Leczenie"dzikuskow"-kotka po ekstracji zebow-ANKYLOZA? Str 9

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pon cze 25, 2018 23:45 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Mziel52, dzieki za link. Zapytam wetke o ten preparat, chociaz jak zwykle pewnie uslysze, ze one wiedza co podawac :roll: Ponoc podają jakies leki na regeneracje tkanek.

Kinnia, ja mu to jedzenie wpycham do pyszczka :( Nie wypluwa, zjada, ale sam z siebie nie chce jesc, nawet jak mu podstawiam miseczke pod nosek z jego ulubionym mieskiem. Wetka zdziwila sie, ze mnie nie atakuje (na poczatku tylko delikatnie warczy), dlatego pozwolila mi do niego chodzic i go karmic. Ja mysle, ze on kojarzy mnie z jedzeniem, z czyms milym, nie robie mu zadnych nieprzyjemnych rzeczy, wiec tak bardzo sie przede mną nie broni. Jednak musze robic wszystko bardzo powoli i ostroznie, bo on potrafi byc nieobliczalny. W zeszlym roku, jak tez mial ogon pogryziony i poraz pierwszy pozwolil mi sie poglaskac - postanowilam wtedy obejrzec mu ten ogonek i tak gwaltownie zareagowal, ze w ostatniej chwili odsunelam twarz. Ten kotek jest dzikuskiem, ma charakterek. Tyle razy juz u mnie byl, przez tyle lat go karmie, a mimo to, nie oswoil sie. Nie ukrywam, ze troche sie go boje, bo nigdy nie wiadomo jak sie zachowa. Dlatego nie wiem, czy dalabym rade z tą raną, a musi byc ona plukana i oczyszczana, zeby nie wdala sie gangrena i zakazenie organizmu (sepsa) :( Co innego karmienie, czy ew. podanie lekow, a pielegnacja rany u dzikuska... Wetka mowi, ze musza byc dwie, zeby cokolwiek przy nim zrobic, lapią go w kocyk i jakos sie udaje, choc i tak jest ciezko.

Jestem zalamana calą tą sytuacją :placz:

Kate23

 
Posty: 791
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Wto cze 26, 2018 0:16 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Najlepiej gdybyś zobaczyła, jak wetki oporządzają ranę, jak ona wygląda - i czy sama dasz radę. Kot w domu, w innych warunkach potrafi być łagodniejszy. Miałam podwórzowca bez skóry na kolanie uszkodzonej lapki - bez czucia. Na podwórku nic sobie nie dawał robić, a w domu wszystko, dwa razy dziennie zmieniałam gaziki - a na tym kot nosił skarpetę, bo nie miał skóry i już mu nie odrosła.
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10926
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Śro cze 27, 2018 21:20 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Dzisiaj, podczas karmienia, udalo mi sie zobaczyc tę rane - moim zdaniem wyglada ona brzydko. Szwy puscily, dziura jest spora, a w srodku duzo czegos bialego... nie wiem, czy to nie martwica? :( Od razu przypomniala mi sie moja krolisia, ktorej od kropowek zrobila sie wielka rana na udzie (najprawdopodobniej poparzenie od zbyt cieplej kroplowki :roll:), pamietam jak wet po kawalku usuwal/wycinal jej biale martwe tkanki ze srodka tej rany. Wygladalo to wtedy podobnie jak teraz u Maluszka :( Jesli jest to rzeczywiscie martwica, to dopoki sie tego nie usunie, to rana raczej nie bedzie sie goić? Kot dostal mocniejszy antybiotyk, bo podobno jest tam ropa. Wetki twierdzą, ze caly czas czyms pluczą tę ranę. Ja jednak mam watpliwosci czy robią to codziennie, czy tylko jak są we dwie. W weekend byla tylko jedna wetka, wiec watpie, czy sama cos robila... Dzisiaj wetka powiedziala, ze jak tam mu grzebią w tej ranie, to on nic nie czuje :(

Maluszek troche zaskoczyl z jedzeniem. Z nocy podobno troche zjadl mokrego. Mieskiem, ktory mu przynioslam tez byl bardziej zainteresowany.

