Łódź-FFA 2019 - pomóżcie uratować trute koty -> str.12

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Śro paź 02, 2019 19:20 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Może ktoś przypadkowo kliknął? Bo powodu zadnego nie widzę!
Nasz wątek:
viewtopic.php?f=46&t=187577
Wątek kotów Joli Dworcowej:
viewtopic.php?f=1&t=191624
Kącik Muzyczny
viewtopic.php?f=8&t=190784
Zjawiska niewytłumaczalne, opowieści o duchach i nie tylko
viewtopic.php?f=8&t=194190

jolabuk5

 
Posty: 21256
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Śro paź 02, 2019 21:10 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Ja w początkach swojej "kariery" na Miau wcisnęłam ten trójkąt z wykrzyknikiem umieszczony obok przycisku "cytuj". A wszystko dlatego, że na innym forum w tym miejscu znajdował się przycisk "cytowanie selektywne" i tak siłą rozpędu i przyzwyczajenia... Całe szczęście, że nikt na moje zgłoszenie nie zareagował. Może i w tym przypadku komuś się coś pomerdało, chociaż z drugiej strony niektórzy mają takie odbicia, że ciężko za nimi trafić. Zmień tytuł, przestaw parę zdań i opublikuj jeszcze raz.

Necz

 
Posty: 686
Od: Nie wrz 03, 2006 11:06
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw paź 03, 2019 22:00 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Na fb zgłoszenie jakiegoś posta to dość męczący proces, trudno to zrobić przypadkiem.
Poza tym fb to takie... powiedzmy łagodnie: dziwne środowisko, zarządzane według widzimisię wybranych osób. W związku z tym kiedyś na grupie naukowej, zatytułowanej naukowo, ocenzurowano słowo: "macica" jako obraźliwe oraz zdjęcie oskubanego kurczaka jako promujące nagość.
Post mógł być więc wykreślony z wielu powodów: nieprzychylnego komentarza wobec Animal Patrol, z powodu zdjęć albo trudnego pytania pozostawionego na koniec.
Obrazek

Stomachari

 
Posty: 6084
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Sob paź 05, 2019 6:52 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Wg informacji osoby prowadzącej blog zniknęły WSZYSTKIE linki prowadzące do tekstów z bloga.

Z FB odpowiedż automatyczna..

Temat drążony...

Szczerze mówiąc - śmiech pusty. Drastyczne zdjęcia? Kwestia względna, ale wg mnie publikowane są dużo ostrzejsze, Ktoś sie obraził? Kto? Karmicielka rozmnażaczka czy Animal Patroł olewajacy koty? Prawda aż tak zabolała?

Przegięcie w rozumieniu "poprawności politycznej"?


Tak a propos, wczoraj przypadkiem oglądałam dziennik tv publicznej i pomyje wylewane na polityków jakiegoś ugrupowania - nie mam pojęcia o polityce, o partiach, nie znam nazwisk - ale niedobrze mi się robiło - nie od wyciąganych egoistycznych i ordynarnych tekstów, tylko od tego, że jakaś partia zniża sie do wyciągania trakich nagrań... Byle tylko wygrać - każda metoda dobra.... Skutek - zagłosuję na kogokolwiek, ale nie a autora tego programu.
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Pt paź 11, 2019 10:10 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Obrazek

Tak na szybko na razie wrzucam, kot zaginął na początku września :evil:
Był widywany, ale nikt go nie szukał, może działki? :arrow: to tak w kierunku wiesiaczek

wieczorem napiszę więcej
Obrazek

andorka

 
Posty: 10686
Od: Wto kwi 25, 2006 22:33
Lokalizacja: Łódź-Polesie

Post » Pt paź 11, 2019 21:30 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Kurde,
jak szukaliśmy czarnego syberyjczyka kota ten rudzielec był widywany. Zaginęli w podobnym czasie, Rufus też ewakuował się z okna na I piętrze.
Też został oddany pod opiekę na czas wyjazdu (czarny miał przeczekać końcówkę ciąży właścicielki).
Rodzice zaufali synowi :evil:
Chłopak go nawet nie próbował szukać.

Różni ludzie rudego widywali, ale nie było do kogo przekazać informacji. Ja też go widziałam, ale nawet nie wiedziałam, że to uciekinier :(
U nas na osiedlu mało kotów luzem łazi, więc taki ognisty tym bardziej rzuca się w oczy.
Ogłoszenia pojawiły się wczoraj...

NIE RO-ZU-MIEM
Obrazek

andorka

 
Posty: 10686
Od: Wto kwi 25, 2006 22:33
Lokalizacja: Łódź-Polesie

Post » Pt paź 25, 2019 12:41 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Andorka. wrzuć to na FB pliis
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Pt paź 25, 2019 12:49 Re: Łódź-FFA 2019 - beznadziejne, budżet obywatelski -> str.

Bo to się teraz tak zaczyna - A

Obrazek

Facebook - ogromne narzędzie, olbrzymie możliwości. Można wykorzystać w różny sposób - jako źródło wiedzy, jako narzędzie hejtu - wedle woli i upodobań. O hejtowych dokonaniach napisano wiele. To trochę od drugiej strony.

