Czesiaczkowy team

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pt cze 08, 2018 20:43 Re: Czesiaczkowy team

Obiecałam ogłoszenie Balbince i... zapomniałam :oops: na przyszłość śmiało mi się przypominać, ja po prostu czasem nie ogarniam :oops:
Ale już jest:
https://www.olx.pl/oferta/juz-zawsze-be ... uWzZr.html

I chyba włączę promowanie, bo widzę jakieś promocje na olx...

Szalony Kot

 
Posty: 22679
Od: Pt wrz 24, 2010 13:01
Lokalizacja: Warszawa

Post » Czw cze 14, 2018 20:33 Re: Czesiaczkowy team

Dziękuję Szalony Kocie.

Mały zamożeniec z ranami już lepiej. Rany na antybiotyku zaczęły się zasklepiać. Łapa jest obolała, często trzyma ją w górze. Pochłania gigantyczne porcje jedzenia jak na tak mini kota. Jutro skończy antybiotyk, odrobaczę ją i pomyślę o sterylizacji. Jej i Balbiny. Balbinie jeszcze odpuściłam, bo pięć tygodniu temu miała jednak poważną operację i wolę jeszcze odczekać. Niech się wzmocni i oczyści z wcześniejszej narkozy.
,,W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy (. . .)" Elizabeth Bishop

marta-po

 
Posty: 3308
Od: Pon sie 15, 2011 17:19
Lokalizacja: okolice Warszawy

Post » Wto cze 19, 2018 20:34 Re: Czesiaczkowy team

Balbina i mały zamożeniec zostały dziś odrobaczone.

W piątek wieczorem miałyśmy z koleżanką nieprzyjemną sytuację. Zadzwoniła do mnie, że jedzie do niej znajomy z małym kotem, którego gdzieś znalazł pod kebabem. Masa ludzi widziała i mijała obojętnie. Gdy przywiózł, koleżanka zadzwoniła żebym przyjechała do niej bo ten mały jest w ciężkim stanie. Piątek godzina 21 wsza. W międzyczasie zadzwoniła do miejscowego weta. Powiedział, że nic nie poradzi, że trzeba mu przemyć oczy. Ona na to, że on jest w tragicznym stanie. On znów, że nic nie poradzi i że skoro kk, to żeby oczy mu przemyć ...
Gdy przyjechałam, to po moim doświadczeniu - nie było co ratować. Około miesięczny maluch z kk, oblepiony jajami larw much i łażącymi larwami. Ale decyzja czy leczyć czy eutanazja należy do lekarza. Zadzwoniłam do jedynego lekarza, który w mojej okolicy o takiej porze czasem przyjmuje, bo mieszka przy lecznicy. Ale to i tak było dla nas ponad 20 km do przejechania. Trochę opornie, mówiąc że już późno, zgodził się. Koleżanka płacząc prowadziła, ja próbowałam mu w drodze przemyć oczy i pościągać larwy.
U lekarza tego w przeciągu kilku lat byłam kilka razy. Do zwykłych spraw mam lekarzy w mojej miejscowości. Do trudnych wolę jechać 40 km, gdzie mam wyspecjalizowany i w pełni zaufania gabinet ze świetnym chirurgiem. A ten lekarz jest średni, do tego nieprzyjemny i bardzo obcesowo, żeby nie powiedzieć brutalnie bada zwierzęta. Ale kilka razy się zdarzyło, że musiałam do niego pojechać z nagłym przypadkiem właśnie dlatego, że tylko on przyjął wieczorem czy w święto.
Malutkiego nie dało się uratować. Na pyszczku i na brzuchu aż kłębiło się od larw. Nie będę opisywała w jakim był stanie, bo to nie ma już sensu. Nie chcę wracać do tego obrazu. Lekarz kazał nam chwilę zaczekać w poczekalni. Gdy weszłyśmy ponownie do gabinetu, pan doktor wolno cedząc słowa powiedział: ja przyjmuję o różnych porach. Powiedziałam, że z kociakiem przyjechałyśmy od razu, gdy tylko trafił w nasze ręce. On na to, że nie to ma na myśli. I że: proszę nie zrozumieć mnie źle, ale to dla stałych klientów mam zniżki. Ja jeszcze nie łapałam jego wypowiedzi i w końcu pytam: ale to pan do mnie ma jakąś uwagę, bo nie bardzo rozumiem ..? A on, tak: ja przyjmuję też w ciągu dnia. I w końcu załapałam o co mu chodzi. Mówię, że przecież pan wie, że nie jestem z tej miejscowości, do pana mam ponad 20 km i miałabym do pana przyjeżdzać, gdy w swojej miejscowości mam weterynarię? Potwierdził, bezczelnie patrząc. I dodał po chwili ... sto złotych.
Za eutanazaję miesięcznego chucherka i kilkuminutową związaną z tym wizytę wziął 100 zł ...
Zatkało nas. Prawie bez słowa, żeby nie powiedzieć mu czegoś niekulturalnie, zapłaciłyśmy. Gdy zabierałam kociaka zapytał czy folię chcę, żeby się larwy nie posypały. Warknęłam tylko, że sobie poradzimy i bez ,,do widzenia,, wyszłyśmy. Pierwszy raz miałam do czynienia z tak chamskim lekarzem. Koleżanka nie mogła uwierzyć, w to co usłyszała.
A malutkiego pochowałyśmy po powrocie, w nocy na łące.
,,W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy (. . .)" Elizabeth Bishop

