Wolontariat a koty w domu

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Nie mar 03, 2019 1:09 Wolontariat a koty w domu

Mam w domu 3 koty. Wszystkie, wykastrowane, dwa regularnie szczepione (jeden 16 z PNN pod stałą opieką weta) od niedawna jestem wolontariuszką w jednej fundacji w moim mieście. Są tam koty, aktualnie wszystkie zdrowe, jednak mogą trafić w rożnym stanie. Na początku lutego panowała tam paneleukopenia. Nutruje mnie jedna rzecz, czy chodząc tam, a po powrocie do domu (zmieniając cichy, a te po wolontariacie dając prosto do prania) mogę czymś zarazić moje koty? Bardzo chcę pomagać jednak ta myśl spędza mi sen z powiek. Jeśli był podobny temat to przepraszam - nie mogłam nic znaleźć.
„Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los” O.Wilde

JagodAgata

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Od: Czw wrz 01, 2016 8:01
Lokalizacja: Wrocław

Post » Nie mar 03, 2019 4:06 Re: Wolontariat a koty w domu

Oczywiście, że możesz zarazić swoje koty - przede wszystkim właśnie panleukopenią. Żadne pranie nie wytłucze tego wirusa. Nie mówiąc o butach, na których możesz go równie dobrze przenieść. Jeśli chcesz działać jako wolontariusz, musisz mieć WSZYSTKIE koty regularnie co roku szczepione. Też działam w fundacji. U nas też była panleuko w grudniu. Żaden wolontariusz mający własne koty w domu nie ma gwarancji, że jakoś nie przeniesie tego świństwa na sobie. Wirus jest aktywny co najmniej pół roku, więc u Ciebie przynajmniej do sierpnia istnieje ryzyko przytargania go do domu.
Obrazek Obrazek

Bastet

Avatar użytkownika
 
Posty: 3577
Od: Pon paź 12, 2015 19:20

Post » Nie mar 03, 2019 11:01 Re: Wolontariat a koty w domu

Tak myślałam. To teraz naprawdę się wystraszyłam. Moja kotka już miała paneleukopenię w dzieciństwie. Drugiego kota zaraziła kalcywirozą i oba mają komplet szczepień. Już drugi rok z rzędu. Trzeci zgodnie z zaleceniami weterynarza jest tylko regularnie odrobaczany (ma 16 lat i stroni od innych kotów)
„Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los” O.Wilde

JagodAgata

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Od: Czw wrz 01, 2016 8:01
Lokalizacja: Wrocław

Post » Nie mar 03, 2019 11:58 Re: Wolontariat a koty w domu

Ja miałam w domu kocięta na dom tymczasowy, które były najpierw zdrowe. Ale potem wolontariuszka przywiozła mi dla nich klatkę (bo były dzikawe) i parę rzeczy. Wraz z tymi rzeczami przywiozła mi niestety wirusa panleukopenii. Z kociąt tylko jedno cudem przeżyło. Moi rezydenci się zarazili mimo szczepień. Ale że są co roku regularnie szczepieni, to skończyło się na lekkiej sraczce, trzydniowym niejedzeniu i strasznych wymiotach przez jeden dzień u jednego. A i tak potem dostali surowicę. Słyszałam też o kocie, którego właściciele spóźnili się z corocznym szczepieniem o pół roku, i niestety kotek nie przeżył przy kontakcie z wirusem, mimo, że wcześniej był regularnie szczepiony.

Ogólnie co do wolontariatu - wolontariusze między sobą - gdy przewożą rzeczy lub klatki-łapki, kontenerki itd - mogą przenieść wirusa na sobie. To niestety żaden problem :( Odradzam wolontariat osobom, które nie mają co roku szczepionych kotów.
Obrazek Obrazek

Bastet

Avatar użytkownika
 
Posty: 3577
Od: Pon paź 12, 2015 19:20

Post » Nie mar 03, 2019 16:41 Re: Wolontariat a koty w domu

Ale czy przechorowanie panleukopenii nie daje odpornosci na zawsze?

zuza

Avatar użytkownika
 
Posty: 75719
Od: Sob lut 02, 2002 22:11
Lokalizacja: Warszawa Nowodwory

Post » Nie mar 03, 2019 17:19 Re: Wolontariat a koty w domu

zuza pisze:Ale czy przechorowanie panleukopenii nie daje odpornosci na zawsze?

Nie. Tylko przez pierwsze parę miesięcy poziom przeciwciał jest podwyższony. Potem opada. Jopop gdzieś o tym pisała. Że utrzymywanie cały czas wysokiego poziomu przeciwciał byłoby dla organizmu nieekonomiczne. Poza tym autorka wątku pisze, że ma jeszcze w domu jeszcze dwa inne koty, oprócz tego, który przechorował pp, a które jej nie przeszły.
Obrazek Obrazek

Bastet

Avatar użytkownika
 
Posty: 3577
Od: Pon paź 12, 2015 19:20

Post » Nie mar 03, 2019 17:23 Re: Wolontariat a koty w domu

Dzięki. Myślalam, że to juz na zawsze. Szkoda.

zuza

Avatar użytkownika
 
Posty: 75719
Od: Sob lut 02, 2002 22:11
Lokalizacja: Warszawa Nowodwory

Post » Nie mar 03, 2019 17:30 Re: Wolontariat a koty w domu

zuza pisze:Dzięki. Myślalam, że to juz na zawsze. Szkoda.

