Klub Kotów Odnalezionych

Kocie pogawędki

Moderatorzy: Estraven, Moderatorzy

Post » Pt lis 10, 2017 21:43 Re: Klub Kotów Odnalezionych

Witam, śledzę to forum od miesiąca, kiedy zaginął mój ukochany rudzielec Imbir. To Wy dodawaliscie mi otuchy i wiary, że nadzieja nigdy nie umiera.. Ale od początku. Imbir był kotem wychodzącym, ale jak można było mając kota przywiezione że wsi i mieszkając w domu z ogrodem zabronić mu tego?? Codziennie jednak wracał na wołanie reagująca na swoje imię.. Aż do pamiętnego wieczoru.. Pierwsza noc minęła spokojnie, liczyliśmy cała rodzina że wróci następnego dnia (zaznaczam, że jest kastratem). Ale kolejny dzień już nas zaniepokoił. Rozpoczęliśmy poszukiwania. W międzyczasie trafiłam na forum i posiłkowalam się wskazówkami. Rozwiesilismy plakaty, wypytywalismy wszystkich wokół. Zgłosili y zaginięcie w pobliskim schronisku. Ludzie dzwonili.. Okazało się że wokół nas kręcilo się całkiem sporo rudych kotów, ale nie nasz.. Codziennie przesxukiwalam forum z nadzieją czytając posty o znalezionych kotach i licząc, że może i nasz powróci.. I dzisiaj kiedy siedziałam na kanapie stała się rzecz niewiarygodna. Usłyszałam straszliwe miałczenie za oknem. To był on, mój Imbir w stanie dramatycznym. Popłakałam się gdy go zobaczyłam... Wychudzony straszliwie i kustykajacy na 2 łapach (pozostałe połamane i powykrzywiane w różne strony!!). Ale żywy!!! Dopadł do miski z jedzeniem a potem przytulał się tak jak dawniej. Jesteśmy już po wizycie u weterynarza. Imbir ma liczne złamania i zwichniecia(prawdopodobnie po wypadku komunikacyjnym) jakim cudem przeżył niewiadomo? W przyszłym tygodniu czeka go operacja a potem rehabilitacja. Nie wiemy czy odzyska sprawność, ale ma siłę walki. Tym postem chciałabym wlać nadzieję w serca wszystkich poszukujących. Musicie wierzyć i koniecznie dokładnie przeszukuje teren wokół domu. Ja chyba zrobiłam to za mało dokładnie czego teraz bardzo żałuję, bo pomoc mogłaby nadejść szybciej..

Cicha35c

 
Posty: 1
Od: Pt lis 10, 2017 21:14

Post » Pon lis 20, 2017 10:54 Co zrobić jak zaginął kot? Rozpowszechniajcie.

Kilka ładnych lat temu zaginął mój pięcioletni kocur. Po kilku dniach rozpaczliwego płaczu przyszedł etap racjonalnego myślenia... Zaczęłam szukać wszędzie, obdzwoniłam wszystkich znanych mi kociarzy, przejrzałam wszystkie polskie i zagraniczne fora z wątkami o poszukiwaniach kotów, rozmawiałam z kim się da. Byłam tak zdeterminowana, że chciałam brać kredyt żeby ściągnąć ekipę z psami z gór, która odnajduje zaginionych w śniegu ludzi jak również rozważałam spotkanie z jasnowidzem... (!). Szalone pomysły ale zrobiłabym wszystko żeby odnaleźć moje dziecko...:(
Ze wszystkich porad i ogólnie zebranych informacji ułożył się pewien schemat poszukiwań. Zastosowałam go w 7- dniu zaginięcia. Kot się odnalazł. Szczęście i radość. Ulga... Na spokojnie przeanalizowałam wszystko i okazało się, że hipotetyczny scenariusz samego zaginięcia był nadzwyczaj prawdopodobny. Wtedy, bo teraz mam co do niego dużo większą pewność. Udało mi się wg tego schematu odnaleźć sporo kotów (jedynie telefonicznie udzielając w tym zakresie porad). Chciałabym przekazać tą wiedzę innym- może dzięki niej uda się kolejnym ludziom odnaleźć swoje zaginione kocurki.

