Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto wrz 18, 2018 12:39 Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Witajcie! Mój problem może wcale nie jest problemem tylko naturalnym etapem rozwoju kota, ale jestem trochę zaniepokojona.
W skrócie, mam 5 miesięcznego kota, był z mamą i rodzeństwem do 3 miesiąca życia, od początku uwielbia ludzi, typowy z niego pieszczoch. Od mniej więcej 3-4 tygodni bardzo się ,,rozgadał" - budzi się mocno wcześnie np. około 5tej, chodzi po mieszkaniu i drze ryjek, szczególnie zainteresowany jest oknami, głównie do nich miauczy, skacze na nie itd. To by mi nie przeszkadzało, ale od mniej więcej 2 tygodni kot zaczął mnie atakować. Wcześniej czasem pacnął łapką albo złapał zębami np. gdy musiałam mu zrobić zastrzyk albo umyć łapki (miał biegunki i czasem się ubrudził), ale nigdy do krwi.
Teraz wygląda to tak, że gdy np. leżę w łóżku, kot się na mnie zasadza i skacze, łapami do twarzy, nie zawsze chowając pazury. Zupełnie go wtedy nie poznaję - uszy położone, chodzi wolno półkolem nawet nie mrugając, wydaje takie dźwięki, jak wtedy, gdy poluje na wędkę czy ćmę. Moje zdecydowanie ,,nie wolno" i ,,przestań" wręcz go nakręcają. Nie ma to związku za bardzo z niczym, ma takie ataki furii zarówno przed jedzeniem, jak i po, czasem ma to związek gdy np. powiem głośno ,,przestań" gdy gryzie kable albo skacze w kwiatki doniczkowe, dzisiaj rano się wściekł gdy zabrałam mu telefon, który próbował gryźć. Przed chwilą sekwencja była taka: wróciłam do domu, głaszczemy kotka, dałam mu ulubioną puszkę, kot zjadł, przyszedł na kolana i się przytula. Poszłam się przebrać... i furia. I ataki, takie, że muszę się dosłownie bronić przed nim poduszką. Rzuciłam mu zabawkę, wyżył się, teraz mi się znów ładuje na kolana i barankuje łebkiem i znów jest purr purr jestem słodkim małym kotkiem. Nie zawsze jednak taka próba odwrócenia uwagi przynosi efekt.
W mieszkaniu nic się nie zmieniło, spędzam z nim dużo czasu bo mam ostatnie dwa tygodnie, gdy nie pracuję, dużo się z nim bawię, ma mnóstwo energii.
Wzięcie drugiego kota nie wchodzi w rachubę z wielu powodów, on zresztą był jako kocię terroryzowany przez rodzeństwo, niedopuszczany do zabawek i tak dalej, taki najbardziej nieporadny z miotu. Sika, je, defekuje normalnie, jest w trakcie zmiany uzębienia na stałe... Nie ma żadnych oznak, by cokolwiek go bolało (chyba, że dziąsła od ząbkowania, ale nie widzę żadnych cech stanu zapalnego w paszczy), poza tymi atakami zachowuje się zupełnie normalnie, jak wcześniej, jest totalnym miziakiem i nie odstępuje mnie jak psiak.
Kastrację ma umówioną za trzy tygodnie. Zapach moczu jest jaki był, sika elegancko do kuwety.
Czy to naturalny etap rozwojowy kota, powiedzmy, że daje mi do wiwatu trochę jak ludzki nastolatek? I jest szansa, że kastracja pomoże?
Wcześniej miałam kota (zmarł w wieku 15 lat), także od kociaka, ale nigdy mu się podobne akcje nie zdarzały. Tzn. jak hormony doszły do głosu, to też szalał w nocy, ale nikogo nie atakował w taki sposób.
Mieszkam sama, gdy z kotem czasem zostaje na noc moja mama, kot nigdy jej nie atakuje, była w szoku gdy jeden z takich epizodów nagrałam i jej pokazałam. Ale do niej np. też nie przychodzi sam na kolana.
Jestem mocno zgryziona, bo aktualnie gdy się kładę spać, to staram się np. zasłaniać twarz. Brzmi to absurdalnie, ale momentami boję się 2,5 kg kota 8O Ale niestety, raz mnie już pacnął łapą w oko, na szczęście bez pazurów.
Mam jeden pokój z kuchnią, jedyne drzwi w mieszkaniu to te od łazienki, także nie mam też jak go odizolować za bardzo (m.in. z tego powodu nie biorę pod uwagę drugiego kota). Bardzo proszę o rady i wskazówki. Jak się zachowywać w czasie tych ataków? Czy powinnam szukać porady weterynarza (mój niekoniecznie zna się na kotach, poza tym, co niezbędne), behawiorysty, czy to po prostu minie?