Uwaga - większość zdjęć nie moja, zaczerpnięte z FB albo przesłane przez współuczestników akcji - mam nadzieję, że mnie do sądu nie podadzą…

Pani Izabela adoptowała od mnie dwa koty - przy okazji zapoznała się z tym, co robią koci wolontariusze. 2019.08.19 wysłała mi taką wiadomość „nie wiem czy Pani może pomoc - widziałam dziś małe kotki na ul.Zapolskiej mieszkające w jakiejś ruinie. Widziałam, że są dokarmiane przez ludzi ale ulica jest b.ruchliwa a posesja jest przy samej drodze”
Próbowałam skontaktować się z p.Katarzyną mieszkającą w pobliży, niestety po pierwszej rozmowie przestała odbierać telefon i odpowiadać na smsy… Często tak jest - kontakt w jedna stronę, tylko jak coś potrzeba…

Obrazek * Obrazek

Szczęśliwie chwilę wcześniej odnowił mi się kontakt z Kasią - też przez FB. Kasię poznałam lata temu, dwunastolatka opiekowała się bardzo odpowiedzialnie kotami wolnożyjącymi. Teraz to poważna młoda profesjonalistka. Przekazałam jej wiadomość. Kasia za bardzo kotami zajmować się nie może, ale akurat tam ma po drodze, zajrzy, spróbuje. Oto jej zdjęcia:

Obrazek * Obrazek

Wzięła klatkę łapkę, dużą klatkę króliczą - i chwilę później cztery kociaki oswajały się obok niej uczącej się do poważnego egzaminu zawodowego:

Obrazek * Obrazek

Ponieważ Kasia musiała przysiąść nad nauką, a na działce zostały dorosłe koty - w weekendy jeździłam tam niejako po drodze ze Św.Kazimierza, o tym za chwilę. Do 2019.09.20 udało się nam złapać dwie kocice - białoczarną (Kasia) i białoburą (ja), zostało coś wielkie bure, lekceważące klatkę. Pokazały się jeszcze dwa kociaki od „kompletu”…. Poprosiłam o pomoc Olę z Kotyliona, mieszka dość blisko.

Obrazek * Obrazek * Obrazek

Ola czając się świtem z klatką łapką usłyszała pisk kociaków, i zobaczyła TO x4, zdjęcia reszty nie udało się zrobić. Chronione „tym” na drugim zdjęciu…

Obrazek * Obrazek

Na szczęście weekend był blisko, głowy popracowały i w weekendowy świt:

Obrazek * Obrazek

Niestety tylko dwa - przeszukiwania rumowiska nic nie dały.

Potem okazało się, że karmiciela OBSERWOWAŁA wszystkie działania - od sierpniowych zdjęć p.Izabeli i łapanek Kasi, po moje wrześniowe i wspólne z Olą wysiłki… Ale nie podeszła pomóc, czy chociażby zapytać, co ze złapanymi kotami zrobimy…. Ech, karmiciele… Wg niej przed naszym ostatnim weekendem była tam para młodych ludzi, dziewczyna z kolorowymi włosami - nikt nam znany - i może zabrali te dwa brakujące i spędzające nam sen z oczu maluszki… A może jednego - bo po kilku dniach karmicielka znalazła kolejnego i zadzwoniła do Oli. Duże bure nie złapane - Ola ciągle próbuje….

Te dwa starsze maluszki - od Kasinego kompletu - złapały się w międzyczasie, Dla białoburej Kasia właśnie szuka domu, czarna trafiła na dt do Eli, koleżanki Wioletty - i już ma dom. Z trzech małych maluszków u Oli jednego nie udało się uratować…

Obrazek * Obrazek * Obrazek

Nie byłabym sobą, gdybym tego zdania nie napisała - szczepienia i odrobaczenia naszej szósteczki niestety kosztowały - więc takie konto 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 dopisek do wpłat - łódzkie koty.

Maleńkie maluszki są pod opieka Kotyliona - też potrzebują pomocy…
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Pon paź 28, 2019 9:55 Re: Łódź-FFA 2019 - bo to się teraz TAK zaczyna - A -> st

Bo to się teraz tak zaczyna - B

Obrazek

Media społecznościowe - chcę pokazać tej lepszej strony.

Ogłoszenie jw. pokazało się w piątek 2019.09.13 zobaczyłam - skontaktowałam się z autorką, bo chciałam jakoś pomóc, może złapie, wieczorem odbiorę…. Niezależnie zaraz miałam telefon do Kasi z Kotyliona - że Agnieszka i Marta w przerwie pracy lecą tam. A niedługo potem dostałam zdjęcia dwóch maluszków - dwóch, bo tylko dwa udało się złapać rękami - chore nie uciekały, trzeci zdrowszy miał jeszcze siły i zwiał...

Obrazek

Mogłam pojechać kolejnego dnia rano - z klatkami - dostałam fotograficzne instrukcje - kotka-matka, burasia spod samochodów, pingwinowate z trawnika. I foty kryjówki maluszków oraz informacją, że karmione są wcześnie rano..

Obrazek * Obrazek * Obrazek

Poleciałam świtem, trochę za wcześnie, bo kotów jeszcze nie było. Niemal włamałam się na teren pewnej instytucji - była na zdjęciach kryjówka kociąt - niepotrzebnie, bo inie dokopałabym się do kotów ukrytych wśród składowiska różnych elementów. Karmione są po drugiej stronie płotu, ogólnodostępnej. Od przechodniów dowiedziałam, się, że karmi ok.7.30 pani przychodząca z małym chłopcem. Przyszli, chłopiec niósł kota na rękach - tego czarnobiałego ze zdjęcia. Oswojony, wykastrowany - podrzucony jesienią 2017. Kotka bura jest niełapalna, dr.Ania z pobliskiej lecznicy próbowała, i nic. Więcej kotów nie ma. A maluszki? A tak, są. Chore? No może.. A matka maluszków? A tak, taka bura z białą buzią. Ale one się nie złapią… A mogę spróbować? Mogę. No to próbuję.
Burasia spod samochodów klatkę zlekceważyła. Puszka jedna, druga, wątróbka, chrupki - nic. Namówiam panią i chłopca do nakarmienia tylko wykastrowanego pingwinka, jak dam radę - wrócę wieczorem, może będą bardziej chętne do współpracy. Przekonał ich pingwinek - wszedł do klatki, zamknął. Pokazuję, że klatka działa, chcę wypuścić kota - słyszę - to Biały Ogonek! Nie ten noszony na rękach. Ile tych kotów? Wczoraj widziałam trzy, wg karmicieli dwa, już wiem o czterech?