Muszą być spełnione dwa warunki żeby poszukiwanie kota miało i jakiekolwiek nadzieje i jakikolwiek sens. Kot musi być kastrowany i musi być to nie dalej niż 7-8 dni od zaginięcia. Potem szanse są znikome. Przede wszystkim pierwszego dnia po zaginięciu siadamy do komputera i cały wszechświat informujemy o zaginięciu naszego kota: FACEBOOK i wszystkie możliwe fajsbukowe grupy kocie, fora kocie, lokalne portale prosimy o umieszczenie informacji. Koniecznie drukujemy ogłoszenia z wyraźnym zdjęciem kota, z dużym napisem: ZAGINĄŁ KOT i dużym napisem: NAGRODA (nagroda jest bardzo ważna bo wtedy ludziom "opłaca" się rozglądać). Ogłoszenia rozwieszamy najlepiej w koszulkach na dokumenty żeby nie zmokły (miejscem wkładania do dołu oczywiście :) ) i rozwieszamy: w sklepach, w przychodniach weterynaryjnych, w sklepach z karmą dla zwierząt, na przystankach, na klatkach wszystkich pobliskich bloków. Zgłaszamy również do Straży Miejskiej/Gminnej oraz do Urzędu Miasta/Gminy do Wydziału Ochrony Środowiska. Jeśli w okolicy są karmicielki lub koci wolontariusze/organizacje pro zwierzęce- do nich też warto się uśmiechnąć w tej sprawie. Jeśli Cię na to stać- wrzucasz info na billboard. Robisz to wszystko w pierwszym dniu! Czas gra rolę.
Na początku niestety musisz się nastawić na to, że kot nie żyje. Przechodzisz okoliczne ulice z dwóch stron, oglądasz rowy i teren blisko ulicy ( do kilkunastu metrów również dalej). Robisz przegląd otoczenia: zaglądasz pod samochody, pod balkony, w krzaki. Sprawdzić trzeba czy gdzieś nie leży umierający lub martwy kot. Można też zadzwonić na Straż Miejską i dopytać czy nikt nie zgłaszał do zabrania truchełka kociego.
Jeśli nigdzie go nie ma to dobry znak, znaczy że może żyć.

KOT WYCHODZĄCY
Kot wychodzący (kastrowany!) ma "swój" teren. Ten teren to taki, na którym czuje się pewnie i swobodnie, na którym nie ma innych kotów (zwłaszcza niekastrowanych), nieprzyjaznych psów, ludzi itd. Po tym terenie kot zazwyczaj się porusza po czym na luzie wraca do domu. Jeśli się czegoś przetraszy to po prostu ucieka do domu. Czasem jednak, szczególnie z powodu ciekawości kot przechodzi na teren neutralny ( to taki, na którym nie grasują niekastrowane kocury ale taki, na który kot rzadko się wypuszcza; może to być teren dalej domu lub za jakimś winklem, na innym poziomie itd.Kot zobaczy ptaszka, motylka lub po prostu coś go zaciekawi) I czasem jak kot znajdzie się na tym terenie neutralnym i coś go wystraszy (np. niespodziewanie ktoś kichnie, samochód zatrąbi, pies zaszczeka lub pojawi się inny niespodziewany lub/i głośny dźwięk) to kot może przeskoczyć na "teren obcy". Na tym terenie zaczyna się totalna panika, włącza się instynkt samozachowawczy i kot zamienia się w dzicz. Biegnie do pierwszego miejsca, w którym może się schować. Miejsce to może być oddalone o 50 metrów ale równie dobrze może być dwa metry dalej. Kot zazwyczaj biegnie przed siebie aż dotrze do miejsca, w którym "robi się niewidzialny". I w tym miejscu kot może siedzieć aż do odwodnienia i śmierci głodowej. Jest sparaliżowany strachem. Jest dużo prawdopodobieństwo, że nie poruszy się bez wsparcia człowieka- dlatego tak ważne są poszukiwania (oczywiście niektóre koty same wracają ale są to jednak rzadsze przypadki).
Inną sytuacją, w której może zaginąć wychodzący kot jest bardziej przyziemny powód. Często przed świętami, majówką czy dłuższymi weekendami ludzie się orientują, że kot nie wrócił do domu. Okazuje się często, że koty wychodzące (po wielokroć niezauważalnie) "grasują" sobie po domach, garażach czy wszelkiego rodzaju komórkach sąsiadów. Sąsiedzi wyjeżdżają na świąteczną przerwę i ... zamykają dom z czyimś kotem w środku.

