Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Wto mar 21, 2017 14:37 Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Chyba warto przeczytać. Na forum są domy tymczasowe, które szukają dobrych domów dla swoich podopiecznych, często pisząc o problemach, które się pojawiają z potencjalnymi adoptującymi. W tym artykule, pobieżnie, ale jednak, pokazana jest druga strona medalu, jak wymagania adopcyjne widzą niektórzy ludzie, jak ogromne jest niezrozumienie dla tych wymagań. Wklejam, proszę na mnie nie krzyczeć, ja z wymogami schronisk i dt się zgadzam, wiele osób nie nadaje się na opiekunów zwierząt. Przeczytajcie, bo tam właśnie jest o tym, że ludzie tak strasznie chcą ratować (te uratowane) i niewiele rozumieją z tego wszystkiego.

http://wyborcza.pl/7,87647,21502074,pie ... l#BoxGWImg

uga

 
Posty: 393
Od: Śro kwi 22, 2015 9:26

Post » Wto mar 21, 2017 14:45 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Wklejcie całość , bo mnie sie tylko kawalek pokazuje.

Patmol

Avatar użytkownika
 
Posty: 21439
Od: Śro gru 30, 2009 14:03
Lokalizacja: Dolny Śląsk


Adopcje: 2 >>

Post » Wto mar 21, 2017 14:49 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Łatwiej dziś zajść w ciążę i urodzić, niż zaadoptować zwierzę ze schroniska fundacji opiekującej się czworonogami


Masz mieszkanie własnościowe czy wynajmujesz? Jakie podręczniki na temat wychowania psów przeczytałaś? Na którym piętrze mieszkasz? Czy w bloku jest winda? Jakich karm dla zwierząt używasz? Czy jesteś przygotowana na nieprzespane noce i wydatki? W jaki sposób spędzasz wolny czas? Planujesz dziecko? Jakie jest twoje główne źródło utrzymania?

Na takie pytania – i wiele innych – muszą odpowiedzieć kandydaci do adopcji psa. Ankiety liczą po kilka stron i zawierają kilkadziesiąt pytań. Wielu właścicieli zniechęcają do przygarnięcia zwierzaka.

– Wysłałam trzy wypełnione ankiety, na żadną nie dostałam odpowiedzi – mówi Ewa, 42-latka z Warszawy, która postanowiła przygarnąć szczeniaka. – Przy kolejnej syn stał nade mną i prosił: „Mama, tylko dobrze napisz”. Czułam się jak na egzaminie. Na niektóre pytania nie wiedziałam, jak odpowiedzieć, choć wcześniej przez trzynaście lat miałam psa. Opiekowałam się nim również, gdy chorował i oślepł.

Dziecko nie jest jeszcze gotowe na adopcję
Ewa zaczęła rozglądać się za szczeniakiem kilka miesięcy po tym, jak zdechła jej schorowana suczka. Przeglądała dziesiątki ogłoszeń w internecie.

– Z każdej strony patrzyły na mnie takie słodkie bidy, nic tylko brać i się opiekować – mówi Ewa. – Wydawało mi się, że nie będę miała żadnych problemów z adopcją. W końcu tyle zwierząt potrzebuje pomocy. Zależało mi tylko, żeby pies był nieduży, by mógł z nami podróżować, i by był przyjazny wobec dziecka.

Starania o nowego zwierzaka Ewa zaczęła od wypełnienia ankiety. Najpierw zdziwiły ją pytania o to, jakiej firmy karmą będzie żywiła psa. Zawsze gotowała dla zwierzaka sama. Jej poprzednia suczka chorowała przez kilka lat na cukrzycę: oprócz tego, że musiała codziennie przyjmować zastrzyki, była też na diecie.

Ewa nie wiedziała też, czy powinna się przyznać w kwestionariuszu, że nie ma własnościowego mieszkania. Wprawdzie od kilkunastu lat wynajmują z mężem te same dwa pokoje, ale może nie należy o tym wspominać? Trochę się wystraszyła, gdy przeczytała, że przed adopcją może spodziewać się wizyty wolontariuszy fundacji.