Nadis

Avatar użytkownika
 
Posty: 85
Od: Śro sie 15, 2018 12:12
Lokalizacja: Sosnowiec

Post » Wto wrz 18, 2018 18:26 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Z moich doświadczeń zmiana zachowania może być związana z chorobą kota. Na pewno bym wybrała się do weterynarza i sprawdziła kotka od ogonka po paszcze.

gusiek1

 
Posty: 720
Od: Nie sie 28, 2016 14:24
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto wrz 18, 2018 20:27 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Tydzień temu kot był badany fizykalnie przez lekarza, przed szczepieniem, ze szczególnym uwzględnieniem paszczy. Wspominałam mu, że zmieniło się kota zachowanie rano, lekarz absolutnie nie widział nic niepokojącego i pokiwał głową, że pewnie hormony... Dzisiaj jest jakieś apogeum złości, wczoraj miał takie akcje agresywne z dwa razy, cały weekend był jak maskotka, spał mi na rękach i tak dalej. Bawi się normalnie, je tak samo (w tym mięso, gdyby go bolały zęby to przecież nie dałby rady gryźć wołowiny), poza kurwikami w oczach co jakiś czas wszystko jest bez zmian... Jak ma momenty, gdy jest spokojny i go wezmę na ręce i trochę ,,pomacam" (jestem lekarzem, ale nie weterynarii, małe dzieci bada się trochę podobnie do kotów :P) to w żadnym miejscu nic go nie boli palpacyjnie, bo spokojnie leży i miło mruczy.
O tyle się waham z wizytą u weta, że mój kot strasznie przeżywa jazdę autem, bardzo się boi, miauczy i jeśli to faktycznie hormonalna burza, to nie chcę go niepotrzebnie stresować. A zarazem nie mam przekonania, że ten weterynarz do którego chodzę cokolwiek doradzi, poza ewentualnie kastracją.

Nadis

Avatar użytkownika
 
Posty: 85
Od: Śro sie 15, 2018 12:12
Lokalizacja: Sosnowiec

Post » Śro wrz 19, 2018 6:34 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Prawdopodobnym też jest, że kot się po prostu nudzi bez drugiego kota. To młodziak i ma dużo energii, którą człowiek nie zawsze może mu pomóc rozładować. Co innego drugi kot.
Do cats eat bats?

Muireade

Avatar użytkownika
 
Posty: 1045
Od: Pon sie 08, 2016 17:26
Lokalizacja: Środek Wiochy

Post » Śro wrz 19, 2018 8:56 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

zaznaczę sobie do poczytania , bo juz widziałam takie wątki, że kot atakuje, i ciekawa jestem autentycznie, co w takiej sytuacji należy robić i co jest tego podłożem

a co robisz konkretnie jak kot atakuje? mówisz nie wolno ale co robisz? zasłaniasz się? ale co robisz poza tym?

nie mam zupełnie doświadczenia w tym zakresie, bo żaden z moich kotów nie atakuje ; szaleją owszem, wariują też, ale bez ataków na człowieka

ja bym spróbowała wyciszania kota, w sensie zrezygnowałabym z wspólnych zabaw z kotem zbyt nakręcających, typu wędka czy laserek - nie wiem w co się bawicie razem
- ja się niewiele bawię z kotami, czasem, ale raczej rzadko, raczej jestem albo obserwatorem albo głaskaczem

staram się je oczywiscie dotykac, głaskać, brac na kolana, nosić - witam się z nimi, ale bez żadnych gwałtownych zabaw, wiec one sa mało nakrecone przy kontakcie ze mną, ale u Ciebie to trudne - bo musiałabyś mu zapewnić zabawki dla samodzielnej zabawy

więc ja bym na Twoim miejscu spróbowała inaczej sie ustawić wobec kota, to znaczy oczywiscie go głaskać, witać się z nim czy brać na kolana, jesli lubi
ale wszystkie intensywne zabawy z kotem od siebie odsunąć, tak żeby kot nie kojarzył ciebie z wariowaniem
czyli np poustawiac w domu kilka kartonów, z dziurami, albo zrobić zamek z kartonów, jakis tor przeszkód do samodzielnej zabawy kota
jakieś tunele; można tez samemu zrobić

można też zawiesić kotu jakieś zabawki na sznurku (ale wtedy zabawa tylko pod kontrolą, jak jesteś w domu)
jak kiedyś miałam dwie młode zwariowane kotki, to wieszałam kilka sznurków takich rozciągliwych , przyczepiałam do górnego łózka pietrowego, tak żeby wisiały troszkę na dolnym łóżkiem, a na końcu sznurków wieszałam jakieś kocie myszki/szeleszczące (doskonałe zabawki dla kotów robiła jasdor) - kocice skakały, polowały, było istotne szaleństwo , ale ja nie była częścią tego szaleństwa i ich energia nie przerzucała sie na mnie i dawały tez spokój dorosłym kotom

a trzeba tak to zrobić, zeby to było na bezpiecznej wysokości, no i siedzieć w pokoju, bo kot może się w sznurki zaplatać

absolutnie nie polecałabym drugiego kota w takiej sytuacji, bo pewnie problemy by sie tylko nasiliły

nie wiem jaką masz dużą łazienkę, ale ja, gdyby kot mnie autentycznie atakował w nocy (nie wiem czy to sporadyczne ataki, czy częstsze) to bym go zwyczajnie zamykała na noc w łazience; bez gniewu, z kocykiem i wodą , po prostu dla własnego bezpieczeństwa
a w dzień, kiedy nie spisz, można nad tymi atakami popracować - nawet zapisywać w jakich sytuacjach sa ataki, co pomaga, jak i w co kot gryzie, w jakiej jesteś pozycji wtedy itd
najłatwiejsze wydaje odwrócenie uwagi kota, i przekierowanie ataku - jak juz widzisz, że kot sie nakręca

pomyśl też czy kot w twojej obecności bawi sie tez sam, i sam sobie zajmuje czas czy cały czas wisi ci nad głową, jak nie śpi?
i czy reagujesz na każdą jego propozycje zabawy, głaskania,jedzenia albo starasz się reagować? czy jest przyzwyczajony, ze zawsze jest tak jak on chce?
czy zdarza się, że nie chcesz kota na stole czy na kolanach, mimo, że się wpycha, zdejmujesz go i on to przyjmuje spokojnie?

Patmol

Avatar użytkownika
 
Posty: 22936
Od: Śro gru 30, 2009 14:03
Lokalizacja: Dolny Śląsk


Adopcje: 3 >>

Post » Śro wrz 19, 2018 9:50 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Najpierw mówię ,,nie wolno" albo ,,przestań" nieprzyjemnym tonem, ale nie krzyczę. Jak mnie atakuje, to się zasłaniam, np. poduszką, często wtedy on zmienia trajektorię lotu (jest bardzo skoczny). Jak raz mi się wgryzł w rękę, to go pacnęłam trzema palcami w nos (nie mocno, absolutnie nie żeby go zabolało, tylko żeby dostał sygnał, że nie wolno), dzisiaj spróbowałam głośnego pisku i ten pisk działa chyba najlepiej. Dobrze działa też, jeśli np. stanę na łóżku i ewidentnie zobaczy, kto jest ,,większy".
Dzisiaj bawił się dwie godziny, aż ,,ział", ale bawił się dalej, teraz padł w swoim łóżeczku. Godzinę ze mną, uciekająca piłeczka na wędce, potem sam - płachtą folii bąbelkowej, pod którą mu schowałam myszkę albo piłeczkę. Także tak raczej nie zachowuje się chore zwierzę... To co zmieniłam, bo chyba wcześniej popełniłam błąd, to bawię się z nim w drugiej,,dziennej" części pokoju, niż mam kanapę na której śpię. Przyznaję, że czasem bawiłam się z nim wędką np. oglądając telewizję i może skojarzył kanapę ze swoim rewirem łowieckim? Nie wiem. Ale już tego zaniechałam. Uprzedzając pytania, nigdy się z nim nie bawiłam np. ręką, zawsze jeśli już, to miałam w ręku maskotkę albo np. zwiniętą folię.
Kartony ma, ma też dużo zakamarków, na które wskakuje, m.in. opanował wskakiwanie z niskiego drapaka na regał a z regału na szafę ubraniową i tam lubi drzemać. Właściwie jedyne sytuacje, gdy go odganiam, to wtedy gdy gryzie kable (choć praktycznie wszystkie są pochowane) lub skacze w kwiatki doniczkowe. Poza tym nie jest szczególnie represjonowany, kilka razy zdarzyło się, że był zamknięty z kuwetą, legowiskiem i zabawkami w łazience, bo byli w mieszkaniu fachowcy, to wtedy był biedny kotek wyklęty, w łazience zamknięty, ale po uwolnieniu był bardzo stęskniony i miły.
On ma po prostu nieprawdopodobną ilość energii co mnie cieszy, bo widać, że jest zdrowy i generalnie zadowolony, gdy trapiły go biegunki a wcześniej koci katar był dużo mniej żwawy niż teraz. Mam wrażenie, że on momentami nie wie, co by chciał, jak dziecko - tu się tuli, a tu mu odbija, taka frustracja ;)
Też na pewno nie pomaga, że na balkonie trwa remont elewacji, cały czas ktoś chodzi za oknem, pewnie go to niepokoi, bo w weekend, gdy robotników nie było, był o wiele spokojniejszy. Ale remont elewacji trwa od maja, a szaleje od jakichś dwóch tygodni ;) Bardzo mu się w ostatnim czasie powiększyły jajka i też ehm, są inne oznaki dojrzewania płciowego, których na pewno jeszcze miesiąc temu nie prezentował.

Z tymi zabawkami na sznurkach - bardzo się zniechęciłam, bo kupiłam mu taki biały pompon na takiej rozciągliwej lince. Dwie godziny później jak się nim sam bawił, to cholerstwo tak mu się owinęło wokół łapki, że nie byłam w stanie tego rozplątać i musiałam przeciąć. Słabo mi się zrobiło jak sobie pomyślałam, że np. mogło mu się to owinąć wokół szyi. Oczywiście bawił się pod moim nadzorem, ale to był dosłownie ułamek sekundy. Za to tunel już jest w koszyku na zooplusie :)

Drugiego kota nie wezmę z kilku powodów i w tej kwestii zdania nie zmienię. Przede wszystkim, mam jednopokojowe wynajmowane mieszkanie, bez możliwości oddzielenia dwóch futerek, w łazience nie będę kota trzymać całymi dniami bo jak to w bloku, ledwo da się w niej obrócić. Właścicielka do jednego kota nie ma zastrzeżeń, ale na dwa na pewno by się nie zgodziła, a mieszkanie jest tak tanie, że nie znalazłabym nic w tej cenie w okolicy. Druga kwestia to finanse, przez najbliższy rok będę zarabiała po prostu bardzo kiepsko, a nie mam jeszcze możliwości dorabiania w zawodzie i niestety, każde 50 zł ma dla mnie duże znaczenie, a Pysia też nie karmię byle czym. Mogę liczyć na pomoc rodziców przy nagłych wydatkach typu weterynarz, uwielbiają mojego kota, ale znam ich zdanie na temat posiadania dwóch zwierząt. Ostatnia kwestia - mój kot już jako kociak 2-3 miesięczny po prostu się nie bawił z rodzeństwem. Mam filmiki, na których widać, jak pozostałe szaleją z zabawką, a ten się trzyma z boku, albo korzystając z zamieszania zajmuje sobie kolana u swojej ówczesnej pani. W przeciwieństwie do swojego braciszka (którego wzięła moja przyjaciółka), mój właściwie od pierwszego dnia nie zdradzał żadnych symptomów, że tęskni za kocią rodziną, nie miauczał w nocy itd. Jego poprzednia opiekunka była w bezdennym szoku, gdy wysłałam jej filmik, jak Pysio szaleje z zabawkami pierwszego dnia u mnie. Biedny w końcu się dorwał i nikt go nie przeganiał ani nie atakował.

Edit: Jeszcze odpowiadając na Twoje pytania :) Tak, bawi się sam i to dużo i fajnie, poluje na folię albo zabawki, galopuje po mieszkaniu, goni własny ogon w kółko itd. W nocy te ataki się nie zdarzają nigdy, wyłącznie rano, gdy on już się obudzi a ja próbuję złapać jeszcze chwilę snu. Odwracanie uwagi zabawką czasem przynosi efekt, czasem niekoniecznie, obecnie gdy widzę, że ma ,,kurwiki" w oczach, najczęściej biorę piłkę na sznurku i kwadrans intensywnie się z nim bawię. Na koniec dostaje smaczek, zwykle jakoś ukryty, żeby nie było za prosto się dobrać. Ataki zdarzają się zwykle, gdy usiądę na łóżku i np. oglądam telewizję albo piszę coś na telefonie.
Z tą zabawą/głaskaniem jak on chce jest różnie, mam ciężki egzamin w ten weekend i zwykle jak zaczyna mnie zaczepiać do zabawy, to jednak rzucam mu zabawkę. Z głaskaniem - bardzo lubię go miziać, także o ile nie muszę np. wyłączyć czajnika albo wyjść z domu na umówione spotkanie, to raczej ma go pod dostatkiem. Teraz wlaśnie wstał z łóżeczka i mi zasnął na kolanach.

Nadis

Avatar użytkownika
 
Posty: 85
Od: Śro sie 15, 2018 12:12
Lokalizacja: Sosnowiec

Post » Śro wrz 19, 2018 10:07 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

spokojnie, nie musisz przecież brać drugiego kota - jak nie chcesz i nie masz na to warunków
nie musisz się z tego tłumaczyć

moim zdaniem sensownie jest brać dwa koty zaprzyjaźnione od razu razem, ale późniejsze dokacanie bez warunków i przekonania do tego- jest raczej trudne i może sie nie udać

na pewno rozpiera go energia i to jest ok
głownie chodzi o to, żeby nie kierował jej wobec Ciebie
Ostatnio edytowano Śro wrz 19, 2018 13:08 przez Patmol, łącznie edytowano 1 raz

Patmol

Avatar użytkownika
 
Posty: 22936
Od: Śro gru 30, 2009 14:03
Lokalizacja: Dolny Śląsk


Adopcje: 3 >>

Post » Śro wrz 19, 2018 10:18 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

To samo miałam z Małym, ona też nie miała ograniczeń tzn ziajała, pokładała się ale nie popuściła widoku kropki laserka czy wędki :wink:
Tak samo zaczęła mnie atakować- głównie twarz i najlepiej jak miałam zamknięte oczy (chyba ją to nakręcało) dosłownie rzucała się z pazurkami na powieki, kilka razy w nos mnie porządnie upieprzyła itp itd, jedyne co pomogło to właśnie pisk na wysokich tonach i gryzienie tudzież szczypanie- gryzłam ją dość mocno ale nie żeby krzywdę zrobić i przytrzymywałam żeby nie uviekła, szczypałam tak samo, bardzo szybko zrozumiała, że jak ona "mamusie" użre to mamusia zrobi to samo :mrgreen: tak serio może to dziwne się wydaje, ale zrobiłam tak jakby kocia matka zareagowała czy rodzeństwo....Mały zapamiętała to chyba doakonale, dziś tylko mnie opierd*la za wsio co jej nie pasuje, ale nawet jak warczy niczym wściekły pies, mogę ją pocałować prosto w pysia i nic mi nie zrobi, najwyżej zacznie jeszcze bardziej "szczekać" albo da się w ten sposób przeprosić (tylko prawie nigdy nie wiem o co mnie opieprza :?: ) życie z nią to ciągłe poskramianie złośnicy :smokin:

kociołkowo

Avatar użytkownika
 
Posty: 1377
Od: Czw mar 30, 2017 22:49

Post » Śro wrz 19, 2018 12:21 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Też bym raczej tę zmianę zachowania zrzuciła na karb dojrzewania. Mój kocur kiedy wszedł w ten okres bycia nastolatkiem sprawdzał na ile może sobie pozwolić i testował intensywnie moją cierpliwość.
Pisk, podgryzanie, podszczypywanie są naturalnymi metodami w grupie kotów. Inaczej tylko postępowałabym w przypadku tych ataków, to znaczy nie zaczynała się bawić, bo kot się uczy "aha, użrę ją to zrobi to, co chcę". Mój kiedy się zbytnio nakręcał był izolowany, tzn. lądował w łazience na 10-15 minut. Jak przestawał rozwalać, wrzeszczeć i drapać w drzwi a następowała cisza to wychodził potulny jak baranek. Nie zamykałam go za karę tylko po to żeby się wyciszył, tak samo postępowałam gdy zbyt gwałtownie zachowuje się w stosunku do kotki. Kot nie jest obrażony, wychodzi normalnie, przychodzi się głaskać, jest w innym stanie umysłu już.
Co do reagowania jeszcze na te poranne ataki - mój kocur darł się rankiem, skakał po mnie albo walił w lustro. Pomogło totalne ignorowanie go. Wiedział, że nic tym nie osiągnie i się skończyło.
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?" Mark Twain