POSZUKIWANIA KOTA WYCHODZĄCEGO
Koty wychodzące (kastrowane!) mają zazwyczaj swój ulubiony kierunek. Rzadko lub nawet wcale (przynajmniej o tym nie słyszałam nigdy) się nie zdarza, żeby kot wychodzący chodził w różnych kierunkach ( nie mam tu na myśli chodzenia poprostu wokół budynku tylko na dalsze dystanse). Trzeba się skupić i przypomnieć w którym kierunku kot zazwyczaj sobie spacerował. Stańmy tyłem do budynku i popatrzmy od lewej do prawej, wyobrażając sobie taką ćwiartkę okręgu. Po tej ćwiartce, w promieniu do 100-150 metrów max będziemy szukać kota. Rozejrzyjmy się stojąc tyłem do budynku- czy widać jakieś miejsce (garaż, wejście do piwnicy, samochód, komórkę, krzaki, pobliską budowę, nieczynną studzienkę itp) gdzie mógłby się schować kot. Nie pomijajmy drzew! Miałam taki przypadek, w którym kot schował się właśnie na drzewie, nie miauczał, nikt mu nie pomógł i tam umarł z głodu. Koty zazwyczaj się drą z drzew jak nie mogą zejść ale jak widać- nie zawsze więc nie pomijajmy tych drzew.
Na poszukiwania możemy wyjść w dzień ale są to raczej bezowocne poszukiwania. Na konkretne poszukiwania wybieramy się pierwszy raz między godziną 23 a 1 w nocy a na kolejne około 4 nad ranem. Dlaczego? Kot jest sparaliżowany strachem- jak już wcześniej wspomniałam. Najprawdopodobniej nie poruszy się sam, zwłaszcza jak wokół coś słychać, ludzi, psy, samochody i inne hałasy. To nie pomaga. Musi być cicho, trzeba wyeliminować ten czynnik powodujący stres. Kot musi mieć też bodziec, który doda mu odwagi. W tym celu stosujemy walerianę, dużo waleriany :) (waleriana, jak ja to mówię- działa na kota jak wódka na człowieka ;), dodaje odwagi, pewności siebie). Kupujemy 3 buteleczki w pobliskiej aptece (koszt chyba ze 3zł za buteleczkę). Polewamy solidnie cały teren poszukiwań. Wracamy do domu. Waleriana dotrze do kota szybko bo jest bardzo intensywna a i trzeba pamiętać, że koty mają bardzo dobry węch. Kot więc będzie w pewnym sensie oszołomiony ale trzeba mu pomóc dalej. Wracamy po godzinie (lub mniej, zależy czy dobrze już wszędzie czuć zapach waleriany). Zaczynamy wołać kota. Kici kici naprzemiennie z imieniem. Używamy każdego dźwięku, na który kot reagował (mój Tata np. zwołuje koty ostrząc noże ;) jak słyszą to się zbiegają z całego domu).
Dwa kroki, wołamy/nasłuchujemy. Dwa kroki i powtórka. Szukam godzinę lub dwie. W każde miejsce świecimy dobrą latarką. Na drzewa też. O ile kota nie zobaczysz- zwłaszcza jak jest np. czarny to kocie oczy pięknie odbiją światło. Chodzimy, wołamy, nasłuchujemy. Czasem kot sie nie odezwie ale czasem wręcz przeciwnie. Usłyszysz cichutkie "miuł"...Zwłaszcza jak ludzki głos się oddala z miejsca, w którym kot się schował- kot może zamiauczeć, jakby wołał osobę, która go szuka. Może być tak, że się jednak nie odezwie, nie znajdziesz go i wrócisz do domu. Ale kot już będzie wiedział, że ktoś był, że ktoś go szukał. Będzie poniekąd czuł Twoją obecność, trochę się odważy, waleriana zrobi swoje i ...wystawi łapkę, a jak wyjdzie łapka to i resztę pociągnie :) i kot pobiegnie do domu ile tchu, w kierunku, w którym "odchodził" Twój wołający go głos. W tym miejscu pamiętaj by drzwi zostawić otwarte! Jeśli nie ma takiej możliwości to przed domem/klatką zostaw otwarty, zakryty kocem transporterek i cały czas sprawdzaj. Miej otwarte/uchylone okno bo kot, który przybiegnie będzie Cię wołać miauczeniem.
Bardzo ważna rzecz! Na poszukiwania staraj się zabrać transporter bo jeśli znajdziesz kota podczas poszukiwań to przecież musisz go zabrać. Pamiętaj! Kot na obcym terenie może się zachowywać jak totalna dzicz. Może w tej całej panice bardzo dotkliwie podrapać, wyrwać się i kolejny raz uciec. Znalezionego kota bierzemy pewnym ruchem i natychmiast wkładamy do transporterka. Dopiero po jakiś 15-20 minutach a niektóre koty po godzinie- ogarniają, że są w domu, są bezpieczne i dopiero zachowują się racjonalnie.
Po takiej przygodzie z kotem trzeba iść koniecznie do lekarza. Uważam, że po kilku dniach głodówki trzeba koniecznie zbadać krew żeby zobaczyć co to zdarzenie zrobiło z kotem. Lepiej wydać te 60 czy 80zł na badania i wcześnie zareagować.