Najbardziej jednak zmartwiło ją pytanie o to, jakie podręczniki na temat wychowania psów przeczytała. Nie mogła przypomnieć sobie żadnego. Zostawiła więc puste miejsce.

– Ponieważ na ankiety nie dostałam żadnej odpowiedzi, znalazłam dom tymczasowy dla psów, w którym nie trzeba było pisemnie odpowiadać na pytania – opowiada Ewa. – Właścicielka zapraszała za to całą rodzinę na rozmowę kwalifikacyjną. Ucieszyło mnie to, bo chciałam opowiedzieć o naszych potrzebach i doświadczeniach w opiece nad chorym psem. Rozmowa przypominała jednak przesłuchanie. Gdy my odpowiadaliśmy na pytania, syn bawił się ze szczeniakiem. W pewnym momencie odniósł go nam, bo pies się wyrywał. Właścicielka stwierdziła: „Wydaje mi się, że dziecko nie jest jeszcze gotowe na adopcję”.

Powinien być egzamin, jak na prawo jazdy
Warszawska fundacja Mikropsy opiekuje się małymi zwierzakami. Wstępna kwalifikacja nowych właścicieli odbywa się na podstawie rozmowy telefonicznej. Potem kandydat wypełnia kwestionariusz składający się z 51 pytań. Musi napisać m.in., jaki ma stosunek do kastracji i sterylizacji zwierząt, czy jest gotowy do współpracy z behawiorystą i komu powierzy opiekę nad psem, gdy sam zachoruje. Potem przychodzi czas na zapoznawczy spacer.

– To nie jest ingerencja w sprawy prywatne właściciela, tylko w życie psa, którego oddajemy w nieznane ręce – tłumaczy Magdalena Korda, prezeska Mikropsów. – Zabieramy psy ze schronisk, niektóre z nich żyją w makabrycznych warunkach. Wszystkie są po przejściach, były kiedyś u ludzi, którzy bardzo źle je potraktowali. Ratujemy je, socjalizujemy, poznajemy ich charakter. A potem szukamy opiekunów, do których będą pasowały charakterologicznie. Nie oddamy energicznego psa, który potrzebuje dużo ruchu, starszej pani.

Magdalena Korda wie, że ankieta zniechęca niektórych do adopcji, ale uważa, że kryteria powinny być jeszcze ostrzejsze: przyszli właściciele powinni przechodzić egzamin, jak na prawo jazdy. – Czemu przy zdobywaniu uprawnień do kierowania pojazdem trzeba się natrudzić, a przy opiece nad istotą żywą, która już swoje przeszła, nie? – pyta. – Osiemdziesiąt procent ludzi nie powinno mieć zwierząt. Świadczą o tym przepełnione schroniska. Komuś wydaje się, że świetnie zna się na psach, bo przeczytał coś w internecie albo bawił się z czworonogiem znajomych. A to nie jest prawda. Przez ankiety staramy się też edukować ludzi. Bo nie wszyscy sobie zdają sprawę, że zwierzęta nie mają NFZ i za ich leczenie trzeba płacić.

Czemu pies ziewa?
Matylda nie ma dzieci, mieszka i pracuje w Warszawie. O adopcji zwierzaka zaczęła myśleć wiosną ubiegłego roku. W ankietach najbardziej zdziwiło ją pytanie o to, czemu pies ziewa.

– Nie miałam pojęcia, ale sprawdziłam w internecie i okazało się, że to może być na przykład oznaka zdenerwowania – tłumaczy. – Wypełniając ankietę, pierwszy raz poczułam też, że moim atutem jest brak dziecka.

Matylda starała się o psa w trzech fundacjach. Udało się dopiero w trzeciej. Opowiada: – Najpierw mieszkałam za daleko, bo pies, którego znalazłam w ogłoszeniu, był pod Poznaniem i pracownicy fundacji nie mogliby odbyć wizyty przedadopcyjnej u mnie w domu. W drugiej długo nikt nie odpisywał na moje maile, więc sama zrezygnowałam. W trzeciej znalazłam psa, który mi odpowiadał, ale nie byłam pewna, czy dobrze odpowiedziałam na pytania ankiety. Wydaje mi się, że zaważyła opinia znajomej, która miała już zwierzaka z tego schroniska i mocno mnie tam zarekomendowała.

