Strona 81 z 88

Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - to już rok - str.

PostNapisane: Pon lut 12, 2018 18:37
przez pisiokot
Stomachari pisze:Wspaniały dom. Oby wszystkie zwierzęta do takich trafiały.


Pamiętam Kalinkę i to drugie kolorowe biedactwo, które nie mało tyle szczęścia ...
Cudowny dom, świetni ludzie :1luvu:
Żyj długo i szczęśliwie ślicznotko :kotek:

Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - to już rok - str.

PostNapisane: Wto lut 13, 2018 12:01
przez ASK@
Piękne :ok:
Niech się im wiedzie jak najlepiej. Ludziom i kociom :1luvu:
Takie domy to skarby. Koraliki na nizane na niteczkę, dające kopa do działania.

Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - to już rok - str.

PostNapisane: Wto lut 13, 2018 20:35
przez Boszka
To miód na serce w morzu smutku i nieszczęść kocich.

Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - to już rok - str.

PostNapisane: Wto lut 20, 2018 14:46
przez kalewala
Nie zabierajcie go…

Obrazek

W tekście o rudej Julce napisałam, że właśnie (2018.02.08) zadzwoniła pani z prośbą o pomoc kotu biednej sąsiadki - panie mieszkają na Rogach, w okolicy lasu, koty są wychodzące - to domki - i coś poszarpało kocią łapkę - „szukam pomocy, kot od kilku dni ma mocno pokaleczoną łapkę, nie staje na niej, płacze, sąsiadka nie ma pieniędzy na weterynarza, pytała, powiedzieli jej 250zł za chirurgiczne oczyszczenie…. Dzwonię wszędzie, ŁTOnZ nie pomoże, dali kilka numerów, nikt nie odbiera, co można jeszcze zrobić? można pomóc? Sąsiadka boi się, że jej kota odbiorą i nie oddadzą, to biedna rodzina…”
Trafiony zatopiony, kot cierpi, lecę z pomocą. Odebrać go nie odbiorę, co solennie przyrzekam, nie pierwszy raz zresztą w tej historii. Telefon do lecznicy, proszę o ulgowe potraktowanie, pani z sąsiadką i kotem jadą.
Czyszczenie łapy, potężny ropień, nieładnie to wygląda, lekarka sugeruje rtg - czyli kot musi zostanie w lecznicy do wieczora, wieczorem zawiozę do takiej z aparatem. Znów muszę opiekunkom przyrzec, że oddam.

Obrazek * Obrazek

Wieczorem leci mi z nosa, trzepie mnie nieco, ale pełznę do lecznicy, obiecałam. Lekarka podejrzewa złamanie, może już zrastające się, ale ten rtg jednak chciałaby zobaczyć. Ranę oczyściła, kot bardzo grzeczny, wyraźnie mu ulżyło, zaczął opierać się ostrożnie na łapce - poprzednio ją podkulał. Jajeczny, nie wykastrowała, bo może po rtg będzie coś robione pod narkozą, to od razu się ciachnie, żeby go dwa razy nie usypiać. Z uwagi na samopoczucie kota i moje ustalamy plan - kot na razie zostaje w lecznicy, w sobotę - bo p.Dr ma akurat dyżur w lecznicy całodobowej z rtg - podrzucę go tam i zostawię na to rtg i ew gipsowanie - zwyczajnie nie mam możliwości ani siły wcześniej, on z tą łapką chodził ponad tydzień, więc jeśli była złamana, zrost już jest, jeśli krzywy, to niewiele da się naprawić. I kastracja.
Sobota, zabieram kota bez opatrunku - łapka spuchła, trzeba było zdjąć i ubrać kota w abażurek. Łapka bez opatrunku wygląda całkiem ładnie, dobrze oczyszczona rana potraktowana antybiotykami przysycha, kot właściwie się nią nie interesuje.
Podrzucam na rtg - tak się umówiłam, lecę do swoich zajęć i czekam na informacje. Opiekunki dzwonią, dopytują się o stan ulubieńca, mówię co i jak, o zwrot zwierzaka już nie pytają - chyba w końcu wierzą, że oddam.
Na rtg coś widać - prawdopodobnie stan zapalny kości, zrośnięte złamanie raczej nie, kot chodził z ropiejąca raną ponad tydzień, może dwa, „zapaliły” tkanki miękkie i poszło na kość. Kastracja, wieczorem odbiór.
Wielkie podziękowania dla lekarzy - za zrozumienie, za pomoc, za elastyczność i wiele innych rzeczy. Po prostu - dziękuję. Bez Was pomoc byłaby prawie niemożliwa. A przynajmniej zdecydowanie trudniejsza.

