Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Czw maja 12, 2016 15:31 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Żabcia była u weta!

Kukuczolo pisze:Jaka piękna Żabcia i jaka utalentowana tancerka :love: :love: Może jeszcze się dogada z dziewczynami :)


Wcale jej nie zależy, ani tej burej. Z pozostałymi jest w komitywie, ale bez zażyłości. Żabcię obchodzi w tym stadzie jedyny facet.
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10297
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Nie gru 25, 2016 17:22 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Żabcia była u weta!

Żabcia znowu była u weta regenerować paszczę. Tym razem straciła tylko 5 ząbków. Zauważyłam, że je bokiem i tylko chrupki. A na dodatek źle pije, też bokiem, co skutkowało postępującym odwadnianiem i nie mogło się przedłużać. Frontalnie jedzenia nie atakowała.
Problem z Żabcią jak zwykle ten sam - ze złapaniem niedotykalskiej do kontenerka. U weta byliśmy w ten wtorek, przygotowania do safari zaczęłam 3 dni wcześniej. Najpierw przemyślałam, gdzie ją będę łapać. Miałam kilka możliwości, ale zdecydowałam się na ten sam mały pokoik, co przedtem. Tylko należało go lepiej przygotować, tzn. poza zatkaniem dziur musiałam zabudować pudłami szafę i ułożyć zaporę na gzymsie od zasłon, gdzie mi wtedy wskoczyła. Drugim punktem programu było zwabienie Żabci do tego pokoiku i przymknięcie. Kotka od poprzedniej łapanki już w nim nie sypiała niestety, wpadała tylko do kuwety albo napić się wody. Więc dwa dni wcześniej przeniosłam chrupki, aby tam udawała się do jedzenia (innych pokarmów z uwagi na zęby nie jadła). Zadziałało, Żabcia 2 -3 razy dziennie zaczęła się tam posilać. Teraz wystarczyło tylko wieczorem dnia poprzedzającego weta przymknąć ją tam. Dało radę. W nocy zabrałam jej chrupki, aby była na czczo i zauważyłam, że chowa się pod dość obudowanym stolikiem. Zaczęłam więc obmyślać sposób pojmania jej tam właśnie. Ale na wszelki wypadek wyszykowałam jej też spanko na dolnej półce szafy, którą uchyliłam. No i rano, kiedy przyszłam ją łapać, okazało się, że Żabcia siedzi w szafie. Super! Zamknęłam szafę, oczyściłam teren przed jej drzwiami, ustawiłam sobie na podłodze obok transporter, wzięłam przygotowany wcześniej koc i tym kocem po uchyleniu drzwi opakowałam Żabcię i wsadziłam, zanim zdążyła zaprotestować czy się ogarnąć. Obeszło się bez paniki i nerwów.
Reszta to już fraszka. Doktor świetnie sobie z nią radzi, przy pomocy ręcznika podaje w transporterze narkozę i robi zabieg. Przy okazji wyczyścił jej uszka, uczesał, obciął pazurki i zbadaliśmy krew - nic złego się nie okazało. A ponieważ tym razem nie miała takiego stanu zapalnego, jak za pierwszym razem, to i rekonwalescencja była szybka. Wieczorem Żabcia już jadła i zaraz wielkim głosem zaczęła się domagać wypuszczenia z pokoiku, gdzie dla bezpieczeństwa siedziała po powrocie od weta. Wypuściłam i kicia następnego dnia była obrażona, unikała mnie i za skarby nigdzie nie pozwalała się zamknąć. Trudno było w tej sytuacji podawać jej leki z jedzeniem, bo na tę wędzoną makrelę z wkładką chęć miały i inne koty. Antybiotyku nie zażyła, tylko przeciwbólowe, na szczęście chyba nie był aż tak potrzebny.
Teraz Żabcia znowu je wszystko i z wielką przyjemnością pije wodę, z którą miała wcześniej problemy.
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10297
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Śro lis 21, 2018 21:38 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Wszystkim, którzy jeszcze pamiętają dziczącą niedotykalską Żabcię donoszę, że kicia pozwala się miziać. Gdzieś od miesiąca. W ósmym roku pobytu u mnie. Jej ukochany Szkrabek ostatnio opędza się od niej i jej nachalnych amorów i chyba poczuła się niedopieszczona. Najpierw nieśmiało, a teraz już ileś razy dziennie siada koło mnie i czeka na głaski. Odbywa się to na parapecie, kiedy jestem obok przy kompie. Szybko zdaje się zrozumiała, ile traciła na swoim panikowaniu. Jednak na podłodze unika dotykania.
A tu bohaterowie Szkrabek I Żabcia oraz wspomniany parapet.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10297
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Śro lis 21, 2018 23:57 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Cudnie! :1luvu: to chyba typowe dla tych "dzikusków", że jak w końcu się przełamią, to wybierają sobie 1-2 miejsca na "miłość" ;) u mnie Mamysza na podwórku w ogóle udawała, że nas nie zna, po podłodze przemykała jak dzikus, ale jeśli powoli usiadło się obok niej na zgięciu narożnej kanapy - oooo tam to było mizianko na całego, wywalanie brzucha, ślinienie z ekstazy ;)

