Łódź-FFA 2017 - pospolite ruszenie - str.92

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pon lis 26, 2018 22:39 Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - drugie pożegnanie -

kocka

Avatar użytkownika
 
Posty: 3931
Od: Pt lut 27, 2015 22:02
Lokalizacja: Łódź

Post » Pon lis 26, 2018 23:02 Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - drugie pożegnanie -

Śliczna koteczka... Smutno. Ale dobrze, że miala chociaż ten czas, że nie odeszła w tej melinie, pewnie znacznie wczesniej i w bólu... [']

jolabuk5

 
Posty: 14577
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Pon lis 26, 2018 23:53 Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - drugie pożegnanie -

:cry:
Obrazek
Misia [*] u mnie 28.04.2017-14.06.2018

Meteorolog1

Avatar użytkownika
 
Posty: 2752
Od: Sob lis 23, 2013 0:42
Lokalizacja: Olesno (opolskie)

Post » Pon gru 03, 2018 15:32 Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - drugie pożegnanie -

Znów dwie szylkretki

Obrazek

Kinia - oswojona tri z Nowosolnej, zgarnięta z jakiejś ruiny na sterylkę…. Lato 2016, szczyt kociakowy, nie bardzo wiadomo, co z nią dalej. Chwilę wcześniej mama Ninki pożegnała swoją trzykolorową staruszkę, a że wiosną zaadoptowała od nas potężnego Mrauczura, byłyśmy w kontakcie. Nieśmiało zaproponowałam miłą trikoloreczke, która nie miała się gdzie podziać…
Dość szybko zaprzyjaźniła się z Mrauczurem, czyli Minusiem, przyjaźń nieco jednostronna, tzn Miniuś zakochany i opiekuńczy, dama - zależnie do humoru, albo pozwalała sobie uszka pucować, albo syczała i waliła łapą aż huczało.

Obrazek * Obrazek

I żyli sobie szczęśliwie - do ostatniego lata. Bo na wsi, odległej od Łodzi o jakieś 100km jest stary dom rodzinny. Stoi pusty, dogląda go starszy pan. Warunki spartańskie, brak prądu, sławojka. Za to spokój, przestrzeń, powietrze - i kompletne odcięcie od „cywilizacji”. Na lato ze zwierzakami w sam raz. Pomogłyśmy z Ninką zawieźć koty i zapasy na miesiąc, spędziłyśmy miły dzień obserwując koty - Miniek zachowywał się jak pies pasterski, szedł za człowiekiem np. do sławojki, czekał, wracał. Denerwował się, kiedy nie miał wszystkich „na oku”. Kinia schowała się w jakiejś dziurze w domu - przyzwyczai się za kilka dni, nikt jej na spacery wyganiał nie będzie. Oba koty spędziły jakiś czas „na wolności”, trzymały się miejsca, w którym je porzucono, oba na pewno były wcześniej kotami domowymi - małe było ryzyko, że się zgubią czy uciekną.

A jednak…

Nie pamiętam już w jakich okolicznościach po kilku dniach Kinia wyszła z domu - i przepadła. Zrozpaczona mama Ninki przez resztę urlopu szukała kotki, zawiadomiła okolicznych mieszkańców o zgubie. Wystawała jedzonko - znikało. Ale czy zjadały je okoliczne koty, psy, czy jeże, lisy, sroki - nie wiadomo. Bo kotki nikt nie widział.

Powrót z urlopu - jeden wielki płacz.

W domu Miniuś chodził po kątach, zaglądał, wolał, patrzył pytająco na panią.

Pan doglądający domu został wyposażony w zapas kociej karmy z prośbą, by codziennie napełniał miseczkę. Co kilka dni Ninka i jej mama obdzwaniały sąsiadów - może gdzieś się pojawiała? Selekcję informacji utrudniał fakt, że po sąsiedzku mieszkała druga trikolorka - dość podobna. Nadzieja ma twarde życie i czepia się każdej szansy.

Sierpień, wrzesień - cisza. Karma nadal wystawiana. Październik - ktoś Kinię widział, podobno chciała wejść do domu, przynajmniej tak nam powiedziano, ale uciekła. Nie zastanawiałyśmy się wtedy, czy to Kinia, czy miejscowa tri.