Obrazek

Postaliśmy jeszcze trochę wypuszczając z klatek łapiące się gołębie - pani miała ziarno, sypała, odlatywały na chwilę, potem znów do klatek. Oprócz czekającej na posiłek samochodowej burasi nie pokazał się żaden kot - uzyskałam zapewnienie, że wieczorem pani i chłopiec nakarmią tylko pingwinka, i spotkamy się rano na kolejnej próbie łapania. Maluszka ani śladu….
Pojechałam na Zapolskiej, ale o tym już było. Też temat z FB. A potem do Dobrej Pani po klatkę-łapkę nakładaną - konstrukcja własna z niewielkiej króliczej klatki.
Niedziela - kawał drogi, spóźniłam się nieco, pani i chłopiec czekali, głodne koty też. Klatki nastawione, burasia samochodowa ostrożna, ja w nerwach - klatkę nakładaną mam w rękach pierwszy raz. Burasia je przed maską samochodu, z klatką w dygocących rękach ze stresu nie myślę, pani radzi obejść samochód i zajść burasię ot tyłu. Co uczyniłam, nakryłam - i o dziwo złapałam!!
A prawie w międzyczasie do normalnej klatki złapało się burobiałe - może matka? Ze zdjęć nie da rady poznać, zbyt mało dokładne, pani i chłopiec mówią, że to chyba druga burasia, matka jest podobna, ale większa. Czyli chyba jest piąty kot…

Obrazek * Obrazek

Na razie nic więcej nie zwojuję, w międzyczasie Agnieszka szukała trzeciego maluszka. Znalazła kolejne stado kotów - przy blokach za kościołem, dorosłe i podrostki takie już do ciachnięcia, na szczęście bez maluszków - jasne, że zaczęła łapać - na razie wiem o dwóch bliżniakach i chorej młodej czarnulce, ale Agnieszka działa dalej - niestety oprócz tego stadka wypatrzyła kotkę z maluszkami… Karmiciele wiedzą o programie miasta, koty mają budki - budki same nie przychodzą, trzeba po nie iść do UMŁ, mieć kartę karmiciela, porozmawiać z pracownikiem - zawsze wypływa temat kotów karmienia, zawszy chyba mówi się o sterylkach. I nic? Tylko oczekiwanie coraz większej pomocy, bo kotów więcej?

Obrazek * Obrazek * Obrazek

A ja odwożąc wysterylizowane koty zobaczyłam kolejnego - okularnika…. Na szczęście złapała go Agnieszka - łapiąc trzeciego maluszka - już mocno chorego.

Obrazek * Obrazek

Chwilę wcześniej koleżanka z pracy powiedziała mi o kociakach przy szkole muzycznej, na FB pojawił się wpis o kotach w przedszkolu - jak już tam się kręcę, popatrzę. Popatrzyłam, pogadałam - szkoła kotów se absolutnie nie życzy, zakaz dokarmiania, przechodzą z budek zza płotu, pracownik ma przeganiać.. Kotka, dwa czarne i co najmniej jedno bure takie 3mce, wypłoszył na ulicę…
Poszłam za płot - budki stawiała pani, która prosiła o poparcie w UMŁ w sprawie budki, potem klatkę przez jakiś czas miała - nie musiały się te kociaki urodzić…

Obrazek * Obrazek * Obrazek

Przyjechałam świtem 2019.10.04, rozstawiłam klatki, pojawił się pracownik - próbowałam się z nim dogadać - niech kotów nie płoszy, niech spokojnie do klatki łapki wejdą - nie miał czasu ze mną rozmawiać, nie obchodzi go. Wystraszone malce poleciały na ulicę…. Przy budkach złapał się tłusty bury z biały kastrat.

Obrazek * Obrazek

Pogadałam z przedszkolem - bo pani deklarująca 10 dni wcześniej na FB pomoc nie odezwała się - wg nich przychodzą tam koty domowe z kamienic z drugiej strony ulicy. Przy okazji - ową panią poznałam w czerwcu 2019 przy akcji „Na psa urok”. Mówiła o tych kotach, miała się rozejrzeć, może pomóc łapać… Szkoda, że to tylko puste słowa.
Wróciłam pod kocie budki, spotkałam karmicielkę - emerytka w niezłej formie, narzeka na stosunek szkoły muzycznej do kotów, informuje, jak powinno być. Łapać nie będzie, inni są od tego, może zmieniła zdanie, bo jakiś tydzień temu jednak wzięła klatkę-łapkę. A potem napadły mnie - dosłownie napadły - dwie kolejne chyba karmicielki, jazgoczące straszliwie, wymachujące rękami przed moim nosem itp.

I wiecie co? Zraziłam się, to kolejne miejsce, gdzie więcej się nie pokażę… Jedno z nich to Kilińskiego przy Północnej, nie pisałam, ale chyba pora to zrobić. Naprawdę za stara jestem na takie zagrywki…

Ale i tak napiszę - konto 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 dopisek do wpłat - łódzkie koty.