Dzisiaj wetki zdecydowaly, ze podadzą mu Nivalin. Nie jestem przekonana, czy to jeszcze nie za wczesnie?

Nie wiem, poczekam do konca tygodnia i jak do tego czasu nie bedzie nic lepiej, to chyba w poniedzialek go odbiore.
Mysle o konsultacji neurologicznej, ale to raczej dopiero po zagojeniu tej rany - jesli w ogole mu sie ona zagoi :cry:

Jutro zapytam o ten Regen-Gel, bo wczoraj i dzisiaj z tego wszystkiego zupelnie zapomnialam :(

Kate23

 
Posty: 791
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Czw cze 28, 2018 19:15 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Wiesz, trudno coś powiedzieć nie widząc tej rany :(
Nie wiem na ile kompetentne w takim przypadku są wetki które opiekują się kocurkiem...
Może wiedzą co robią, potrafią się nią zaopiekować, zastosować odpowiednie leczenie. Może nie... Takie rany to trudna sprawa.

Nivalin może być dobrym pomysłem, na pewno nie jest na niego za wcześnie.
Pytanie - czy nie za późno.

Myślę tak osobiście że dobrze byłoby zrobić posiew z rany - skoro ropieje mimo operacji, antybiotyki nie pomagają, ropa wycieka, szwy się rozeszły.

Pytanie - czy to ropa z bakteriami, czy może organizm oczyszcza się z jakichś odłamków kości, martwych fragmentów ciała, drażnią go szwy rozpuszczalne etc.
Kot miał potężny uraz zadu, wdała się martwica. Diabli wiedzą jak wyglądają obecnie struktury pod skórą :(

Jest możliwość żeby kocurka zobaczył chirurg?
Może trzeba to wszystko głębiej oczyścić?
Założyć dreny?

Bardzo niepokojące jest że kot nie ma czucia w ranie - jak deklarują wetki.
Pytanie - czy to wynik porażenia nerwów - czy martwicy.

Masz możliwość zrobić zdjęcie rany?
I ją powąchać?

Blue

 
Posty: 19799
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

Post » Czw lip 05, 2018 20:44 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Jak Maluszek?

megan72

 
Posty: 2531
Od: Śro kwi 18, 2007 12:41
Lokalizacja: Cymru

Post » Pt lip 06, 2018 19:54 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Maluszek tak sobie... wciaz siusia pod siebie :( Kupe czasem robi do kuwety, a czasem ze strachu pod siebie jak widzi wetke i wtedy wszystko (lacznie z kotem) umazane jest w kupie :roll: Wetka twierdzi, ze z siusianiem juz mu tak zostanie, z kupą nie wiadomo, bo wyglada jakby robil swiadomie. Ta rana wyglada juz lepiej, ale nadal brzydko. W srodku nie widac juz tyle bialego, jest wiecej czerwonego. Nie ma tez juz ropy. Probowalam zrobic zdjecie, tak jak prosila Blue, ale moj telefon robi cos kiepskie zdjecia i prawie nic nie widac.

Wiece co, moim zdaniem szwy sie rozeszly i otworzyla sie rana pooperacyjna, poniewaz bylo tam za malo zapasu skory, zeby swobodnie zakryc rdzen. Po otwarciu wygladalo to tak, ze kawalek kosci wystawal z tej rany. W srode zapytalam czy to sie zamknie i zakryje tę kosc, zeby nie byla na wierzchu :? Wetka powiedziala, ze zobaczymy... ale nie dalo jej to chyba spokoju i wczoraj, w czwartek, lekko kota przyspila i usunela ten kręg, ktory wystawal z rany. Stwierdzila, ze teraz powinno sie szybko zagoic. Ja sie tak zastanawiam, czy nie bedzie ten ogon teraz za krotko obciety - wczesniej mowila, ze musza zostac chociaz 2-3 kregi, bo wyzej to juz ryzykowne. Poza tym, zostal tam jeden luzny kręg - czy on nie bedzie sprawial problemow? Na cos naciskal?
Co mnie jeszcze dziwi, na poczatku ten ogon byl calkiem wyrwany z kosci krzyzowej, a teraz wetka cos wspomniala, ze on jest wcisniety...?