Listopad - starszy pan twierdzi, że ją widuje. Nieregularnie. Potem, że codziennie. Zimno, wręcz mrozy - nie ma na co czekać, w pierwszą wolną (dla nas obu) sobotę - tzn 2018.12.01 - jedziemy z Ninką. Ubrane jak na biegun, dodatkowo koce, termosy, kanapki. Bo w domu ogrzewania nie ma, prądu też, więc tyko na te koce możemy liczyć. Piec jest, ale podobno nie ma opału. Po drodze zajeżdżamy na skład węgla - żadna z nas nigdy w piecu nie paliła, tłumaczymy, po co węgiel, bo wybór jest spory, życzliwy pan proponuje odpowiedni, patrzy na klatki i kontener w bagażniku, a, wy od kotów, to chodźcie, coś wam pokażę.

W kotłowni młodziutka burasie i dwa maluszki, brudne jak nieboskie stworzenia - w końcu w kotłowni. Przedtem siedziały w styropianowej budzie, ale tak zimno, to przeniosłem do kotłowni. Na parapecie czarna kotka - wysterylizowana, z dumą mówi pan. Trochę to nietypowe, z lekka drążę - czarną wysterylizowała i kociaki zabrała Marta z sąsiedniej miejscowości, burasię w ciąży podrzucono, Marta jej zabrać nie mogła - brak miejsca, więc budkę podrzuciła. Dzwonimy do Marty - nieprędko coś jej się zwolni….. Nam niestety też….

Jest 10.00, jesteśmy na miejscu, w domu -4 stopnie, na zewnątrz prawie -10. Stawiamy klatkę martwiąc się, że zanim Kinia przyjdzie, żarełko zamarznie… Pan zabiera się do palenia w kuchennym piecu. Idziemy obejrzeć zrujnowany drewniany domek, w którym podobno mieszka Kinia - może? Nic..

Wracamy - dym wali na kuchnię, pan otwiera drzwi do kuchni, potem drzwi zewnętrze, potem okno. Wiejemy do pokoju - bo w kuchni mało, że dym, to temperatura już równa zewnętrznej.

Wytrzymałyśmy do 12.30 - pan ciągle próbował napalić, dym w pokoju zaczął nas dopadać… Jedziemy gdzieś na obiad, zjemy, rozgrzejemy się. Ruszamy - JEST! Tri biegnie bruzdą po drugiej stronie szosy, oddala się. Kina czy sąsiadowa? Mamy zdjęcia, ale z tej odległości nie rozpoznamy. Nawet jeśli sąsiadowa, to znaczy, że pora na spacer, może i Kinia wyjdzie? Jedźmy na ten obiad, na podwórku będzie spokój może się złapie.

Przygody obiadowe w skrócie - wg googla jakieś 8km Leśny Zajazd. Jest - z napisem „na sprzedaż”. Za 20km Przygłów, może tam? Nic. Jedziemy dalej, jest bar. Duża sala, smaczne jedzenie, kominek, przy którym odtajałyśmy, potężne drugie danie na wynos zabrane dla pana nadal walczącego z piecem. Ceny bardzo przystępne - tylko jechać musiałyśmy prawie 30km…

Wracamy, jest 14ta, samochód na podwórko, po kilku minutach jest tri - od klatki oddziela ją samochód. Wystawiam na szosę, przez okno pokoju (w kuchni dym) obserwujemy - idzie w kierunku klatki!! Ninka nerwowo pali, powinnyśmy trochę odczekać, dać kici czas - 10minut, 15, nie wytrzymujemy - lecimy. Jest!!!!

Obrazek

Ale to chyba nie Kinia, mówi Ninka… Dobra, bierzemy do domu, porównamy ze zdjęciami, obfotografujemy - w razie kolejnego alarmu poprosimy o foty i porównamy, zanim popędzimy te 100km…

Obrazek * Obrazek

Zdjęcia nie kłamią - to nie Kinia…. Cóż, zwijamy manatki, wracamy…. Jeśli tylko tę kotkę sąsiedzi widują, to znaczy, że Kinia przepadła albo jest gdzieś daleko….