Obrazek * Obrazek

Odebrałam z lecznicy, odwiozłam w abażurku do domu, od lecznicy zastrzyki na 10 dni, ode mnie spray avilin i trochę karmy. Po antybiotyku kontrola, potem prawdopodobnie też sprawdzający rtg.
W domu czekała stęskniona rodzina i wysterylizowana domowa kotka, na powitanie został wygłaskany przy ludzi, osyczany i wytłuczony po abażurku przez kotkę. Boi się jej panicznie, bo dama regularnie go gania i bije - to informacja dla tych, którzy są przekonani, że koty po kastracji / sterylizacji spadają w hierarchii i stają się ofiarami tych nieco „bogatszych”. Nie jest tak - w stadku na ogół rządzi kotka, niezależnie od tego, czy wycięta, czy nie. A kocurek po kastracji przestaje być dla innych konkurencją - więc nawet jeśli go trzepną, to ot tak, od niechcenia.

I coś, co mnie mocno poruszyło, bo w końcu przy herbatce spokojnie porozmawiałyśmy z panią opiekunką kotów - pani bała się szukać dla niego pomocy w fundacjach i stowarzyszeniach - bała się, że jej odbiorą pupila - bo jest biedna… Smutne to…

Odwiedzę ich pewnie za kilka dni, bardzo zapraszali. I łapkę obejrzę. I może kotka przestanie prześladować wykastrowanego kocurka?

Rozliczenie - za czyszczenie rany opiekunka kota zapłaciła sama - 45zł. Za rtg i kastrację mam rachunek na 172zł - sąsiadka, która szukała pomocy dołożyła się kwotą 50zł. 200zł przekazała p.Łucja. Czyli tym razem nie będę Was prosić o pieniądze. A czemu opisuję tę historię? Bo to w ostatnich dniach kolejny potrzebujący pomocy zwierzak, który do nas trafił za pośrednictwem ŁTOnZ, poprzednia była kotka z zatorem, za próbę ratowania i niestety uśpienie - 162zł. Jeszcze był pies z guzami, z bólem odmówiłam… Wiem, że to zwierzęta właścicielskie, że nie mamy w statucie pomocy w finansowaniu leczenia ubogim właścicielom zwierząt, ale…
Mamy serca… Nimi nie zapłacimy… Oto rachunki za miękkie serce:

Obrazek * Obrazek

Dziś dzwoniła kolejna pani z prośbą o pomoc / zaopiekowanie się kotką po zmarłej osobie - odmówiłam, „dzięki” sterylkowej polityce UMŁ - w 2017 sterylki miejskie ruszyły w kwietniu, było ich prawie po połowę mniej niż w 2016, w 2018 tej pory nie ruszyły, jeszcze nawet przetarg nie ogłoszony - jest 20 luty - a zima była lekka i kotki już są w ciąży - i my, i pozostałe fundacje zapchani jesteśmy ubiegłorocznymi kociakami, które kociakami już nie są, są trudnymi adopcyjnie dorosłymi kotami…


Sobota 2018.02.17

Odwiedziłam Tygryska - czuje się i wygląda zdecydowanie lepiej, jeszcze w poniedziałek - wtorek kontrola i przedłużenie antybiotyku. Rana ładnie się goi, prawie nie boli - kotek pozwala dotykać łapki.

Obrazek * Obrazek

Przez pierwsze dni woniał podobno okropnie i kocurzo. Na szczęście jest już po kastracji stary zapaszek znika, a nowego kotek nie produkuje. A sam kotek? Chodzi sobie w abażurku porządnie zamontowanym, bo nie na samej obróżce, a na szeleczkach. Karmiony jest ręcznie mięskiem do pyszczka, bo nie umie - albo udaje, że nie umie - jeść w tym ustrojstwie, wyleguje się w ciepełku przed kominkiem i nawet nie za mocno wybiera się na dwór. Z kuwetką tez świetnie sobie radzi.