Od prawie tygodnia, codziennie pomagam trzymac Maluszka podczas plukania i smarowania rany, dostaje tez od razu zastrzyki z antybiotykiem i chyba Nivalinem. O dziwo, moge wyjac go z klatki (jedną reką trzymam go za karczek, drugą pod brzuszkiem), przyniesc go do gabinetu, wetki dziwią sie, ze przy mnie jest taki grzeczny - szczerze mowiac, ja tez sie dziwie 8O One musza go albo zawijac w koc, albo umieszczac w klatce iniekcyjnej. Podobno na widok wetek on zaraz robi kupe pod siebie :roll: Jednak obawiam sie, ze w stosunku do mnie jego zachowanie tez moze w koncu sie zmienic, bo zacznie kojarzyc mnie z bólem (w tej ranie nie ma raczej czucia, ale zastrzyki w pupe go bolą :(). No, ale ciesze sie, ze moge byc przy nim i chociaz troche zminimalizowac jego stres.

Zamowilam ten Regen-Gel i przynioslam wetkom. Wczesniej tym nie smarowaly, bo rana byla zakazona, ale od wczoraj smarują (jednak chyba nie 2x dziennie, a tylko raz dziennie). Zobaczymy, czy zadziala. Jak tylko pojawila sie ropa, to antybiotyk zostal zmieniony na Linco-spectin, wczesniej dostawal Synergal. Chyba zadzialalo, bo teraz ropy juz nie ma.

Co najwazniejsze - Maly zaskoczyl z jedzeniem. Cos nie bardzo chce jesc suche, ale je mokre :)

Ja sie bardzo martwie, co z tym jego siusianiem :( Jesli mu to nie przejdzie, to ja nie wiem co dalej :( Chcę sprobowac z fizjoterapią i akupunkturą - dobrze byloby zaczac jak najszybciej, ale nie wiadomo kiedy ta rana mu sie zagoi... No i on moze byc ciezkim pacjentem do takich zabiegow :strach: Nie wspominajac juz o kosztach :roll: Jak myslicie, czy takie zabiegi mogą pomóc?

Strasznie zaluje, ze tej operacji nie robil neurochirurg :(


Edit: zapomnialam napisac, ze parametry watrobowe wrocily do normy, sa w gornej granicy, ale w normie - chociaz tyle dobrego :D

Kate23

 
Posty: 791
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Pt lip 06, 2018 21:59 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Kate23 :1luvu: . Naprawdę to, co robisz dla tego kota jest niesamowite. Terapia nivalinem trwa zainm będą efekty, to nie jest natychmiastowe. Oby jak najszybciej zaczęły być widoczne :ok: :ok: :ok: :ok:
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 22891
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Wto lip 17, 2018 18:07 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Od niedzieli Maluszek jest u mnie, w lazience, klatke ma caly czas otwartą. Kupe kontroluje, calkowicie trafia do kuwety i ją zakopuje, wiec robi to zupelnie swiadomie. Rana bardzo ladnie sie goi, jest juz prawie zagojona.

