Pani mnie prosiła żeby babiszonowi z parteru pokazać, że kotce jest dobrze.
Szukałam jej zdjęć z zeszłego roku, jak była w tragicznym stanie. Na pewno miałam ale gdzieś się schowały i nie znajdę.
Wtedy dopiero wyglądał koszmarnie.
Do tego miała guz pod gardłem na boku, który jej pękł i wylała się ropa.
Wszystko się do niej kleiło, liście, sucha trawa, błoto, była tak brudna i oblepiona, że zupełnie nie widać było, że ma biały szaliczek.
Myślałam, że ona jest cała bura, a ona była bura z brudu.
Jeśli przeżyła zeszłą zimę w takim stanie to chyba jest w stanie jeszcze troche pożyć.
Najgorsze jeśli to na języczku będzie narastać, bo w końcu koteczka nie będzie mogła jeść, przełykać.
I wtedy to już będzie skazana tylko na głodową śmierć.
Szkoda, że nie wiadomo, jak te zmiany wyglądały wcześniej, nie ma porównania, czy się powiększa, czy nie.
Dałam pani wczoraj 20,00 na mięsko dla wszystkich

Tak sobie myślę, że trzeba jej kupić jakieś witaminy, coś dobrego i wzmacniającego, co koty chętnie jedzą z karmą, żeby jej na razie nie denerwować, bo ma dość wrażeń z lecznicy.
Znacie coś takiego, oprócz pasty z Miamora. Spróbuję dać do mięska VetoMune albo choć trochę tego drugiego (?) , co było w paczce