Obrazek * Obrazek

Przyszedł do mnie na pogłaskanie, sprawdził zawartość torebki i informacje przyniesiona na ubraniu, nie wszedł na kanapę - nie wolno! Wygląda na jegomościa całkiem zadowolonego z życia.
Domowa wychodząca Lusia przestała go tłuc, czasem syknie od niechcenia. Skorzystała na jego obecności w domu - zamiast mrozić ogonek w ogródku, korzysta z Tygrysiowej kuwetki.

I chyba koniec historyjki?
Mam nadzieję :twisted:

Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - to już rok - str.

PostNapisane: Śro lut 21, 2018 14:31
przez pisiokot
kalewala pisze:Obrazek * Obrazek

Przyszedł do mnie na pogłaskanie, sprawdził zawartość torebki i informacje przyniesiona na ubraniu, nie wszedł na kanapę - nie wolno! Wygląda na jegomościa całkiem zadowolonego z życia.
Domowa wychodząca Lusia przestała go tłuc, czasem syknie od niechcenia. Skorzystała na jego obecności w domu - zamiast mrozić ogonek w ogródku, korzysta z Tygrysiowej kuwetki.

I chyba koniec historyjki?
Mam nadzieję :twisted:

Słodziaki :1luvu:
Historia z happy endem, cóż chcieć więcej :D

A Ty do łóżka leczyć się :!:

Re: Łódź-FFA 2017 - dwie szylkretki - to już rok - str.

PostNapisane: Śro lut 21, 2018 17:34
przez kalewala
pisiokot pisze:Słodziaki :1luvu:

Nooo :D :D

pisiokot pisze:A Ty do łóżka leczyć się :!:

A już mi przeszło - na razie :)

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Śro mar 07, 2018 20:11
przez vega29
Kalewala, jak tam Ruda Julka? Jakbyś potrzebowała dla niej wsparcia finansowego od Funduszu Onkologicznego, daj, proszę, znać. W panice przeryłam posty na tym wątku w poszukiwaniu wieści, bo u nas odzywałaś się jeszcze w styczniu, a potem ja miałam cholernie dużo na głowie własnych problemów i przestraszyłam się, że coś przegapiłam... Ale chyba nie. Zatem, jakby coś, dawaj znać :ok:

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Pt mar 09, 2018 11:41
przez kalewala
vega29 pisze:Kalewala, jak tam Ruda Julka? Jakbyś potrzebowała dla niej wsparcia finansowego od Funduszu Onkologicznego, daj, proszę, znać. W panice przeryłam posty na tym wątku w poszukiwaniu wieści, bo u nas odzywałaś się jeszcze w styczniu, a potem ja miałam cholernie dużo na głowie własnych problemów i przestraszyłam się, że coś przegapiłam... Ale chyba nie. Zatem, jakby coś, dawaj znać :ok:


Ruda Julka niestety nie jest pod naszą opieką - została odebrana p.Łucji przez sąsiadkę pod nieuzasadnionym pretekstem niełaściwej opieki.

A potem dowiedziałam się, że FFA ma zapłacić za leczenie kotki w wybranej przez tę sąsiadkę lecznicy, bez prawa do konsultacji z innym ("naszym") lekarzem i bez prawa głosu.

Wiem, że ta pani kota nie skrzywdzi, lecznica jest dobra, ale takie warunki są dla nas nie do przyjęcia - z zebranych na Julkę 500zł - 200zł chciałam zwrócić p.Łucji, zapłaciła za pierwsze wizyty, nie przyjęła - przeznaczyła te pieniądze na leczenie kotka z poharataną łapką.
Pozostałe 300zł zostało przekazane do lecznicy na częściowe pokrycie kosztów leczenia - opis na str.80.


Korek od termofora

Obrazek

Gubię różne rzeczy, ogólnie roztargniona jestem, ciągle czegoś szukam. Ale żeby aż tak? Zawsze? Ostatnio „zaprzyjaźniłam” się z dwoma termoforami, napełniam je gorąca wodą tak często jak mogę, i zawsze ale to zawsze, szukam korka od termofora. Wiem, że zaraz zniknie, wiec odkładam go w widoczne miejsce - tak, by nie ukrył się między innymi przedmiotami, nie stoczył na podłogę, gdzie trafiony kocią łapką przepadnie gdzieś do kolejnego remontu. Odkładam, patrzę, zapamiętuję.