Być może dzięki temu Matyldzie udało się też uniknąć wizyty przedadopcyjnej. Tej bała się najbardziej, bo mieszkanie czeka na remont.

Monika, warszawianka, szukała kota dla swojej mamy.

– Łatwiej dziś zajść w ciążę i mieć dziecko, niż zaadoptować kota ze schroniska czy domu opieki – uważa. – Dom miał być odpowiednio przygotowany, mieć zabezpieczone wszystkie okna, kotu trzeba było zapewnić swoje miejsce i zabawki, komisja miała nawiedzić mieszkanie przed adopcją i robić naloty w czasie jego pobytu. Zastrzegano też, że mogą zabrać zwierzę, jeśli coś im się nie spodoba. Znalazłam idealnego kota dla mamy, ale nie wyobrażałam sobie, że ktoś będzie ją niepokoił kontrolami. I jeszcze ta wizja zabrania zwierzęcia.

Co zrobisz, gdy pies nabrudzi?
Ankieta fundacji Wzajemnie Pomocni liczy 62 pytania („Co państwo zrobią, gdy adoptowany pies nabrudzi albo kłapnie zębami?”). Dodatkowe piętnaście musi wypełnić kandydat, który stara się o szczeniaka („Czy liczą się państwo z tym, że pies może obgryzać meble?”). Adoptujący musi też podpisać umowę, w której zobowiązuje się, że poinformuje fundację za każdym razem, gdy będzie zmieniał miejsce pobytu na dłużej niż miesiąc.

– Pytania mogą wydawać się głupie, ale nie wyobraża sobie pani, jakich ludzie udzielają zaskakujących odpowiedzi – tłumaczy Małgorzata Szmurło z fundacji. – Piszą, że pies nie będzie dostawał mięsa, bo oni są wegetarianami. Albo wymieniają karmy z najniższej półki w supermarkecie. Wiele osób chce husky, bo taki ładny i ma jedno oko niebieskie. Przekonują nas, że mają dom z ogródkiem, nieogrodzony. Pytam wtedy, czy zdają sobie sprawę, że z takim psem żadna kura w sąsiedztwie nie przeżyje?

Zdarzają się też sytuacje, że ktoś ankietę wypełni celująco, ale oblewa na egzaminie praktycznym.

Szmurło: – Przyjechała pani, która świetnie wypadła we wszystkich odpowiedziach. Chciała zaadoptować energicznego psa. Miała fantastyczne warunki, sama była aktywna. Poszła z nim na spacer, ale urwał jej się ze smyczy. Na szczęście sam do nas trafił, pani wróciła spacerkiem. Stwierdziła, że smycz musiała być zepsuta, ale przecież nic się nie stało.

Pracownicy fundacji twierdzą, że ankiety są nie tylko po to, żeby sprawdzić kandydatów. Pomagają przyszłym właścicielom uświadomić sobie problemy, jakie mogą mieć ze zwierzęciem.

– To sprawdzony sposób weryfikacji – uważa Małgorzata Szmurło, która jest też lekarzem weterynarii. – Pozwala nam znaleźć osoby, które naprawdę chcą adoptować psa i się nim zaopiekować. Bo zgłaszają się do nas również tacy, którzy szukają zwierzaków na łańcuch, do pilnowania posesji.

Ewa rozwiązuje problem
Po kolejnej nieudanej próbie adopcji szczeniaka Ewa machnęła ręką na wszystkie fundacje i wpisała do internetowej wyszukiwarki hasło: „szczeniak za darmo, Warszawa, plus 30 kilometrów”. Wyskoczyło kilka ogłoszeń. Zadzwoniła pod pierwszy numer. Po trzech dniach odbierała biało-brązowego psiaka.
Obrazek

mimbla64

Avatar użytkownika
 
Posty: 8476
Od: Pon lis 12, 2007 9:29
Lokalizacja: Warszawa Wola

Post » Wto mar 21, 2017 15:05 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Coś w tym jest...