Wypuszczamy sąsiadową szylkretkę, pakujemy koce i termosy, Ninka spogląda w okno - Anka, JEST KINIA!!!!

Faktycznie jest, biegnie w kierunku domu, krzyczy! Rzucamy się po klatkę, po saszetkę, z klatką przed dom, nie pod wiatkę, za daleko. Ninka woła kotkę do drzwi, może wejdzie - wolę klatkę, jeśli wejdzie do przedsionka, drzwi stare, szybko się nie zatrzasną, zwieje.. Głodna jest, podbiega do klatki, macham jej saszetką przed nosem, dotykam główki, złapać się nie daje, więc saszetką naprowadzam do wejścia klatki, wchodzi, za mało bym ręką zatrzasnęła, wychodzi, znów saszetką, wchodzi do połowy ciała, ryzykuję, trzaskam - JEST!!

Obie na moment opadamy z sił - zwyczajnie nie wierzmy, chwilę wcześniej uznałyśmy, że przepadła. Kinia miota się w klatce, w domu wyrywa się z rąk, szaleje po ścianach, łapiemy do kontenera, dodatkowo zabezpieczamy sznurkiem.

Obrazek * Obrazek

Wracamy. Łapią nas dreszcze, raczej nie z przemarznięcia, bo opatulone byłyśmy solidnie, raczej emocję z nas schodzą.
- Skręć w lewo, do składu węgla - mówi nagle Ninka.
- Skąd wiedziałaś?
- Przecież cię znam….
Fakt, kocia rodzinka z kotłowni… Wchodzimy z panią - kotłownia pusta. Poszły na spacer? Spieszymy się… Nie, mówi pani, i kicia. Są. Za moment w kontenerze.

Obrazek * Obrazek

Potem już do Łodzi, po drodze tyko przewijanie rodzinki, bo maluszki obficie napojone mleczkiem przez podróżą mleczko hmmm strawiły.
U weta - Kinia ma pchły, świerzbowca, pewnie i parę kleszczy się znajdzie. Schudła - ale bez tragedii, widać miejscowy pan karmił zgodnie z obietnicą. I brudna.

Obrazek * Obrazek

W domu dala nura pod łóżko, potem na łóżko, pod warunkiem, że z kochaną panią. Stęsknionego Miniusia osyczała - na razie.

Obrazek * Obrazek

A kocia rodzinka? Młodziutka, niespełna roczna koteczka i dwóch chłopczyków - około dwumiesięcznych. W brudnych futerkach pcheł do woli, brzuszki wzdęte od robali, wyciek z oczu, na razie tylko kropelki, jeśli nie będzie poprawy przez 2-3 dni - antybiotyk. Jeden wynicowany odbyt. Różnica wagi miedzy chłopaczkami - prawie 50%. Kotka została na sterylkę - sprawdzone, już nie karmi, malce - Karbon i Tytan - z częściowo odpucowanymi pysiami pojechały do dt - kilka dni wcześniej taki dt zaproponowała Wiola - jakby przeczuwała, że będzie potrzebny - dzięki wielki, Wiolu.

Obrazek * Obrazek

Wiem, że kociaki u Wioli czują się dobrze, jedzą i szaleją - może uda się w tym tygodniu zaszczepić? A kotka po sterylce wróci do siebie - kolega ją odwiezie, ma tam rodzinę, często bywa. Też postaramy się ją zaszczepić.

Myślicie, że to koniec? Soboty tak, ale była jest jeszcze niedziela… A w niedzielę rodzina, która zaadoptowała ode mnie Jozina z Aleksandrowa, znalazła burobiałą młodą koteczkę… Jest u Dorotki, dziś przegląd u weta, wczoraj nie miałam siły do całodobowej lecieć.

I jeszcze taki czarny, na pewno domowy kota na moim osiedlu - od tygodnia płacze, ale boi się podejść. Już wiem, gdzie „pomieszkuje”, gdzie jada. Nawet złapałam go w piątek, ale rozwalił kontener i uciekł - teraz mi nie ufa… Karmię go po drodze do pracy, może za jakiś tydzień-dwa złapię…

Obrazek * Obrazek

Pora na mantrę….

