Rozdarciuch - nie radzę sobie

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Sob sie 04, 2018 19:22 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Fatko, a próbowalaś w takich chwilach rozmawiać z nim szeptem?
Bo mój gaduła reaguje bezbłędnie: natychmiast dostosowuje swój volume do mojego i nawija ciszej.
In Xanadu did Kubla Khan
Obrazek

ana

 
Posty: 19194
Od: Śro lut 20, 2002 21:56

Post » Sob sie 04, 2018 22:26 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

A próbowałaś feromonową obróżkę uspokajającą?
Polecam,ale konkretnej firmy.Mogę znaleźć link jak chcesz,ale nie teraz;bo piszę z tel.
Ponad 30 głodnych kotów w Trzebiatowie i jeden ponad 80-letni staruszek karmiciel. Pomóż je nakarmić https://zrzutka.pl/w9grmw

Obrazek

tabo10

 
Posty: 5733
Od: Nie lip 31, 2011 14:24

Post » Nie sie 19, 2018 9:47 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Nie, nie rozmawiałam z nim szeptem - albo ignoruję, albo wybucham bo już nie mogę.
Nie nosił też obróżek.
Obecnie mam taki czas, że więcej jestem poza domem i mnie to jego darcie tak nie irytuje- ale drze się cały czas.


Jesteśmy po badaniach - tarczyca ok. On po prostu jest drzymordą. Wet pytała kiedy był odsadzony od matki, bo to jego wycie, może wynikać z tego, że za wcześnie. Jak go wzięłam miał już rok, ale ma straszne tendencje do ssania więc domniemywać można że zbyt długo z matką nie był.

Przy okazji wet mnie ofuknął, że TAKI kot jest niewychodzący. Do Stefki obiekcji nie miał, ale taki duży, długonogi buras wyścigowy powinien wychodzić i wtedy część problemu z darciem byłaby z głowy bo kotek ma za mało bodźców.

Może i ma za mało, ale wolę go rozdartego niż rozjechanego.
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1546
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

Post » Nie sie 19, 2018 10:02 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Serio wet tak powiedział? :strach: Już bym więcej do niego nie poszła.
Milva B
Obrazek
Nasze Koty: http://www.divine-cats.eu

milva b

Avatar użytkownika
 
Posty: 5164
Od: Czw mar 30, 2006 21:24
Lokalizacja: Poznań

Post » Nie sie 19, 2018 13:09 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Tak, ponoć takich kotów jak on to się często nie widuje.
Zwykły buras i to wcale nie ciężki bo ledwie 6 kilogramowy, tylko na szczudłach (Stefka go nie omija tylko pod brzuchem przechodzi). Odniosłam wrażenie, że chodzi o tę jego długonożność? Aż przez chwilę myślałam o kupnie takiego kołowrotka dla kota, ale on chyba nie jest aż taki aktywny..
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1546
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

Post » Nie sie 19, 2018 14:32 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Kocie koło szybko by znudziło takiego aktywnego kota. Bieganie w nim to jest czynność bezmyślna i nużąca na dłuższą metę i koty szybko zapominają o tym kole.
Mam kilku znajomych od orientów i devonów, którzy takie koło kupili. Kicha, teraz stoi nieużywane. Owszem na początku był szał całe stado stało w kolejce by wypróbować nową zabawkę. Ale równie szybko zabawka poszła w odstawkę. Wyrzucona kupa kasy ;)
Milva B
Obrazek
Nasze Koty: http://www.divine-cats.eu

milva b

Avatar użytkownika
 
Posty: 5164
Od: Czw mar 30, 2006 21:24
Lokalizacja: Poznań

Post » Śro sie 29, 2018 21:04 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

To potwierdzone. To JA jestem źródłem problemu.

Nie było mnie przez 8 dni - kot był gadatliwy, ale grzeczny. Tylko wróciłam i już włączył syrenę i wyje, jojczy, zabiega mi drogę i stara się zaprowadzić do kuchni. Tylko wstanę aby sobie gacie podciagnąć a on "Łał! łał! łaaaał!" i biegnie do kuchni, po czym zorientowawszy się, że nie idę za nim wraca i zawodzi.


Nie wiem jak mam wyplenić w nim to skojarzenie, "jak się drę to wymuszę" - wszak nawet gdy jest ustalona posiłku to on wrzeszczy cały czas.
Zamykać go aby nie widział mnie przygotowującej żarcie i wypuszczać gdy micha będzie już stała?
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1546
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

Post » Śro sie 29, 2018 23:16 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

A może całkiem się przestawić i niech ktoś inny daje kotom żarcie?

Funghi

Avatar użytkownika
 
Posty: 402
Od: Czw maja 19, 2016 9:37

Post » Sob wrz 01, 2018 9:23 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Wtedy będą dostawać suchą karmę zalaną wodą :ryk: (ostatnio wyjechałam na 8 dni i konkubent tak je żywił bo opacznie zrozumiał wskazówki). Może to dobry pomysł, tylko osobnik wspólmieszkajacy jest cieżki.
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1546
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

Post » Nie kwi 14, 2019 17:51 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Muszę popsioczyć na kota. Znów.

Po prostu czasami myślę, że ani ja z nim nie jestem szczęśliwa, ani on ze mną. Niezgodność charakterów, coś w ten deseń.

W doopie mam zniszczenia, rozprutą wersalkę którą kupiłam we wrześniu, niezliczone doniczki i kufle które poszły się rypać, czy kolejne już (czwarte) prześcieradło z wyciętym kwadratem bo kot driftował. Przedmiot rzecz nabyta. Zdarza się.

Ja nie daję rady z tym wyciem i tym, że tak często mi krzywdę robi. Niechcąco, ale robi! :( Dzisiaj go na noc zostawiłam, grzeczny był wyjątkowo - serce mi rozgrzał, słodziutki był, aż mi się głupio zrobiło, że na niego narzekam. Niedawno chciałam zamknąć drzwi do salonu, a on gdy gdzieś się drzwi zamykają, koniecznie rzutem na taśmę musi się do tego zamykanego pomieszczenia wbić. Pędząc jak oszalały, żeby zdążyć rozorał mi stopę. Drugą, bo na jednej wciaż jeszcze strupy mam po podbnym, n występku, na przedramionach jeszcze też... Tym razem boli tym bardziej bo rozpierdzielił mi skórę na halluksie , to sie słabo goi wszak do buta to dociśnięte i chcąc nie chcąc trę tym.. :placz:

I ja się z automatu drę, i z bólu i z zaskoczenia - kot się przestrasza, wszak on niewinny! Wieje do transporterka i siedzi przerażony. I tak kilka razy w tygodniu. Nie kuma, że mi po raz kolejny cos zrobił, myśli że mam chyba jakieś dziwne napady agresji.

No i to wycie, wycie, wycie cały czas :(

Fiksuję
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1546
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

Post » Nie kwi 14, 2019 17:58 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

To może poszukaj mu innego dobrego domu?

jolabuk5

 
Posty: 15900
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Nie kwi 21, 2019 13:26 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Jakoś tak w sytuacji gdy tyle zwierząt potrzebuje domu pilnie, nie czułabym się dobrze szukajac domu dla wychuchanego pieszczoszka tylko dlatego, że chciał mnie pozbawić twarzy. Skóry na brzuchu. Tkanki na nogach. Krwawe ślaczki chciał rysować na plecach. Etc.

Po śmierci naszego psa, mój tata chciał Burysia. Bo Bureł niby buras zwykły, ale urodziwy wybitnie no i sympatyczny. Brałam pod uwagę, ale stwierdziłam, że boję się o moich rodziców :| Może i miałby więcej uwagi o którą tak zabiega, więc może mniej by się wydzierał, ale w swojej bezmyślności jest po prostu niebezpieczny. Nie wybaczylabym sobie jakby np. zbił moją mamę z nóg (mnie mu się kiedyś udało, raz całkiem a raz prawie, bo się wyratowałam, ale pomidorówka którą niosłam wylądowała na ścianie).

Wczoraj popieprzał po mieszkaniu, wpadł w poślizg, wjechał do kuchni, owinał się dookoła nogi cieżkiego, drewnianego stołu siłą uderzenia wyciągając go na środek - zakrzyknął: łałłałłał!! i poleciał dalej siać zniszczenie. Jakbym przy tym nie była, pomyślałabym, że ktoś mi się do chałupy włamał i meble przestawia.

Obecnie jestem w fazie bezsilnej akceptacji. Wychodziłam na świąteczne śniadanie, oczywiście galopując i odbijajac się od ścian przeleciał mi po stopach - już nawet nie krzyknęłam, tylko zadrapanie przemyłam, a rozdarte rajstopy wymieniłam na nowe.

Jakby mi ktoś opowiadał to nie uwierzyłabym.
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1546
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

Post » Nie kwi 21, 2019 16:44 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Fatka pisze:Po prostu czasami myślę, że ani ja z nim nie jestem szczęśliwa, ani on ze mną. Niezgodność charakterów, coś w ten deseń.


Wiesz co.... W takim przypadku naprawdę warto rozważyć poszukania na spokojnie innego dobrego domu dla kocurka.
Trwanie w tym stanie dla zasady nie jest dobrą drogą :(
Bywa że między człowiekiem a kotem po prostu nie iskrzy i wychodzenie z założenia że skoro się kota wzięło to na całe życie i nie ma opcji znalezienia rozwiązania z tej sytuacji korzystnego dla obu stron to często prosta droga do życia w koszmarze.
Na pewno warto zasięgnąć porady dobrego behawiorysty etc.
Ale jeśli nic nie pomaga i nadal jest między Wami negatywna energia, pomyśl na spokojnie czy trwanie w tym stanie ma jakiekolwiek zalety.
I komukolwiek służy.

Nie masz noża na gardle, mogłabyś szukać kotu nowego właściciela spokojnie, bez pośpiechu.
U kogoś kto lubi temperamentne, żywiołowe i rozgadane koty. Nie wiem jakie duże masz mieszkanie - ale może większe by pozwoliło rozładować część jego energii. Tudzież koci koledzy.
W zamian Ty mogłabyś dać dom kotu spokojnemu, cichemu miziakowi odratowanemu przez jakiś DT.

Blue

 
Posty: 19368
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Nie kwi 21, 2019 19:32 Re: Rozdarciuch - nie radzę sobie

Pewnie masz rację...

Czasami tak mi daje w kość, że nie wytrzymuję i muszę go zamknąć :( Wiem, że tak nie powinno być, ale po takim wyciu i nękaniu mnie samej chce się wyć.
Kocica też jakby ma go dość - zawsze gdy go zamknę robi się jakby słodsza. Relaksuje się kołami do góry i oczy mruży.

Teraz jest grzeczny.
Stefan i Burełko.

Fatka

 
Posty: 1546
Od: Pt sty 01, 2016 19:36

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: ametyst55, Gregoryacund, Jaga_17, Kryspi, Lifter, Majestic-12 [Bot], Ragaman, Vi, wtenczas i 52 gości