Koniczynka47

 
Posty: 2718
Od: Wto lut 23, 2016 9:21

Post » Wto mar 21, 2017 15:29 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Bezskutecznie próbuję dodać komentarz po tym artykułem, nie wyświetla się.

uga

 
Posty: 393
Od: Śro kwi 22, 2015 9:26

Post » Wto mar 21, 2017 16:23 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

To jest nierozwiazywalny problem :(
Z jednej strony osoby zupelnie ok odpadaja w procesie adopcyjnym, bo zniechecaja sie procedurami, nie rozumieja ich i czuja sie rozzalone, ze one tu z sercem i w dobrej wierze,a napotykaja same trudnosci.

Z drugiej zas - te biedne bezbronne zwierzaki, ktore płaca za kazdy bład przy adopcjach :( I ci pomagajacy im, którym serce peka, gdy coś nie gra i zwierzak na tym ucierpi.

Ostatnio znajomi po smierci staruszka, ktory byl z nimi kilkanascie lat, szukali psa. Szybko, bo w domu rozpacz i wszyscy chodzili po scianach, tak brakowalo im spacerow, stukania pazurkow, klepania ogomnem w podloge. Dowiedziawszy sie o kilku spacerach zapoznawczych i ze to potrwa kupili psa zamiast adoptowac. Strasznie mi szkoda bylo, ze "poszli na latwizne", bo znam ich od lat i wiem, ze poprzedni pies byl domownikiem, ze go leczyli, dbali i kochali. Wiec... szkoda.

Rozzaleni byli procedurami (rozmawialismy juz jak mieli sunie), tlumaczylam im, z czego wynikaja, dlaczego tyle czasu i pytan itd. Rzoumieja, ale czekac nie czuli sie na silach...

zuza

Avatar użytkownika
 
Posty: 71825
Od: Sob lut 02, 2002 22:11
Lokalizacja: Warszawa Nowodwory

Post » Śro mar 22, 2017 1:08 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Te najbardziej restrykcyjne sa DT lub DT-fundacje. A taki DT ma zawsze stosunek bardzo emocjonalny do zwierzaka, stad te geste sito ankiet/wizyt przez ktore malo kto przechodzi. Bylam DT kilka razy, paskudna rola i paskudne uczucie gdy obcej osobie trzeba powierzyc kota ktorego osobiscie wyrywalo sie miesiacami zza teczowego mostu, albo maluchy ktore wyrosly niejako na twojej piersi.

trudna we wspolpracy jest ta nasza postawa roszczeniowo-wszechwiedzaca (klienta-adoptujacego), i wzrasta wraz z poziomem arogancji maskujacej ogromny brak pewnosci siebie. a zwykle objawia sie w dziedzinach, o ktorych "cos tam wiemy"
- przeciez kazdy polak jest lekarzem, architektem, kociarzem itd.. i chocbym niektorym tlumaczyla godzinami dlaczego nie wydam malucha do domu wychodzacego, po drugiej stronie slyszalam jak mantre "ale my mielismy kota 17 lat i nic mu sie nigdy nie stalo" i dom zamierza 10tygodniowego malca puszczac w samopas "bo okolica przyjazna". Wtedy zwykle polecalam zerkniecie na strone schronisk mordowni i wziecie stamtad kota z marszu. No ale taki kot ze schronu to smierdzi i nie wiadomo na co chory itd.

uwazam, ze kazda sytuacja jest inna, pewnie kilka razy sama dostalam latke kociego faszysty, no ale nie moglam oddac kota do nieznanego domu ktory krecil nosem na wejsciu. Jesli jakis dt idzie na kompromis, wie, ze pozostanie sam na sam ze swoim problemem i wyrzutami sumienia gdy cos fatalnego sie wydarzy z kotem w DS.

