Strona 38 z 103

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Pon kwi 16, 2018 11:30
przez Gretta
No i młody wiek chyba działa na korzyść Lusieńki. :)

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Pon kwi 16, 2018 12:28
przez Stomachari
Cieszę się z lepszych wieści :) Oby było dobrze :ok:

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 10:06
przez eweli77
Dziekujemy za wsparcie, podałam lusieńce steryd, nie było tak źle.

Mam ważne pytanie, bo wet mowił o szczególnych środkach ostrożności przy chemioterapii, że toksyny mogą być groźne dla dzieci i innych zwierząt. Jak mamy przygotować się do tego? Kompletnie sobie nie wyobrażam co i jak zorganizować, ma ktoś z tym jakieś doświadczenie?

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 10:17
przez Bungo
Toksyny są przenoszone przez mocz, kał i ślinę. Teoretycznie więc kot powinien być izolowany przez czas podawania chemii plus od 24 do 72 godzin (różne źrodła podają różny przedział czasowy).
W praktyce jest to bardzo trudne. Choćby ślina - ma się z nią kontakt podczas podawania tabletek.
Przy większej liczbie kotów trudno uniknąć kontaktu w kuwecie czy przy "wymianie" misek, a także wzajemnego wylizywania.
Mój Bungo dostaje tabletki co 3 tygodnie, przez 4 dni. Musiałabym więc go zamknąć na co najmniej 5 dni, co w moim przypadku jest niemożliwe. Więc tylko myję ręce po podaniu tabletek, często sprzątam kuwetę i myję miski. No i liczę, że nic złego się nie stanie....

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 11:48
przez zuza
Ja nie zachowywalam zadnych srodkow ostroznosci. Ale nie byłam w ciazy, nie mam dziecka.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 15:25
przez FuterNiemyty
W ramach obslugi kuwet, misek, podawania lekow dopyszcznie itp. przydaloby sie uzycie rekawiczek i maseczki, odizolowanie dzieci i mlodych zwierzat ( miare mozliwosci prz najmniej co do tych kuwet/misek), zmiana kuwet po kazdym uzyciu przez leczonego kota, kuwety kryte. by jak najmniej sie przedostalo do powietrza, czeste wietrzenie.
Jesli w gre wchodzi rozpuszczanie leku, to w dobrze wentylowanym miejscu, z maseczka na twarz.
Wszystko w okresie podawania leku i ustalenia z lekarzem czasu trwania w organizmie.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 15:28
przez zuza
Rozpuszczanie? U nas to byla tabletka podawana do gardla wrzutem. Nie umialam tego zrobic w rekawiczce. Ale jak raz Leoś obslinil i wyplul, bo probowalam to mu podac w rekawiczce, futerko w tym obslinionym miejscu zeszlo :( Mnie w palce sie nic nie stalo.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 15:34
przez FuterNiemyty
Niektore leki w chemii sie rozpuszcza, dodaje do kroplowek itp., dlatego napisalam o tym (nie wiem, czy kotow tez ?).
I nie jest tak, ze od razu cos sie dzieje.
Kwestia srodkow bezpieczenstwa, chemia jest leczeniem agresywnym, silna trucizna i minimalizuje sie kontakt leku z organizmami zdrowymi.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 15:37
przez zuza
Z tego co wiem chemie dozylna podaje sie tylko pod kontrola lekarza, dlatego pomyslalam o tabletkach.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 15:40
przez FuterNiemyty
Przy problemie z podaniem czasem tabletke rozpuszcza sie do podania w strzykawce, kroplowki podaje sie tez w domu.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Wto kwi 17, 2018 15:46
przez zuza
A widzisz, nie mialam pojecia, ze tak mozna.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Śro kwi 18, 2018 6:01
przez eweli77
Dzięki za info, ja będę jej pakowała prosto do pyska, tak jak wszelkie tabletki, bo to mam w miarę opanowane. Rękawiczek napewno przy tym nie użyje, bo luśka nie dała by sie złapać.
Dzieci malutkich nie mam, raczej rozumne bestie są, więc nic im chyba nie będzie.
Jedynie kuweta może być lekkim problemem, bo wszystkie trzy załatwiają się do jednej, mimo trzech sztuk nigdy nie korzystały z dwoch pozostałych. Tyle dobrze, że jestem cały czas w domu i mam możliwość sprzątać po każdym urobku, w nocy też wstaje ze trzy razy na siku to sprzątam co jest, kuweta jest kryta ale bez drzwiczek.

Wet bardziej restrykcyjnie to przedstawiał więc myślałam, że będzie ciężko, ale widze że nie jest tak źle.

Tulić i pieścić też nie ma zakazu? Bo lalunia to by się całą dobę tuliła (tylko do mnie) co chwilka buziaczki, śpi wciśnięta we mnie. Jak chodze i coś robie to biega za mną krok w krok, i buziaczka co minutkę bo jak nie to morde drze, taki się pieszczoch z dzikusa zrobił.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Śro kwi 18, 2018 6:47
przez zuza
Zakaz byl, ale przeciez nie odstawie od piersi kota, ktory jest chory, stwierdzilam i olalam. No moze dzieci niech nie tula w tym czasie...

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Śro kwi 18, 2018 8:32
przez eweli77
A no właśnie jak "odrzucić" chorego kota? Też mam zamiar olać zakaz, bo sobie nie wyobrażam jak mogłabym ją odtrącić, podczas gdy ona wręcz na chama się pcha.
Dzieci nie będą jej tuliły, tylko się z nimi bawi laserem, ewentualnie do kubusia lubi podejść na głaski, ale to się przypilnuje go.

Dzięki Zuza, tak to bym się pewnie spinała nieźle z tą ostrożnością, a tak wiem, że ktoś inny olał zakazy i żyje :lol:
Wet to tak przedstawił jakby luśka miała być śmiertelnym zagrożeniem dla nas i zwierząt, wiadomo jak to lekarze muszą nastraszyć żeby ludzie sie w miare stosowali do zaleceń, ale dlatego właśnie was zapytałam, bo nie wszystko da się wykonać.

Re: Lusia ma chłoniaka :(

PostNapisane: Śro kwi 18, 2018 9:48
przez Stomachari
Jedna pani mi opowiadała, że zajmowała się często swoim wnuczkiem gdy ten był mały. Nawet mieszkał przez jakiś czas z nią i jej mężem a nie z rodzicami bo tyle rodziców w domu nie było. I jakoś w tym okresie przeszła terapię jodem. Aby uchronić dzieciaka przed promieniowaniem prawie przestała go dotykać, obowiązki musieli przejąć pozostali członkowie rodziny (rodzice malucha oraz jej mąż, gdy wnuk był u nich).
Nie wiem jak promieniowanie ma się do chemii, ale z jej opowieści brzmiało, że to było poważne zagrożenie i dlatego trzymała się zakazów.
Fakt jednak, że z kotem jest nieco inaczej i to kot jest tu chory a nie opiekun... W każdym razie lepiej chyba, żeby dzieci nie miały zbyt dużo kontaktu z Lusią. I pewnie zabierałabym Lusię od innych zwierząt, może do siebie byleby ze sobą tyle nie przebywały.