Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Czw kwi 27, 2017 9:26 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Hańka pisze:Zgadzam się z tym, że nie wszystko, co dotyczy psów można przekładać na zachowanie kotów. Ale jednak wiele kotów to indywidualiści. I świetnie się czują jako jedyne koty kochających ludzi.

To chyba jednak jakieś kilka procent kotów, które muszą/mogą być jedynakami.Ponad setka tymczasów przewinęła się przez mój dom i zaledwie dla kilku szukałam domu, gdzie zostali kocimi jedynakami, nigdy jednak żaden nie poszedł do domu, w którym byłby sam przez kilkanaście godzin.Dziwne, ale wiele osób szuka po jakimś czasie kota na dokocenie, bo zrozumieli, że jedynak szczęśliwy nie jest.
jaaana, to w takim razie ja mam wyjątkowe koty.
Zapraszam na bazarek viewtopic.php?f=20&t=186392

ewar

 
Posty: 44406
Od: Wto lis 06, 2007 20:17
Lokalizacja: Stalowa Wola

Post » Czw kwi 27, 2017 9:42 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Jednakowoż część tych dokoceń nie ma happy end - powiedziałabym wręcz, że można unieszczęśliwić oba koty...
Graty ze strychu - mała dokładka
viewtopic.php?f=27&t=173183
Obrazek

Hańka

 
Posty: 32705
Od: Sob lut 09, 2008 0:22
Lokalizacja: Sopot

Post » Czw kwi 27, 2017 9:52 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Hańka pisze:Jednakowoż część tych dokoceń nie ma happy end - powiedziałabym wręcz, że można unieszczęśliwić oba koty...


Zgadzam się.

Dlatego dobrym wyjściem jest adopcja rodzeństwa lub kotów, które się znają i lubią. Każda inna możliwość to ogromne ryzyko i bywa, że "niedźwiedzia przysługa" tak dla rezydenta jak i dla kota, który przychodzi później.

Alija

 
Posty: 2175
Od: Czw maja 19, 2016 6:12
Lokalizacja: Warszawa

Post » Czw kwi 27, 2017 10:03 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

a'propo kociego jedynactwa
Obrazek
koty na zdjęciu nie są ze sobą w żaden sposób spokrewnione, poznały się u mnie w mieszkaniu
niestety więcej się na fotelu nie zmieściło
"Człowiek nie jest apoteozą ewolucji, a jedynie ślepą uliczką pomniejszej, bocznej gałęzi jednej z mniej wykształconych podgrup ssaków." pamietnikpoldka.blogspot.com

Killatha

 
Posty: 9603
Od: Sob lis 17, 2007 12:04
Lokalizacja: Zabrze

Post » Czw kwi 27, 2017 10:20 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Feebee pisze:Koty powinny żyć w stadzie?
Oglądałam kiedyś jakiś program o tym, że koty nie są zwierzętami stadnymi w naturalnych warunkach. Jak się je zamknie w domu to zmienia im się psychika i mają inne potrzeby, czy to mit, że nie są zwierzętami społecznymi?
W odróżnieniu od psów, właśnie, które mają inne potrzeby niż koty, bo psy to z całą pewnością zwierzęta stadne.
A tu jakoś tak, jak czytam powyżej, zupełnie inaczej niby jest. Jak to jest z kotami, bo z psami z pewnością racji nie masz Alienor, psy to zwierzęta stadne?


Czy pies może być jedynym psem w domu? Jak najbardziej może. Czy dlatego, że nie będzie miał kontaktu z innymi psami "zapomni" o tym, że inne psy istnieją - nie. Zwykle na spacerach będzie przynajmniej widział inne psy.

Czy mały kociak żyjący samotnie z człowiekiem po jakimś czasie "zapomina" jak się po kociemu porozumiewać? No raczej tak. I o ile nie widzę problemu w wyadoptowywaniu w pojedynkę dorosłych kotów, które i tak nie wchodzą w bliższe relacje z innymi kotami, to w przypadku takiego kociaka to swego rodzaju okaleczenie. Jeśli będzie to dom niewychodzący (a z reguły do takich wydaję koty) to nie będzie miał normalnych kontaktów z innymi kotami. A wtedy w razie jeśli wróci z adopcji po dłuższym czasie lub wyląduje na ulicy/w schronisku jego szanse na przeżycie i "dogadanie się" z innymi kotami są nikłe. Każdą próbę zbliżenia się/zabawy będzie traktował jak atak i albo będzie uciekał/chował się, albo będzie atakował.