Szalony Kot

 
Posty: 22553
Od: Pt wrz 24, 2010 13:01
Lokalizacja: Warszawa

Post » Czw lis 22, 2018 0:13 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Moja też się wtedy ślini, aż kapie :mrgreen:
Nie ma już ponad połowy zębów i łatwo jej wypływa.
Ale od miziania do bezproblemowego zapakowania do weta droga jeszcze daleka Obrazek
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10297
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie


Post » Czw lis 22, 2018 0:18 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Ja to planuję jak napad na bank - co do minuty, o czym można poczytać wyżej :mrgreen:
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10297
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Śro sty 09, 2019 23:51 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Jestem tutaj nowa i nie wiem za bardzo jak poruszać się po forum. Potrzebuję pomocy doświadczonych osób. Raz już skorzystałam z waszych rad i udało mi się znaleźć uciekiniera, a teraz po przeczytaniu całego wątku o Żabce odpowiedzi nie mam. Będzie zapewne długo, ale proszę o wytrwałość. W mojej okolicy jest mnóstwo bezdomnych kotów, staram się pomagać jak mogę. Od jakiegoś czasu dokarmiałam kotkę, bardzo była płochliwa i bita przez koty z kolonii, bała się ich tak bardzo, że jadła w popłochu sprawdzając czy któryś z nich nie nadchodzi. Dlatego dawałam jej jeść bliżej mojego domu, była już dość do mnie przyzwyczajona, na tyle, że siedziałam obok niej i podawałam jej smakołyki z ręki albo dokładałam do miseczki. Kiedy była bardzo głodna brała prosto z ręki, czasami tak słodko sięgała łapką żeby zachować dystans. Z uwagi na to, że to młoda kotka obawiałam się, że mogę przegapić moment rui i młoda zajdzie w ciążę, złapałam ją do klatki pułapki i wysterylizowałam. Zabrałam do domu, dałam oddzielny pokój i święty spokój. Kiedy odebrałam ją od veta powiedzieli, że jest bardzo agresywna i życzą mi powodzenia. I rzeczywiście kicia jest bardzo agresywna, mam feliway i podaje jej zylkene. Starałam się robić wszystko jak Miziel, ale kazdy kot jest inny. Moja Plazma doszła do siebie po operacji i było już całkiem nieźle, zostawiłam jej na noc otwarte drzwi i dwa razy widziałam ja w moim pokoju. Ale któregoś razu, pomimo zaszycia wszystkich otworów, zwiałą do wersalki. Wyciągnełam ją i myśle, że to nie zadziałało na moją korzyść. Już mija 4 tydzień, a Plazma syczy na mnie nadal i warczy. Kiedy próbuje się bawić bije mocno łapką. Nie chce się socjalizować ani ze mną ani z rezydentem 9 letnią, spokojną kotką. Moja Kicia się jej chyba boi. I teraz pytanie. Co mam robić, bo wiem, że Plazma się bardzo boi dlatego tak syczy, pewnie każdy dzień w tym pokoju, to męka dla niej. Nie szuka drogi ucieczki, siedzi tylko w kątku. Zauważyłam, że jak tak syczy, to mogę ją pogłaskać po główce zabawką dla kotów, bananem, ona się jakby uspokaja wtedy, ale sprawdza czy to nie ręka. W sumie to mamy regres po tym wyciąganiu z wersalki. Bo wczesniej po kolacji, zmieniała miejsce i szła spac do pudełka z poduszką, a teraz juz tego nie robi, siedzi tylko wystraszona. Nie wiem co robić, czy głaskać na siłę, czy czekać, czy może ją wypuścić? Ale nie chcę jej wypuszczać, (żyła w zbutwiałych gałęziach, zapchlona i głodna) bo żal mi jej, ale widzę też, że bardzo cierpi, a ja razem z nią. Proszę o rady, bo nie wiem czy ten stan Plazmy nie jest zbyt dużą ceną za pełny brzuszek i ciepłe posłanko. Czy jest szansa, że się poukłada, że Plazma przestanie się tak bać i męczyć?