Szczerze? Nie widze tu mozliwosci zmiekczania wymogow adopcyjnych, progres nastapi przez zwiekszanie ogolnej swiadomosci adoptujacych nt. kotow. Tak jak z kastracjami - powoli, ale idea "wchodzi w ludzi".
Obrazek Obrazek
PRZEPRASZAM ZA BRAK POLSKICH ZNAKOW.

Rakea

Avatar użytkownika
 
Posty: 4876
Od: Śro lis 14, 2007 23:56
Lokalizacja: Praga nad Wisłą

Post » Śro mar 22, 2017 6:40 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

A jest jakieś sito ankiet/wizyt dla dt czy fundacyjek? W większości są to ludzie "z ulicy" o znikomym poziomie wiedzy na temat choćby takiego dobrostanu, za to przerośniętym ego, co doprowadza do tłamszenia kilkunastu/kilkudziesięciu zwierzaków w mieszkaniu.

Swoją drogą słyszałam już nawet taki dowcip:
- Czym się różni dt od schroniska?
- Ze schroniska zwierzęta można adoptować. :wink:

Koniczynka47

 
Posty: 2718
Od: Wto lut 23, 2016 9:21

Post » Śro mar 22, 2017 9:54 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

mimbla64 pisze:Ewa rozwiązuje problem
Po kolejnej nieudanej próbie adopcji szczeniaka Ewa machnęła ręką na wszystkie fundacje i wpisała do internetowej wyszukiwarki hasło: „szczeniak za darmo, Warszawa, plus 30 kilometrów”. Wyskoczyło kilka ogłoszeń. Zadzwoniła pod pierwszy numer. Po trzech dniach odbierała biało-brązowego psiaka.


no i osoba, która miała już psa, opiekowała się, nie otrzyma psa z fundacji. za to pojedzie i weźmie od wiejskiego 'rozmnażacza', który uważa, że 'każda suka musi mieć szczeniaki'. Genialnie rozwiązane kwestie adopcji...
nic dziwnego, że w DT znajduje się aż tyle kotów, skoro niektórzy nie oddadzą zwierzaka nikomu, kto myśli inaczej od nich (mimo spełnienia warunków), pozwolę sobie przytoczyć ten wątek: viewtopic.php?f=46&t=177671 str 14

zgadzam się, że trzeba domki sprawdzać, podpytać, ale czy jeśli ktoś odpowie źle na 2 pytania z 50 to już należy go wykluczyć? nie odpisywać na maile? nie lepiej poświęcić trochę czasu i poedukować? nie każdy jest zwierzęcą alfą i omegą, co nie oznacza, że nie będzie w stanie zaopiekować się dobrze zwierzakiem...

kadziajka

 
Posty: 195
Od: Pon lut 29, 2016 13:31
Lokalizacja: Gdańsk

Post » Śro mar 22, 2017 10:00 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Koniczynka47 pisze:A jest jakieś sito ankiet/wizyt dla dt czy fundacyjek? W większości są to ludzie "z ulicy" o znikomym poziomie wiedzy na temat choćby takiego dobrostanu, za to przerośniętym ego, co doprowadza do tłamszenia kilkunastu/kilkudziesięciu zwierzaków w mieszkaniu.

Swoją drogą słyszałam już nawet taki dowcip:
- Czym się różni dt od schroniska?
- Ze schroniska zwierzęta można adoptować. :wink:

Bardzo krzywdzaca opinia, jak kazda generalizacja :(



Mysle, ze w wielu przypadkach sytuacje nieco poprawialoby zaczynanie od tlumaczenia dlaczego takie wymogi, ankiety, umowy, spokojne i przyjazne.

zuza

Avatar użytkownika
 
Posty: 71825
Od: Sob lut 02, 2002 22:11
Lokalizacja: Warszawa Nowodwory

Post » Śro mar 22, 2017 10:17 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Ja myślę że wszystko rozbija się o zdrowy rozsądek.
Z obu stron.
Ze strony adoptującego (domyślam się że ktoś kto uratował psa któremu chcę dać dom chce mu znaleźć dobrego i odpowiedzialnego opiekuna, doceniam to co dla psa zrobił i rozumiem że muszę pokazać trochę dobrej woli) i ze strony DT (mam świadomość że nadmiernie rozbudowana i rygorystyczna ankieta odstrasza nawet bardzo wartościowych jako opiekunów ludzi, co odbiera szansę na dobre domy dla moich zwierzaków, mam też świadomość że w ankiecie można napisać wszystko a życie zweryfikuje wiarygodność deklaracji etc, mam też szacunek i zaufanie dla ludzi i nie traktuję wszystkich jako potencjalnych morderców kociąt - za to jestem uważnym obserwatorem i nie daję się omamić pięknymi słowami).