Spora część nieudanych dokoceń jest efektem "pójścia na żywioł" i wpuszczenia przybysza do rezydenta od razu. A wtedy przybysz - pachnący obco - jest traktowany jako wróg. Mam koty na DT i DS, które przyszły w różnym czasie i całkiem często widzę jak wylizują się wzajemnie, śpia razem etc. Oczywiście nie dotyczy to jedynaków, które przez lata mieszkały tylko z człowiekiem - wtedy takie scenki są niemal niemożliwe.
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

 
Posty: 22144
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Czw kwi 27, 2017 10:25 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Koty są różne i mają różne wymagania.
Rolą DT, fundacji, wolontariuszy w schronie etc. jest wyłapanie tych wymagań i znalezienie takiego domu, który te wymagania będzie mógł i chciał spełnić - dla jednego kota będzie to dom wyłącznie jedynaczy, dla innego koniecznie z innym kotem pasującym temperamentem lub np. psem/dzieckiem/inne dowolne, a dla jeszcze innego wyłącznie z jednym, konkretnym kotem w tzw. dwupaku.
I nikt nie ma prawa osądzać arbitralnie, z zewnątrz, że dt (czy inny podmiot) powinien wyadoptowywać jak leci, byle szybciej, nie patrząc na dobro konkretnego kota i konkretnego domu, do którego ten kot trafi. Wyadoptowanie podrostka z przysłowiowym ADHD na jedynaka do domu, gdzie będzie siedział sam przez większość dnia, niekoniecznie ten dom uszczęśliwi na dłuższą metę.

OKI

Avatar użytkownika
 
Posty: 42065
Od: Śro gru 23, 2009 19:05
Lokalizacja: Warszawa

Post » Czw kwi 27, 2017 10:29 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bestol pisze:U mnie siatka też już zostanie :) Ale trochę się wystrachałam, jak mi sąsiadka, z która się przyjaźnię, powiedziała, że ma nadzieje że żaden dziwny inny sąsiad mnie nie zgłosi do Wspólnoty, że zrobiłam samowolkę :( Ona też ma kota i powiedziała, że z uwagi właśnie na taki ewentualny problem siatki nie zakłada. Tak czy siak, chyba mnie z mieszkania nie wyrzucą 8) Jeszcze mi zostało zabezpieczenie okna w sypialni. Dzięki temu forum już wiem, jak to zrobić. Też początkowo chciałam tam siatkę, ale się nie sprawdzi, ponieważ nie otwieram okna na oścież w sypialni tylko uchylam, a to bardzo niebezpieczne dla kota. Dlatego skorzystam z rad osób z forum miau jakie otrzymałam w tej sprawie, bo to szczerze dobre rady.
W umowie adopcyjnej - z kategorii bezpieczeństwo mieszkania - mam jedynie punkt o osiatkowaniu balkonu. Sama od siebie chcę zabezpieczyć okno. Nie takie straszne te zasady DT jak widać. Ciągle mówię o swoim przykładzie, bo nie wiem jakie warunki stawiają inni opiekunowie DT. BTW ciągle pamiętam pierwszy post tego wątku. Jakbym miała wypełniać ankietę i dostałabym pytanie, np. "czemu kot ziewa" albo "jakie podręczniki na temat wychowania kota przeczytałam" odpowiedziałabym "bo mu się nudzi" i "Forum Miau" :) Nie wiem, czy po takich odpowiedziach któryś DT by mi zaufał i oddał pod opiekę kotka 8)

Podepnę się pod ten Twój post, ogólnie, bo nie chce mi się tworzyć pierdyliona cytatów. A więc siatka nie boli? :wink: To dobrze.
Tutaj kolejny, mój osobisty, przykład czym może skończyć się brak siatki. Bardzo, bardzo dbali o kotkę jej opiekunowie. A w ostatnim dniu prawie zdarzyło się nieszczęście, ten post i chyba dwa kolejne, ku przestrodze viewtopic.php?p=10142749#p10142749