Kocia plazma

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Od: Wto sty 01, 2019 0:24

Post » Czw sty 10, 2019 0:52 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Daj jej czas, nie zwracaj na nią uwagi, niech mieszka obok Ciebie na swoich warunkach. Z wyciąganiem zrobiłaś błąd, kotka pamięta, ale z czasem zapomni. Powinna mieć w domu swój bezpieczny kąt, np. tekturowe pudło z otworem, w środku poduszka do spania i nikt tam jej nie powinien niepokoić, niech się jej zdaje, że to ona panuje nad sytuacją. Daj jej jakąś myszkę z kocimiętką, niech na razie sama się bawi. Dopiero, kiedy swobodnie będzie chodzić po domu, bez strachu, że zechcesz ją dotykać czy łapać, można próbować zabawy wędką. Wołaj ją po imieniu do jedzenia i stawiaj w bezpiecznej dla niej odległości. Kotka musi się przekonać, że nic jej u Ciebie nie grozi i że zawsze bezpiecznie się wycofa w niedostępne w jej mniemaniu miejsce. Wszystko to musi trwać, dopóki nie wyrobią się u niej nowe odruchy pozbawione lęku. Moje Żabcia dotąd nie pozwala się brać w ręce, choć przychodzi na głaskanie i nie ucieka przede mną. Ja się zresztą jej nie narzucam.
Obrazek
Obrazek

mziel52

 
Posty: 10297
Od: Czw gru 27, 2007 20:51
Lokalizacja: W-wa Śródmiescie

Post » Czw sty 10, 2019 1:11 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Te 4 tygodnie, to od czasu - gdy ją wzięłaś z dworu? po operacji? czy od tego zajścia, gdy ją wyciągnęłaś z wersalki?
rozpisz dokładniej ten czas ? Teraz znowu jest zamknięta w tamtym pokoju, czy ma otwarte pomieszczenie?
Opisałaś jak się zachowuje wobec Ciebie, a jak wobec Twojej kotki? Tzn mniej mi chodzi tu o ich skocenie, a bardziej, żeby nie skrzywdzić Twojego zwierzaka. Jeśli Plazma była bita przez inne koty, to jej kontakty z kotem nawet bardzo spokojnym mogą być dość trudne.