Najwiekszy problem jest z siusianiem - wciaz siusia pod siebie, a 20 lipca minie miesiac od operacji :( Gdyby nie to, wszystko byloby ok.
Wetka twierdzi, ze ma czucie w cewce. Ja tez zauwazylam, ze jak zaczyna siusiac (niestety najczesciej na lezaco), to tak jakby lekko podnosil tylną noge i porusza siusiaczkiem :oops: do czasu az przestanie siusiac. Nie wiem czy to dobry znak, czy po prostu zawsze tak jest w takich przypadkach. Czasami jak ten mocz leci, to on na biezaco go sobie wylizuje/wypija (nie zatruje sie tym moczem?). To by oznaczalo, ze cos czuje, ale nie czuje parcia na pecherz. On w ogole nie ma odruchu przybierania pozycji do siusiania, poza jedynym razem, gdy zauwazylam, ze raz poszedl do kuwety, przysiadl jakby chcial sie wysiusiac, ale nic nie zrobil :(

Ostatnią dawke Nivalinu kocurek dostal w piatek. Nivalin podawano podskornie, a ja czytalam, ze lepiej ten lek dziala podawany domiesniowo? Jakie jest Wasze doswiadczenie? Ile dawek powinno sie podac?

Zaczelam tez dawac Maluszkowi Milgamme w tabletkach, po pol tabletki dziennie - nie za duzo? W jednej tabletce znajduje sie 100mg benfotiaminy (wit B1) oraz 100mg pirydoksyny (wit B6).

Jestem przerazona, po raz pierwszy spotkalam sie osobiscie z takim przypadkiem, w dodatku to dziki kot, co wszystko utrudnia :( Nie mam pojecia co dalej, jesli on nie zacznie kontrolowac tego sikania :(
Od poniedzialku zaczynamy rehabilitacje, ale wątpie czy to cos da :( Na razie akupunkture mu chyba oszczedze, bo on bardzo nie lubi zastrzykow, a tu trzeba by bylo wbijac kilka igiel jednoczesnie, przeciez to dziki kot :roll: Najpierw sprobuje z innymi mniej inwazyjnymi zabiegami jak pole magnetyczne i laser, moze jakies masaze... Zdecydowalam sie na Fizjopet w Gdansku-Osowie, przez przypadek spotkalam w lecznicy Panią rehabilitantkę, ktora wywarla na mnie bardzo dobre wrazenie. Mają tam ponoc laser wysokoenergetyczny, poza tym Pani ma kontakt z neurolożką z Olsztyna, ktora przenosi sie do Gdyni i bedzie miala tu gabinet. Wybieralam pomiedzy Fizjozen w Gdyni (jedyny gabinet oferujacy akupunkture) i wlasnie Fizjopet, ale powyzsze pomoglo w podjeciu decyzji. Szkoda, ze trzeba bedzie codziennie jezdzic i pakowac kota do trasporterka, ktorego Maly wrecz nienawidzi, na sam widok dostaje szalu i czesto ze strachu robi kupe pod siebie :( Trudno tez przewidziec jak on bedzie znosil te zabiegi, ale trzeba sprobowac.

Bardzo nie lubie prosic o pomoc, ale chyba bede musiala zalozyc jakąś zbiorke, bo cos czuje, ze koszta beda ogromne :(

Mam jeszcze pytanie, jak Wasze "bezogonki" sie poruszają, jak chodzą? Zauwazylam, ze ten "mój" chodzi jakos tak szeroko, jakby mial cos miedzy nogami :oops: Czy to normalne? Czy to tylko takie moje wrazenie, ze tak chodzi, bo nie ma ogona? A moze w ten sposob probuje utrzymac rownowage?

Jak myslicie, czy jesli po miesiacu nie wrocilo normalne siusianie, to jest jeszcze jakas szansa na poprawe?

Kate23

 
Posty: 791
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Wto lip 17, 2018 20:35 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Jest, pewnie, że jest.
Dobrze, że myślisz o rehabilitacji.
Chociaż na sikanie polecam akupunkturę. To zupełnie inne igły i inne odczucia niż w przypadku igieł injekcyjnych. A dobry spec od akupunktury bardzo ładnie potrafi kota uspokoić. Moja Frajda na pierwszym zabiegu igieł nie miała żadnych, tylko laseropunkturę. A od drugiego spotkania były igiełki, z czasem doszedł prąd. I mimo, że jest charakterna, z wbitymi igłami bardzo ładnie się uspokaja. Akupunktura ma też ten plus, że jeździsz raz na tydzień.
A Maluszek pozwala Ci na opróżniać pęcherz? Dobrze by było, bo sam może nie wysikiwać wszystkiego, a zalegający mocz to zapalenie pęcherz za jakiś czas na bank. By zapobiegać, dobrze jest utrzymywać odpowiednio niskie pH moczu - dobrze by było zbadać i w razie czego dawać coś na zakwaszenie.
Super, że rana ładnie się goi.