KOT NIEWYCHODZĄCY
Kot niewychodzący ma "swój teren" w swoim domu/mieszkaniu. Każdy praktycznie teren poza tym miejscem będzie dla niego obcy (nawet metr po oknem na parterze- to też będzie dla niego środek dzikiej Amazonki..). Kot spada z balkonu lub ucieka przed drzwi i znajduje się na obcym terenie. CD- czytaj wyżej.
Obrazek

Kasztanowa

 
Posty: 33
Od: Czw kwi 26, 2012 18:04

Post » Pon lis 20, 2017 10:57 Re: Co zrobić jak zaginął kot? Rozpowszechniajcie.

Jeśli jednak, po dwukrotnych poszukiwaniach (czyli dwie noce w dwóch dobach) nie udało Ci się odszukać kota to pamiętaj żeby skontaktować się z okolicznymi karmicielkami i poprosić je o sygnał jeśli do ich stadka przybłąka się kot o wyglądzie podobnym do Twojego. Kontakt do karmicielek można dostać od lokalnej organizacji pro zwierzęcej lub z Urzędu Miasta/Gminy, z Wydziału Ochrony Środowiska lub w mniejszych miejscowościach- z Wydziału Usług Komunalnych (oczywiście jeśli prowadzony jest spis karmicielek).
Obrazek

Kasztanowa

 
Posty: 33
Od: Czw kwi 26, 2012 18:04

Post » Pon lis 20, 2017 20:16 Re: Co zrobić jak zaginął kot? Rozpowszechniajcie.