Pomożecie? Jeśli tak, to 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040 Fundacja For Animals Oddział Łódź 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 - dopisek - zimowe kociaki.
Obrazek Obrazek Obrazek

Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21020
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Pon gru 03, 2018 16:41 Re: Łódź-FFA 2017 - znów dwie szylkretki - odnaleziona -

O rany, jakie przygody...
Super, że trikolorka złapana :)
Za maluszki i czarnego kota :ok:

Stomachari

 
Posty: 4764
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Wto gru 04, 2018 11:47 Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - drugie pożegnanie -

O mamo, ale historia :roll: :kotek:
najważniejsze, że z happy endem :201461

kalewala pisze:Pora na mantrę….
Pomożecie? Jeśli tak, to 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040 Fundacja For Animals Oddział Łódź 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 - dopisek - zimowe kociaki.


parę złotych już wysyłam
Obrazek

pisiokot

 
Posty: 12769
Od: Śro maja 03, 2006 15:37
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto gru 04, 2018 23:25 Re: Łódź-FFA 2017 - znów dwie szylkretki - odnaleziona -

Jak dobrze, że tym razem happy end! Kalewalo, jesteś Wielka! :201461

jolabuk5

 
Posty: 14577
Od: Nie paź 16, 2005 14:56
Lokalizacja: Łódź

Post » Śro gru 05, 2018 13:11 Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - drugie pożegnanie -

pisiokot pisze:parę złotych już wysyłam

Na Was zawsze mozna liczyć - koty, p.Bożena i ja dziekujemy za budki :)

jolabuk5 pisze:Kalewalo, jesteś Wielka! :201461

Na razie tylko gruba...

Stomachari pisze:Za maluszki i czarnego kota :ok:

voilà

Pospolite ruszenie

Obrazek

2018.11.23, piątek wieczór - dzwoni Jola, sąsiadka z osiedla:
- Aniu, tu na parkingu pod samochodami płacze kot, czarny, boi się podejść.. Trzeba go złapać, zamarznie..
- Jestem poza Łodzią, będę za jakieś dwie godziny. Może Animal Patrol? Tylko oni go nie złapią, najwyżej zabiorą. Podjadę wracając, może będzie.
Nie było go, nic dziwnego, ciemno, zimno.

2018.11.24, sobota - mam koci kurs do Lutomierska, rano idę poszukać - kota nie ma, jest pusty pojemnik po jedzeniu i drugi, z zamarznięta wodą. Kota brak, kiciam - nic. Zostawiam saszetkę. Wieczorem i w niedzielę podobnie. Jola nie dzwoni - czyli nic nowego nie wie.

Obrazek

2018.11.26, poniedziałek - kolejne ogłoszenie. Czyli kot jest. Kontaktuję się z autorkami. Jedna z nich widuje kota rano po drodze do pracy, około 8mej. Pora nie dla mnie, już muszę siedzieć za biurkiem. Pozostajemy w kontakcie, pani będzie podkarmiać, niech się trzyma miejsca.

2018.11.28, środa - jakoś w ciągu dnia udaje mi się podjechać, rozmawiam z panem z pieskiem, wskazuje blok, gdzie kot właśnie pobiegł, pod blokiem pan grabi liście - a tak, kot jest tu codziennie o 7mej, ktoś przez okno zrzuca mu chrupki. Miejsce, gdzie kiedyś karmiła koty p.Łucja - zaciszne w załamaniu bloku, „zadaszone” balkonem. Pokarmię kilka dni, przyzwyczai się, potem klatka łapka.

2018.11.29, czwartek - 7ma rano, idę z miseczką, kot miaucząc przybiega, podchodzi blisko, ale dotknąć się nie daje.

2018.11.30, piątek - znów 7ma rano, czeka na mnie, dobra, stawiam klatkę, odchodzę na bezpieczną odległość - za daleko, jak się za chwilę okaże, bo kot łapie się w klatkę, chwilę miota i zanim dobiegnę, wyłamuje pręcik i wieje… Fatalnie, bo w sobotę mam jechać po tę szylkretkę uciekinierkę wakacyjną (pisałam, cudem złapana), a klatka rozwalona, no i drugi raz nieprędko się złapie. Nic, trzeba karmić, przyzwyczajać i czekać.

