Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratownika

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pt cze 30, 2017 13:55 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Na stronę też zaglądam i chętnie będę polecać innym. Dziękuję :)
Obrazek Obrazek Obrazek
Sprawdź, czy kupujesz produkty firm prowadzących testy na zwierzętach: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=8&t=156138
http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=600483

alata

 
Posty: 1978
Od: Pt lis 19, 2010 1:25
Lokalizacja: Gliwice

Post » Nie lip 02, 2017 13:32 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Ciekawa strona. Fajny poradnik ratownika. Napewno ni soe przyda. Pozdrawiam

kociak381

Avatar użytkownika
 
Posty: 2
Od: Wto cze 27, 2017 12:30

Post » Wto lip 04, 2017 21:36 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

alata pisze:Na stronę też zaglądam i chętnie będę polecać innym. Dziękuję :)

:1luvu: :ok:

kociak381 pisze:Ciekawa strona. Fajny poradnik ratownika. Napewno ni soe przyda. Pozdrawiam

Dziękuję! :) A przy okazji: witaj na forum! :201461
Obrazek

ryśka

Avatar użytkownika
 
Posty: 33111
Od: Sob wrz 07, 2002 11:34
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post » Czw lip 06, 2017 16:13 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

zapiszę
Obrazek Obrazek
Tymoteusz [*]17.08.2019 r.

magdalena99

 
Posty: 1467
Od: Sob mar 27, 2010 15:20

Post » Wto lip 25, 2017 19:31 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

To ja jeszcze dołożę coś od siebie, może komuś się przyda. Tydzień temu ratowałam kociaka który komuś się zgubił i uciekł na drzewo. Nie potrafił sam zejść, wyciągnięte w jego stronę ręce zachęcały go, ale nie miał odwagi skoczyć. Osoby, które mi pomagały, podsunęły bardzo mądry pomysł: najwyżej jak mogliśmy podnieśliśmy otwarty karton. Nie trzeba było długo czekać, jak kotek wskoczył :)

miodowa

 
Posty: 13
Od: Wto lip 25, 2017 8:16

Post » Śro lip 26, 2017 23:14 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

miodowa pisze:To ja jeszcze dołożę coś od siebie, może komuś się przyda. Tydzień temu ratowałam kociaka który komuś się zgubił i uciekł na drzewo. Nie potrafił sam zejść, wyciągnięte w jego stronę ręce zachęcały go, ale nie miał odwagi skoczyć. Osoby, które mi pomagały, podsunęły bardzo mądry pomysł: najwyżej jak mogliśmy podnieśliśmy otwarty karton. Nie trzeba było długo czekać, jak kotek wskoczył :)

Wspaniale! Gratuluję. :1luvu:
Obrazek

ryśka

Avatar użytkownika
 
Posty: 33111
Od: Sob wrz 07, 2002 11:34
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post » Wto sie 22, 2017 11:34 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

A czy kota wychodzącego szuka się inaczej niż domowego? Historia jest trochę skomplikowana, ale w skrócie: brat z rodziną wziął kota ze schronu, kot miał być domowy, ale mamy silne podejrzenia, że jednak zanim trafił do schronu, to był wychodzący (żeby była jasność, nikt nie ma pretensji do schronu, bo coś takiego trudno stwierdzić w warunkach schroniskowych, a kot w dodatku był z tych aspołecznych) - weci po opisie zachowania też mówią, że to było typowe zachowanie kota wychodzącego. Nikt w rodzinie nigdy nie miał kota wychodzącego, więc nie załapaliśmy, że nocne śpiewy i kombinowanie przy oknie oznaczają chęć wyjścia.:( W każdym razie: kot przecisnął się przez drzwi na tarasie, bo był za szeroko ustawiony ogranicznik. Niestety nie zna terenu, więc mała szansa, że sam wróci. Okolica jest podobna do tej, z której go zabrano, więc może się nie oddali? Wszystkie standardowe rady dot. szukania zostały zastosowane, ogłoszenia powieszone, sąsiedzi poinformowani, rodzina szuka go na okrągło, jedzenie wystawione pod tarasem, klatka łapka niedługo będzie. Ale tak kombinujemy, czy może takiego kota trzeba szukać inaczej, niż standardowo?
Edit: nie zwiał przez okno tylko przez taras