Obrazek

mimbla64

Avatar użytkownika
 
Posty: 10371
Od: Pon lis 12, 2007 9:29
Lokalizacja: Warszawa Wola

Post » Śro lut 06, 2019 23:31 Re: Klub Kotów Odnalezionych

Kolejny kotek do Klubu :)

W skrócie: w poniedziałek, na najdziwniejszej łapance ever, przypadkowo wlazła do klatki nie ta kotka, co trza ;)
Trisia, z poharatanym pyszczkiem i b. ciasno zapiętą starą obróżką przeciwpchelną, brudna jak nieszczęście (no, ale pogoda była taka, że wszystko brudne).
Dzisiaj namierzyłam na fb ogłoszenie o zaginięciu Miśki <3
Zaginęła we wrześniu ubiegłego roku, ok. 5 km od miejsca znalezienia 8O
Wędrowniczka już w domu, a ponieważ przekazanie kotka odbyło się w lecznicy (gdzie pannę wstawiłam na parę dni i ew. kastrację), to od razu namówiłam państwa na czipowanie :)
Kotka już wcześniej była wykastrowana, przyjechała po nią cała rodzina - radość nie z tej ziemi :1luvu:
Wracałam do domu ucieszona od ucha do ucha ;) aż się ludzie dziwnie na mnie patrzyli :lol:
I cały czas się śmieję :)
Obrazek
Pan zadzwonił do mnie jeszcze raz już z domu, że wszystkich poznała, dom poznała, przywitała się z resztą zwierzaków (mają jeszcze jednego kota i dwa psy) i ogólnie się zachowuje jakby wróciła po kilkugodzinnej wycieczce. Koty ;)
Pełna historia i więcej fotek tutaj https://web.facebook.com/KotFort/posts/2323257894572532

Szukajcie do skutku i nie traćcie nadziei! :1luvu:

No i czipujcie, bo znalezienie na fb ogłoszenia sprzed pół roku to raczej w kategorii cudu należy liczyć ;)

OKI

Avatar użytkownika
 
Posty: 42584
Od: Śro gru 23, 2009 19:05
Lokalizacja: Warszawa

Post » Śro lut 06, 2019 23:36 Re: Klub Kotów Odnalezionych

Super historia. :D
Jak ona zaginęła?
Była wychodząca?
Obrazek

mimbla64

Avatar użytkownika
 
Posty: 10371
Od: Pon lis 12, 2007 9:29
Lokalizacja: Warszawa Wola

Post » Śro lut 06, 2019 23:43 Re: Klub Kotów Odnalezionych

Tak, była wychodząca.
Wsiadła niezauważona do samochodu.
Wysiadła (zauważona) na stacji benzynowej przy Prymasa Tysiąclecia :strach:
Pan mówił, że zostawił uchylone okno, z 10-15 cm i jak tankował to zobaczył kotka wylewającego się przez tę szparę, ale kotek się wylał za szybko i od razu dał dyla na pobliską budowę. Szukali tam dość długo, były ogłoszenia podobno itd.
Osobiście podejrzewam, że kotek gdzieś przycupnął i po nocy namierzył inny samochód, którym się przemieścił dalej.
Ale jak naprawdę było, to tylko kotek wie ;)
Cud, że jej na tej stacji lub na trasie nic nie rozjechało; kolejny, że przeżyła jakoś te 5 niefajnych pogodowo miesięcy; cud, że wlazła do klatki - 2 razy ją odganiałam, bo były podejrzenia, że to wychodzący lokalny kot; no a że to stare ogłoszenie znalazłam, to w ogóle cud nad cudami, bo nigdy nic mi się nie udaje znaleźć na fb - nawet jak to widziałam 5 minut wcześniej :twisted:

OKI

Avatar użytkownika
 
Posty: 42584
Od: Śro gru 23, 2009 19:05
Lokalizacja: Warszawa

Post » Śro lut 06, 2019 23:57 Re: Klub Kotów Odnalezionych

po prostu to było jej pisane, takie zbiegi okoliczności są rzeczywiście cudem.

