Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto kwi 18, 2017 17:13 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Dopiero teraz zaczynam to rozumieć Alienor. Przeczytałam wątek jaki dałaś o najgłupszych tekstach od adoptujących. I wcale ten wątek nie jest zabawny.
Hańka, ja myślałam podobnie. Jak wzięłam kotka z DT doradzono mi mokrą animondę i taką kupowałam. Ale z suchych whiskasa (nie wiedziałam jaką suchą karmę powinnam podawać). Potem był Royal za radą weta, a potem to już zaczęłam szukać informacji o żywieniu kotka i tak trafiłam na to Forum.

Bestol

Avatar użytkownika
 
Posty: 438
Od: Sob sty 14, 2017 18:20

Post » Wto kwi 18, 2017 17:28 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Dlaczego weci tak często polecają Royala? Przecież to taki droższy Whiskas...

arłynaantresoli

Avatar użytkownika
 
Posty: 74
Od: Czw gru 29, 2016 21:13
Lokalizacja: Milanówek

Post » Wto kwi 18, 2017 17:33 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Może dlatego, że w większości gabinetów weterynaryjnych właśnie Royal w sprzedaży. Nie otrzymałam informacji z DT jaką suchą karmę powinnam stosować (powiedziano mi tylko, że podstawą jest mokra, polecali animodę, a sucha - jaką uważam bo stanowi tylko dopełnienie dla mokrej). Gdyby nie to Forum to bym nadal słuchała weta i karmiła kociambra suchym Royalem (poza mokrą karmą oczywiście).
EDIT
Z czystej ciekawości Was zapytam. Moja znajoma ma spory dom na wsi z bardzo dużą nieogrodzoną ziemią. Okolica wiejska pod miastem. Bardzo daleko od drogi jakiegokolwiek ruchu, raczej brak zwierząt gospodarskich u sąsiadów. Ona nie ma swoich zwierząt. Cały czas kręcą się 3 koty duże koło jej domu - jeden szczerze oooooogromny. Siadają na fotelach ogrodowych, wylegują się na tarasie. Ona je dokarmia. Znaczy zawsze na tarasie mają pełna miskę wody i żarcia. To nie są jej koty. Nie wiadomo czy są czyjeś. Są od paru lat przy jej domu. Zimą wpuszcza je do domu, ale z reguły jak się trochę ogrzeją stają pod drzwiami tarasowymi i chcą wyjść. Latem jak ma otwarty taras też wlezą do domu, ale raczej szybko idą na dwór. Nie są bardzo płochliwe, sama miałam przyjemność pogłaskać tego ogromnego jak siedział centralnie na ogrodowym fotelu. I łaskawie dał się pogłaskać choć miziaty nie jest. Żaden z tych kotów raczej miziaty nie jest. Czy moja znajoma robi źle czy dobrze? Powinna zgłosić fakt tych kotów do jakiejś fundacji, która te koty zabierze?
Ostatnio edytowano Wto kwi 18, 2017 19:24 przez Bestol, łącznie edytowano 1 raz

Bestol

Avatar użytkownika
 
Posty: 438
Od: Sob sty 14, 2017 18:20

Post » Wto kwi 18, 2017 19:22 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Mi się wydaje, że to czyjeś miziaki :P Te grubaśne zawsze mają "swój" dom tylko chciwe i żrą u obcych :D

arłynaantresoli

Avatar użytkownika
 
Posty: 74
Od: Czw gru 29, 2016 21:13
Lokalizacja: Milanówek

Post » Wto kwi 18, 2017 19:25 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Szczerze Arłynaa, ten jeden jest ogromny, w życiu tak wielkiego kota nie widziałam :) nie tyle gruby co wielki.
Tylko one nie są za bardzo miziaki. Dadzą się pogłaskać ale nie za bardzo.

Bestol

Avatar użytkownika
 
Posty: 438
Od: Sob sty 14, 2017 18:20

Post » Wto kwi 18, 2017 19:53 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bestol pisze:Szczerze Arłynaa, ten jeden jest ogromny, w życiu tak wielkiego kota nie widziałam :) nie tyle gruby co wielki.
Tylko one nie są za bardzo miziaki. Dadzą się pogłaskać ale nie za bardzo.


