Dziwne zachowanie kota porada

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pon gru 03, 2018 18:22 Re: Dziwne zachowanie kota porada

Pantaloon pisze:Kotek dostał obrzęku płuc i odszedł u weterynarza w gabinecie. ;( Poprosiłam o sekcję, żeby dowiedzieć się co się stało. Na chwilę obecną temat do zamknięcia :(

Pantaloon, bardzo mi przykro z powodu kota, trzymaj się!
Jeśli będziesz mieć wyniki sekcji daj proszę znać co było przyczyną śmierci kota, może komuś to bardzo pomóc przy podobnych objawach u jego zwierzaka.
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?" Mark Twain

MegGrey

Avatar użytkownika
 
Posty: 212
Od: Pon lis 23, 2015 12:54
Lokalizacja: Wrocław

Post » Pon gru 03, 2018 21:31 Re: Dziwne zachowanie kota porada

Pantaloon pisze:Kotek dostał obrzęku płuc i odszedł u weterynarza w gabinecie. ;( Poprosiłam o sekcję, żeby dowiedzieć się co się stało. Na chwilę obecną temat do zamknięcia :(

Bardzo mi przykro :(
(Twoje wpisy pojawiały się po akceptacji przez moderację, dlatego mój wcześniejszy wpis odnosił się do Twojego jeszcze wcześniejszego.)

Stomachari

 
Posty: 4751
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Pon gru 03, 2018 22:49 Re: Dziwne zachowanie kota porada

[*][*][*]

MaryLux

 
Posty: 130883
Od: Pon paź 16, 2006 14:21
Lokalizacja: Wrocław

Post » Wto gru 04, 2018 13:32 Re: Dziwne zachowanie kota porada

Jako, że pierwszy szok trochę już zszedł, opiszę wszystko co pamiętam, żeby inni mogli w podobnych sytuacjach znaleźć punkt odniesienia.

Zacznę od tego, co wielu spędzało sen z powiek- odrobaczenie i odpchlenie w odstępie niecałego tygodnia. Kot w momencie jednego i drugiego był 'zdrowy'- nie dawał żadnych objawów, jadł, pił, bawił się i był cały czas aktywny tak jak zawsze. Zasugerowany przez weterynarza odstęp (pod warunkiem braku jakichkolwiek efektów ubocznych) to 'około 5' dni.
Podałam fakt tych dwóch zabiegów, ponieważ mogły mieć wpływ na następujące po nich wydarzenia.
Loki został odrobaczony w piątek 16 listopada. Nie było żadnych objawów wzbudzających szczególny niepokój. Raz, krótko po podaniu środka na robaki zdarzyło się rozwolnienie, jednak w krótkim czasie (od jednej kupy do następnej) stolec się wyrównał i był jak zwykle. 22 w czwartek został odpchlony.

Od następującego poniedziałku zaczął robić się nieco mniej aktywny, więcej drzemał, jednak nie na tyle dużo by zwróciło to szczególną uwagę moją lub pozostałych domowników. Czerwona lampka włączyła mi się, gdy kotek zaczął o wiele więcej polegiwać, nie był radosny, opuściła go energia i zauważyłam wychodzenie większej ilości sierści przy głaskaniu. Poza tymi dwoma objawami, nic innego się nie zmieniało- jedzenie (które dostawał w regularnych porach) i picie bez zmian, kuweta też w porządku. Gdy w ciągu tygodnia, w którym obserwowałam czy nic się nie zmienia, zaczął mniej reagować na obecność moją i innych domowników, zdecydowałam o wizycie u weterynarza.

Wizyta numer jeden odbyła się w piątek 30 listopada po południu wet obejrzał kota- pyszczek, oczy, uszy, brzuch, odbyt i okolice, osłuchanie klatki piersiowej.