No niestety - obecnie dosyć często można zauważyć dwie skrajności.
Albo oddawanie zwierzaka każdemu kto się zgłosi byleby się go pozbyć w poczuciu spełnionego obowiązku - albo niesamowicie rygorystyczne ankiety i sito adopcyjne, przez które przejście jest albo niemożliwe niemal - albo rodzi pytania o motywację ankietowanych oraz czy naprawdę są wiarygodni w swoich odpowiedziach.
Oczywiście jest cała rzesza rozsądnych DT - ale gdy ktoś trafi raz, drugi na tych "rygorystycznych" to niestety opinia idzie w świat.

Inna sprawa - gdy ktoś ratuje zwierzaka i szuka mu dobrego domu - jego święte prawo mieć wymagania dowolne.
Byleby to nie była ukryta forma zbieractwa i wydumane wymagania jako cel do nieoddawania zwierząt.

Blue

 
Posty: 17935
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Śro mar 22, 2017 10:34 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

zuza pisze:
Koniczynka47 pisze:A jest jakieś sito ankiet/wizyt dla dt czy fundacyjek? W większości są to ludzie "z ulicy" o znikomym poziomie wiedzy na temat choćby takiego dobrostanu, za to przerośniętym ego, co doprowadza do tłamszenia kilkunastu/kilkudziesięciu zwierzaków w mieszkaniu.

Swoją drogą słyszałam już nawet taki dowcip:
- Czym się różni dt od schroniska?
- Ze schroniska zwierzęta można adoptować. :wink:

Bardzo krzywdzaca opinia, jak kazda generalizacja :(



Mysle, ze w wielu przypadkach sytuacje nieco poprawialoby zaczynanie od tlumaczenia dlaczego takie wymogi, ankiety, umowy, spokojne i przyjazne.


Zawsze tłumaczę. Mówię o dobru zwierząt i osobistym zaangażowaniu, przedstawiam zalety adopcji przez fundację, żeby potencjalny opiekun wiedział, że za swój wysiłek otrzymuje sporo w zamian. Coraz mniej osób wycofuje się, słysząc o ankiecie i wizycie, chyba ludzie są bardziej świadomi. Gdyby jeszcze częściej skupiali się na treści ogłoszeń niż na zdjęciach, byłoby idealnie.

Koniczynka47, "fundacyjek" ? Skąd ta ironia?

Jarka

Avatar użytkownika
 
Posty: 4493
Od: Czw kwi 10, 2008 16:43
Lokalizacja: Poznań

Post » Śro mar 22, 2017 11:26 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Zdrowy rozsądek zawsze jest wskazany. Poziom niezrozumienia jest ogromny, spokojne tłumaczenie na pewno potrzebne, ale to pewnie ciężka praca od podstaw, może nawet syzyfowa.

Po pierwsze, Blue już wspomniała, każdy, kto ratuje zwierzę, ma prawo decydować o tym, komu je powierzy. Tutaj akurat nie ma o czym dyskutować, bo obowiązku oddawania zwierzaka pierwszej osobie, która się zgłosi, nie ma. Można bez niczyich wymagań wyciągnąć przymierającego głodem kota ze śmietnika, rowu przy drodze czy piwnicy i wziąć do domu, ale do takiego ratowania chętnych jest bardzo mało.