I nie, nie wydam kota do domu bez zabezpieczonych okien/balkonów i również do domu wychodzącego bez odpowiednio zabezpieczonego ogrodzenia czy woliery.
Owszem, można negocjować, ale to bardzo duże ryzyko, wolę go unikać. A już zakładanie z góry, że:
- nic się nie stanie bo jestem ostrożna (patrz przytoczony przeze mnie przykład)
- wspólnota się nie zgodzi
- takiego balkonu nie da się zabezpieczyć
- foch, etc
skutkuje tym, że dziękuję pięknie za kontakt, ale niestety kota nie dam.
Ludzie mają lekceważący stosunek do stawianych im wymagań i gotowi są traktować je jako fanaberie i fiksacje. Ludzie są leniwi i z góry przyjmują założenie - nie da się. Wszystko otóż się da :evil: Da się pokonać wspólnotę (wiem, bo pokonałam, ale byłam zdeterminowana i gotowa pójść do sądu, albo wręcz sprzedać mieszkanie i przeprowadzić się), da się zrobić zabezpieczenia do których wspólnota się nie przyczepi, a jak się przyczepi to bezpodstawnie. Przyjmowanie założenia z góry: nie zgodzą się, nie zamontuję. A pytała pani? Nie ma po co, bo się nie zgodzą. Ja w odchowanego kota włożyłam pracę i serce, albo serce i pracę, czemu mam go oddawać osobie, która nie chce wykonać minimalnego wysiłku, żeby zapewnić kotu bezpieczeństwo? Da się nawet zabezpieczyć balkon w kamienicy wpisanej do rejestru zabytków (przykład koleżanki z Łodzi, z tego forum) gdy konserwator nie wyraża zgody. Owszem, balkon jest wówczas dla kotów, nie dla ludzi, ale da się a koty będą bezpieczne. Każdy balkon da się zabezpieczyć, może trudniej, może drożej, ale wystarczy pomyśleć, pokombinować i da się zrobić.
Ale ok. Ty, jako mało doświadczona kociara, biorę na to poprawkę. Ale zadziwia mnie DT, o którym piszesz. Negatywnie zadziwia - brakiem książeczki zdrowia, brakiem dokładnych informacji o szczepieniach, odrobaczeniach itd. A w końcu brakiem informacji o tym, co np powinien jadać kot. Zwłaszcza, że to miał być Twój pierwszy kot.
ElBrus87 pisze:Próbowałam zaadoptować z fundacji i DT - nie udało się, ale zostało mi mocne uczulenie na takie twory. Dlaczego? Dlatego:
- przypadek 1: fundacja-zbieracja osoby z forum, wymagania wyśrubowane, ale nie wyrażone - trzeba się pani przypodobać, a pani nawet nie ukrywa, że nienawidzi ludzi. Kotów w kawalerce pod sufit, na olx niektóre ogłaszane od ponad roku - w ogłoszeniach nieprawdziwe informacje (dzikuny i agresory reklamowane jako miziaki kochające wszystko i wszystkich), ale pani wygłasza tyradę, że ludzie są głupi, bo czytać nie umieją. Tydzień zwodzi, prosi o przysługi i na koniec kota nie daje, bo kot będzie transportowany, a koty transportu nie lubią i tyle (chodziło o wyjazd 1-2 do roku na święta do rodziny).

- przypadek 2: tym razem po rozmowach telefonicznych z panią odsiewającą z fundacji, jedziemy do DT. Na olx oznaczony jako Warszawa, w rzeczywistości 40 minut w kolejce podmiejskiej. Na tym kłamstewka się nie kończą. Udomowiony miziak to jednak świeżo ciachnięty podwórkowy kocur, który w domu spędza minimum czasu - szama, drzema i w długą. No ale pani z fundacji uznała, że się 4-letniego dzikuna udomowi ot tak, to można w zasadzie już napisać, że domator.