Konkluzje wizyty były następujące: czyste gardło, trochę kamienia nazębnego, zaczerwienione dziąsło przy jednym zębie z przodu. (zdarzało mu się to, szczególnie po jednej stronie ponieważ bardzo intensywnie ocierał pyszczkiem, często o twarde chropowate przedmioty i najczęściej od tego wdawał się stan zapalny. Nic, czego przedtem nie widziałam i nie leczyłam w domu.) Oczy i nos bez wycieków, uszy czyste. Nie stwierdzono szmerów przy osłuchaniu ani niepokojących zmian w okolicy brzucha. Sierść zadbana. Skóra na grzbiecie ze strupkami i łupieżem. Zalecenie- szampon przeciwłupieżowy i szczotkowanie. Po zapytaniu o sierść usłyszałam że może być to kwestia odpchlenia, bo w końcu to trutka podana na skórę.

Zostało zasugerowane badanie krwi w najbliższym terminie. Był piątek po południu, stwierdziliśmy że przyjedziemy od razu w poniedziałek z samego rana, a przez weekend będziemy obserwować cały czas. Sobota przebiegła bez zmian, nadal kotek jadł, pił. W kuwecie był tylko mocz, podałam pastę na kłaczki z jedzeniem. Wieczorem zjadł tylko połowę swojej typowej wieczornej porcji. W niedzielę byłam poza domem prawie cały dzień, jednak telefonicznie dostawałam informacje co do zmian. Rano w kuwecie bardzo twarda kupa i mocz. Bez zmiany koloru, śluzu z krwią czy robaków. Niestety w niedzielę rano już nie chciał jeść, i zaczął głęboko oddychać "pompować". Kilka razy napił się wody i skorzystał z kuwety (mocz). Wieczór i noc z niedzieli na poniedziałek była długa. Sprawdzałam raz na godzinę- dwie czy i co kotek robi. (zaglądałam, sprawdzałam miskę i kuwetę, nie próbowałam interakcji z kotkiem żeby dać mu poczucie względnego spokoju.) W poniedziałek rano oprócz trudnego oddychania lekko "pocharkiwał" jakby coś mu przeszkadzało w gardle.

Wizyta numer dwa miała miejsce wczoraj, 3 listopada. Weterynarz na sam początek sprawdził pyszczek i gardło. Stwierdzone zostało mocne zapalenie gardła (stąd charczenie). Lekarz nie zwrócił uwagi na ciężki oddech, mimo mojej uwagi że bardzo mnie to niepokoi, i stwierdzenia technika weterynaryjnego że bardzo mocno kot pompuje. Przy próbie pobrania krwi niestety bardzo się Loki zestresował, nie dał sobie pobrać krwi, ledwo dotknięto mu nogę wacikiem, zaczął wyć i się wyrywać. Kaftanik przyniesiony po chwili zamiast pomóc zaostrzył reakcję stresową, kot wił się, miauczał i wykręcał, próbując wydostać. Dwie osoby nie potrafiły sobie z nim poradzić. (nawet trochę popuścił do kaftanika.)

Po trzech próbach kot wydostał się, zeskoczył ze stołu i zaczął strasznie ziać nie mogąc złapać oddechu, kapała mu ślina. Próby złapania na siłę skończyły się tym że chciał drapać i nawet ugryzł (przez 6 lat gdy z nami był, nigdy nie był w takim stresie by zaatakować.). Stwierdzono że musi się uspokoić, przykryto go kocykiem tak żeby zasłonić mu oczy. Osoby nas obsługujące stwierdziły po chwili że podłączą kota pod tlen. Zapytałam czy skoro tak się denerwuje to czy nie można się zająć najpierw wiadomymi schorzeniami lub zrobić inną diagnostykę. Powiedziano mi że nie, że najpierw krew. Zostałam sama na kilka minut w gabinecie razem z kotkiem, przerażona jego widokiem. Oprócz ziania i kapiącej śliny zaczął chodzić na całych łapach i był zdezorientowany. Po chwili wrócił weterynarz i po nieudanych próbach przeniesienia go ręcznie,wziął kotka w transporterze do gabinetu zabiegowego.