Obrazek

2018.12.01, sobota rano - jest, czeka - ale na pustej, ogrodzonej solidnym płotem działce na przeciwko miejsca karmienia. Płacze, widać głodny - ale bardzo ostrożny, do jedzenia podchodzi po moim odjeździe - zawróciłam i sprawdziłam. No i co rano to samo - karmię, leci jeść dopiero, kiedy odjadę.

2018.12.03, poniedziałek wieczór - telefon - pani z bloku, siedzą z panem z tegoż bloku koło kota, głaszczą go, ale nie mają kontenera… Jechałam ze swoim zwierzem do lecznicy, zatrzymałam się - chciałam podejść, zwiał. Zapamiętał mnie i woli trzymać dystans… Umawiamy się, że ja karmię rano, pani albo pan wieczorem, chodzą wieczorem z kontenerkiem, może uda się go zapakować. Ostrożnie - niech mają na uwadze, że kot posiada zęby i pazury. Jeśli nie - za jakiś czas klatka-łapka.

2018.12.04, wtorek późne popołudnie - dzwoni pan K., który przy swojej firmie karmi koty, znamy się od lat, razem z p.Łucją sterylizowałyśmy te koty, od niego był w grudniu 2016 Kot Świąteczny, potem czarna kotka z niewydolnością nerek - tylko do lecznicy pilotowałam, na Retkinię, tak prosił. No więc dzwoni pan K, czarny kot płacze pod blokiem. Kolejny czarny, szlag. Kieruję do Wioli - Retkinia, za moment dzwoni Wiola - ty, ten kot jest na Wspólnej! Jak na Wspólnej, jak gość z Retkini? Do pana K. - tak, kot na Wspólnej, pan K. tam mieszka, na Retkini to rodzina, która się nerkową kotką zaopiekowała. Kamień z serca, że to ten sam, a nie kolejny czary kot. Jestem w pracy, mogę tylko skontaktować pana K. z pozostałymi ‘polowaczami” na kota - co czynię.

Obrazek

„Polowacze” zadziałali skutecznie - ok.19tej kot siedział w kontenerze, pilnowały go dwie osoby, pan K po dwugodzinnym czuwaniu poszedł się odmrażać.

Zabrałam, 3 minuty przez zamknięciem wpadłam do lecznicy - dziękuję P.Dr za cierpliwość. Chipa brak, kastrat jakieś 7-8lat, paszcza do remontu, na razie antybiotyk, by wyciszyć stan zapalny, za kilka dni morfologia, biochemia i sanacja paszczy. Oczywiście odpchlenie i odrobaczenie.

Kocisko bardzo łagodne, bardzo przerażone i rozpłakane. Popiskiwał całą noc, rano też się żalił na zły los - trzeba mu szukać dobrego domu, raczej ktoś go wyrzucił niż zgubił - trzymał się jednego miejsca, podchodził do ludzi, gdyby właściciel chciał znaleźć - znalazłby bez problemu.

Zdążyłam jeszcze odebrać tę wczoraj opisywaną burobiałą niedzielną koteczkę po sterylce - i tu uwaga - kotka bez naciętego uszka, z dużym brzuszkiem, na wszelki wypadek zrobiono usg, które nie wykluczyło ciąży. Więc najpierw szukano blizny, a potem trzech lekarzy kolejno grzebało w kocim brzuszku - macicy nie znaleziono, kotka była wcześniej wysterylizowana. Czyli opowieści o usg pokazującym, czy kotka wysterylizowana, czy nie - trochę miedzy bajki radzę włożyć, nacięte uszko lepsze.

A, i jeszcze podrzuciłam małą styropianową budkę na podwórko starszej pani, wcześniej ja naprędce produkując przy pomocy kolegi.

Dziś muszę oddać kontenerek kocurka, nie bardzo wiem, komu, zamieszania trochę było i pogubiłam się.

Oto wczorajsza Pszczółka, jeszcze nieco znarkotyzowana, i dzisiejszy Oktawian:

Obrazek * Obrazek

Puenta? Jeszcze nie ma, będzie, jak oboje znajdą domy.