megan72

 
Posty: 2531
Od: Śro kwi 18, 2007 12:41
Lokalizacja: Cymru

Post » Śro lip 18, 2018 18:43 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

ile serii nivalinu dostał?
Obrazek

Kinnia

 
Posty: 8637
Od: Nie sie 19, 2012 21:12

Post » Nie lip 29, 2018 13:06 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Dopiero teraz mam chwilke, zeby cos napisac.
Jestesmy juz po 4 dniach fizjoterapii - laser wysokoenergetyczny, pole magnetyczne i na drugiej wizycie wlączylismy na próbe rowniez elektroterapie. Okazalo sie, ze Maluszek jest bardzo grzeczny podczas wszystkich zabiegow, nawet przy elektroterapii jest wyjatkowo spokojny 8O, wiec na razie kontynuujemy. Nie wyjmujemy kota z transporterka, zdejmujemy tylko gore.

Mam jedynie watpliwosci co do tego pola magnetycznego... Pani fizjoterapeutka kladzie to pole pod transporterek i zastanawiam sie, czy przez plastik ono przenika? Wiem, ze niby pole magnetyczne dziala nawet przez gips, ale czy mimo wszystko jego dzialanie nie jest w zadnym stopniu (nawet minimalnym) oslabione? Czy dziala tak samo? To pole to taka nieduza "kostka" dzialajaca raczej miejscowo (wyglada podobnie jak na tym zdjeciu https://www.pies.pl/magnetoterapia-i-elektroterapia/).

Gdyby zabiegi mialy cos pomoc, to mniej wiecej po jakim czasie powinna byc widoczna poprawa?
Jesli nie bedzie nic lepiej po tych zabiegach, to zdecyduje sie na akupunkture. Czy dobry spec, to nie wiem, u nas jest tylko jeden gabinet oferujacy akupunkture, wiec wyboru nie mam:
https://www.facebook.com/fizjozen/video ... 873922721/
Z tego co zauwazylam, to na tym filmiku jest chyba nawet kotka bez ogona, akupunktura zaczyna sie w 1:34 minucie.
Moze jest ktos z Trojmiasta, kto korzystal z akupunktury w tym gabinecie?

Megan, Frajda miala samą akupunkturę czy elektropunkturę?

megan72 pisze:A Maluszek pozwala Ci na opróżniać pęcherz? Dobrze by było, bo sam może nie wysikiwać wszystkiego, a zalegający mocz to zapalenie pęcherz za jakiś czas na bank. By zapobiegać, dobrze jest utrzymywać odpowiednio niskie pH moczu - dobrze by było zbadać i w razie czego dawać coś na zakwaszenie.

Nie wiem, nie probowalam. Wetki tez Malego nie odsikiwaly. Wiele razy pytalam jak jest z tym jego oproznianiem pecherza. Kazda mowila co innego. Uslyszalam nawet, ze lepiej, ze kot sika niz jakby nie sikal :roll: Raz na moją prośbę wetka sprawdzila przy mnie i stwierdzila, ze calkiem niezle sie ten pecherz oproznia, bo niewiele moczu w nim zalegalo.
Szczerze mowiac, nie wiem czy nauczylabym sie kota odsikiwac... ja nawet nie potrafie wymacac pecherza :( Dla mnie to bylby problem, balabym sie, ze zrobie krzywde :( Jak uda mi sie zlapac mocz to dam do badania.

Po ranie nie ma juz sladu.