5 minut później powrócono z kotkiem w transporterze do pierwszego gabinetu i poproszono mnie do środka. Lekarz usiadł przy komputerze i zaczął pisać, nic nie mówiąc. Zajęło mi kilka sekund żeby zorientować się, że mój kot umarł. Z początku myślałam że dostał tlen i się uspokoił, dlatego leży. Zapytałam co się stało. Zostałam sucho poinformowana że dostał obrzęku płuc i nie zdążyli mu podać tlenu, bo przestał oddychać. Następnie od razu zostałam zapytana czy biorę go do domu czy zostawiam u nich, by zajęli się zwłokami. Zapytałam czy mogą zrobić sekcję, powiedziano mi że tak i ponieważ jest rano, zrobią ją już dzisiaj.

10 minut później wyszłam z przychodni z pustym transporterem i paragonem.

Teraz do meritum, ponieważ dosyć szybko oddzwonili do mnie z wynikami sekcji. Okazało się że kotek miała wirusową chorobę zakaźną. Nie robili testu, ale powiedziano mi że na 99% był to FIP. Po otwarciu klatki piersiowej znaleziono ropne ziarniniaki, a w płucach było około pół litra płynu. Przyznano mi tylko, że stres próby pobrania krwi mógł przyczynić się do zaostrzenia objawów.

~

Podsumowując, właściciele- jeśli wasi podopieczni źle się czują, a weterynarz po odrzuceniu podstawowych diagnoz (zwykle robią od ogółu do szczegółu, wiadomo) rozkładają ręce zamiast poszukać głębiej- idźcie do innego lekarza, jeśli macie możliwość. Mieszkam w małej miejscowości, w najbliższym mieście przyjmuje 3 weterynarzy. Loki w swoim czasie był pacjentem wszystkich trzech, i z perspektywy 6ciu lat nie mogę się wypowiedzieć dobrze o żadnym z tych miejsc.

Tak, wiem co można powiedzieć- na FIP nic nie poradzą, mój kot i tak by umarł. Wiem o tym. Nie musiał jednak umrzeć przerażony, w agonii i otoczony obcymi ludźmi. Każdy zwierzak, gdy przychodzi mu odejść, zasługuje w miarę możliwości na komfort w ostatnich chwilach, czy były by to minuty, godziny czy nawet dni.

Dziękuję wam bardzo za wsparcie i pozdrawiam.

Pantaloon

 
Posty: 6
Od: Nie gru 02, 2018 20:57

Post » Śro gru 05, 2018 18:08 Re: Dziwne zachowanie kota porada

Podstawowym błędem weta było pobieranie krwi od kota z niewydolnością oddechową. Podejrzewam, że to było bezpośrednią przyczyną śmierci. Kiedyś przyniosłam moją kotkę na badanie, zdenerwowała się, zaczęła ziać i doktor natychmiast odstąpiła od pobierania. Wysłuchała wodę w płucach, podała furosemid i skierowała na echo serca do kardiologa. Tam się okazało, że kotka (13-letnia) ma guza w śródpiersiu. Dalej leczona była zachowawczo i umarła 10 miesięcy później z powodu przerzutów i niewydolności trzustki.
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10160
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Śro gru 05, 2018 19:42 Re: Dziwne zachowanie kota porada

Pantaloon pisze:Tak, wiem co można powiedzieć- na FIP nic nie poradzą, mój kot i tak by umarł.

Ja taka pewna tej FIPowej diagnozy nie jestem... Ze wstawionego przez Ciebie opisu wyłania mi się obraz mało kompetentnych wetów, którzy sekcję zrobili "na odwal się". Bo przecież na poprzedniej wizycie według nich kotu nic nie dolegało. A jak napiszą FIP, to nikt się czepiał nie będzie. FIP jest przecież nieuleczalny. (Podkreślam, że tak wnioskuję z opisu)
Nie bardzo też odpowiada mi opisanie FIPa jako "wirusowej choroby zakaźnej". Koty zarażają się koronawirusem, ale sama obecność tego wirusa nie powoduje jeszcze FIP. Musi dojść do samoistnej mutacji wirusa w organizmie kota, aby rozwinęła się choroba.

Stomachari

 
Posty: 4751
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Ankalime, bona_46, catcat, Damroka1, Fhranka, Google [Bot], koleandra, KotyzChocimskiej, mikii144, werona100 i 129 gości