Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Czw sty 10, 2019 21:26 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Jako laik - całkowity laik - piszę: Czy nie lepiej zmieniać tego co działa?
A druga, nie mnie ważna sprawa, gdyby nie tytuł wątku to pewnie niewiele forumowiczów wiedziało by ja Mały Potworek na na imię :P .
Tolu, dasz radę, wszak jest was trzy!!! (Chyba że Mała Psinka to też dziewczynka?
Kciuki za wszystkie dziewczyny :ok: Czy trzy, czy cztery, czy pięć?
Uroda moja nie sięga szczytu szczytów,
ale mój pies patrzy na mnie oczami pełnymi zachwytu
L. J. Kern
viewtopic.php?f=46&t=186264

ewkkrem

Avatar użytkownika
 
Posty: 2807
Od: Czw lip 27, 2017 15:20
Lokalizacja: Włocławek

Post » Czw sty 10, 2019 21:35 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Jaspis napisała tak:
Jesteśmy już po pierwszej dawce leku. Na początku było trochę stresująco, źrenice małej rozszerzyły się tak, że wyglądała zupełnie jak kosmita - nie widać było zupełnie tęczówek. Do tego oczywiście nadaktywność, a i bąki waliła takie, że możnaby je wykorzystać jako broń biologiczną. Do tego w pakiecie podniesiona temperatura ciała (nie mam termometru, ale to było wyczuwalne gołą ręką) i uparte próby umycia się zamkniętym pyszczkiem. Ale teraz, po siedmiu już godzinkach od podania, wszystko wygląda w porządku.

Blue też napisała, że się martwiła o reakcję Toli, dlatego zdecydowały się poczekać na ten drugi lek.O ile się orientuję - bo laik jestem totalny - to to samo lekarstwo, tylko słabsze.
Pieseczek to On - Siła Spokoju :)
Kciuki za Tolę nieustające!

Marmolada18

Avatar użytkownika
 
Posty: 142
Od: Pt sie 24, 2018 10:34

Post » Czw sty 10, 2019 21:54 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Tola po pierwszej dawce leku była silnie pobudzona, on może działać na receptory GABA w mózgu i dlatego wywoływać zaburzenia neurologiczne u wrażliwych kotów. Gdyby nie było alternatywy (inne leki dostępne w Polsce są jeszcze potencjalnie silniej na te receptory działające) pewnie byśmy po kontynuowali podawanie Tinidazolu bo samo pobudzenie da się przeżyć a wyboru wielkiego by nie było. Jednak było ryzyko że kolejna dawka wywoła silniejszą reakcję. Dlatego skoro była szansa że lek który takich efektów nie powoduje (a widać że Tola z tych wrażliwych na takie jego działanie) może dojść w kilka dni - to wetka podjęła decyzję by poczekać.

Plan pierwotny był taki że gdyby Tinidazol działał ok i bez większych skutków ubocznych - to ten drugi lek załatwimy, niech leży na wypadek gdyby pierwsze leczenie nie przyniosło wyleczenia i trzeba by użyć czegoś innego.

Blue

 
Posty: 19572
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Czw sty 10, 2019 22:42 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Najważniejsze, że Tola zdrowieje :ok:
Może z Golaski zrobi się angora?
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10659
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Czw sty 10, 2019 22:45 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Pędzelki jej na uszach wyrosną i będzie MC :wink: :wink: :wink: :wink:

Marmolada18

Avatar użytkownika
 
Posty: 142
Od: Pt sie 24, 2018 10:34


Post » Pt sty 11, 2019 0:50 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

3 dni temu wpłynęło 50 zł od BONObono :1luvu:
Dobrze że się upomniała o sprawdzenie bo mail z informacją o przelewie wpadł mi do spamów, bardzo przepraszam że dopiero teraz uaktualniam, rzadko tam zaglądam, jak sobie przypomnę :(
Ale już wszystko zapisane i skarpetka Toli uaktualniona :)
Dziękujemy :)