Próba pogłaskania dzikiego kota kończy się paniczną ucieczką tegoż lub sznytami na ręce. Chyba że masz na sobie grube skórzane rękawice...
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

 
Posty: 21262
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Wto kwi 18, 2017 20:38 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bestol pisze:Może dlatego, że w większości gabinetów weterynaryjnych właśnie Royal w sprzedaży. Nie otrzymałam informacji z DT jaką suchą karmę powinnam stosować (powiedziano mi tylko, że podstawą jest mokra, polecali animodę, a sucha - jaką uważam bo stanowi tylko dopełnienie dla mokrej). Gdyby nie to Forum to bym nadal słuchała weta i karmiła kociambra suchym Royalem (poza mokrą karmą oczywiście).
EDIT
Z czystej ciekawości Was zapytam. Moja znajoma ma spory dom na wsi z bardzo dużą nieogrodzoną ziemią. Okolica wiejska pod miastem. Bardzo daleko od drogi jakiegokolwiek ruchu, raczej brak zwierząt gospodarskich u sąsiadów. Ona nie ma swoich zwierząt. Cały czas kręcą się 3 koty duże koło jej domu - jeden szczerze oooooogromny. Siadają na fotelach ogrodowych, wylegują się na tarasie. Ona je dokarmia. Znaczy zawsze na tarasie mają pełna miskę wody i żarcia. To nie są jej koty. Nie wiadomo czy są czyjeś. Są od paru lat przy jej domu. Zimą wpuszcza je do domu, ale z reguły jak się trochę ogrzeją stają pod drzwiami tarasowymi i chcą wyjść. Latem jak ma otwarty taras też wlezą do domu, ale raczej szybko idą na dwór. Nie są bardzo płochliwe, sama miałam przyjemność pogłaskać tego ogromnego jak siedział centralnie na ogrodowym fotelu. I łaskawie dał się pogłaskać choć miziaty nie jest. Żaden z tych kotów raczej miziaty nie jest. Czy moja znajoma robi źle czy dobrze? Powinna zgłosić fakt tych kotów do jakiejś fundacji, która te koty zabierze?

Z całą pewnością nie powinna ich nigdzie zgłaszać.
Takie koty, na wpół oswojone, dość trudno znajdują domy.
Te o których piszesz mają warunki niemalże idealne - pełną michę, schronienie przed zimnem i niepogodą, bezpieczeństwo.
Warto by było tylko je wykastrować, jeśli znajoma jeszcze tego nie zrobiła.

OKI

Avatar użytkownika
 
Posty: 41735
Od: Śro gru 23, 2009 19:05
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto kwi 18, 2017 21:33 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bestol pisze: Powinna zgłosić fakt tych kotów do jakiejś fundacji, która te koty zabierze?


Masz kłopot ze zrozumieniem działalności domów tymczasowych, bo nie znasz realiów. W wielu regionach nie znajdziesz pomocy fundacji nawet dla kota po wypadku lub chorego czy skrajnie wynędzniałego.

Arcana

 
Posty: 4640
Od: Nie lip 17, 2005 13:59
Lokalizacja: Warszawa


Adopcje: 14 >>

Post » Wto kwi 18, 2017 21:35 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

arłynaantresoli pisze: Niestety mimo starań zawsze w kubku herbaty pływa jakiś koci kłak mimo tego, że wszystkie 3 słodko śpią :D


Oj tam, oj tam :D Jak słusznie powiada Gałęzia z Miłozwierza "Bez kociwłosa mikstura nieważna" :mrgreen:

Tundra

 
Posty: 473
Od: Śro sie 27, 2014 9:32

Post » Wto kwi 18, 2017 22:02 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Doczytam.
ObrazekObrazek

villemo5

 
Posty: 27561
Od: Sob maja 05, 2007 17:14
Lokalizacja: Brodnica

Post » Śro kwi 19, 2017 0:34 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bestol pisze:Powinna zgłosić fakt tych kotów do jakiejś fundacji, która te koty zabierze?