Przede wszystkim- dałabym jej święty spokój, bez zaczepiania, bez prób bawienia się, bez przychodzenia specjalnie do niej- poza miską. Jeśli ona siedzi w tamtym pokoju- spróbuj tam przyjść, posiedzieć, poczytać ksiązkę, obejrzeć film, poczytać forum ( np. na głos? ;) tak, by Cię mogła widzieć, taką siedzącą spokojnie, przyzwyczajała się do Twojego głosu, ale niekoniecznie zwracaj na nią uwagę, nie kieruj sie do niej. Jeśli chcesz, by była tam zamknięta, a masz taką możliwość, położ się którejś nocy tam spać. Może, gdy będziesz spała - ona poczuje, ze to jest taki moment, kiedy może w Twojej obecności się przemieszczać, może nawet wejść na łożko i sobie Ciebie obejrzeć, gdy spisz. Jeśli nie - to zostawiłabym jednak na noc otwarte drzwi od jej pokoju, żeby w ciszy i spokoju na swoich warunkach mogła pomalutku się zapoznawać z mieszkaniem. Pozostaw jej możliwość robienia tego, na co jest gotowa. Na pewno wyciąganie jej na siłę z kryjówki, którą sobie znalazła nie było dobrym pomysłem i spowodowało wycofanie się, ale jeśli przed tym było już nieźle, to jest duża szansa, że z czasem ponownie Ci zaufa. Jeśli już podczas dokarmiania pozwalała na dość bliski kontakt, to nie jest totalnym dzikusem.
Ale tez musisz się liczyć z tym, że może nigdy nie będzie kotem w pełni oswojonym, takim do głaskania, zabaw itp. Może sobie po prostu u Ciebie mieszkać, ale wcale nie oznacza to, że będzie przez to nieszczęśliwa.
Mam taką kotkę ( w sumie, to dwie, ale ta druga, to specjalny przypadek ) , wyłapaną w bardzo zbliżonych do Twoich okolicznosciach, od czasu, gdy ją złapałam, do chwili, gdy mogłam po raz pierwszy pogłaskać minęły prawie dwa lata. Był dość długi czas, gdy się zastanawiałam, czy nie skrzywdziłam jej- do czasu, gdy po kilku miesiącach spróbowałam wypuścić, kicia 2 dni chodziła za mną wszędzie na dworze, nie dając się dotknąć, zblizyć, nie jadła nic. Wyłapanie ponowne okupiłam naprawde konkretnymi ranami, ale było warto- jak tylko znalazła się w domu, uspokoiła się, rozlużniła, poszła do miski z jedzeniem, a potem 2 dni odsypiała, ale widać było, że wróciła do DOMU. Nadal unika raczej dotykania, czasem wydaje się, że nawet z przyjemnością odbiera, gdy ją głaszczę, ale bywa i tak, że widać, że nieco cierpi przy tym - wtedy od razu przestaję. Natomiast widać, że jest jej w domu dobrze, jest spokojna, zrelaksowana, szuka mojego towarzystwa, często układa mi się w nogach, a praktycznie zawsze układa sie do snu w niedalekiej odległości. I jeszcze jedno- nie dalej jak przez świetami BN pisałam tu o niej, jako zupełnie nieobsługiwalnej. Jak ognia bałam się konieczności wizyty u weta. Chyba wywołałam, bo taka konieczność tydzien temu powstała. 3h bawiłyśmy się w berka, ciuciubabkę, czy jak tam to nazwać, żeby ją złapać do transporterka. Myslałam, że u weta bedzie jatka, a całe to zdarzenie spowoduje, ze się totalnie wycofa. Kicia nie dość, że u weta dała sobie zrobić wszystko, to nie było żadnego wycofania, 2 dni później- po prostu do niej podeszłam, wzięłam na ręce i zapakowałam do transporterka, a obecnie coraz bliżej jest mnie, regularnie zajmuje moje miejsce wypoczynkowe i muszę prawie spychać, żeby mnie wpuściła.
Więc przez pryzmat swoich doświadczeń, na Twoje pytanie, czy warto próbować- powiem zdecydowanie tak. Ale jednak tak, by to ona wyznaczała granice kontaktu. Jak już zobaczysz, że w miarę swobodnie i spokojnie porusza się po mieszkaniu, jest wyluzowana, to możesz próbowac inicjować kontakt, zabawę, ale na razie - daj jej decydować. O ile w przypadku malutkich kociaków uważam, że wyciąganie prawie na siłę z dziur, tulenie, głaskanie, nawet wsadzanie sobie za cycki kociaka jest bardzo skuteczne i robi z kociąt miziaki, to w przypadku dorosłych kotów ta druga metoda jest dużo mądrzejsza.
Tak, dla równowagi ;) też długo.

edit ;) można to samo też jak mziel ;) w krótkich zołnierskich ;)
edit2. przeczytałam początek wątku Żabki. Moja Dziewczynka przez 3 pierwsze doby siedziała wbita w 1 kąt pod biurkiem, nie jadła, nie piła, nie załatwiała się. Jak widzisz, początki naprawdę bywają trudne :)