A na razie - fajnie jest, że tyle osób zauważyło (i usłyszało) jednego zwyczajnego kota, że nie tylko zauważyło i gdzieś zgłosiło, ale czynnie postarali się mu pomóc, zresztą bardzo skutecznie. Takie kocie pospolite ruszenie. Sąsiedzi z mojego osiedla - przywracacie wiarę w ludzi. Dziękuję Wam.

Jeszcze prośba o pomoc finansową - bo miasto co prawda ma pilotażowy program leczenia kotów wolnożyjących, ale nie wchodzi w to porządkowanie paszczy. No i wolnożyjący to on nie jest… Oddać do schroniska - szkoda…

Pomożecie? Jeśli tak, to 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040 Fundacja For Animals Oddział Łódź 40-384 Katowice, 11go Listopada 4 - dopisek - czarny ze Wspólnej.

W szukaniu domu też pomóżcie - naprawdę fajne koty - oba-dwa .
Obrazek Obrazek Obrazek

Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21020
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Śro gru 05, 2018 13:32 Re: Łódź-FFA 2017 - pospolite ruszenie - str.92

kalewala pisze: Czyli opowieści o usg pokazującym, czy kotka wysterylizowana, czy nie - trochę miedzy bajki radzę włożyć, nacięte uszko lepsze.

Nacięte uszko lepsze pod warunkiem, że wet był uczciwy ;) Zdarzały się przypadki, że wet nie kastrował (albo kastrował częściowo) a ucho nacinał.
Mi tłumaczono, że macicy na USG nie widać, zlewa się z obrazem tłuszczu i jelit, i że jeśli w ogóle da się coś zobaczyć, to kikut macicy. Bo jest bardziej echogenny. Nie dopytywałam, ale podejrzewam, że widoczność kikuta zależy od tego, w jaki sposób tkanka się zrosła.

Stomachari

 
Posty: 4764
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

Post » Śro gru 05, 2018 15:51 Re: Łódź-FFA 2017 - pospolite ruszenie - str.92

Stomachari pisze:Nacięte uszko lepsze pod warunkiem, że wet był uczciwy ;) Zdarzały się przypadki, że wet nie kastrował (albo kastrował częściowo) a ucho nacinał.

Spotkałam się z tym, niestety. Ale po kilkunastu latach w "branży" wiem już, które lecznice omijać, a które polecać :mrgreen: .
Obrazek Obrazek Obrazek

Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21020
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Pt gru 14, 2018 22:35 Re: Łódź-FFA 2017 - pospolite ruszenie - str.92

z bazarkow ciuchowych wplacilam dzis 242 zl na Czarnego ze Wspólnej :ok:

kocka

Avatar użytkownika
 
Posty: 3931
Od: Pt lut 27, 2015 22:02
Lokalizacja: Łódź

Post » Pon gru 17, 2018 8:56 Re: Łódź-FFA 2017 - pospolite ruszenie - str.92

kocka pisze:z bazarkow ciuchowych wplacilam dzis 242 zl na Czarnego ze Wspólnej :ok:

Wielkie dzięki - czarny po remoncie paszczy i interwencyhb=jbie zaszczepiony, no nadziaam się na kota z pp.....

Na razie u mnie spokój (w tym względzie), ale siedzę jak na szpilkach przez najbliższe dni....
Obrazek Obrazek Obrazek

Zachęcam do zakupów w zooplusie przez zielony banerek na blogu - zooplus coś przekazuje na nasze podopieczne kocie bidy. http://domowepiwniczne.blogspot.com/

kalewala

Avatar użytkownika
 
Posty: 21020
Od: Śro cze 29, 2005 13:55
Lokalizacja: Łódź

Post » Wto gru 18, 2018 1:01 Re: Łódź-FFA 2017 - pospolite ruszenie - str.92

Czyli trzymać kciuki za zdrowie kotów?

Stomachari

 
Posty: 4764
Od: Sob kwi 16, 2016 21:29
Lokalizacja: Nieopodal Sochaczewa.

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Ankalime, Bestol, Blue, bona_46, emill, KULAK, Mandorla, mmagmowa, nikr3n i 98 gości