oj, Bestol, Bestol - dobrze rokujesz, uczysz się, i chcesz nadal się uczyć, to Ci się chwali.
Fundacje....najczęsciej jest to grupka kilku dziewczyn, które pomagają kotom. W pewnym momencie rejestrują działalność w KRS, aby mieć możliwość zbierania 1% podatku. I to wszystko - nadal pracują, jak my wszyscy, na etacie - w biurach, na zmiany - w fabrykach. Kotami zajmują się po godzinach swojej pracy zawodowej - która pozwala im na utrzymywanie kotów. Bo koty siedzą u nich w domach, lub w powiązanych z nimi DT. Za swoją pracę na rzecz kotów nie pobierają ŻADNEGO wynagrodzenia, nie mają biur, sekretarek....Oburzenia osób, które piszą dzwoniłam do fundacji, nikt nie odebrał, wynikają z nieznajomości tematu. Jedno, co czasem mają takie małe fundacje - to dostęp do gminnych/miejskich talonów na bezpłatne kastracje wolnożyjących i możliwość leczenia kotów na kredyt, w zaprzyjaźnionych lecznicach. Ale długi trzeba spłacać.....
Jasne, są też inne fundacje, te duże, obrośnięte biurokracją, z prezeskami w gabinetach, lansującymi się w mediach, i nie wypuszczających ze swoich łap kotów medialnych, na które kasy zebrać można najwięcej (przy jednoczesnym mieniu w dupie takich przeciętnych burków)

Te koty u Twojej znajomej absolutnie nie potrzebują pomocy ze strony fundacji. Są najprawdopodobniej wolnożyjące, zadomowione na znanym im terenie, karmione, zadbane. Konieczna byłaby ich kastracja i ogólny przegląd wet, po czym zwrot w miejsce stałego bytowania.

A propos wielkiego kota....forumowa Avian miała na działkach Wściekłego Radka - kocur w porywach ważył ponad 10 kg, lansował się po wystawach kotów ( w kategorii kotów domowych) i zdobywał medale (oraz karmę) dla pozostałych działkowców. Radek odszedł w ub roku, bodaj na PNN.
Mój własny, prywatny Gucio waży tylko ok 7 kg, ale jest kotem szczupłym - czyli WIELKIM, Jest klasycznym burasem, bez najmniejszej domieszki czegoś w typie. Ale mam też kotkę, która przy wadze ciut ponad cztery - przypomina kuleczkę.

izka53

Avatar użytkownika
 
Posty: 10872
Od: Śro wrz 29, 2010 13:54
Lokalizacja: Poznań

Post » Śro kwi 19, 2017 13:27 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bestol pisze:
Alienor pisze:Ale wiesz - z mojego doświadczenia wynika, że na jedną rokującą lub sensowną osobę przypada lekką ręką 10, które delikatnie mówiąc traktują kota jako zabaweczkę, co to - jak się znudzi/zepsuje/wypadnie z 8ego piętra z niezabezpieczonego balkonu - to się go wywali i weźmie nowego (albo pozwoli zejść powolną śmiercią po upadku). I niestety każdy z powyższych przypadków to taki, z którym miałam do czynienia (i państwo nie dostali ode mnie kota, ku ich wielkiemu fochowi i obrazie).