- przypadek 3: fundacja organizuje casting, chociaż do dziś mam wątpliwości czy ten kot w ogóle istniał i był do adopcji czy robił na zdjęciach za wabia na charytatywne smsy

Sytuacji było więcej, ale oszczędzę opisów. Nawet hodowczyni - dorosła kobieta od której chcieliśmy adoptować dorosłą kotkę jednak postanowiła kotki wcale nie oddawać do adopcji, bo ją jednak loffcia bardziej niż myślała...


Zgadzam się z Tobą. Mam podobne doświadczenia i przemyślenia dotyczące kocich adopcji, głównie w fundacjach. Przeczytawszy przykład nr 3, przypomniałam sobie jak chciałam sfinansować kosztowną operację kotu, a później zabrać go do domu. Uważam, że zostałam w bezczelny sposób orżnięta. Owszem, kot istniał, owszem faktycznie był kaleki po wypadnięciu z okna. Ale nie chodziło o to, żeby jakiś jeleń finansował mu operację, a o to, żeby stado jeleni na tę operację wpłacało (tak operacja się odbyła, ale uzbierano na kilka takich, na co poszła ta kasa, nie wiadomo). Nie chodziło też o dom dla kota, bo kot miał wzruszać i rozczulać mnie podobnych idiotów i skłaniać ich do wpłat. Taki medialny koteczek, wyadoptowany, nie generowałby zysków, dom w tym przypadku okazał się kwestią drugorzędną :x Tak, ta fundacja była obecna na forum. Teraz obserwuję na fb starego kota, to nie jest kot po którego ustawią się kolejki do adopcji. Problem w tym, że to samo zdjęcie, tego samego kota, z prawie identycznym opisem widziałam już ponad rok temu i bardzo poważnie się zastanawiam czy ten kot w ogóle jeszcze istnieje. Nie ma mowy o adopcji, wyłącznie o zbiórce na leczenie.Pozostałych przykładów nawet nie chce mi się komentować. Tak po prostu jest. Śmiem też twierdzić, że fundacja nawet jeśli dobrze zaczyna, najczęściej, po kilku latach działalności jakoś się wyradza. Demoralizuje?
ElBrus87 pisze:z ciekawości - jak wyglądają Wasze odmowy? co mówicie? jak komunikujecie odmowę i ją uzasadniacie? - to nie jest złośliwe pytanie, po prostu po przeczytaniu wątku nurtuje mnie to, jak to może wyglądać i czy to, z czym się spotkałam to reguła.

Normalnie :) Jeśli są konkretne powody (np brak zabezpieczeń), po prostu odmawiam i wyjaśniam czemu. Jeśli są inne, trudne nawet czasem do uchwycenia, też mówię. Nie przeciągam, nie naciągam na przysługi, zakładam, że jesteśmy dorośli. Niestety często jest to błędne założenie :wink: Przypomniał mi się nawalony jak patefon osobnik domagający się kotka. No sorry, ale chyba nawet nie muszę tłumaczyć czemu kota nie dostał? Dla ułatwienia dodam, że on akurat nie rozumiał mojej postawy i groził mi "obiciem pyska", dowiedziałam się też wiele o prowadzeniu swoim i mamusi :roll:
Ale może nie jestem miarodajnym przykładem, bo nie jestem zawodowym DT, ot trafiały mi się koty, najcześciej takie, które do mnie przyszły po pomoc albo się u mnie urodziły, albo ktoś je podrzucił, albo je znalazłam i nie mogłam zostawić.
ewar pisze:Dodam też, że nie ma obowiązku wypowiadania się o sprawach, na których się nie znamy, a niektórzy to robią z uporem maniaka.To jakieś uzależnienie?

Taaak, ciekawy pod tym względem jest wąteczek, w którym jako specjaliści usiłują występować osoby, które nigdy kota nie miały i generalnie o kotach nie wiedzą nic, takoż o kocich adopcjach :)
Dedykacja specjalna - kto się tłumokiem urodził, walizką nigdy nie będzie!

casica

Avatar użytkownika
 
Posty: 48975
Od: Pt mar 30, 2007 22:12
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw kwi 27, 2017 11:47 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Alija pisze:
Hańka pisze:Jednakowoż część tych dokoceń nie ma happy end - powiedziałabym wręcz, że można unieszczęśliwić oba koty...


Zgadzam się.