Avian powinna Znikota dopisać do klubu.

izka53

Avatar użytkownika
 
Posty: 12271
Od: Śro wrz 29, 2010 13:54
Lokalizacja: Poznań

Post » Czw lut 07, 2019 0:02 Re: Klub Kotów Odnalezionych

OKI pisze:Tak, była wychodząca.
Wsiadła niezauważona do samochodu.
Wysiadła (zauważona) na stacji benzynowej przy Prymasa Tysiąclecia :strach:
Pan mówił, że zostawił uchylone okno, z 10-15 cm i jak tankował to zobaczył kotka wylewającego się przez tę szparę, ale kotek się wylał za szybko i od razu dał dyla na pobliską budowę. Szukali tam dość długo, były ogłoszenia podobno itd.
Osobiście podejrzewam, że kotek gdzieś przycupnął i po nocy namierzył inny samochód, którym się przemieścił dalej.
Ale jak naprawdę było, to tylko kotek wie ;)
Cud, że jej na tej stacji lub na trasie nic nie rozjechało; kolejny, że przeżyła jakoś te 5 niefajnych pogodowo miesięcy; cud, że wlazła do klatki - 2 razy ją odganiałam, bo były podejrzenia, że to wychodzący lokalny kot; no a że to stare ogłoszenie znalazłam, to w ogóle cud nad cudami, bo nigdy nic mi się nie udaje znaleźć na fb - nawet jak to widziałam 5 minut wcześniej :twisted:


Niesamowite faktycznie.
Kotka charakterystyczna na szczęście, z czarną lub burą, bez chipa by się nie udało.
Gdybym była opiekunem, to bym Cię ozłociła. :ok:
Obrazek

mimbla64

Avatar użytkownika
 
Posty: 10371
Od: Pon lis 12, 2007 9:29
Lokalizacja: Warszawa Wola

Post » Czw lut 07, 2019 0:12 Re: Klub Kotów Odnalezionych

mimbla64 pisze:
OKI pisze:Tak, była wychodząca.
Wsiadła niezauważona do samochodu.
Wysiadła (zauważona) na stacji benzynowej przy Prymasa Tysiąclecia :strach:
Pan mówił, że zostawił uchylone okno, z 10-15 cm i jak tankował to zobaczył kotka wylewającego się przez tę szparę, ale kotek się wylał za szybko i od razu dał dyla na pobliską budowę. Szukali tam dość długo, były ogłoszenia podobno itd.
Osobiście podejrzewam, że kotek gdzieś przycupnął i po nocy namierzył inny samochód, którym się przemieścił dalej.
Ale jak naprawdę było, to tylko kotek wie ;)
Cud, że jej na tej stacji lub na trasie nic nie rozjechało; kolejny, że przeżyła jakoś te 5 niefajnych pogodowo miesięcy; cud, że wlazła do klatki - 2 razy ją odganiałam, bo były podejrzenia, że to wychodzący lokalny kot; no a że to stare ogłoszenie znalazłam, to w ogóle cud nad cudami, bo nigdy nic mi się nie udaje znaleźć na fb - nawet jak to widziałam 5 minut wcześniej :twisted:


Niesamowite faktycznie.
Kotka charakterystyczna na szczęście, z czarną lub burą, bez chipa by się nie udało.
Gdybym była opiekunem, to bym Cię ozłociła. :ok:

Pan się zachował ;)

Burą (fakt, z białym) też mi się kiedyś udało rozpoznać w ogłoszeniach po jakimś pół roku ;)
Pożyczałam klatkę właścicielce - nie udało się złapać kota.
I parę miesięcy później rozpoznałam ją w ogłoszeniu "znaleziona".
Tylko tu mój udział się ograniczył do rozpoznania kota i oznaczenia właścicielki pod postem ;)
Ale to była ta kotka.
Też się przewędrowała z Grochowa do Centrum :twisted:
Niewychodząca była.