Napełniam termofor wrzątkiem - ostrożnie, pluje powietrznym bąblem z gorącymi kropelkami na palce, parzy. Parzy szyjka, ze którą trzymam, para z czajnika, uchwyt czajnika - wiec w kupieniu, ostrożnie nalewam, wyciskam powietrze - wyciągam rękę po korek.

Nie ma. No przecież był. Tu, dokładnie TU.

Z pełnym wrzątku otwartym termoforem, coraz bardziej zdenerwowana szukam. Nie ma, zwyczajnie nie ma. Diabeł ogonem nakrył.

Lokuję termofor w zlewie, idę po drugi, przekładam korek, zanoszę pod kota.

Ale drugi też potrzebny - na drugi koci boczek. Więc znów szukam korka - czas leci, pora zbierać się do pracy. Jest!!!

Napełniam termofor, sięgam po korek….

Czasem jest, częściej muszę go szukać, trzeciego termoforu nie mam…


Ten termoforowo-korkowy kontredans z powodu Aksamitki, która na Aksamitkę od dawna nie wygląda, jest szkielecikiem obciągniętym skórką z lichym futerkiem. Jest u mnie od 18 lutego 2018, długo niestety nie pobędzie…
Pamiętacie tekst „Cud świąteczny”? Aksamitka to matka Puszka, poznałam ją ładnych parę lat temu - akcja porządkowa przy Drukarskiej, link w „Cudzie świątecznym” podałam. Puszek ma lat 16, Aksamitka do najmniej rok więcej…
17 lutego (sobota) pani Puszka zadzwoniła, że w czwartek Aksamitka wymknęła się z domu, szukają, ale bez skutku. Że jest w złej formie, chudziutka, a akurat dość potężne mrozy… Panie szukały, ktoś ją widział, dał jeść, ale pies przegonił…
Napisałam na stronie schroniska i na FB - od razu odezwał się schroniskowy wolontariusz - przywieziono ją tam.

Obrazek * Obrazek

W niedzielę pojechałam odebrać te 1,60kg kota w zmierzwionym futerku… I wyniki. Wyniki właściwie nienajgorsze, może zaniedbana przez chorą opiekunkę?

Obrazek

Wracając przeleciałam przez ulubioną lecznicę, temperatura 36,5, ogólnie cieniutko. Dostałam kroplówkę, witaminki, sugestię zbadania tarczycy za kilka dni - a na razie niech je.
Zębów brak, tylne łapki oklejone mieszanką żwirku z czymś tam, futerko na boczkach i ogonku posklejane w kłaki… Kąpać się bałam, wyczesałam, wyskubałam.

No więc je - podsuwam puszeczki, mięsko, sama trochę chrupek dziubnie. Bardzo dużo pije. Kupy - rzadka breja z pojedynczymi bobkami, Ale przestaje być apatyczna, zaczyna ją interesować otoczenie, drepcze po mieszkaniu, ciągle wpada pod nogi. Już nie chodzi wygięta w pałąk. Wygląda nieco lepiej, nie wiem, czy to zasługa wyczesanego futerka, czy nieco lepszej kondycji. Od Kasi L. dostała wielką pakę bardzo dobrego jedzonka (dziękuję) - musi je wykorzystać.

Kolejna wizyta w lecznicy - tarczyca - wyniki w normie, usg - jedna nerka bardzo powiększona. Ale kot nie przybył ani grama. Powinien, chociażby z tego pół litra kroplówki, bo odwodniona jest ciut mniej. Czyli wody w kocie więcej, samego kota mniej - chudnie. Te rzadkie kupska sugerują trzustkę. Ogólna kondycja - jakiś nowotwór…

Wiem, że długo jej nie zatrzymam, do początku wiedziałam. Ale próbuję. Póki ona tego chce - póki je, drepce, zgaduje, przychodzi się przytulić.

W weekend (3-4 marca) tragedia - kupiłam sobie i kotom wątróbkę indyczą, pyszna była, smakowała wszystkim. Kici też - cieszyłam się, że wręcz ja pochłania… W nocy była niespokojna, chodziła, nie dawała się utulić. Wstawałam szukać, znajdowałam leżącą, podnosiłam, sama nie bardzo miała siłę wstać, układałam na termoforze, wracała na zimną podłogę…

Obrazek * Obrazek

Byłam po nocnych łapankach, półprzytomna ze zmęczenia i niewyspania, nie miałam siły jechać do nocnej lecznicy. W końcu Micia wyrzuciła z siebie całą zjedzoną wątróbkę - szło obustronnie.. Zmęczona usnęła na podłodze, ostrożnie przełożyłam na łóżko, obłożyłam termoforami.
I od tego czasu biegam z termoforami. Rano - pierwsza czynność to nastawienie czajnika, dwa termoforki, między nimi dobrowolnie lokuje się kicia, czasem pozwala nakryć się lekką kołderką. Po powrocie z pracy, wieczorkiem, czasem w nocy.