Kinnia pisze:ile serii nivalinu dostał?

Dostawal od 26 czerwca do 13 lipca. Jak zapytalam wetki, to powiedziala, ze dostal calą serie, czyli chyba 10 amp (jesli jej wierzyc). Wiem jednak, ze dostawal podskornie, a nie domiesniowo. Moze warto powtorzyc?


P.S. W koncu doprosilam sie plytki z RTG, niestety wciaz nie moge doprosic sie karty pacjenta, ktorą powinnam dostac przy wypisie kota ze szpitala :roll:
Obrazek Obrazek

Kate23

 
Posty: 791
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Nie lip 29, 2018 20:42 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Frajda miała elektropunkturę też. Z tym, że prąd nie do wszystkich igieł jest podłączany, tylko do kilku na grzbiecie. I to właśnie elektropunktura razem z igiełkami w paru innych miejscach dała najlepsze efekty. Nasza pani dr w lipcu przyjmowała też w Trójmieście - można zadzwonić i dopytać, czy może przyjeżdża tam dalej: https://www.facebook.com/Akupunktura-We ... 725785515/

Jeżeli w ogóle nie był odsikiwany, to przy jego problemach koniecznie zbadaj mocz.

A z Nivalinem też ostrożnie - czasem może bardziej zaszkodzić, jak pomóc. Najlepiej, jakby o tym zdecydował dobry neurolog. Frajdzie dwóch neurologów (bo gdy pierwszy powiedział, że w jej przypadku jest niewskazany, poszłam do drugiego) zdecydowanie odradziło ten lek.

megan72

 
Posty: 2531
Od: Śro kwi 18, 2007 12:41
Lokalizacja: Cymru

Post » Pon lip 30, 2018 21:30 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

czym argumentowali odradzania?
Obrazek

Kinnia

 
Posty: 8637
Od: Nie sie 19, 2012 21:12

Post » Czw wrz 27, 2018 18:31 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Nie ma juz Maluszka [*][*][*] :placz:
Ta walka od poczatku byla przegrana, gdybym wiedziala, ze tak to sie skonczy, to juz wtedy pozwolilabym mu odejsc :cry:
Odszedl wczoraj, w ciagu 2 dni :cry:
23 wrzesnia nie wydawalo sie, zeby dzialo sie cos powaznego, zalatwial sie, mial apetyt. Z 23 na 24 tez bylo jeszcze w miare ok, jak zwykle mial pokopane podklady, balam sie, ze moze najadl sie tej waty ze srodka. Jedynie co mnie troche zaniepokoilo to to, ze 24.IX. mial slabszy apetyt, ale on juz wczesniej miewal takie dni (nawet jak jeszcze na dworzu byl) i bylo zwymiotowane suche jedzenie. Jedynie wydawal sie taki jakis "smutny", ale tlumaczylismy to tym, ze moze teskni za wolnoscią. W ciagu ostatniego miesiaca wymiotowal 3 razy, w tym jeden raz walek klaczkow, wiec az tak bardzo sie tym nie przejelam. Moze przez kilka dni mial luzniejszą kupe, ale nie rozwolnienie (dostawal Fibre, bo wczesniej cierpial na zatwardzenia i w kupie obserwowalam troche swiezej krwi, po wprowadzeniu fibry problem sie skonczyl).

Co mnie bardzo niepokoilo to bialko w moczu, 2-krotnie wyszedl bardzo wysoki stosunek B/K. Reszta wynikow b.moczu byla super. W najblizszym czasie chcialam wybrac sie z nim na badania krwi, w tym SDMA, niestety nie zdazylam :( Nie, nie umarl na nerki...