Chore maluszki są pod opieka Kotyliona - też potrzebują pomocy…
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Pon paź 28, 2019 21:18 Re: Łódź-FFA 2019 - bo to się teraz TAK zaczyna - B -> st

Fajne te karmicielki :?
Obrazek

Stomachari

 
Posty: 6084
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Wto paź 29, 2019 9:22 Re: Łódź-FFA 2019 - bo to się teraz TAK zaczyna - B -> st

Stomachari pisze:Fajne te karmicielki :?


Życie....

Z kotami można sobie jakoś poradzić, gorzej z ludźmi - przynajmniej ja nie umiem / już nie chcę w takie sytuacje wchodzić.

Jeśli ma wybór - poświęcić sporo czasu i złapać naście kotów z bliskiej okolicy albo poświęcić sporo czasu i nerwów i złapać te same naście kotów z drugiego końca miasta - wybieram miejsce, gdzie szarpania nerwów i kilometrowych dojazdów uniknę :), bez bicia się przynaję, że wybieram łatwiznę.
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto paź 29, 2019 9:43 Re: Łódź-FFA 2019 - bo to się teraz TAK zaczyna - B -> st

Bo to się teraz tak zaczyna - C

Obrazek

Admiralska. Takie coś zobaczyłam 2019.10.19 z informacją, że chory i lecący przez ręce maluszek zabrany do weta - w reklamówce, taki był słaby, Co z nim dalej, nie wiem, (edit - już wiem, to koteczka, jest ciut lepiej), ale Admiralska blisko mnie, znalazłam miejsce ze zdjęcia, znalazłam koty, spotkałam karmiciela, umówiłam się, że w wolnej chwili itp.

Pojechałam tam 2019.10.23 - sondażowo, praktycznie bez sprzętu - z jedną łapką, reszta pracuje w świecie, pięć kontenerów. Starszy pan zgodnie z umową kotów nie nakarmił. Byłam tam o 17tej. Pierwszego kota złapałam do kontenera, reszta trochę wystraszona już nie dała się nabrać. Ale łup i tak okazały - odjeżdżałam o 17.30 z sześcioma, pojemników mi zabrakło. Dwa bure kocury, pingwin, trikolorka, jedno bure z białymi łapkami - chyba kotka, jedno bure z białym kołnierzem - raczej kocur. Trafiły z biegu jeszcze na talony miejskie - do Amicusa przy Łagiewnickiej i do Futrzaka przy Woronicza - alfabetycznie wymieniam - i obu lecznicom baaardzo dziękuję za zrozumienie, współpracę i elastyczność.

Obrazek * Obrazek * Obrazek

Została druga tri - bardzo ostrożna, czarne, nieokreślona ilość burobiałych nierozróżnialnych przez karmiciela - w tym matka dwóch maluszków. Podobnych widziałam trzy, może cztery - nie jestem w stanie ich rozróżnić. No i te maluszki. Czeka mnie w najbliższych dniach ciąg dalszy - na pewno tak łatwo nie pójdzie, koty już znają klatki łapki, będą ostrożniejsze…

Obrazek * Obrazek

Ciekawostka, a właściwie normalka - poprosiłam karmiciela, by pogadał z sąsiadami - może ktoś ma niewycięte koty, może ktoś dokarmia - wytnie się. Zero zainteresowania zabiegami, nikt do posiadania kotów się nie przyznaje, za to sąsiedzi szczególnie sąsiad-gołębiarz chcą, by koty nie wracały. Czekam na realną propozycje, co mam z nimi zrobić - pewnie się nie doczekam.


2019.10.24 - znów po pracy, tym razem klatki trzy. Dwie moje ulubione do pracy, trzecia - nie lubię jej - na razie w bagażniku, wyjmę zależnie od potrzeby. Oblazłam posesje w poszukiwaniu maluszków - o tym dalej, podrapały mnie gałęzie, poparzyły pokrzywy - bosko. Kotów brak, może się pojawią licząc na posiłek.

Ustawiłam klatki, koty chyba zaczęły wyścig?

Bure z kołnierzem przyszło o 16.35, klatkę zamknęło o 16.38.

Obrazek * Obrazek

Ostrożna tri - przyszła o 16.37, zastanawiała się długo - do 17.27.

Obrazek * Obrazek

O 17.08 kolejne bure z kołnierzem siedziało w klatce, w międzyczasie konferowałam z miłą i bardzo rozsądną 11latką próbując nakłonić do współpracy czarnego - bez skutku. Dziewczynka go czasem głaszcze, na ręce brać nie próbowała.

Obrazek * Obrazek

Do samochodu wsiadło kolejne bure z kołnierzem i bez protestu dało się zapakować do kontenerka - zdjęcia brak.

Czwóreczka pojechała na Retkinię do Max-Wetu - a ja po drodze do Futrzaka odebrać tymczaskę tri, wracając z Max-Wetu - do Sowy po kociaka powypadkowego, o nim będzie kolejny tekst. Potem sprawdzić klatki - może jednak czarny? Nic z tego, bury. Przekładam do kontenerka, zatrzymał się samochód - chciałam warknąć, normalnie koty nikogo nie interesują, zacznij łapać - tłum gapiów. Na szczęście nie zdążyłam - to dziewczyna, która zabrała choruszka i zgłosiła problem. Przejeżdża rzadko, ostatnio przy maluszku, teraz trafiła na mnie. Tylko ślepy traf? Nie rozmawiałyśmy długo, bo musiałam zdążyć przed 21szą do lecznicy Na Złotnie. Obu lecznicom jestem bardzo wdzięczna.

Obrazek * Obrazek

Dla spokoju ducha zajrzałam tam jeszcze w porze duchów - nic. Za to świtem - jeż (wypuściłam) i jajcarz rudy - Futrzak Woronicza.

Obrazek * Obrazek

Więc sześć - tri, trzy bure z białym, bure, rudy. Pierwszego dnia też sześć. Czarny lata - może ostatni do złapania w tym miejscu? No i maluszki….


2019.10.25 - odbieram dwa byłe kocurki z Woronicza i jednego z Amicusa. Klatka stoi - czarny mi się marzy…. Druga w końcu działki ciągle czeka na te maluchy-widma. Kocurki odebrałam, w towarzystwie pana i pani wypuściłam, dowiedziałam się, że koleżanka pani bardzo chciała wziąć te maluszki z matką, stąd wcześniejsze nalegania. Państwo nie potrafią opisać maluszków, widzieli je z daleka, w końcu ustaliliśmy, że to najprawdopodobniej te podrostki, które właśnie przywiozłam. Klatki jednak zostawiłam, może jednak coś się złapanie.

O maluchach - starszy pan powiedział, że są dwa urodzone ok.3tygodnie temu i że wie, gdzie. Ale żona chce, by zostały. Tzn dorosłe mam zabrać, bo tak chcą sąsiedzi, małe zostawić, bo tak chce żona. Na szczęście pan zrozumiał, że to nieco bez sensu.2019.10.24 zaraz po przyjeździe poprosiłam o pokazanie gniazda - spodziewając się smoczkowów. Pan pokazał ruinkę - z trudem wlazłam przez wybite okno, dołem coś smyrgnęło. Nic nie znalazłam - podłogi pozarywane, nawet gdyby tam było - bez szans. Uściśliłam zeznania - pan widuje je, jak się bawią. Czyli trzy tygodnie miały jakiś miesiąc temu… Owa rozsądna 11latka mówiła, że widuje kociaki, nosi na rękach, bawi się z nimi - zostawiłam jej kontenerek, może złapie. Niezależnie przy placu zabaw malców stoi klatka łapka. Pan i żona niezbyt zadowoleni, że kociaki zostały bez matki, marką jest jedna z burobiałych kotek, Która? Ano ta, co karmi. Nie wsadzę ręki do klatki z dzikim kotem…. A kociaki już same jedzą… Też wolałabym mieć najpierw kociaki, potem matkę - wyboru nie miałam… W każdym razie nie odpuszczę łatwo - klatki tam jeszcze postoją, co najmniej do końca weekendu.

No i postały. W piątek wieczorem w końcu ustaliliśmy, że maluchy to podrostki, Ale tak na wszelki wypadek klatka została.

Jak zwykle sprawdzałam klatki około północy i świtem - ciągle nic. Świtem w sobotę wypuściłam burek podrostka-głodomorka, wlazł do kletki drugi raz. Czarne przestało się pokazywać. W sobotę w południe przywiozłam rudaska, który został rozpoznany jako okoliczny domowy - chipa nie miał, obróżki ani z adresatką ani bez też nie miał, za to materiał do kastracji - owszem. Pani obiecała rozpytać po okolicy o niekastrowane / niesterylizowane koty i skierować do mnie, dla tych wyciętych i oswojonych - a kilka takich jest - intensywnie szuka domów. Oby jak najwięcej znalazła. Łakoma jestem, więc dałam się zaprosić na ciasto i kawę, ale przedtem poszłam w krzaki zebrać klatki, uznawszy, że na razie koniec łapania - nic nowego się nie pokazuje. W klatce na kocim placu zabaw siedzą takie dwa:

Obrazek * Obrazek

Było jeszcze białe, ale spadło z dachu, kotka zabrała, nie pojawiło się więcej.

Kawka, ciasto, telefon do znajomej chętnej na kociaki z matka, nie ma jej, kotkę matkę ustali się, bo przychodzi pogłaskać się i jeść na okno oddzwoni. Zostawiam kociaki nie ukrywam, że z ulgą i nadzieja, że dwa mniej, bo nie mam gdzie ulokować.

Po kilku godzinach telefon - jednak nie, znajoma wzięłaby, ale wiosną, teraz to nie…. Podobno do mieszkania miały iść, nie np. na działkę, więc wg mnie bez różnicy też czy wiosną, ale to wg mnie. Więc Horacy Nelson i Lady Emma Hamilton jadą do weta po „pakiet startowy” potwierdzony książeczkami zdrowia, a potem do dt - niestety do czasu adopcji pozostaną na moim utrzymaniu, bo dt dysponuje odrobiną miejsca, serca i czasu, ale z finansami krucho… Bardzo temu dt dziękuję.

Obrazek * Obrazek


Dla potwierdzenia pozytywnie cech FB - jakiś czas temu właśnie przez FB pewna pani poprosiła o poradę / pomoc - koty na działkach - jedyne, co mogłam zrobić, to pożyczyć klatkę-łapkę i dać kilka rad - w właśnie taka wiadomość „sterylki zakończone sukcesem. W sumie 3 kocury, 3 kocice, 5 młode. Całkiem nieźle. Są jeszcze dwie kocice i uważaj - 9 młodych. Ale nie dają się złapać. Kocice. Bo młode za młode. Zobaczę jaka będzie pogoda w listopadzie i zdecyduję. Dziś przenosimy życie do Łodzi. Z 10 kociąt dwa jadą z nami, dwa zostają, ale jeszcze może mi się uda je capnąć , to spędza z nami zimę. Jakoś trudno mi je zostawić, a dzisiaj przeogromnie. Reszta w swoich domkach. Mam dużo satysfakcji.
Na koniec dziękuję za wsparcie i konkrety. I poproszę o link do klatki łapki. Coś mi się wydaje, że powinnam mieć swoją”.


Nie taki zły ten FB, prawda?