marta-po

 
Posty: 3308
Od: Pon sie 15, 2011 17:19
Lokalizacja: okolice Warszawy

Post » Śro cze 20, 2018 1:03 Re: Czesiaczkowy team

Szmata nie lekarz :evil: . Oby mu się tak los odwinął i całą siłą mu przyłożył za to chamstwo i buractwo.
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 22517
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Śro cze 20, 2018 5:42 Re: Czesiaczkowy team

Straszne przeżycie:-( na chama ( bo nie napisze weterynarza) brak słów...

sebow

 
Posty: 1921
Od: Pon kwi 26, 2010 12:35
Lokalizacja: warszawa

Post » Śro cze 20, 2018 9:23 Re: Czesiaczkowy team

wspolczuje :(

zuza

Avatar użytkownika
 
Posty: 75744
Od: Sob lut 02, 2002 22:11
Lokalizacja: Warszawa Nowodwory

Post » Śro cze 20, 2018 9:45 Re: Czesiaczkowy team

Współczuję. Biedne maleństwo. Ileż się nacierpiało. Dobrze, że odszedł dzięki Waszej pomocy, bo męka byłaby okrutna.
Żegnaj dzieciaku [*]

Też takiego mam weta. Chama i dusigrosza prawie pod nosem. Co żeruje na nieszczęściu ludzkim. Jak zawiozłam mu kota z wypadku (tylko on przyjmował) to wpierw zajmował się ile zpłacę i czy mogę go w fundacyjne obsługi wkręcić. Trzeba było go popędzić by kota uśpił bo nie było nadziei. Nie oszczędził portfela.

Taki malec to powinien trafić do przeciwników kastracji i wielbicieli malunich kociaczków. I pewnie u takich był. Tylko się zbył jakoś.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

 
Posty: 48831
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 16 >>

Post » Pon lip 16, 2018 19:03 Re: Czesiaczkowy team

Tak było:
Obrazek

Jest:
Obrazek Obrazek

Zamorzeniec ze wsi jest teraz w lecznicy. Przy okazji sterylizacji zostanie przetestowana i prześwietlona, bo ta pogryziona łapka jej dokucza. Podobno od jesieni była w takim stanie, więc pewnie pewnych rzeczy się już nie cofnie jeśli doszło do zmian w stawach. Często łapkę trzyma w górze.
,,W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy (. . .)" Elizabeth Bishop

marta-po

 
Posty: 3308
Od: Pon sie 15, 2011 17:19
Lokalizacja: okolice Warszawy


Post » Wto lip 17, 2018 17:15 Re: Czesiaczkowy team

Nie, ani jednego telefonu, czy zapytania ... Tak się zastanawiałam, że może w treści napisać co przeszła, że leżała tak długo przy drodze. Dzień lub dwa. Połamana z tym językiem nabitym na kieł. Może to kogoś złapie za serce. Tyle przeszła kocina. A taka dzielna była.
Charakter ma cudny. To całuśna i przylepna kotka. Bardzo mądra
,,W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy (. . .)" Elizabeth Bishop

marta-po

 
Posty: 3308
Od: Pon sie 15, 2011 17:19
Lokalizacja: okolice Warszawy


Post » Pon paź 22, 2018 19:38 Re: Czesiaczkowy team

Jestem ...
Szalony Kocie, nie było dosłownie żadnego zapytania o Balbnikę. Jedno zapytanie na olx czy ogłoszenie aktualne. I na tym zapytaniu się zakończyło.
A u nas dużo się dziej. Kotów przybyło ... Sterylizacje hurtem idą ... adopciaków pełno ...
Kolejno muszę na kociarnię powrzucać. Dziś pierwszą kotkę ogłosiłam
,,W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy (. . .)" Elizabeth Bishop

marta-po

 
Posty: 3308
Od: Pon sie 15, 2011 17:19
Lokalizacja: okolice Warszawy


Post » Wto paź 23, 2018 17:58 Re: Czesiaczkowy team

Tak, poproszę. Trochę nam się nazbierało kotów. Kolejno będę wrzucała na kociarnię. Dziś założę maluchom wątek. Ogłosić można tą tri, którą wczoraj wrzuciłam.
,,W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy (. . .)" Elizabeth Bishop

marta-po

 
Posty: 3308
Od: Pon sie 15, 2011 17:19
Lokalizacja: okolice Warszawy


[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: agga80, Blue, Google [Bot], Jani1506, kaarolina1, kassii, Majestic-12 [Bot], Necz, puszatek, Selyuna i 73 gości