Są ludzie, którzy zwierząt mieć nie powinni. Znam osobę, która przyczyniła się do śmierci kota, wypuszczając go na niezabezpieczony balkon na 10 piętrze :( Po 5 minutach kot usiłował coś złapać, wskoczył na poręcz/barierkę i spadł. Młody. No i ona teraz znowu gada "chyba wezmę sobie kota". Najlepiej dla niej nadawałby się pluszowy, bo ma nie przeszkadzać, nie kosztować, ale siedzieć z nią wieczorem na kanapie. Mówię, że musi balkon zabezpieczyć. A ona, że nie, bo jej sąsiedzi z 9 piętra mają kota, nie mają siatki i nic się nie dzieje. Ile kotów jest gotowa zabić? A co je kot? Mleko.

Druga dziwna rzecz to te rzekome "naloty" na domy adoptujących. Potencjalny adoptujący chętnie dt odwiedzi, posiedzi, zwierzęta poogląda, herbatę wypije. Ale jak ktoś chce go odwiedzić i sprawdzić warunki dla zwierzaka, to jest święte oburzenie. Czego my się tak wstydzimy w tych naszych domach? Dlaczego odwiedziny mają tylko w jedną stronę funkcjonować?

Najgorsze jest to, że ludzie są z siebie wielce zadowoleni, że wzięli zwierzę z ogłoszenia bez żadnych wymagań. To jedno zwierzę może będzie miało w życiu dobrze. Ale reszta ich już nie obchodzi. Ktoś nie sterylizuje swojej kotki/suczki, co jakiś czas ma kocięta/szczenięta i albo wyda byle komu, albo utopi itp. Ale tego ludzie już wolą nie wiedzieć.

Ludzie w wielu kwestiach nie potrafią się porozumieć, niestety.

uga

 
Posty: 393
Od: Śro kwi 22, 2015 9:26

Post » Śro mar 22, 2017 11:48 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

uga pisze:Potencjalny adoptujący chętnie dt odwiedzi, posiedzi, zwierzęta poogląda, herbatę wypije

A nawet przyjdzie do ciebie ze swoim hiperaktywnym psem, żeby zobaczyć, jak piesek reaguje na kotki.

Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. :twisted:
In Xanadu did Kubla Khan
Obrazek

ana

 
Posty: 17967
Od: Śro lut 20, 2002 21:56

Post » Śro mar 22, 2017 12:02 Re: Druga strona medalu (jak ludzie widzą proces adopcji)

Jak dotąd miałam z adopcji jedną kotkę Manię [*]. Pamiętam, że wizyta w fundacyjnym schronisku do miłych nie należała, faktycznie podejrzliwość dało się wyczuć. Jednak jeśli pomyślę sobie, że miałabym komuś powierzyć zwierzę, to pewnie sama byłabym bardziej podejrzliwa. Wiele razy myślałam czy mogłabym być domem tymczasowym i obawiam się, że nikomu zwierzęcia bym nie oddała. Pomijając oczywiste okrucieństwo, którego z pewnością nie jest wiele, cała masa ludzi jest nieodpowiedzialnych. Rozumiem, że ciężko jest zdecydować się i zaryzykować oddając kota czy psa w cudze ręce. Bo to zawsze jest ryzyko.
Z drugiej strony wizyta przedadopcyjna, nic strasznego. Bardzo cieszyłam się na wizytę poadopcyjną, zapisywałam sobie pytania, wątpliwości. kiedy dłuższy czas nikt się nie odzywał sama zadzwoniłam w tej sprawie. Dowiedziałam się, że w praktyce to rzadko robią takie wizyty, raczej w przypadku psów, kiedy jakiś wolontariusz był bardzo związany z danym zwierzakiem. Wiecie jak przykro było mi to słyszeć, tak jakby na mojej kotce nie zależało nikomu. Prócz mnie. Sporo zajęło mi ,,odobrażenie " się na fundację. Później robiłam zbiórki na tę samą fundację, byłam tam, już dawno wszystko przeszło. Także nie wszyscy takich wizyt się boją, ja bardzo liczyłam.
Obrazek

kwiryna

Avatar użytkownika
 
Posty: 232
Od: Sob lip 23, 2016 9:36
Lokalizacja: Warszawa mokotów

[następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bing [Bot], Blue, eweli77, Gaba31195, wtenczas i 64 gości