25.IX. - jak weszlam do lazienki, to nie mial nic, ani kupy ani sikow, ani pokopanych podkladow, jedzenie nieruszone. Tak jak mu posprzatalam dzien wczesniej, tak mial, a on lezal w wannie. Nie chcial jesc, sam tylko sosik wylizal. Przy dotykaniu brzuszka poplakiwal. Jak go wzielam na rece to byl miekki. U weta przelewal sie przez rece, okazalo sie, ze jest blady, mial silną hipotermie (temp. ciala wynosila tylko 33 stopnie!). Na USG widac bylo wolny plyn w j. brzusznej. Nie bylo go duzo, ale byl. Najwiecej wokol watroby, troche przy pecherzu i miedzy petlami jelit. Wetka zdecydowala o pobraniu tego plynu, byl krwisty. Cos wokol watroby swiecilo, ale wetka nie potrafila powiedziec co to moze byc. Ogolnie watroba kiepsko wygladala, jakby zwapnienia (czy jakos tak). Podejrzewala tez trzustke. Pobrano krew do badan co nie bylo latwe, bo zyly sie zapadaly, ale w koncu udalo sie z tylnej lapki. Z badan na cito wyszla bardzo silna anemia (erytrocyty troche ponad 2, hematokryt 11) i bardzo wysokie parametry watrobowe. Nerki w normie. Jeszcze wtedy nie bylo wszystkich badan i wetka otrzymala je telefonicznie. Test na trzustke wykonany na miejscu w lecznicy - ujemny. Rozwazala transfuzje krwi. Dala rowniez ten plyn do badania, ale nie wiadomo bylo, czy uda sie go zbadac. Testow na wirusowki nie robilismy, bo kotek mial je robione przy wypisie ze szpitala (gdyby mial juz u nas zostac).

Musialam zostawic Maluszka na kilka godzin w lecznicy. Byl ogrzewany, dostal kroplowke i mnostwo lekow. Troszke doszedl do siebie, temperatura wrocila do normy. Zabralam go do domu i przez noc dogrzewalam, niestety musial byc w klateczce. Wydawalo sie, ze rano 26.IX. jest odrobine lepiej, bo byl bardziej kontaktowy, chociaz wciaz slabiutki, ale juz wstawal i chcial wyjsc z klatki. Niestety nadal sie nie zalatwial, w drodze do lecznicy tylko troszke siusiu zrobil, zywo reagowal na miseczke z jedzeniem, ale na lizaniu sie konczylo. Rano tempreature mial normalną, wydawalo sie, ze sie lekko zarozowil. Razem z wetką mialysmy nadzieje, ze wyniki sie choc troche polepszyly. Zrobiono ponownie USG- plyn nadal byl, ale ponoc nie zebralo sie go wiecej. Caly czas wetce sie ta watroba nie podobala. Pecherz byl mocno wypelniony, wiec go odsikala. Pobrala rowniez krew na morfologie. Podlaczono Maluszka do kroplowki i mialam odebrac go ok. 13:00, ale nie bardzo moglam w tym czasie przyjechac (nie prowadze). Chcialam z nim zostac, ale wetka byla troche niechetna i powiedziala, ze dzisiaj mają duzo zwierzat po zabiegach. Umowilam sie wiec, ze przyjade ok. 15:00, wtedy tez powinny byc juz wszystkie wyniki i zdecydujemy co dalej. Myslalam, ze mam tylko przyjechac po kota, omowic wyniki i zdecydowac co robimy...

...niestety ok. 14:00 dostalam telefon od wetki, ze przyszly wyniki i są bardzo zle. Ten plyn w brzuchu to krew i kot sie wykrwawia. Mowila, ze przylozyla jeszcze raz sondę i tej krwi przybywa, ze natychmiast trzeba go otworzyc i zebym zdecydowala, czy ona ma to zrobic (wprost powiedziala, ze z czyms powaznym jak np. wrosniety guz sama sobie nie poradzi, a chirurga akurat nie bylo na miejscu), czy wole pojechac do Gdanska do calodobowej kliniki, ze moze tam od razu, jeszcze przed zabiegiem, przetoczyli by mu krew, ale otworzyc go trzeba jak najszybciej, bo za godzine, poltorej moze sie juz wykrwawic albo byc za slaby. Powiedziala, ze na chwile obecną kot jest w miare ustabilizowany, ze utrzymuje cieplote ciala, ale w kazdej chwili moze sie to zmienic. Zdecydowalam, ze ona ma przeprowadzic operacje z opcją ew. nie wybudzania z narkozy, gdyby bylo bardzo zle :cry: Nie wiem, czy dobrą decyzje podjelam, ale zanim dojechalabym w korkach do Gdanska, w dodatku z tak chorym kotem...