maczkowa

 
Posty: 385
Od: Pon gru 03, 2018 16:47

Post » Czw sty 10, 2019 2:09 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Dziekuje za odpowiedzi.
Więc tak: Plazma była wzięta z dworu i mieszkała u nas około trzy tygodnie. Po tych trzech tygodniach sterylka i jest już cztery tygodnie po sterylce, cały czas u nas ale po sterylce musiałam dać jej inny pokój, także jakby wszystko zaczynała od nowa. Do czasu wyciagania z wersalki była przy mnie bardzo wyluzowana, leżała rozpłaszczona jak plazma i nie reagowała na mnie, nie syczała. Ale jeść przy mnie nie chciała. Po trzech tygodniach od sterylki zaczęłam zostawiać otwarty pokój na noc i te dwie noce Plazma z pokoju wychodziła. Pokój zaczęłam otwierać ponieważ uznałam, że Plazma czuje się już swobodnie (bawiła się bananem z kocimiętką, spała w różnych miejscach, zwiedzała pokój, ale zawsze pod moją nieobecność). I tak po okolo trzech tygodniach ukryła się w wersalce, wyciągnął ją mój mąż, a ja zaszyłam wszystkie dziury i myslałąm, że to załatwi sprawę. Plazma zaczęła syczeć na mojego męża, ale na mnie nie, ale przestała na noc chodzić spać do pudełka z poduszką i nie bawi się już bananem, chyba siedzi w tym kątku cały czas. A dzisiaj rano znowu w wersalce i wyciągnęłam ją tym razem ja i na mnie teraz syczy. Jest nieszcześliwa widzę to. Zamknęłam pokój, zaczynając wszystko jakby od nowa. Zostawię na noc drzwi otwarte. Moja kicia była obrażona przez cztery tygodnie, przestała mruczeć i ugniatać, nie spała ze mną i nie przychodziła na poranne mizianie (kicia jest niedotykalskim kotem, nie lubi kolan i głaskania, ma jednak swoje rytuały w postaci porannego miziania i mruczenia). Ale dzisiaj kini przeszło, miział sie i mruczala, więc foch przechodzą. Do pokoju Plazmy weszła kilka razy, popatrzyła z daleka i odeszła. Na ogrodzie (kicja wychodzi na szelkach) spotkała Plazmę, Plzma ją barankowała, a Kinia ja obwąchała i nie było problemów. Dwie kotki jakby się sobą w ogóle nie interesowały, ignorują się.
Czyli jeśli bym wypuściła, to mogłabym ją stracic. Mam taką śmieszną kocią budkę (dostałam z fundacji dla innego kotka, który nie przeżył kastracji i budka została u mnie) czy wstawić jej ją do pokoju? Wiem, że jestem głupia i narobiłam głupot, ale przestraszyłam się, że utknie w tej wersalce i już nigdy się nie zsocjalizuje, a i może się udusić.

Kocia plazma

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Od: Wto sty 01, 2019 0:24

Post » Czw sty 10, 2019 2:14 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

I nie wiem czy pokój zamykać, czy zostawiać otwarty. Bo mi się wydaje, że mniej ma stresu kiedy jest zamknięta, ale z drugiej strony, to jednak izolacja i nie robiłam jej testów na białaczkę, bo nawet o tym nie wiedziałam.

Kocia plazma

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Od: Wto sty 01, 2019 0:24

Post » Czw sty 10, 2019 2:25 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

Weszłam do niej teraz żeby jej otworzyć drzwi, a ona w swoim pudełku nocnym, bardzo się cieszę, taka piękna jest :1luvu:

Kocia plazma

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Od: Wto sty 01, 2019 0:24

Post » Czw sty 10, 2019 2:54 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

czyli to wyciąganie było w zasadzie dzisiaj? i przedwczoraj? To się nie dziwię, że syczy teraz, po 1 poście myslałam, że to 4 tygodnie trwa. Nie sądzę, by zaszkodziło to definitywnie- daj jej trochę spokoju, niech na nowo okrzepnie. Zamknęłabym ją dzisiaj, żeby miała zupełny spokój po tych emocjach, a potem na spokojnie, stosownie do jej zachowania ponownie próbowała zdobyć jej zaufanie.
leżała rozpłaszczona jak plazma

tzn jak? na brzuchu przywierając do ziemi, czy na boku wyłozona?

maczkowa

 
Posty: 385
Od: Pon gru 03, 2018 16:47

Post » Czw sty 10, 2019 9:47 Re: Oswajanie dzikuna z Koterii. Jest postęp - po latach :)

W ciągu tygodnia dwa razy była wyciągana. Leżała na boku z podkulonymi łapkami, jakby chlebek, tylko na boku, taka wielka i rozlana. Dzisiaj leży inaczej, na brzuchu, taż łapy podkulone, głowa na kocyku lub łapkach. Dzisiaj syczała (jak przed wersalką), tak cichutko i jakby proforma.

Kocia plazma

Avatar użytkownika
 
Posty: 13
Od: Wto sty 01, 2019 0:24

[poprzednia][następna]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Arwilla, Marigold, mb, nfd, Olafina, Teofildemtottemic i 67 gości