katikot

 
Posty: 2564
Od: Pt paź 26, 2007 23:31
Lokalizacja: Kraków/Wrocław

Post » Wto sie 22, 2017 22:12 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Tak, jest trochę inaczej. Taki kot może od razu zacząć ostrożnie eksplorować (zwiedzać okolicę). Więc trzeba szukać od razu w większym promieniu od domu (co najmniej 300 metrów). I szukać samodzielnie, bo może nie zwracać na siebie uwagi przypadkowych osób, poruszać się ostrożnie. Szukajcie głównie o świcie i tuż po zmroku.
Obrazek

ryśka

Avatar użytkownika
 
Posty: 33111
Od: Sob wrz 07, 2002 11:34
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post » Wto sie 22, 2017 22:13 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Dzięki, kot już został namierzony, właśnie trwa czajenie się z klatka łapką.

katikot

 
Posty: 2564
Od: Pt paź 26, 2007 23:31
Lokalizacja: Kraków/Wrocław

Post » Wto sie 22, 2017 22:40 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

katikot pisze:Dzięki, kot już został namierzony, właśnie trwa czajenie się z klatka łapką.

:ok: :ok: :ok:

Przyzwyczajanie do "niewychodzenia" może u upartych kotów trochę trwać. Mieliśmy taką tymczaskę, zgarniętą spod bloku. Kot-strzała. Ucieczkowicz pierwszej ligi. Trzeba bardzo pilnować (na początku warto przy wychodzeniu zamykać kota w jakimś pomieszczeniu, by nie uciekł między nogami) i całkowicie ignorować dopominanie się o wychodzenie. Nie pocieszać, nie przekonywać, nie głaskać, nie krzyczeć. Toffi zniszczyła trochę uszczelki w oknach i podnosiła głową rolety. Trochę to wszystko trwało, faza ostra kilka tygodni :) Potem było coraz lepiej i lepiej. Znalazła ostatecznie wspaniały dom, w którym nie wychodzi i nie próbuje uciekać.
Obrazek

ryśka

Avatar użytkownika
 
Posty: 33111
Od: Sob wrz 07, 2002 11:34
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post » Wto sie 22, 2017 22:45 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Dzięki, to warto wiedzieć, bo wet twierdził, że wychodzącego kota nie da się oduczyć wychodzenia. Ale tym się zajmiemy później, najpierw trzeba typa złapać.

katikot

 
Posty: 2564
Od: Pt paź 26, 2007 23:31
Lokalizacja: Kraków/Wrocław

Post » Śro sie 23, 2017 9:17 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

katikot pisze:Dzięki, to warto wiedzieć, bo wet twierdził, że wychodzącego kota nie da się oduczyć wychodzenia. Ale tym się zajmiemy później, najpierw trzeba typa złapać.

Za to mocno trzymam kciuki!
To nieprawda, co mówi wet. Toffi była naszym najcięższym przypadkiem. Wiem, że ktoś mógłby tego nie przetrzymać, że bywa ciężko (zwłaszcza, jeśli kot dodatkowo znaczy). Ważne, by kot przekonał się, że jest to w 100 % niemożliwe, a wymuszanie nie przynosi żadnych korzyści. Na tym polega w tym wypadku modyfikacja zachowania.
Natomiast większość kotów, które do nas trafiły jako dorosłe, wcześniej wychodziła i bez problemu przestawiły się na spacerki po balkonie. Wolno żyjąca Śnieżka przez kilka lat bała się wychodzić na balkon - kontrolowała, czy drzwi nie zamkną się za nią i nie zostanie na zewnątrz, gdzie jej się przecież nie wiodło.
Obrazek

ryśka

Avatar użytkownika
 
Posty: 33111
Od: Sob wrz 07, 2002 11:34
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post » Śro sie 23, 2017 11:03 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

A da się kota zainteresować jakoś tym, co jest w mieszkaniu? Leoś się nie interesował niczym poza spaniem, jedzeniem, oknami i drzwiami. Żadne drapaki, żadne zabawki, nic. Czy można jakoś przekonać kota, że dom to nie tylko baza do spania, ale miejsce do życia?