Wet - kolejne kroplówki, wzmacniacze, antybiotyk, coś na trzustkę. Podsuwanie pod nosek jedzonka - na początku tylko musów, rozrobionych wodą - kicia słaba, nawet jedzenie to był wysiłek. Teraz już drobniutko pokrojone mięsko, musy bez wody, nawet trochę glutków z saszetki zje.

I huśtawka - czy jej nie męczę? Czy już pora pożegnać? Przecież je, przecież rzadka ciemnoszara kupka nieco zbrązowiała, znaczy żółć weszła do akcji, to szare zabarwienie mogło być spowodowane przytkaniem przewodów żółciowych.

Trochę mniej zjadła, ale może suchego pochrupała w czasie mojej nieobecności?

Powąchała, nie chce - może tego akurat nie lubi? Bo chyba jest lepiej, kupka kolorystycznie stosowana i w zasadzie uformowana.
Znów rzadzizna, ale brązowa, No i chętnie siedzi na termoforkach, rozgląda się, drepce w kierunku kuchni - do jedzenia, podjada dość energicznie, przychodzi spać na poduszkę.

Obrazek * Obrazek

Dziś po śniadanku próbowała się myć, przy kroplówce protestowała bardzo energicznie. Może jeszcze chwilę pobędzie..

Trzymajcie kciuki - za nią. Za to, bym pożegnała ją w tym właściwym momencie…

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Pt mar 09, 2018 12:13
przez Stomachari
Biedna kicia...
A badania trzustki miała, czy zbędne w takim stanie?

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Pt mar 09, 2018 12:20
przez kalewala
Stomachari pisze:Biedna kicia...
A badania trzustki miała, czy zbędne w takim stanie?


Ona odchodzi... I męczenie jej badaniami chyba nie ma sensu, bo nie przedłużymy jej życia..
To raczej kwestia dni niż tygodni czy miesięcy..

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Pt mar 09, 2018 12:26
przez Stomachari
Rozumiem.
Myślałam, że jest jeszcze cień nadziei. No i że przyda się wiedza w kwestii karmienia, bo trzustkowcy mają inną dietę, ale skoro tak niewiele jej zostało...

W takim razie dużo sił na ten trudny czas życzę... Dla Ciebie i koteczki, aby odeszła zaopiekowana i w komforcie...

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Sob mar 10, 2018 22:43
przez pisiokot
kalewala pisze:
Dziś po śniadanku próbowała się myć, przy kroplówce protestowała bardzo energicznie. Może jeszcze chwilę pobędzie..

Trzymajcie kciuki - za nią. Za to, bym pożegnała ją w tym właściwym momencie…


Dobrze, że jest u Ciebie - jest zaopiekowana jak najlepiej w tych ostatnich chwilach. I kiedy przyjdzie czas - nie pozwolisz jej cierpieć.
Nawet nie chcę myśleć jak wyglądałyby jej ostatnie dni w schronisku czy nawet u jej opiekunki ... :cry:

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Pon mar 12, 2018 23:34
przez ewa_mrau
przetarg rozstrzygnięty
można poczytać na zdjęciach co, gdzie i jak
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
albo kliknąć link -> https://bip.uml.lodz.pl/urzad-miasta/pr ... r%5D=Order
pomyślnych łowów!
---

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Wto mar 13, 2018 10:15
przez pisiokot
ewa_mrau pisze:przetarg rozstrzygnięty
można poczytać na zdjęciach co, gdzie i jak

---


najwyższy czas :ok:

Re: Łódź-FFA 2017 - "ludzkie" koty - str.80

PostNapisane: Wto mar 13, 2018 13:46
przez kalewala
ewa_mrau pisze:przetarg rozstrzygnięty
można poczytać na zdjęciach co, gdzie i jak

---

spokojnie - to na razie otwarcie ofert, nie rozstrzygnięie przetargu.
Umowy jeszcze nie ma.