Inna kotka też znalazła się po ponad pół roku (zaginęła też koło września, znalazła się w maju chyba?), na drugim końcu Warszawy - ta na szczęście miała czip.
Też niewychodząca była ;)

Generalnie w takim mieście jak Warszawa, gdzie pełno samochodów, to po kilku miesiącach kot może być wszędzie, więc w miarę upływu czasu od zaginięcia trzeba rozszerzać obszar poszukiwań, przynajmniej internetowo.

W odnalezieniu wszystkich kotów olbrzymią rolę odegrała grupa Zaginione/Znalezione zwierzęta - Warszawa i okolice https://web.facebook.com/groups/ZaginioneWarszawa/
Dość drastyczne reguły ;) Ale działa i zwierzaki wracają do właścicieli :ok:
W innych rejonach kraju działają analogiczne grupy i naprawdę bardzo warto ogłaszać tam zarówno zguby, jak i znajdy.

OKI

Avatar użytkownika
 
Posty: 42584
Od: Śro gru 23, 2009 19:05
Lokalizacja: Warszawa

Post » Wto cze 18, 2019 0:25 Re: Klub Kotów Odnalezionych

:!:
Obrazek

Obrazek

KITKA[*]28.03.2011 ŻUCZEK[*]17.04.2013 BUNIA[*]30.03.2015 BUBA [*] 12.10.2015 ZUZIA[*] 14.01.2018
Do zobaczenia nasze kochane

ankacom

 
Posty: 3780
Od: Wto wrz 14, 2010 17:23
Lokalizacja: Białystok

Post » Wto lip 02, 2019 16:51 Re: Klub Kotów Odnalezionych

viewtopic.php?f=1&t=191767
Dla tych, którzy szukają swoich kotów, kolejna historia cudu: Bobik zaginiony w Falenicy odnaleziony po 25 dniach.
To są moje spekulacje. Niepotwierdzone, ale wysoce prawdopodobne. Kot nie siedział w przewodzie wentylacyjnym. I nie można go zatkać. Musiał wejść w zbiorczy przewód od kabli komputerowych w serwerowni czy co oni tam mają. I się zaklinować. Chudł, przeciskał się dalej. Aż udało mu się przecisnąć do szafy w biurze, gdzie jest wyjście okablowania. Wcześniej pewnie jadł tylko zabłąkane owady. Nie wiem co pił, może wodę skraplającą się od klimatyzacji.

Budynek był dokładnie sprawdzany, czterokrotnie. Gdyby Bobi, nie daj Boże, nie miał z czego chudnąć, to pewnie by nie przeżył. Nawet gdyby miauczał, nie byłoby słychać, tego typu instalacje są dobrze izolowane. Wejść musiał w środku, w dodatku z jakiegoś nietypowego miejsca. Więc mimo dokładnego sprawdzenia - nie udało się go znaleźć. I gdyby nie schudł i się nie przecisnął, to pewnie by tam umarł. Na szczęście żyje.

Wydaje się być w znacznie lepszej kondycji niż się spodziewałem. Po kroplówce i witaminkach od razu zrobił się ciut cięższy. Mięsko je chętnie, ale na raty. Jest bardzo, bardzo chudy, ale nadrobimy. Nie ma bolesnych miejsc, nie jest ranny, jest czysty.

Jutro pojedziemy na badania ogólne. W miarę potrzeb porobimy kolejne badania. Odrobaczać teraz na pewno nie będziemy.

Nie jest w ogóle wystraszony. Tzn. Hanki R. się wystraszył, ale do mnie tuli się jak szalony. I drapie w drapak, rozgląda się po domu i ogólnie mówi "pogłaskaj! pogłaskaj!". Chętnie podpija wodę z kubeczka. I mleczko. Mleko zawsze dobrze tolerował, nigdy nie miał sensacji, więc odrobinę mu wolno.

W lodówce czeka strzykawa z drugimi witaminkami, ale to na jutro.

Bobi wymaga gruntownego odkarmienia, ale sierść wygląda na zdrową, oczy żywe, nie wykazuje żadnych cech kota chorego. Przysypia mu się tylko, ale nie dziwota, mnie też.