Dlatego dobrym wyjściem jest adopcja rodzeństwa lub kotów, które się znają i lubią. Każda inna możliwość to ogromne ryzyko i bywa, że "niedźwiedzia przysługa" tak dla rezydenta jak i dla kota, który przychodzi później.

I z tym się zgodzę w 100%. Do dziś nie mogę odżałować, że biorąc Helcię, nie wzięłam jej siostry/brata. Usprawiedliwia mnie tylko fakt, że to mój pierwszy kot i wówczas o tych stworzeniach i ich wymaganiach wiedziałam mniej niż zero.

:idea: Ale - to nie zawsze musi być tak, że kociak od małego będący jedynakiem, nie zaakceptuje dokocenia.
Graty ze strychu - mała dokładka
viewtopic.php?f=27&t=173183
Obrazek

Hańka

 
Posty: 32705
Od: Sob lut 09, 2008 0:22
Lokalizacja: Sopot

Post » Czw kwi 27, 2017 12:33 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Oczywiście, że zdarzają się szczęśliwe dokocenia jedynaków. Sama tego doświadczyłam przed laty.
Wiele zależy od samych kotów (przy zachowaniu prawidłowych zasad dokocenia). Miałam szczęście, moja trzyletnia wówczas rezydentka kochała wszystko, co żyje i nie miała problemu z akceptacją towarzyszki.
Niemniej jednak niedawno wolałam adoptować dwupak i to był dobry pomysł, chociaż było niełatwo, dopóki w kociątkach szalały hormony. Teraz jest idealnie :)

Alija

 
Posty: 2175
Od: Czw maja 19, 2016 6:12
Lokalizacja: Warszawa

Post » Czw kwi 27, 2017 13:17 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Alienor pisze:
Feebee pisze:Koty powinny żyć w stadzie?
Oglądałam kiedyś jakiś program o tym, że koty nie są zwierzętami stadnymi w naturalnych warunkach. Jak się je zamknie w domu to zmienia im się psychika i mają inne potrzeby, czy to mit, że nie są zwierzętami społecznymi?
W odróżnieniu od psów, właśnie, które mają inne potrzeby niż koty, bo psy to z całą pewnością zwierzęta stadne.
A tu jakoś tak, jak czytam powyżej, zupełnie inaczej niby jest. Jak to jest z kotami, bo z psami z pewnością racji nie masz Alienor, psy to zwierzęta stadne?


Czy pies może być jedynym psem w domu? Jak najbardziej może. Czy dlatego, że nie będzie miał kontaktu z innymi psami "zapomni" o tym, że inne psy istnieją - nie. Zwykle na spacerach będzie przynajmniej widział inne psy.

Czy mały kociak żyjący samotnie z człowiekiem po jakimś czasie "zapomina" jak się po kociemu porozumiewać? No raczej tak. I o ile nie widzę problemu w wyadoptowywaniu w pojedynkę dorosłych kotów, które i tak nie wchodzą w bliższe relacje z innymi kotami, to w przypadku takiego kociaka to swego rodzaju okaleczenie. Jeśli będzie to dom niewychodzący (a z reguły do takich wydaję koty) to nie będzie miał normalnych kontaktów z innymi kotami. A wtedy w razie jeśli wróci z adopcji po dłuższym czasie lub wyląduje na ulicy/w schronisku jego szanse na przeżycie i "dogadanie się" z innymi kotami są nikłe. Każdą próbę zbliżenia się/zabawy będzie traktował jak atak i albo będzie uciekał/chował się, albo będzie atakował.

Spora część nieudanych dokoceń jest efektem "pójścia na żywioł" i wpuszczenia przybysza do rezydenta od razu. A wtedy przybysz - pachnący obco - jest traktowany jako wróg. Mam koty na DT i DS, które przyszły w różnym czasie i całkiem często widzę jak wylizują się wzajemnie, śpia razem etc. Oczywiście nie dotyczy to jedynaków, które przez lata mieszkały tylko z człowiekiem - wtedy takie scenki są niemal niemożliwe.