Dostalam telefon ok. 15:30, ze krwawienie bylo z watroby, pod spodem bylo pekniecie/dziurka(?) przez ktore wydostawala sie krew, a sama watroba bardzo krucha, oprocz tego na platach watroby bylo mnostwo bardzo drobnych zmian (pecherzykow? bąbelków?) :cry: Wetka pytala, czy pobrac probke na histopatologie, ale nic by nam ta wiedza juz nie dala :cry: Nerki, sledziona i cala reszta bylo ladne, czysciutkie.

Dziwie sie, ze nic wczesniej nie zauwazono, ze cos z watrobą jest nie tak, bo przeciez jak trafil do lecznicy z tym biednym ogonkiem, to mial robione USG :cry: Wowczas mial wysokie parametry watrobowe, ale wrocily one do normy. Nikt nie spodziewal sie, ze watroba jest w tak kiepskim stanie.

Nigdy sobie nie wybaczę, ze w tych ostatnich momentach nie bylo mnie przy nim, ze byl sam :placz: On sie przy mnie uspokajal, teraz u weta rozgladal sie za mną jakby sprawdzal, czy jestem. Nie zapomne tego jego spojrzenia tym jednym oczkiem. On tylko mi ufal, wierzyl we mnie, chyba rozumial, ze mu pomagam. Gdybym wiedziala, to nalegalabym, zeby z nim zostac, albo stanelabym na rzesach i przyjechalabym o tej 13:00. Nie sadzilam, ze wetka cos sama bedzie przy nim robic. Moglam byc przy Malutkim, zeby czul, ze jestem, ze go nie zostawilam, zeby sie tak nie denerwowal :cry: Sumienie mnie zagryzie, ze go zostawilam, ze zostal tam w poczuciu osamotnienia, strachu i juz mnie nie zobaczyl :placz:

Tyle ten kotek wycierpial :cry:
Lezy teraz w ogrodzie obok moich kroliczkow [*] i pieska [*].
Moj Maluszku, przepraszam, ze Cie zawiodlam :cry:
Takiego Cie zapamietam:
Obrazek
Obrazek
<3 <3 <3
Ostatnio edytowano Czw paź 04, 2018 19:03 przez Kate23, łącznie edytowano 5 razy

Kate23

 
Posty: 791
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Czw wrz 27, 2018 18:49 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Biedny kocurek...
Bardzo mi przykro :(

Absolutnie go nie zawiodłaś, walczyłaś o niego jak lwica o swoje młode.
Podjęłaś bardzo dobre decyzje - szybka diagnostyka, szybka operacja, od razu wiadomo że sytuacja beznadziejna i że tym razem już się z losem nie wygra :(
Gdybyś się zdecydowała na jazdę to on będąc w tym stanie prawdopodobnie umarłby w drodze. W stresie, być może z długą agonią :( A Ty mogłabyś na to tylko bezradnie patrzeć albo nawet byś nie zauważyła - gdybyś to Ty prowadziła.
Dzięki Twojej decyzji po prostu zasnął spokojnie.
Masz mądrą wetkę, aż cud że udało jej się go ustabilizować w takim stanie, skoro mu temperatura spadła aż tak bardzo przy takim hematokrycie to już wtedy on umierał.

Nie taki powinien być koniec tej historii :(
A na pewno nie teraz...
Ale czasem los ma inne plany :(

Blue

 
Posty: 19799
Od: Pt lut 08, 2002 19:26

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Dark Lord, Google [Bot], piterSr, Vi i 33 gości