Dziękuję za linki. Szczerze poruszyła mnie historia Chipa.
Alienor, teraz mi się wydaje, że każda ze stron medalu patrzy ze swojej perspektywy na adopcje. Ja się na Was oburzam (mam na myśli na komentujących tu opiekunów DT) ponieważ patrzę na DS przez swój pryzmat, przez to jak sama staram się dbać o kotka, jak dla mnie ważne było spełnienie wszystkich warunków dla jego bezpieczeństwa i po prostu dlatego, że nie mieściło mi się w głowie, że ktoś biorąc kotka do adopcji może myśleć lub robić inaczej. Wy się oburzacie na mnie, bo macie doświadczenia z opiekunami o których ja nie miałam pojęcia i by mi do głowy nie przyszło, że tacy pojawiają się często. Byłam przekonana, że jeśli ktoś bierze pod opiekę kotka po przejściach (a myślę, że takie w większości mieszkają w DT) to po to, by dla tego kotka zrobić wszystko. Może z takiego myślenia dochodzi do nieporozumień między DT i DS lub potencjalnymi DS.
P.S.
Kinnia z literaturą nadal u mnie kiepsko :)


pracuj, pracuj
kto wie, co z tego wyjdzie
:mrgreen:
Obrazek

Kinnia

 
Posty: 7748
Od: Nie sie 19, 2012 21:12

Post » Śro kwi 19, 2017 14:47 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bestol, może spróbuj w następnym poście wiersz wolny? A nuż się w końcu spodoba? 8)
"Prawda leży tam, gdzie leży".

Obrazek
Protest „Wolne sądy”, 18 lipca 2017 r. Fot. Katarzyna Bartosik

Feebee

Avatar użytkownika
 
Posty: 10027
Od: Pon paź 05, 2015 13:22

Post » Śro kwi 19, 2017 15:55 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Femka pisze:[...]
Naprawdę uważasz, że wszystko jest w porządku, gdy piękny, zdrowy kot siedzi cztery lata w przytulisku, a fundacja odwala domy, bo przecież może się coś stać? Naprawdę w taki sposób postrzegasz ratowanie zwierząt i dbanie o ich dobro? Naprawdę nic Ci nie zgrzyta?

Dla mnie jest to niepojęte. Ten kot według mnie jest krzywdzony.[...]


Akurat w tym konkretnym przypadku bardzo się mylisz. [Tzn. kot jest piękny, ale ze zdrowiem - dużo trudniej. Być może będąc kotem wychodzącym o 'krótkim terminie używalności' miałby szanse nie dożyć diagnozy.]
I wiedziałabyś to, gdybyś prześledziła los tego kota w fundacji.
Kocie Hospicjum -1% - KRS 0000408882
https://pomagam.pl/fundusz *** https://pomagam.pl/margines
'Pijcie swe niezaznane szczęście
chcąc nie być tym, kim jesteście'

Agn

Avatar użytkownika
 
Posty: 22337
Od: Pt paź 21, 2005 14:01
Lokalizacja: Toruń

Post » Śro kwi 19, 2017 16:53 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Feebee pisze:Bestol, może spróbuj w następnym poście wiersz wolny? A nuż się w końcu spodoba? 8)

No to patrz :lol:
To odnoście mojego pytania o kotki, które odwiedzają moją znajomą i Waszych rad, za które bardzo dziękuję.

Ucieszyłam się ja skrycie,
że te koty w dobrobycie.
Ważna dla mnie informacja,
że potrzebna im kastracja.
Tą mądrością poruszona
zapytałam, czy znajoma
kastrowała swoje koty
by ukrócić ich zaloty.
Wtenczas bardzo się przejęła
bo się tego nie podjęła.
Strach jej wręcz odebrał mowę,
że jej sąsiad urwie głowę
jeśli koty będą jego
I utracą swe „ten tego”.
Zapewniłam więc ją hardo:
Jeśli nie postąpisz twardo
Zamiast kocich gości trzech
Będziesz miała cały miech.
Aby swe podkreślić słowo
rzekłam bardziej obrazowo,
że jak się zakocha kot
przyprowadzi cały miot.
I choć bardzo się przejęła
Decyzję dobrą podjęła.
I to wcale nie jest bajka:
Utnie kotom kocie .......

:)
Ostatnio edytowano Śro kwi 19, 2017 17:13 przez Bestol, łącznie edytowano 2 razy

Bestol

Avatar użytkownika
 
Posty: 438
Od: Sob sty 14, 2017 18:20

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot], CatnipAnia, Google [Bot], Yahoo [Bot] i 27 gości