No sorry, ale ja nie o tym piszę.
Było o Koniczynce47 która ma nieustalone przez miau kwalifikacje i nie zna się na psychice kotów, a napisała, że wydawanie kotów w pakiecie to jej zdaniem wygórowane restrykcje. No to się zainteresowałam. :twisted: I okazuje się, że kot jest nietypowym przykładem samotnika, w odróżnieniu od innych udomowionych zwierząt.
Pies może być sam w domu, bez stada, ale to jest wbrew jego naturze. :wink: Kot może być z innymi kotami, choć to chyba wbrew jego naturze na wolności. A my przecież chcemy uszczęśliwiać zwierzaki, czyż nie? :wink: Żartuję teraz trochę, ale wynika mi jednak, że kot jest szczęśliwy samotnie, a pies w stadzie, oczywiście są wyjątki od reguły.
Kot zamknięty w domu to też swoiste działanie wbrew naturze, choć wiadomo także, że taki kot żyje dłużej i to kilkukrotnie dłużej niż w obecnych czasach na wolności.
Tylko tak mnie zdziwiło nieustanne jeżdżenie po Koniczynce47, która cokolwiek napisze to zawsze źle i się nie zna na kotach, a jakoś tak mi w tej sytuacji nie wynika, że zastosowała kalkę zachowania psa i kota. Pies to zwierzę stadne, kot woli życie w pojedynkę.
Tłumaczenie o tym, że kot będący sam w domu nie będzie znał innych kotów rozumiem, ale to zupełnie innego typu tłumaczenie niż naturalne potrzeby kota.
Obrazek
Polska reforma sądownictwa przestępców konstytucyjnych

Feebee

Avatar użytkownika
 
Posty: 14300
Od: Pon paź 05, 2015 13:22

Post » Czw kwi 27, 2017 13:38 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Feebee pisze:Tłumaczenie o tym, że kot będący sam w domu nie będzie znał innych kotów rozumiem, ale to zupełnie innego typu tłumaczenie niż naturalne potrzeby kota.

to wyobraź sobie, że siedzisz zamknięta w domu przez 10-12 h dziennie i nie masz do kogo pyska otworzyć
pies może być sam bo jego stadem są ludzie i jest wyprowadzany na spacery
a koty w stanie wolnym też żyją w grupach złożonych z kotek i ich młodych, samotnictwo dotyczy głównie dorosłych kocurów (niekastrowanych)
"Człowiek nie jest apoteozą ewolucji, a jedynie ślepą uliczką pomniejszej, bocznej gałęzi jednej z mniej wykształconych podgrup ssaków." pamietnikpoldka.blogspot.com

Killatha

 
Posty: 9603
Od: Sob lis 17, 2007 12:04
Lokalizacja: Zabrze

Post » Czw kwi 27, 2017 13:54 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Jak ktoś tu już napisał koty bywają różne pod względem zachowań społecznych: są koty społeczne i typowi samotnicy. Ale co ciekawe "społeczność" lub samotnictwo kota może wynikać z doświadczeń.
"Dotychczas uważano, że koty domowe są z zasady samotnikami i nie potrafią żyć w grupie. Nowsze badania wykazują jednak, że koty prezentują znacznie większy wachlarz zachowań społecznych i organizacji grupowej niż przypuszczano. Potwierdzają one, że wiele kotów dobrowolnie żyje ze swoimi pobratymcami w pokojowych, a nawet przyjaznych stosunkach. Towarzyskie spotkania kotów z różnych gospodarstw domowych stanowią pierwszą wzmiankę o wielostronności życia społecznego kotów. Takie kocie spotkania zaczynają się wraz z zapadnięciem zmroku i mogą się ciągnąć przez wiele godzin.Samice i samce gromadzą się na neutralnym terenie i po prostu sobie siedzą. (...) Nowsze badania nad zachowaniem społecznym wolno żyjących kotów domowych wykazują przede wszystkim dużą różnorodność organizacji społecznej. Są więc grupy, w których wszystkie koty łączą bliskie więzi, w innych tylko niektóre zwierzęta mają przyjazny stosunek do wybranych współtowarzyszy, w jeszcze innych wszystkie kocury są zintegrowane z grupą, a są też takie, w których jeden kocur jest pełnowartościowym członkiem. (...) Przez długi czas nie wiedziano, jakie czynniki są istotne dla kształtowania się relacji społecznych kotów. (...) Decydujące znaczenie dla formy organizacyjnej kotów mają wczesne doświadczenia wyniesione z kontaktów z innymi kotami. Młode koty są na ogół przyjaźnie nastawione do współtowarzyszy. W grupach społecznych zresztą coraz więcej kotów wykazuje tę cechę. Młody, towarzyski kot, nie jest więc na ogół odosobniony w swoich dążeniach do kontaktów z innymi kotami. Można zatem przypuszczać, że wyrośnie na kota komunikatywnego i bez trudu zintegruje się z grupą. W grupach samotników natomiast na ogół trudno znaleźć zwierzę, które wyszłoby naprzeciw potrzebie kontaktu młodego kota. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy kocię wychowuje się bez rodzeństwa i bez rówieśników. Dorosłe koty, które wybierają samotniczy tryb życia odrzucają wszelkie próby kontaktu. Tak więc młody kot coraz częściej spotykając się z niechęcią ze strony innych, też w końcu staje się samotnikiem."
Rosemarie Schar, "Koty zwyczaje i zachowania".
Obrazek