Też żałuję, bo moje też byłyby już na zawsze bezpieczne. Jopop chyba pisała o tym w takim kontekście, że zaczęła wątpić w surowicę z krwi szczepionego kota, bo ma ona nieokreślone miano przeciwciał.
Pisała, że surowica od kota ozdrowieńca do paru miesięcy po przechorowaniu jest sensowna, bo ma wysoką ilość przeciwciał, a potem ta ilość spada, bo - tak właśnie to określiła, organizm nie ma z kim walczyć, i po co ma utrzymywać wysoką ilość tych przeciwciał. Że to nieekonomiczne. Dla mnie to brzmi wiarygodnie.
Obrazek Obrazek

Bastet

Avatar użytkownika
 
Posty: 3577
Od: Pon paź 12, 2015 19:20

Post » Nie mar 03, 2019 17:47 Re: Wolontariat a koty w domu

Niestety muszę zrezygnować z wolontariatu. Kolejne kotki odchodzą, nawet koty domowe, szczepione tej wolontariuszki która zajmowała się tymi chorymi. Na szczęście byłam w siedzibie wczoraj dopiero pierwszy raz, więc mam nadzieję że nic nie przyniosłam do domu. Lokal był wcześniej odkarzany i nie było tam kotów chorych. Jednak strach i ryzyko zostaje. Jest mi ogromnie przykro, jednak moje koty najważniejsze. Jakby coś im się stało, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Po jakim czasie zobaczę że coś nie gra? Nawet jeśli byłam tam tylko raz?
„Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los” O.Wilde

JagodAgata

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Od: Czw wrz 01, 2016 8:01
Lokalizacja: Wrocław

Post » Nie mar 03, 2019 17:52 Re: Wolontariat a koty w domu

Dobra decyzja.
Niestety, wystarczy, że masz kontakt z ludźmi, mającymi kontakt z kotami chorymi. Ten wirus jest bardzo lotny. Osiada na ubraniach itd. Nie panikuj, póki co. Buty, w których byłaś, umyj virkonem (Virkon S do kupienia w aptece lub przez allegro) A póki go nie masz, wystaw na balkon w folii czy co. Ubrania, w których byłaś, też możesz najpierw wymoczyć w wodzie z dodatkiem virkonu, a potem uprać z jego dodatkiem. 3-14 dni rozwija się choroba, a średnio 4-7. Nie martw się na zapas, byłaś tylko raz, i to w pomieszczeniu odkażanym. Ale ryzyko istnieje, jeśli gdzieś tam ten dziadowski wirus u was teraz się obraca.
Obrazek Obrazek

Bastet

Avatar użytkownika
 
Posty: 3577
Od: Pon paź 12, 2015 19:20

Post » Nie mar 03, 2019 18:04 Re: Wolontariat a koty w domu

Byłam tam raptem 3-3,5 godziny. Z kotami może 30-40 minut. Mogłam pomyśleć o tym wcześniej, ale bardzo chciałam pomagać. Póki co z kotami wszystko ok, ciuchy wyprałam już wczoraj, tego preparatu niestety nie posiadam. Staram się nie panikować, ale naprawdę jestem przerażona. Jedną kotkę wzięłam ze schroniska z całym pakietem chorób, kalcywiroza, grzybica, robaki itp.
„Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los” O.Wilde

JagodAgata

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Od: Czw wrz 01, 2016 8:01
Lokalizacja: Wrocław

Post » Nie mar 03, 2019 19:49 Re: Wolontariat a koty w domu

Bastet pisze:
zuza pisze:Ale czy przechorowanie panleukopenii nie daje odpornosci na zawsze?

Nie. Tylko przez pierwsze parę miesięcy poziom przeciwciał jest podwyższony. Potem opada. Jopop gdzieś o tym pisała. Że utrzymywanie cały czas wysokiego poziomu przeciwciał byłoby dla organizmu nieekonomiczne. Poza tym autorka wątku pisze, że ma jeszcze w domu jeszcze dwa inne koty, oprócz tego, który przechorował pp, a które jej nie przeszły.

To trochę nie tak.
Przechorowanie daje trwałą odporność, tak jak nawet podstawowy cykl szczepień w kocięctwie daje wieloletnią, o ile kot prawidłowo na te szczepienia zareagował.
To, że poziom przeciwciał spada, to fakt, ale jest też coś takiego jak pamięć immunologiczna - organizm, który przechorował lub był szczepiony, już "zna" danego (w tym wypadku) wirusa i w razie kontaktu potrafi błyskawicznie wyprodukować potrzebne przeciwciała w dużej ilości. Na tej właśnie umiejętności organizmu polegają wszystkie szczepienia i dzięki tej zdolności organizmowi "nie opłaca się" utrzymywać na stałe wysokiego poziomu przeciwciał ;)
Jasne, że na surowicę (leczniczo) krew z niskim poziomem przeciwciał się nie nadaje, bo surowica nie spowoduje wytworzenia dodatkowych przeciwciał u kota, któremu ją podano.