Blue

 
Posty: 19572
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pt sty 11, 2019 8:23 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Jaspis, jak Tola po wczorajszej dawce leku?

gusiek1

 
Posty: 1029
Od: Nie sie 28, 2016 14:24
Lokalizacja: Warszawa

Post » Pt sty 11, 2019 15:11 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Wczoraj miałam wychodne i dopiero dzisiaj mogłam w ogóle zobaczyć Wrzaskuna. Moim zdaniem paskuda czuje się dobrze, aż za dobrze nawet. Znowu ma wyjący dzień, połączony z upartym plątaniem mi się pod nogami. Potknęłam się o nią już dwa razy dzisiaj. Po drugim razie, zakończonym sprzątaniem kuchni w trybie ekspresowym zanim kot wyliże ślady upadającego wieloryba, poddałam się i zamknęłam ją w klatce. Więc teraz wyje jeszcze bardziej cierpiętniczo.
Staram się wierzyć, że jak wyzdrowieje, to przestanie mnie skłaniać do myśli samobójczych i/lub morderczych. Ale patrząc na dzień dzisiejszy, jest obawa, że to ona zabije w końcu mnie.

Jaspis

 
Posty: 128
Od: Nie gru 23, 2018 17:29

Post » Pt sty 11, 2019 17:42 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Myślę że obie przeżyjecie :)
Ona ma adhd w kocim wykonaniu obecnie (wierzę że z czasem się trochę wyciszy), Tobie jest coraz trudniej fizycznie.
Co byś nie mówiła i nie chciała żeby tak było - ciąża ma swoje prawa.
Nie jest łatwo zapanować nad taką małą gadułą która ma w zadku motorek, chyba na metan napędzany ;)
Ale przeżyjecie, nawet jeśli nie raz masz ochotę przed nią uciec na lampę ;)

Ona lata ciągle przy Tobie bo jesteś dla niej ważna.
To Ty z nią spędzasz najwięcej czasu, jesteś kimś w rodzaju zastępczej kociej mamy :)
Ona ma ponad 6 miesięcy ale mentalnie i fizycznie to jeszcze maleństwo.

Pamiętaj - nie musisz nad nią czuwać non stop gdy jesteście same w domu.
Ona już nie musi jeść co wyznaczony czas ściśle.
Możesz spokojnie zostawić ją samą i iść na spacer jeśli masz chęć. A nawet jeśli nie masz.
Jeśli chcesz to zapraszam do nas z wizytą :)
Musisz troszkę odpocząć, oderwać się od niej.
To ważne - dla niej - by nie przyzwyczajała się do nieustającego towarzystwa ale i dla Ciebie.
I żebyś odpoczęła od nieustającej opieki nad nią, ale i załapała świeżego powietrza, poruszała się nie w celu załatwienia różnych spraw w dzikim pędzie.
Naprawdę, wiem co mówię.

Blue

 
Posty: 19572
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Pt sty 11, 2019 19:00 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Nie no, akurat dzisiejsza sytuacja to nie jest w żaden sposób wina ciąży. Ta mała paskuda zmaterializowała się nagle między moimi nogami, kiedy taszczyłam dość duży i nieporęczny kawał szkła. Słowo honoru, dwie sekundy wcześniej jeszcze spała! Striggerowało ją moje wejście do kuchni chyba. Bardziej kiepskiego momentu nie mogła sobie upatrzyć. Szkło poszło w diabły, a mój nos spotkał się ze stołem. Jeśli to nie jest próba morderstwa, to ja już nie wiem, co nią jest. (Spokojnie, kotu nic nie jest!)
Póki moja twarz wygląda wyjątkowo niewyjściowo, wolę chyba zostać w mieszkaniu. Ale jak się pozbieram, to chętnie! :)