katikot

 
Posty: 2564
Od: Pt paź 26, 2007 23:31
Lokalizacja: Kraków/Wrocław

Post » Śro sie 23, 2017 13:21 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Pewnie, ale to trwa. Zachowanie kota będzie się zmieniało wraz ze zmieniającymi się emocjami. Jeśli kot jest zdenerwowany, bo nie może wyjść i zdecydowany, by to osiągnąć, to nie będzie zainteresowany zabawą. A jaki on ma kontakt z ludźmi? Z kuwety korzysta? W jakim jest wieku? Najtrudniej pracować z kotami w wieku 2-6 lat.
Obrazek

ryśka

Avatar użytkownika
 
Posty: 33111
Od: Sob wrz 07, 2002 11:34
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Post » Śro sie 23, 2017 13:39 Re: Przerażony kot na otwartym terenie. 10 przykazań ratowni

Do ludzi w schronisku był dość nieprzyjaźnie nastawiony: http://www.napaluchu.waw.pl/moj_nowy_do ... /011701801
Edit: Szczegółowa relacja z domu:
Ma 3 lata. Z kuwety korzysta, ale oprócz tego, znalazł sobie inny kącik w domu, gdzie również siusia. Nikomu to nie przeszkadza, bo leżą tam akurat stare torby, które i tak miały być wyrzucone, więc uznaliśmy, że skoro mu taka "druga kuweta" do czegoś potrzebna, to niech ma. Wycieramy i tyle.

Na próby zabawy reagował właśnie tak, jakby go to wkurzało, było jakimś zawracaniem głowy. Zaczepiany wędką ugryzł ją raz konkretnie i więcej nie zwracał uwagi. Nie zainteresowały go myszki, piłki, drapak, kartonowe pudła, ani nic, co jest w mieszkaniu. Tylko bezpieczny kącik, droga do misek i do wyjścia. Nienawidzi być łapany, przytrzymywany, zamykany itd. Boi się, kiedy człowiek zbliża się wyprostowany - kotek wtedy syczy, wyje i kładzie uszy po sobie albo ucieka. Najlepiej było przy nim
leżeć na podłodze, wtedy się nie bał. Ale! Po tym, jak kilka razy dałam mu jeść, zaczęłam go delikatnie głaskać, nie zwracając uwagi na te syki i inne efekty, okazało się, że po chwili się uspokaja, układa się wygodnie, tuli pyszczek do ręki, czasem nawet mruczy i najczęściej zaraz zasypia. Po kilku razach mogłam go już głaskać i miziać wszędzie, ale i tak zawsze warczy ostrzegawczo na początku. Z zabawek polubił tylko mruczącą poduszeczkę, jej dźwięk go uspokaja.

Co ciekawe: zdarzyło mu się ugryźć (przy pakowaniu do transportera celem pójścia do lekarza) ale nigdy nie atakował łapą. Pazurków używa do wspinania (bardzo dobrze się wspina) i do majstrowania przy drzwiach i oknie. Niczego nie drapie, niczego nie niszczy, jest bardzo cichy i w ogóle wygląda to tak, jakby starał się nie zostawiać śladów. Urobek w kuwecie zakopuje bardzo dokładnie i nie wysypując żwirku. O jedzenie się nie upomina, a jak dostanie, to nie podchodzi do miski od razu, tylko po kilku minutach, jak się odejdzie. No i cały dzień śpi, budząc się na jedzenie i siusiu, a aktywny jest nocą, a wtedy interesuje go tylko wyjście. I wtedy potrafi miauczeć całą noc do człowieka, tylko nie skojarzyliśmy, że mówi: otwórz mi okno. I to jest jedyna sytuacja, kiedy nawiązuje z własnej inicjatywy jakiś kontakt z człowiekiem: prośba o wypuszczenie. Chyba uważa ludzi za istoty hałaśliwe i kompletnie nieprzewidywalne, od których lepiej trzymać się z daleka. Możliwe, że więcej czasu spędzał sam na dworze, niż z ludźmi. Ta jego "aspołeczność" nam w ogóle nie przeszkadza, nie oczekujemy od niego miziarstwa. Pytanie tylko, czy jest szansa, że on będzie się dobrze czuł w domu niewychodzącym, skoro nie znajduje w nim nic atrakcyjnego? Czy można jakoś dom w tej sytuacji uatrakcyjnić, żeby nie myślał wciąż o uciekaniu?
Edit 2: Uff, Leoś złapany, już jest w domu :)

katikot

 
Posty: 2564
Od: Pt paź 26, 2007 23:31
Lokalizacja: Kraków/Wrocław

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Blue, jolabuk5, kocikocidrapki, ser_Kociątko i 28 gości