Natomiast odporność odporności nierówna - nie każdy kot zareaguje na szczepienie lub chorobę (z różnych powodów) w wystarczającym stopniu, niektóre inne choroby upośledzają system odporności w taki sposób, że dany zwierzak nie będzie w stanie wyprodukować w razie potrzeby niezbędnych przeciwciał lub w niezbędnej ilości, tak samo będzie się działo po niektórych lekach.
Dlatego szczepione dorosłe koty po kontakcie z pp nie chorują wcale, inne mają mniejszą lub większą sraczkę, a u jeszcze innych może się rozwinąć pełnoobjawowa pp.
W większości przypadków jednak szczepienia działają i ograniczają się do tej nieszczęsnej sraczki lub braku objawów.
Zresztą z doświadczenia wiem, że po kontakcie z pp każdego kłaka i luźniejszą kupę jesteśmy skłonni uznać za pierwszy objaw ;) Skądinąd całkiem słusznie - przy takim podejrzeniu panikarstwo jest całkiem wskazane.

Prowadzę dt od 11 lat, przewinęło się przez mój dom mnóstwo kotów, kilkukrotnie miałam kontakt z pp - ani razu moje koty ani tymczasy mi się nie pochorowały.
Jeśli mam w domu nieszczepione jeszcze kocięta, to ograniczam do niezbędnego minimum kontakty z potencjalnymi źródłami infekcji - kociarniami, lecznicami i innymi dt oraz dzikimi kotami (unikam łapanek) i generalnie czuję się trochę, jakbym żyła na wulkanie dopóki mam pod dachem coś nieszczepionego. Tak samo ograniczam kompletnie kontakty z miejscami, o których wiem, że pp jest lub niedawno była - w czasach, gdy jeszcze współpracowałam regularnie z fundacją, także zupełnie rezygnowałam z kontaktów osobistych z dt, gdzie akurat była panleukopenia.
Virkon mam w domu zawsze. W przypadku nieświadomego kontaktu (lub potencjalnej możliwości takiego kontaktu) robię odkażanie wszystkiego, namierzam surowicę, żeby była w razie potrzeby i znowu - ograniczam wówczas kontakty, gdzie mogłabym komuś sprzedać to dziadostwo.

Ostatnio znajomi sobie przywlekli (z lecznicy) pp do domu. Z 19 kotów było leczone chyba 4 czy 5, z czego u najciężej chorego nałożyły się po prostu objawy innej ciężkiej choroby i wśród tych chorujących były niestety chyba ze 2 nieszczepione młodziaki. Oczywiście wszystkie koty dostały surowicę, ale dopiero 5 czy 6 dnia odkąd chory kot do nich trafił - gdyby szczepienia nie działały, to chorych byłaby już znacznie większa ilość. Aha, wszystkie koty, które były szczepione, ostatnią dawkę dostały prawie 4 lata temu (przegapili termin 3-letni).
Tak, miałam z nimi bliski kontakt i przekazywaliśmy sobie rzeczy w ciągu tych paru feralnych dni, kiedy jeszcze nie wiedzieli, że mają w domu chorego kota ;) Również na wszelki wypadek się odkaziłam, zaopatrzyłam w surowicę kocią dla dziewczyny, która w razie "w" canglobu nie może dostać i upewniłam, że w mojej lecznicy mają stosowny zapas. Na szczęście nie zachorowały ani białaczkowce, ani fivek, ani nikt inny.

Przy zachowaniu rozsądnych środków ostrożności można być wolontariuszem mając własne koty. Najważniejsze, żeby były regularnie szczepione.
A jak ktoś ma wyższy poziom paniki lub koty z osłabioną odpornością, to jest też wolontariat wirtualny - robienie ogłoszeń, pomoc w zbiórkach internetowych itp.

Myślę, że powinny tu się wypowiedzieć przede wszystkim dziewczyny, które prowadzą wolontariat w schronach - w końcu one też mają własne koty, a w niektórych schronach pp jest praktycznie stale obecna.

OKI

Avatar użytkownika
 
Posty: 42430
Od: Śro gru 23, 2009 19:05
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto mar 05, 2019 8:55 Re: Wolontariat a koty w domu

Dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź! :o od soboty tam nie byłam, kociaki moje czują się dobrze, nic się nie dzieje. Nie ukrywam że bardzo mi zależy na wolontariacie - dziewczyny powiedziały że mają cichy i buty na zmianę i że jak mają koty to nie wchodzą do kociarni (tam jest dużo zwierząt, psy koty i zwierzęta dzikie + ptaki) z tego co tu wyczytałam to nawet nie wchodząc do kociarni jest szansa na przeniesienie tego wirusa.. dobrze myślę? Czy to jest wyjście? Być wolontariuszem ale omijać kociarnię?
„Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los” O.Wilde

JagodAgata

Avatar użytkownika
 
Posty: 18
Od: Czw wrz 01, 2016 8:01
Lokalizacja: Wrocław




Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości