Leczenie "dzikuskow"-kotka z PROBL. STOMATOL./Str 8

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Czw wrz 27, 2018 18:59 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Bardzo smutna historia..szczerze Ci współczuję i podziwiam za taką pomoc
Kosmici są wśród nas !

agnieszka.mer

Avatar użytkownika
 
Posty: 2792
Od: Pt lut 25, 2011 18:54

Post » Czw wrz 27, 2018 19:12 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

[*]

walczyłaś
czasami nie możemy juz nic więcej
Obrazek

Kinnia

 
Posty: 8590
Od: Nie sie 19, 2012 21:12

Post » Czw wrz 27, 2018 19:21 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

[*]
Nie rób sobie wyrzutow, bo zrobiłaś dla niego ile się dało. Niestety niekiedy walka jest skazana na przegraną :( .
“To co robimy dla nas, umiera wraz z nami. To co robimy dla innych i dla świata zostaje po nas i jest nieśmiertelne.” -A. Pine
nasz wątek: http://forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=159694

Alienor

Avatar użytkownika
 
Posty: 22668
Od: Pt mar 19, 2010 14:48

Post » Czw wrz 27, 2018 19:39 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Kibicowałam wam po cichu. Możesz być wzorem dla innych jak się powinno walczyć o kota. Dałaś mu szansę, los chciał inaczej, ale Ty nie masz sobie nic do zarzucenia. Śpij kotku [*]

Szukam_kotki

 
Posty: 294
Od: Sob lut 03, 2018 7:53

Post » Pt wrz 28, 2018 0:05 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

:cry:
Obrazek
Misia [*] u mnie 28.04.2017-14.06.2018

Meteorolog1

Avatar użytkownika
 
Posty: 2873
Od: Sob lis 23, 2013 0:42
Lokalizacja: Olesno (opolskie)

Post » Pt wrz 28, 2018 10:50 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Kate23 Dzielnie walczylas o niego <3,nie zadreczaj sie, bo bardziej nie moglas mu pomoc :cry:
Koteczku [*] :crying:
Ronda 25.04.2014[*]
Cindy 21.08.2018[*]
Rozkazywac kotu? Latwiej jest przybic galaretke do sciany.
Woody Allen

Cindy

Avatar użytkownika
 
Posty: 4598
Od: Śro lut 11, 2009 13:23
Lokalizacja: Gdynia

Post » Pt wrz 28, 2018 11:36 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Kate23
ale ryczę :( jak napisałaś, że zadręczasz się, że nie było Cię przy nim jak odchodzisz to miałam potok łez :placz: jesteś taką dobrą i wspaniałą osobą, że aż nie wiem co powiedzieć!!! nigdy się nie zmieniaj!

kaarolina1

 
Posty: 433
Od: Śro sie 01, 2018 14:47

Post » Pt wrz 28, 2018 13:19 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

[*]
Przytulam. Mocno.
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49209
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 12 >>

Post » Sob wrz 29, 2018 8:18 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Maluszku [*].
Kate23, bardzo współczuję.

megan72

 
Posty: 2421
Od: Śro kwi 18, 2007 12:41
Lokalizacja: Cymru

Post » Sob wrz 29, 2018 20:11 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Nie zawiodłaś. Po prostu czasami się tak wszystko układa że nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych rzeczy choćbyśmy bardzo chcieli. On wiedział że jesteś przy nim.
Maluszku [*]
Dobro raz dane, wraca z podwójną siłą.
Kacperku[*]przepraszam Cię za to, co musiałam Ci dziś zrobić. Dziękuję Ci za 16,5 roku bycia razem.
05-1995-27-12-2011.:( :(
Rysio-16-02-2013 [*] :( :( Przecinak-Synuś-13-12-2016[*] :( :(
ObrazekObrazekObrazek
Hieny na pokład.
Dążymy do szczęścia, nie zadeptując trawników innym.

meg11

 
Posty: 8453
Od: Wto sty 11, 2011 15:22
Lokalizacja: Radom

Post » Pon paź 01, 2018 15:08 Re: PILNE! Powazny uraz ogona i amputacja-jest zle :(((( str

Dziekuje Wam za slowa wsparcia.
Wciaz nie dociera do mnie, ze go nie ma :(
Kocham tego kotka <3 Bardzo go brakuje :(
Nie spodziewalam sie, ze tak zakonczy sie ta historia - nie w ten sposob, nikt sie tego nie spodziewal :(

Blue, zawiodlam go glownie dlatego, ze nie bylo mnie przy nim zanim zasnął, ze w tych ostatnich chwilach byl sam. Ciagle mam w glowie slowa wetki (gdy zadzwonila przed operacją), ze jak sie zdenerwowal to zaczal jeszcze bardziej krwawic. On tylko przy mnie sie uspokajal.
Okropnie mnie to meczy :cry:

Ten filmik zostal nakrecony krotko po wyjsciu ze szpitala. Kazdy kto go znal nie uwierzylby, gdyby nie zobaczyl nagrania. Uwielbial mizianie po brzuszku, czego wczesniej tez bym sie po nim nie spodziewala <3


A tak dzielnie znosil rehabilitacje, na filmiku zabieg laserem:

Tak samo dzielnie znosil elektroterapię...

Mial 11 zabiegow. W sumie niewiele one pomogly, moze jednorazowo siusial wiecej, a rzadziej, ale wciaz tego nie kontrolowal. Na dniach chcialam go umawiac na akupunkture i konsultacje z neurologiem :( Nawet przez mysl mi nie przeszlo, ze tak nagle go strace i to w dodatku z zupelnie innej, niespodziewanej przyczyny :(

Caly czas sie zastanawiam, czy moze te zabiegi (laser, elektro, pole m.) mogly pogorszyc stan tej watroby? Jesli byl to nowotwor (jak wetka podejrzewa) to na pewno tak, bo choroba nowotworowa przy tych zabiegach jest przeciwskazana. A moze te zabiegi cos uaktywnily? Caly czas zadaje sobie pytanie, czy mozna bylo uniknąć tego co sie stalo.
Ciekawe, czy gdyby nie wypadek z tym ogonkiem, to tez taki bylby koniec - czy wtedy doszlo do jakiegos urazu watroby, czy moze juz wczesniej byla ona chora...
Czy to bialko w moczu moglo miec jakis zwiazek z watrobą, skoro nerki byly ok?

Cos z tą watrobą bylo juz nie tak, jak mial usuwane oczko jako kilkumiesieczny kociak (mial nie wiecej niz 6 miesiecy). Wtedy poraz 1-szy parametry watrobowe byly mega wysokie (wyszukalam stare wyniki - Alat 3528 przy normie 20-107, Aspat 732 przy normie 6-44), ale myslelismy, ze to po duzych dawkach unidoxu (wet dawal 1 całą tabletkę na kota) + narkoza i inne leki. Kotek dostawal preparaty na watrobe i parametry wrocily do normy. Potem jeszcze kilka razy mial badaną krew (za kazdym razem, gdy musialam zlapac go na leczenie) i nic nie wskazywalo na problemy z watrobą! Robiono mu rowniez USG i tez niby ok.

Fakt, ze byly okresy, ze brązowial, co mnie niepokoilo, miewal tez gorsze dni, kiedy wydawal mi sie jakis taki niemrawy i slabiej jadl, wiec zawsze jak byla okazja sprawdzalam go zdrowotnie.

Gdy trafil do lecznicy z tym potwornym urazem ogonka, to wyniki watrobowe byly wysokie, ale zastosowano Ornipural i wrocily one do normy, az do teraz. Nikt nie spodziewal sie, ze ta watroba mu sie tak posypie :(

Maluszek mial w sobie co najmniej 3 sruty (jeden w oczodole tego usunietego oczka :evil:). Czy olow mogl miec wplyw na wątrobe, nawet jesli zaden ze srutow nie znajdowal sie w jej bliskiej okolicy?
A moze to byla jakas wada wrodzona...
Leki i dosc czeste narkozy w ciagu jego 6-letniego zycia tez pewnie nie byly laskawe dla watroby :(
Ech :( Teraz i tak juz gdybanie i rozpamietywanie nic nie da :(

Spij spokojnie moj Malutki :cry:
Obrazek
Ostatnio edytowano Pt paź 05, 2018 11:14 przez Kate23, łącznie edytowano 1 raz

Kate23

 
Posty: 777
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Czw paź 04, 2018 17:16 Re: Powazny uraz ogona/amputacja. Maluszku [*] :((( str 7

Jak ten czas leci, wczoraj minął tydzien od smierci Maluszka :(
W marcu 2015r Maluszek zapoczatkowal ten watek, a teraz nie zyje :cry: Jednak mysle, ze nie zamkne watku, pozostawie go, bo w zamyslu mial byc on o lapaniu i leczeniu kotow wolnobytujacych/dzikuskow. Oby juz nigdy nie bylo potrzeby go wznawiac!!!

Rozmawialam jeszcze z wetką i ona sama zastanawia sie jaka mogla byc przyczyna. Podejrzewa nowotwor drobno rozsiany (czy jakos tak), ale to tylko podejrzenia. Wezly chlonne nie byly powiekszone i zmiany byly tylko na watrobie. Mowila, ze poczatkowo chciala usunac plat watroby, ale dalej bylo jeszcze gorzej. Jakos tak to tlumaczyla, nie wiem, czy dobrze powtarzam. Moze i mozna bylo dac wycinek do badania, ale w sumie to i tak juz by nic nam nie dalo, procz wiedzy :(

Wetka wspomniala, ze to krwawienie musialo nastapic na skutek jakiegos upadku (w ostatnim czasie), ale on mogl jedynie probowac wskakiwac tylko na parapet okienny czy poleczke nad toaletą (fakt, ze z jakies 2 tyg wczesniej byly slady, ze probowal chyba skakac na ta polke). Moze spadl i sie uderzyl w brzuszek? :( Tylko, ze w tej lazience nie ma ostrych krawedzi, nie jest tez bardzo wysoko. Moze, gdybym zamykala go na noc w klatce, ale on tak bardzo tego nie lubil... Wetka twierdzi, ze rownie dobrze mogl sobie to zrobic w ciagu dnia i ze wcale nie musial sie mocno uderzyc, wystarczyl jakis gwaltowniejszy ruch, lekki upadek, bo wg niej ta watroba byla w kiepskim stanie :(

Wszedzie czytam, ze bardzo dobrym i dokladnym badaniem w obrazowaniu watroby jest USG. Dziwne, ze wczesniej nie zauwazono, ze cos jest nie tak z tym narzadem...

Wklejam wyniki Maluszka, gdyby chcial ktos zerknąć :(

1) Cytologia "plynu" z brzuszka:
Obrazek
2) Bad. krwi (morfologia/biochemia/jonogram, 25.IX):
*Obrazek *Obrazek
3) Bad. krwi (morfologia, 26.IX):
Obrazek

Tak sobie mysle, ze za ktoryms razem moglam go nie wypuscic, nie byloby wtedy tego calego wypadku, cierpienia, amputacji i byc moze tak chorej watroby i smierci z jej powodu (przynajmniej jeszcze nie teraz). Jednak wtedy wydawalo mi sie, ze on nie przystosowalby sie do zycia w mieszkaniu, ze bylby po prostu nieszczesliwy w zamknieciu. Odżywal dopiero na dworzu. Wczesniej naprawde nie byl latwym kotkiem, nawet w stosunku do mnie. Dopiero po wypadku z tym ogonkiem bardzo zmienil sie jego stosunek do mnie i moglam zrobic przy nim niemal wszystko, ale tylko ja, nikt inny. Musialam chociaz byc przy nim, zeby bez problemu pozwolil cos przy sobie zrobic. Wszyscy sie go bali, lacznie z wetami :roll: (uwazam, ze niepotrzebnie, bo wg mnie, on bardziej straszyl).

Maluszek bardzo lubil lezakowac w doniczce:
Obrazek Obrazek
---
Obrazek Obrazek

A tutaj ze swoją przyjaciółką Basią (niestety nie znalazlam wiecej ich wspolnych ladniejszych zdjec :():
Obrazek Obrazek

Maluszek byl bardzo opiekunczy. Kilka lat temu, krotko po 1-szym wypuszczeniu (po usunieciu oczka), przyprowadzil do nas chorego, zasmarkanego rudo-bialego malca. Wtedy nie bardzo moglam go przetrzymac, ale sasiadka sie zgodzila. Uwierzycie, ze jak nioslam do niej rudaska, to Maluszek szedl za nami, a jak zagladal do sasiadki przez szyby ogrodu zimowego, co z nim robimy... <3 Ostatecznie kotek znalazl super domek.
Natomiast w zeszlym roku przyprowadzil do "stolowki" innego mlodzienca, ktory juz zostal u nas na dzialkach. Wykastrowalam, zaprzyjaznil sie z Maluszkiem i Basią, choc jak dorosl, to Maluszek mial juz go troche dosyc - chcial ciagle sie bawic z Maluszkiem w zapasy. Dobrze, ze Czarus (tak go nazwalam) pojawil sie, bo Basia zostalaby calkiem osamotniona :( Pare lat temu stracila juz jednego przyjaciela (znalazlam go martwego w krzakach - sekcja wykazala, ze zmarl na serce :(), a teraz Maluszka :( Ta trojka trzymala sie razem. To byly jedne z 1-szych kotkow wolnobytujacych, ktore nagle pojawily sie u nas na dzialkach i zostaly <3
Niestety, w tamtym czasie na osiedlu zaginelo bez sladu wiele kotow :cry:

Kate23

 
Posty: 777
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Pt maja 03, 2019 19:42 Re: Powazny uraz ogona/amputacja. Maluszku [*] :((( str 7

Niestety wznawiam watek.
Bardzo potrzebuje porady odnosnie zebow. 10 dni temu zlapalam jedną z dokarmianych przeze mnie kotek, bo od kilku dni wydawala mi sie jakas taka osowiala, niewyrazna, slabiej jadla i w dzien zlapania krwawila z dolnej wargi. Sprawiala wrazenie "snietej", przymykala oczka, pokladala sie. Trzeba bylo ja znieczulic, zeby zbadac, bo to dzikuska. Wyniki b.krwi i moczu ok. Okazalo sie, ze zęby miala w tragicznym stanie.

Kotka pozbyla sie 2 gornych klow - 1 byl juz wyrwany az dziaslo zostalo rozerwane i juz z ropnym wysiekiem, wetka mowila, ze oczyscila z ropy i ze chyba korzen wyszedl caly. Drugi kiel ona usunela, bo byl rozchwiany. Wszystkie gorne policzkowe zeby zostaly usuniete (z wyjatkiem 1 zabka z jednej strony), w tym jakies polamane z wystajacymi korzeniami + zostal usuniety 1 dolny zab policzkowy, poza nim zostaly na razie wszystkie dolne zeby. I tu zaczynaja sie watpliwosci, bo wetka stwierdzila, ze najprawdopodobniej za 3-4 miesiace beda i one do ekstrakcji. Wyjasnila dlaczego nie zrobila tego od razu. Tego dnia miala bardzo duzo pacjentow umowionych na zabiegi, glownie z zebami, a z tą "moją" to bylo niespodziewane. Gdyby miala usuwac wszystkie zeby, to potrzeba by bylo na to 2-3h. Jak zapytalam, czy zrobiono RTG to wetka powiedziala, ze z braku czasu i miejsca na sali (tam gdzie wisi RTG stomatologiczny odbywal sie drugi zabieg), niestety, nie zrobila RTG.

Jestem przekonana, ze tej kotki drugi raz (a wlasciwie trzeci) nie zlapie. Ona juz kilka lat temu byla lapana do klatki-lapki i wszelkie klatki (rowiez te w typie drop) omija z daleka! Teraz zlapalam ją do przedsionka na jej dawnego przyjaciela (ktory juz od jakiegos czasu jest kotem wylacznie domowym). Byla bardzo czujna, robila takie podchody, tak ostroznie wchodzila, ze jestem pewna, ze drugi raz do pomieszczenia nie wejdzie. Po zamknieciu drzwi "fruwala" po scianach, prawie po suficie. W budce tez jej nie zlapie, bo ona upatrzyla sobie tylko jedną budke, do ktorej musze podejsc z przodu, nie mam dojscia, zeby podejsc tak, zeby mnie nie zauwazyla. Zreszta ona nie zawsze jest u nas, byl czas, ze nie widzialam jej przez pare tygodni, a nawet miesiecy...