MegGrey

Avatar użytkownika
 
Posty: 213
Od: Pon lis 23, 2015 12:54
Lokalizacja: Wrocław

Post » Śro wrz 19, 2018 13:31 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Dziękuję Wam dziewczyny za odpowiedzi :201494 kot póki co dzisiaj dwa razy się chciał ,,przyczaić" na mnie, jak skoczył to zaczęłam piszczeć, bardzo był zdziwiony i się wycofał. Z tym zamykaniem w łazience coś może być na rzeczy. Wypróbuję te metody o których napisałyście i zobaczymy co odniesie najlepszy rezultat. Teraz znów jest w łaskawym nastroju, dwie godziny prowadziłam ważną rozmowę telefoniczną i nie reagowałam na jego zaczepki, również nie głaskałam go jak mi się ładował na kolana, przespał się i jest miły, taki jak zwykle.

Nadis

Avatar użytkownika
 
Posty: 85
Od: Śro sie 15, 2018 12:12
Lokalizacja: Sosnowiec

Post » Śro wrz 19, 2018 16:01 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

A kocie wykastrowane ?

Chikita

 
Posty: 1473
Od: Śro cze 28, 2017 18:05
Lokalizacja: Białystok /Suwałki

Post » Śro wrz 19, 2018 16:08 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Napisałam w I poście, kastracja już umówiona na środek października. Wcześniejszy termin nie bardzo wchodził w rachubę, bo co chwilę wyjeżdżam przez najbliższe tygodnie, a rodzice boją się zostać z kotem zaraz po zabiegu.

Nadis

Avatar użytkownika
 
Posty: 85
Od: Śro sie 15, 2018 12:12
Lokalizacja: Sosnowiec

Post » Śro wrz 19, 2018 18:55 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Nadis, kocur w 95% przypadków następnego dnia po kastracji biega, skacze, nie ma szwów, je, nie trzeba pilnować żeby się rana nie rozeszła, bo ranki nie mają nawet centymetra. Obserwować należy działanie narkozy, później już z górki. Jeśli tym się martwisz i Cię powstrzymuje to spokojnie jeśli masz np. weekend wolny umawiaj kota np. na piątek lub sobotę rano :)
"Czy dom bez kota - najedzonego, dopieszczonego i należycie docenionego - zasługuje w ogóle na miano domu?" Mark Twain

MegGrey

Avatar użytkownika
 
Posty: 213
Od: Pon lis 23, 2015 12:54
Lokalizacja: Wrocław

Post » Śro wrz 19, 2018 19:10 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

U mojego kocurka już 4 h po kastracji bylo wszystko ok. Kocury na ogol bardzo dobrze znosza kastracje, nie ma co sie martwic na zapas :wink:
Do cats eat bats?

Muireade

Avatar użytkownika
 
Posty: 1045
Od: Pon sie 08, 2016 17:26
Lokalizacja: Środek Wiochy

Post » Śro wrz 19, 2018 19:33 Re: Zmienne nastroje u 5 miesięcznego kocura

Nie ma czym się przejmować, to tylko chwila żeby doszedł do siebie po narkozie, jak tylko przestanie być "pijany" to właściwie jest po sprawie i kotek będzie cały i zdrów, no może nie cały ale dobrze wybrakowany :mrgreen: kotki troszkę dłużej dochodzą do siebie, choć moje wszystkie po kilku godzinach miały ochotę na zabawy itp a jedna była cięta aborcyjnie w wysokiej ciąży, tylko kotki trzeba pilnować i stopować ze względu na ranę i szwy.

kociołkowo

Avatar użytkownika
 
Posty: 1377
Od: Czw mar 30, 2017 22:49

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Blue i 46 gości