Jaspis

 
Posty: 128
Od: Nie gru 23, 2018 17:29

Post » Pt sty 11, 2019 19:25 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Jaspis - tak się dzieje, jak człowiek jest z kotem/kotami 24/7 ;) W sensie - filc zaczyna kierować się zasadą "wszędzie tam, gdzie ty" i twoja obecność niejako automatycznie go generuje.
U nas mieszkają trzy. Chłop pracuje normalnie, ja z domu. Chłop ma spokój, ja mam przesrane po całości. Nie ma opcji, żebym choć kawę sobie zrobiła, nie budząc kotów i nie przywołując mędzącej gwardii pokarmowej. Nieważne, czy koty są w czeluściach szafy, na drapaku, zakopane pod kołdrą - skoro wykazuję oznaki życia, należy natychmiast do mnie dołączyć :lol:

Trzymam kciuki za Was obie :)
Matka Pasztetowa

Vi

 
Posty: 607
Od: Sob sty 22, 2005 23:31
Lokalizacja: Piaseczno

Post » Pt sty 11, 2019 19:51 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

U mnie tak samo :mrgreen:
Dobrze, że się nie pokaleczyłaś. Moje kiedyś wywołały pożar, zwalając lampę na fotel, którego przykrycie ze sztucznego włókna stopiło się i zaczęło wydzielać czarny dym. Dobrze, że byłam wtedy w kuchni i wyczułam, że coś się dzieje w pokoju.
Wygląda, że nigdy Ci nie zabraknie straszliwych kocich historyjek do opowiadania dziecku przed snem ;)
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10659
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Pt sty 11, 2019 23:40 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Ona lata ciągle przy Tobie bo jesteś dla niej ważna.
To Ty z nią spędzasz najwięcej czasu, jesteś kimś w rodzaju zastępczej kociej mamy


Dokładnie.
CZytam ten wątek od kilku dni, za pierwszym razem jak ktoś mi go zalinkował to nie mogłam się oderwać i przeczytałam kilkadziesiąt stron.

I tam gdzie był opis kota który w środku nocy przychodzi i robi na człowieka kupę, ja się rozczuliłam.
Bo widziałam słowa o kocie który przychodzi do bardzo bliskiej osoby bo chce być blisko niej, nawet jeśli źle się czuje.
Moja kotka po traumie dopiero teraz, kilka lat po adopcji z DT, oswoiła się ze mną i pokochała mnie na tyle żeby przyjść spać w nogach mojego łóżka.
Z kolei kotka którą adoptowałam wcześniej z biedy z podwarszawskiej wsi, nie pozwala mi zniknąć za zamkniętymi drzwiami, jeśli chcę się wykąpać to wyje pod łazienką.

Trzymam kciuki za Tolę, to kochane maleństwo i błagam, jak najwięcej zdjęć :)

Selyuna

 
Posty: 24
Od: Śro cze 22, 2011 11:14
Lokalizacja: Warszawa

Post » Sob sty 12, 2019 12:11 Re: Walka o życie Toli - rozliczenie str 1

Super, że Tolcia zdrowieje:) Mam nadzieję, że uda się Wam ułożyć wszystko :) Jeśłi Tolcik nie musi już jeść z zegarkiem w ręku - zapraszamy z wizytą do nas.
Dużo przeszłyście i ten kto tego nie przeżył - nie zrozumie :(
Dla Tolci jesteś najważniejsza, choć czasem możesz to widzieć inaczej (zwłaszcza, że mały Wrzaskun przy innych się zachowuje inaczej niż z Tobą).
A jak sprawy kuwetkowe - poprawiło się coś?

gusiek1

 
Posty: 1029
Od: Nie sie 28, 2016 14:24
Lokalizacja: Warszawa

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: AgaPap, ametyst55, Anna2016, Blue, emill, Google [Bot], Hanig, Jaga_17, jago.dzianka1@o2.pl, KULAK, liszyca, Seramarias, sqbi90, Szukam_kotki, taizu, viosenka i 80 gości