I teraz pytanie do bardziej doswiadczonych:
Wg wetki, pozostale zeby sa na tyle w dobrym stanie, ze mozna by je na razie zostawic, ale powiedziala, ze biorac pod uwage w jakim stanie byly usuniete zabki, to mozna sie spodziewac, ze za pare miesiecy te rowniez takie będą. No i w sumie nie wiadomo jak one wygladaja od korzeni, poki co, ponoc na zewnatrz wygladaja w miare ladnie. Rozwazalysmy z wetką, ze mozna by zrobic teraz drugi zabieg, ale ona niezbyt chetnie do tego podchodzi. Koteczka jeszcze jest u mnie w klatce, zaczela jesc (na razie tylko mokre jej daje) i wydaje sie ok. Co robic, jak myslicie? Robic jej teraz drugi zabieg, czy wypuscic bez niego i co bedzie to bedzie?
Tak bardzo zaluje, ze od razu jej wszystkiego nie zrobiono, bo wtedy bylaby tylko 1 narkoza, 1 seria antybiotyku i 1 seria przeciwbolowego :roll: A moze z tymi pozostalymi zebami nic sie nie bedzie juz dzialo i nie ma sensu usuwac na zapas? Co dla kotki byloby lepsze?

Poza tym, zastanawiam sie, czy jesli zostawi sie tak jak jest, to czy dolne zeby nie beda ranic gornych dziasel? Chociaz, jesli zostal jeden gorny zabek, to teoretycznie zęby nie powinny stykac sie z dziaslami i ich ranic (przynajmniej dopoki on nie wypadnie lub sie nie wylamie)?

P.S. Koteczka kiedys byla ranna, miala krwiaka nad okiem az spuchlo jej czółko. Wydawalo sie, ze jest z nia naprawde kiepsko, ale mimo wielu prob, na rozne sposoby, NIE udalo sie jej wtedy zlapac (bylo to po 1-szym zlapaniu). Na szczescie wyszla z tego i wszystko dobrze sie skonczylo.
Ostatnio edytowano Pon maja 06, 2019 1:26 przez Kate23, łącznie edytowano 1 raz

Kate23

 
Posty: 777
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Pon maja 06, 2019 1:18 Re: Leczenie "dzikuskow" - kotka z PROBL. STOMATOL. Str 8

Doradźcie cos prosze... bo ja jestem kompletnie rozbita i nie wiem co w tej sytuacji dalej robic :(

Kate23

 
Posty: 777
Od: Sob wrz 13, 2003 15:05
Lokalizacja: Gdynia

Post » Pon maja 06, 2019 4:25 Re: Leczenie "dzikuskow"-kotka z PROBL. STOMATOL./Str 8

Doświadczenie nauczyło mnie jednego. Rwać wszystko. Jeśli to dzik to tym bardziej rwać wszystko.
Do tej pory ZAWSZE wracałam z kotem na kolejne zabiegi. Po co? Raz jeszcze uśpienie, ból, stres. Ale kot domowy i masz możliwość jakiegoś zareagowania.
Z dzikiem już tak nie jest. Łapanka każda może być ostatnią i następnym razem już nie wejdzie. Poza tym zauważysz, że coś się dzieje jak już będzie źle. To nie są domowe warunki. A jak będzie źle to nie wiadomo jak kot zachowa się w cierpieniu. Przestanie jeść i pić, zacznie się ukrywać, polecą nery i reszta.
Rekonwalescencja po takim zabiegu bywa dłuższa. Bywa. Ale nie musi. Tylko trzeba sprawdzać podczas zabiegu na RTG czy wszystko zostało wydłubane.
Powodzenia
Obrazek Obrazek
Dla naszych Słoneczek [*] Kochamy i tęsknimy.

ASK@

Avatar użytkownika
 
Posty: 49209
Od: Czw gru 04, 2008 12:45
Lokalizacja: Otwock


Adopcje: 12 >>

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: KotSib, Majestic-12 [Bot], Slavafug, Szukam_kotki i 17 gości