ciekawi mnie co rodzice powiedzą na informację że córka kota zabiera bo ma dla niego nowy dom, a skoro jest dla nich ciężarem a ona nie jest w stanie być na każde zawołanie i się nim zajmować ani nie jest w stanie go zabrać to znalazła mu miejsce gdzie będzie chciany.

Blue

 
Posty: 19650
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pon kwi 29, 2019 9:36 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Blue pisze:
Powiedziałam jej więc, że w tej sytuacji nie przyjedziemy bo mieliśmy to zrobić tylko dla ich towarzystwa a jechać do pustych ścian nie mamy po co. Spytałam czy ma dla kota opiekę, powiedziała że tak. W niedziele dzwoni że wyjeżdżają i nagle z mordą, ze mam odrazu we wtorek, środę przyjeżdżać nie czekać na narzeczonego bo kot na mnie czeka. Zrobiła to z taką bezszczelnością, że krew mnie zalała. Bez żadnego pytania, uprzedzenia - nic. Zadzwoniła, zażądała i tyle.


Już kiedyś przy zbieżności terminów naszych wyjazdów powiedzieli, że wywiozą go do lasu i spokój.


Ogólnie mam uczulenie na szantaże emocjonalne i jeśli matka faktycznie używa takich zagrywek a w dodatku jest to jej stała metoda organizowania życia córce która wyjechała z domu i nie mieszka w tym samym mieście - to budzi we mnie mocno negatywne odczucia i poczucie że kot jest jedynie sposobem na kontrolowanie córki.
Która ma około 23 lat, więc rodzice zapewne mają 40 kawałkiem.
Nie uwierzę że nigdy nie są w stanie zorganizować opieki nad kotem na czas zaplanowanego wyjazdu czy po prostu znaleźć mu nowego domu jeśli nie chcą go mieć, po przedstawieniu córce sytuacji.

Z tego co przeczytałam w pierwszym poście - córka do kota wielokrotnie jeździła. To nie jest tak że wyjechała i się wypięła.
Teraz też się pytała czy jest opieka dla kota, uzyskała odpowiedź że jest.
Zaplanowała sobie wyjazd z chłopakiem w fajne miejsce.
Was by nie wkurzył taki telefon od matki gdyby była z gatunku roszczeniowych, nie znoszących innego zdania, nie dyskutujących?
Mnie osobiście by wkurzył.
Szczególnie jeśli te kontakty są od zawsze średnio dobre.

Ciekawi mnie co rodzice powiedzą na informację że córka kota zabiera bo ma dla niego nowy dom, a skoro jest dla nich ciężarem a ona nie jest w stanie być na każde zawołanie i się nim zajmować ani nie jest w stanie go zabrać to znalazła mu miejsce gdzie będzie chciany.


Blue, jak zawsze w punkt!!!

zgadzam się w 100%

mag828

Avatar użytkownika
 
Posty: 3887
Od: Wto lip 06, 2010 19:48
Lokalizacja: Łódź

Post » Pon kwi 29, 2019 9:40 Re: DUŻY PROBLEM PROSZĘ O POMOC

Blue pisze: [.. ]Was by nie wkurzył taki telefon od matki gdyby była z gatunku roszczeniowych, nie znoszących innego zdania, nie dyskutujących?[...]

Wkurzyłby, ale owo wkurzenie w żaden sposób nie poprawiłoby sytuacji kota.
Nie ma co ustalać, kto jest bardziej "winny" :wink: Trzeba działać, żeby ustabilizować życie tego nieszczęsnego zwierzaka. To on jest największą ofiarą rodzinnych nieporozumień.
In Xanadu did Kubla Khan
Obrazek

ana

 
Posty: 19359
Od: Śro lut 20, 2002 21:56

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Dentip, floxanna, Muireade, nyoe, Salem 11 i 56 gości