Z innej strony - 2019.09.11 dzwoniła pewna pani, że rozmnożyła sobie na działkach koty, młode chodzą w pierwszej ciąży, starsze w kolejnej - z UMŁ dostała mój telefon, ratunku. Często dzwonią do mnie ludzie tak przekierowani - nie uważam tego za problem, bo jeśli udaje się pomóc - to czemu nie. Poprosiłam Anię Hynas o zainteresowanie się sprawą - to blisko niej. Właśnie ponownie zadzwoniła owa pani - z wielkim płaczem podziękować mi za Anię, wspólnie zrobiły porządek w kotach działkowych. Aniu, ja też Ci bardzo dziękuję - nie tylko za tę akcję.

Jeszcze jedna rzecz optymistyczna - to nie FB spowodował współpracę międzyludzką i międzyfundacyjną, ona zawsze była, ale ją ułatwił - bo kociarze i wolontariusze widząc potrzeby w swojej okolicy po prostu robią to, co jest możliwe.

Dla równowagi zdecydowanie nieoptymistycznie - miejska kasa na sterylki kończy się, w większości lecznic już się skończyła, lecznice które jeszcze jakieś środki mają - nie są w stanie nadążyć za potrzebami - w końcu miesić temu cięło 11 lecznic, teraz nawet nie połowa… Koniec akcji miejskiej 10go grudnia, początek kolejnej - kwiecień, bo mimo zapewnień UMŁ od kilku lat wcześniej jakoś ogarnąć się nie może. Czyli przed nami CZTERY MIESIĄCE bez miejskiej kasy na sterylki - a potrzeby to wg rozliczenia za ten rok - 2019 - za okres kwiecień-wrzesień - to ca 17tys miesięcznie na sterylki i kastracje, ca 12tys na leczenie kotów wolnożyjących.

Dlatego - jeśli fundacje proszą Was o pieniądze - nie odmawiajcie, naprawdę taniej TERAZ złapać i zapłacić za sterylkę jednej kotki niż czekać na talony miejskie, łapać i płacić za kotkę i jej potomstwo. Poza tym to nie pracownicy miasta łapią - łapiecie Wy i wolontariusze, rezygnując z wolnego czasu. A kasa na sterylki z Waszych wpłat na fundacyjne konta, i z tzw kasy miasta - cały czas nasza, bo z naszych podatków.

Czyli - oszczędzamy pomagając finansowo fundacjom. Oszczędzamy, bo te pieniądze idą w całości na koty, w małych prozwierzęcych łódzkich fundacjach nie ma urzędników pobierających pensje.

Więc - np. takie konto 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 dopisek do wpłat - łódzkie koty.

Zachęcam też do wpłat na inne znane Wam i sprawdzone fundacje - jeśli wiecie, że Wasze pieniądze będą dobrze wykorzystane - każda złotówka jest ważna.
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto paź 29, 2019 10:20 Re: Łódź-FFA 2019 - bo to się teraz TAK zaczyna - C -> st

Super robota :kotek:
Dużo zdrowia dla wszystkich kociastych, a dla maluszków w szczególności.
wysyłam przelew :ok:
Obrazek

pisiokot

 
Posty: 12872
Od: Śro maja 03, 2006 15:37
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw lis 28, 2019 15:21 Re: Łódź-FFA 2019 - bo to się teraz TAK zaczyna - C -> st

Przypadkowe znaleziska

Obrazek

Opowiada Julia - Kociarkowaaa

Spacerując nieznanymi ulicami można znaleźć wszystko. W połowie sierpnia zobaczyłam czarnego kota, siedzącego za siatką na terenie szkoły na remontowanym boisku. Jako kociara noszę przy sobie jedzenie dla kotów na właśnie takie okazję. Codziennie przez kilka miesięcy chodziłam wieczorami po pracy dokarmiać tego kota. Zawsze się pojawiał, trzymał się na dystans, ale do spodeczka z jedzeniem chętnie podchodził. Któregoś dnia pojawił się kolejny kot. Duży białoczarny kot z miejscami wypłowiałym czarnym futrem.

Obrazek * Obrazek

Dokarmiałam więc już dwa koty. Czarny pojawiał się codziennie, ten duży białoczarny raz na kilka dni. Dokarmiałam je i tylko tyle. Pewnego dnia zobaczyłam, że czarny kot ma opuchnięty pyszczek, a spod ogonka kapała mu jakaś ciecz. Tego samego dnia znalazłam zwłoki innego czarnego kocura z pięknym futrem i poduszkami łapek wyglądającymi na niezniszczone. Czyżby kot wychodzący skończył martwy? Czyżby jego żywot zakończył się przez nieodpowiedzialnych opiekunów, którzy zamiast zapewnić mu bezpieczne życie skazali go na śmierć? Ogłoszenie ze zdjęciem jest w internecie, ale nikt nie rozpoznał swojego kota. Ta bezsensowna śmierć czarnego skłoniła mnie aby coś zrobić, żeby nie znajdować kolejnych martwych kotów.