mimbla64

Avatar użytkownika
 
Posty: 9593
Od: Pon lis 12, 2007 9:29
Lokalizacja: Warszawa Wola

Post » Czw kwi 27, 2017 14:22 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Nie wynika jednak z tego, że naturalną potrzebą kota jest życie w stadzie i należy go adoptować przynajmniej w dwupaku, mimbla64. A jak się zarzuca komuś nieznajomość kociej psychiki, a wynikało tak z wcześniejszych wpisów do Koniczynki47, że kot to zwierzę które nie może/nie powinno być w domu bez innego kota i to bez żadnego podziału na kocury, kotki, kocięta, to trzeba wziąć za to odpowiedzialność. Rozumiem, że wypowiedzi tu zawarte, to oparte na tych najnowszych badaniach? :wink: Opiekunowie mogą mieć swoje uzasadnienie na to, że to robią, że tak wydają koty do adopcji, nie wynika to natomiast z tego, że kot nie może być w domu sam, bo taka jego psychika i natura.

I nie, nie będę sobie wyobrażała, że siedzę sama przez 10-12 godzin, jak kot, a pies z kolei to może tak siedzieć, bo wyjdzie na spacer i widzi inne psy. Zdecydowanie twierdzę, że psy lepiej chowają się w stadzie, psim stadzie i moja prawda jest najmojsza. :wink: :P
Obrazek
Polska reforma sądownictwa przestępców konstytucyjnych

Feebee

Avatar użytkownika
 
Posty: 14300
Od: Pon paź 05, 2015 13:22

Post » Czw kwi 27, 2017 14:24 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

:201436
Dedykacja specjalna - kto się tłumokiem urodził, walizką nigdy nie będzie!

casica

Avatar użytkownika
 
Posty: 48975
Od: Pt mar 30, 2007 22:12
Lokalizacja: Łódź

Post » Czw kwi 27, 2017 14:33 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Feebee nie odnosiłam się jakoś specjalnie do uwag skierowanych do Koniczynki, raczej do Ciebie, bo zapytałaś, czy to, że koty nie są zwierzętami społecznymi to mit. Więc znalazłam opracowanie na temat zwyczajów kotów, które mam w domu i przytaczam.

Jeśli chodzi o decyzję Alienor, żeby nie oddawać kociąt, cytuję: "maluchy na jedynaków nie są wydawane", a nie kotów w ogóle, na jedynaków, to ja się pod tym podpisuję. I chodzi o to, o czym także pisze Schar o socjalizację kociąt. Ja jeszcze dodam, że kocięta wychowywane tylko przez ludzi (szczególnie jeśli są bardzo młode, skrajny przypadek to odchowane na butelce.) mogą sprawiać bardzo duże problemy behawioralne. Mamy takie przykłady w postach różnych opiekunów kotów na forum.
Obrazek

mimbla64

Avatar użytkownika
 
Posty: 9593
Od: Pon lis 12, 2007 9:29
Lokalizacja: Warszawa Wola

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: johnSr, nyoe i 42 gości