Aleksandro, trzymam mocno, aby wszystko potoczyło się gładko i spokojnie!
Ja mam niewielkie doświadczenie w łączeniu kotów, tylko 2 razy przynosiłam rezydentowi "prezent" w postaci małego rywala

, miałam przy tym duszę na ramieniu co z tego wyniknie (spodziewałam się totalnej wojny, wszelkie znaki na to wskazywały ale nie było wyboru..), ale tak jak pisała Moka, jest taki moment, kiedy będąc już totalnie zdeterminowaną, oznajmia się kotom, że tak ma być, koniec - kropka, muszą się dogadać, bo nie ma innej opcji. U mnie zadziałało

Koty, nie wiem jak to określić - czują determinację Człowieka, konieczność zaakceptowania sytuacji i jeśli nie jest to wielka przyjaźń od pierwszego zamruczenia to przynajmniej Kotuchy zaczynają schodzic sobie z drogi, zaczyna panować takie kojące nerwy zawieszenie broni, a potem jest coraz lepiej, coraz spokojniej..
Kropelki Bacha polecam jak najgoręcej - jesli nawet nie będą miały one kojącego wpływu na koty, to na pewno śwadomość, że je podajesz, będzie miała zbawienny wpływ na Twoją podświadomość

a koty będą to "czytały" z Ciebie, czyli na jedno wyjdzie..
Jejej.., Aleksandro, nie wiem, jak to ubrać w słowa, ale Twoje decyzja o ratowaniu tych 2 sierot... wszystkie słowa są "za małe"...