Obrazek * Obrazek

Dodałam na FB post o chorym czarnym kocie i napisała pod nim Ania, nigdy jeszcze się nie spotkałyśmy, ale wiele osób mówiło mi, że czasem pomaga. Zaoferowała pożyczenie klatki łapki. Rozmawiałyśmy wieczorem, a następnego dnia rano przywiozła mi klatkę.
Koty pojawiały się późnym wieczorem, zatem o tej porze pojechaliśmy z kolegą łapać. Dosłownie w kilka minut złapało się to czarne chore - koteczka. Poruszyłam niebo i ziemię, ktoś przyjechał po kota, ktoś go przechował w garażu do rana i wtedy zawiózł do weta na sterylkę. Podczas zabiegu okazało się, że kotka ma wylewające się ropomacicze, zmienione jajniki, prawdopodobnie od tabletek antykoncepcyjnych, które ktoś jej dawał – po kilku dniach spotkałam starszą panią, która faktycznie podawała te tabletki. Kotka miała jeszcze większość zębów do wyrwania i stan zapalny w pyszczku. Opiekę finansową nad nią przejął Kotylion. Tydzień posiedziała w szpitalu w lecznicy. Straszny dzik rzucający się na pracowników lecznicy zyskał u nich miano „Czarnego mordercy”. Odebraliśmy ją z mężem i komunikacją miejską odwieźliśmy w miejsce bytowania. Całą drogę autobusem i tramwajem była bardzo spokojna i wcale nie miauczała. Po wypuszczeniu odbiegła oglądając się na nas. Następnego dnia przyszła w miejsce karmienia bez strachu. Została kwestia drugiego kota oraz miejsca, gdzie się ukrywa. Zaczęliśmy szukać. Znaleźliśmy kolejne miejsce dokarmiania kotów i stado kotów. Udało nam się porozmawiać z karmicielką, która powiedziała, które koty są wykastrowane, a które są dochodzące.

Obrazek * Obrazek

Wiem, że są dwa młode białorude - jeden na pewno wykastrowany. Trikolorka - nie przychodzi codziennie, jest niesterylizowana. Biały w bure laty bezogonek - na 100% kocur, pokazał. Dorosła pingwinka i czarna co najmniej jedna. Całe stadko podrostków czarnych i pingwinków - identyczne są, ale jest ich może 8, może więcej.

Obrazek * Obrazek

Postawiliśmy wieczorem znowu klatkę łapkę i kolejny czarny kot się złapał. W lecznicy okazało się, że to kolejna niekastrowana kotka, która jakiś czas temu urodziła kociaki, bo miała resztki mleka w sutkach. Poszłam w to miejsce i po prostu obserwowałam koty i okolicę. Nie pamiętam w jakim momencie, ale tę pingwinkę siedzącą na płocie z płotu też złapałam i zawiozłam na sterylkę.

Obrazek * Obrazek

Dostrzegłam dwa maleńkie kociaki, czarnego i białoczarnego burego ukrywające się na drzewie na dachu komórek. Śpiące zapewne w komórce. Nie dało się do nich podejść. Klatka ustawione na dachu nic nie dała. Szukając z Anią wejścia od drugiej strony na jednym z podwórek zobaczyłyśmy miseczkę dla kotów. Szukałyśmy po kolejnych podwórkach kamienic, ale okazało się, że wejście na interesujący nas teren jest tylko od strony firmy. Na jednym z podwórek siedziały dwa tłuściochy - z naciętymi uszkami.
Ania podzwoniła i dostała zgodę na łapanie na terenie tej firmy.

Obrazek * Obrazek

Pojechałam od razu z klatką łapką. Ustawiłam przy miejscu karmienia i czekałam. Panowie gdzieś jechali i mówią, że kociak jest w innym miejscu. Poszłam zobaczyłam, że kociak siedzi. Mały z oczkami pokrytymi ropą. Klatkę przedstawiłam, kociak schował się do środka komórki. Zapytałam czy ktoś ma klucz do tego pomieszczenia. Pan przyszedł i otworzył, weszłam do kociaka, schował się pod ciężkie płyty. Próbowałam kiciać, nic nie działało. Odeszłam z myślą o pójściu w końcu do pracy, po czym odebrałam od pracowników telefon "mały czarny się złapał", biegnę po niego. Piszę do Ani - przyjdzie. Przestawiam klatkę z kociakiem i czekam na Anię.

Obrazek * Obrazek

Przełożyła kociaka ręką do transporterka, klatkę ustawiłam na drugiego kociaka i pędem do pracy. Niestety tym razem nic się nie złapało. Kociak wieczorem pojechał do weta. Okazało się, że to kociczka 5–6 tygodniowa, z kocim katarem i zapaleniem płuc. Dostała leki, zastrzyki na kilka dni, krople do oczu, jedzonko. Ania pożyczyła nam klatkę pobytową (kenel), więc kicia została w niej ulokowana w kuchni. Dostała kocyk, termofor, miseczki z wodą i jedzonkiem oraz prowizoryczną kuwetke. Piła troszkę wody, raz zrobiła siusiu, dostała drink rosołek z kurczaka z kawałeczkami mięska, jadła aż jej się uszka trzęsły, nie chciała oddawać spodeczka żeby więcej nalać. Brana na ręce i miziana zaczynała mruczeć, sama próbowała się myć. Rano następnego dnia mieliśmy kryzys, kotka leciała przez ręce, nie chciała jeść, piszczała, raz zwymiotowała wodą. Pędem pojechałam z nią do weta. Okazało się, że maleństwo ma obrzęk płuc i wodę w płucach. Jej małe serduszko nie wytrzymało tego wszystkiego i umarła na stole w gabinecie, a próby reanimacji, podawanie tlenu i rurka włożona w małe gardełko spowodowały wylanie się dużej ilości wody z jej płucek. Maleństwo umarło. Niestety pomoc przyszła za późno, a kotka była zbyt chora i zbyt słaba, aby przetrwać tą chorobę. Na podwórku został drugi kociak, wyglądający na mniej chorego, są próby łapania go, na razie bezskuteczne - od momenty złapania malutkiej czarnej nikt go nie widział, jeśli był tak chory, jak ona - nie miał szans…
Kicia dostała na imię Naktis, nie umarła w zimnie na dworze, bezimienna. Niestety umarła przez ludzką znieczulicę i brak kastracji jej matki. Ile kociąt czeka podobny los? Urodzą się tylko po to aby umrzeć chore… Tak, kastracje są ważne, szczególnie kastracje wolnożyjących kotów, by podobne tragedie nie spotykały kolejnych kociąt.
Następnego dnia rano udało mi się złapać jedno czarne, w Ani wieczorem – kolejne czarne i dwa pingwinki - pingwinki to panny, czarne chłopaki, już wróciły na swój teren.