Prawie się poryczałem, jak w domu próbował upolować i zjeść muchę. Mało nóg nie połamałem lecąc dokroić mu mięsa.

Możliwe, że w ostatnich dniach już mu się zdołało przecisnąć, bo pracownikom firmy znikały bułki. Ale najwyraźniej był na tyle zestrachany, że wolał z powrotem wleźć w przewody. Na pewno nie był tam całe 25 dni luzem. Jedzenie zaczęło znikać kilka dni temu. Musiał autentycznie przecisnąć się jak już schudł wystarczająco i próbować nadrobić tymi bułami długi okres bez jedzenia.

Na szczęście jeden z pracowników go znalazł. Na szczęście nie zwiał znowu w żaden przewód. Na szczęście był na tyle przytomny, żeby nie próbować łapać spanikowanego kota tylko przyjść po kogoś, kto go zna.

Chciałbym podziękować wszystkim za pomoc. Szczególnie Gusiek i Marzeni, które ratowały przez ostatnich kilka tygodni moją psychikę. Wszystkim tym, którzy pomogli osobiście, fizycznie szukając Bobika. Każdemu, kto wpłacił pieniądze. Kto ogarniał ogłoszenia, ratował karmą, telefonem i mapkami. Dziękuję za udostępnianie wydarzenia, upowanie wpisów na fb. Za rozklejanie ogłoszeń i wrzucanie ulotek. Jeżeli za coś zapomniałem podziękować, to dziękuję też, po prostu wyrąbany z butów jestem i trochę nie ogarniam.

Hania niechęci do Bobika nie odczuwa, prychnęła na niego, a on ją pogonił, ale to jest ich normalne zachowanie. Chwilę później lizały się po pyszczkach.

Reprymendować Bobcia nie będę. Nie jego wina, że się gdzieś zaplątał. Blisko był, tak blisko.

Odpowiadając na pytanie: tak. Bobi chce sam pić i jeść. Ogólnie nie zachowuje się inaczej niż zwykle, poza tym, że pozwala się głaskać nie tylko mnie.

Po kroplówce już widać poprawę, bo wcześniej skóra na karku mu nie wracała za szybko na swoje miejsce. Już wraca, nie jest najgorzej.

Czytać już mogę spokojnie wszystko i odpisywać, pełnia szczęścia :lol:

Bobi dostał witaminki do końcówki kroplówki, właśnie, żeby nie marudzić, ale i tak marudził nieprzytomnie.
Obrazek

magicmada

Avatar użytkownika
 
Posty: 14452
Od: Śro paź 05, 2005 19:10
Lokalizacja: moose county

Post » Śro lip 17, 2019 12:18 Re: Klub Kotów Odnalezionych

izka53 pisze:
Avian powinna Znikota dopisać do klubu.


No własnie!
Nawet nie wiedziałam, ze jest taki wątek 8O

Znikot- 2 miesiace na gigancie, po ucieczce podczas przeprowadzki swojej rodziny do nowego mieszkania. Niefortunny splot zdarzeń i kot znalazł się na obcym terenie, zimą :(
Znalazłam cudem, jest u mnie - pewnie ta ucieczka była gdzieś w kosmosie zaplanowana, bo dzieki temu miałam okazję przekonać sie jak dobrym domem byli jego ludzie :roll: Był u nich 9 miesięcy.
U mnie od stycznia, cały czas leczymy niewydolność nerek, więc raczej będzie wiecznym tymczasem. Niezwykły, nieziemski, cholernie bystry i inteligentny kot :201461

Wątek poszukiwawczy :
viewtopic.php?f=1&t=187788
Obrazek

Avian

Avatar użytkownika
 
Posty: 26431
Od: Śro lip 05, 2006 13:15
Lokalizacja: Poznań / Luboń

[poprzednia]



Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Alicjaa, ASK@, Blue, jolabuk5, KM_Emmie, Monika_Wolska i 37 gości