» Sob mar 08, 2008 10:40
udało się
Dzisiaj rano mój płochliwy Wacio nie wytrzymał i kiedy długo łaskotałem Kufcię, przyszedł, ocierał sie o nogi, a potem wywracał brzuszkiem do góry, miotał się w pionie i poziomie, pozwalał głaskać i mruczał, jak cudnie mruczał! To, jak i inne symptomy, pozwalają uznać, że proces adaptacji do miejsca adopcji zakończył się. Kotki chodzą po domu jak po swoim, chodzą na łapkach a nie na brzuchach. Wczoraj kupiłem szczura na wędce, który miał grzechotkę w środku -- cóż to były za łowy! Akrobatka Kufcia latała w powietrzu, Wacio na swój oszczędny sposób też się przyłączył i nawet nieco rozruszał. W nocy COŚ przyszło do mie, delikatnie ułożyło się w nogach i troszeczkę tam poleżało. Tym samym zawieszam swoje relacje, bo jest już bardzo dobrze. Będę pisał, gdyby działo się coś szczególnego. Czas życzyć udanej adopcji dwóm pozostałym maleństwom (o ile Beret godny jest tego miana, hihi), najlepiej żeby ktoś wziął oba razem...
Dziękuję wszystkim ratowniczkom, ratownikom, opiekunkom i opiekunom. Bez Was byłoby dawno po kotach.
Michał