Obrazek * Obrazek

Przy klatkach kręciło się jeszcze kilka kotów - co najmniej trzy czarne i jeden pingwin, ale złapać się nie chciały. Zrudziały czarnobiały kocur okazał się być kotem domowym - ojcem wszystkich podrostków. Podobno już wykastrowany. Sprawdzić się nie dało - do klatki nie wszedł, pogłaskać się nie pozwalał….

Obrazek * Obrazek

1 listopada złapał się jajeczny pingwinek. 2 listopada straciliśmy nadzieję, na to, że rodzeństwo Naktis [*] jeszcze żyje. Ania próbowała łapać koty rano, bezskutecznie.
Przychodziły, oglądały klatki, kradły z nich kawałki mięska - i uciekały. Próbowałyśmy łapać na saszetki, chrupki, parówki, kiełbasę, rybę - właściwie wyczerpałyśmy pomysły. Jeden z nich mocno kuleje - podobno ma złamaną łapkę… Co najmniej trzy młode czarne.

Obrazek * Obrazek

Jest tam jeszcze biały w bure łaty bezogoniasty kocur - nie wygląda dobrze.
Wieczorem to samo - kilka godzin czekania bez skutku, a raczej z minimalnym skutkiem. A wszystko przez jednego niekastrowanego domowego kocura… Co najmniej osiem podrostków, maluszków też było więcej - ludzie widzieli trzecie.

Byłam z Anią w kontakcie i miałam dowieść parówki i saszetki po 22giej. Gdy dotarłam Ania pokazała mi grzydylka - jednak żył i na swoje szczęście dał się złapać.

Obrazek * Obrazek

Pędem do Sowy. Okazało się, że to kotka, ma koci katar, nadżerki w pyszczku. Wylądowała u mnie na tymczas - do klatki. Pierwszego dnia nie zrobiła wcale kupy. Następnego dnia kupy nadal nie było. Znowu do weta. Zastrzyk rozluźniający i espumisan. Po kilku godzinach zadziałało i Neska zrobiła u mnie swoją pierwszą kupkę. Wierzę w to, że jej siostra Naktis *] pomogła nam ją złapać. Maleństwo jeszcze trochę na nas syczy, ale są postępy.
Czekają tam jeszcze nieposterylizowane koty - co najmniej trzy czarne, łaciaty bez ogonka, trikolorka, na pewno jeszcze coś. Będziemy próbować…
I jeszcze przybiegło do nas małe rude chucherko - na pewno domowe porzucone - chodzi jak zajączek, nie prostuje tylnych łapek - jest skrajnie niedożywione, odwapnione kosteczki mogą się łamać bez powodu… Napiszę o maluszki niedługo.

Obrazek * Obrazek


Tyle napisała Julia - główny motor i wykonawca akcji. Kilka słów ode mnie.

2019.11.15 zadzwoniła Kasia - młoda karmicielka z podwórka, że ktoś potruł koty. Z całego stada czarnuszków i pingwinów na posiłek przyszły tyko trzy, jednego znalazła z pianą i krwią z pysia, zaniosła do lecznicy - wg lekarza otrucie. Na kilka dni znikł też domowy zrudziały pingwin - szczęśliwie wrócił. Natomiast 2019.11.21 w nocy ktoś podrzucił Kasi ledwo żywego bezogonka - umarł po przyniesieniu do lecznicy, wet podejrzewa otrucie i przetrzymywanie, kot nie pokazywał się kilka dni.

Obrazek * Obrazek

Jakim trzeba być podlecem, by zrobić coś takiego… Rozwieszone zostały ogłoszenia, liczymy na to, że ktoś zna podleca i wskaże. Przy okazji chcemy ostrzec właściciel zwierzaków z tego rejonu - niech pilnują pupili.
I bardzo, bardzo szukamy dt / ds. dla trójki jeszcze żywych czarnych podrostków

Obrazek

Są młodziutkie, dają się głaskać karmicielce… Nie mogą pójść do fundacji czy schroniska, gdzie zginą w dużej grupie kotów, potrzebują domu, miejsca gdzie ilość kotów pozwoli na ciągły i intensywny kontakt z człowiekiem…


Z lepszych wiadomości - Esme już nie chodzi jak zajączek, opieka Julii i dobra dieta + opieka weterynaryjna zrobiły swoje. Nieźle też czuje się malutka Nesca - jw, tylko coś jej w ostatnich dniach na nosku rośnie - znów weterynarz….

Obrazek * Obrazek


Dlatego jak zwykle poproszę - konto 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź, 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 dopisek do wpłat - Esme i Nesca. Albo jedna z nich.

Proszę, pomyślcie o tych czarnuszkach - może ktoś… coś… Póki jeszcze żyją…
Ostatnio edytowano Pt lis 29, 2019 12:59 przez kalewala, łącznie edytowano 1 raz
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw lis 28, 2019 16:20 Re: Łódź-FFA 2019 - pomóżcie uratować trute koty -> str.

właśnie zadzwoniła karmicielka z sąsiedniego podwórka - nie ma kolejnych kotów - tri, białorudej, czarnej z gwiazdką
Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21097
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: azuzalo, Blue, Google [Bot], Lutencja, Taya i 27 gości